Potężny kataklizm rzucił na kolana obywateli Cove. Płomień o niespotykanej sile rażenia zagrażał całemu miastu, spowijając nadmorską osadę w mroku sadzy i kłębów dymu. Zatrwożeni mieszkańcy uciekali z Cove w popłochu, brodaci wieszcze ogłaszali koniec dziejów, zaś władze miasta - zabarykadowane w jednym z budynków municypialnych - apelowały o spokój, obserwując z przerażeniem panikę pogrążającą miasto w chaosie. Mag miasta Horg, po rozpruciu sakralnego byka, stwierdził z przekonaniem, iż auspicje nie wyglądają różowo. Znaki na niebie i we flakach wskazywały na rychłą zagładę miasta. Próżno szukać pomocy...
-- Tam w oddali Fodr, widzisz? Miasto Cove potrzebuje naszej pomocy. Miasto Cove potrzebuje cudów jej największej obślizgłości. -- Westchnął z przekonaniem Erestor, mknąc przez trakt Yew-Cove na czarnym rumaku.
-- Widzę dym. To zapewne spisek. -- Odpowiedział ze spokojem Fodr - najznakomitszy strażak w historii Sosarii - następnie wywrócił oczyma i pogłaskał po grzbiecie swoją wierną lamę.
Ci dwaj niestandardowi i irracjonalni osobnicy mieli w następnych godzinach zadecydować o losie milionów "Ropucha winnych" mieszkańców Cove. Wtedy nie wiedzieli, że ich brawura i fanatyzm religijny, staną na straży ochrony życia i moralizmu.
Słońce zachodziło nad miastem, pustszył je nieokiełznany żywioł, gorejący płomień rozświetlał gwieździste niebo. Dwaj dzielni kultyści przemknęli ulicami Cove i dotarli do władz miasta, które próbowały desperacko opanować ogień.
-- Wszelkie metody zawiodły, nie potrafimy opanować żywiołu, -- lamentowała Sinthia -- lanie wody nic tu nie pomogło, jesteśmy zgubieni.
Fodr, zerknąwszy na majestatyczny płomień wyrastający z ziemii, oznajmił z charakterystyczną dla siebie werwą:
-- Potrzeba piachu... I kanapki z serem - dla mnie.
-- Zdaje się, że mój sprawny inaczej kompan wpadł na dobry pomysł. Zastosowanie piasku pozwoli zdławić płomienie, a kanapka z serem zaspokoi głód Fodra, a to także jest istotne.
Sinthia zmrużyła oczy i przeszyła swym wnikliwym wzrokiem Fodra i Erestora. Znała ich obydwu. Fodr - wielokrotny recydywista, banita, obstrukcjonista, twórca koterii wewnątrzpartyjnych, uczestnik spisku drobnoburżuazyjnego i zuchwały złodziej-trockista - w jej mniemaniu był zbyt szalony, aby pomóc w tej sytuacji. Erestora poznała znacznie później i nie zdążyła wyrobić sobie o nim negatywnej opinii. Jawił się jako niegroźny kultysta bredzący o starożytnych gusłach, mitach i boskich płazach. Po chwili na swym ramieniu poczuła silny uścisk maga miasta Horga, który szepnął jej do ucha: "Pozwolić im gasić. Mieć dobry plan. Może się udać".
Władze miasta połączyły siły z "szaleńcami" i wszyscy udali się na wielką wyprawę w poszukiwaniu piachu. Uzbrojeni w kilka zardzewiałych sztuk broni, moce magiczne i teurgiczne, a także łopatę, przemierzyli szerokie połacie pustyni w poszukiwaniu jedynego surowca mogącego podjąć wyrównaną walkę z nieokiełznanym żywiołem.
(http://wstaw.org/m/2012/08/03/debil_1_JPG_300x300_q85.jpg) (http://wstaw.org/w/1gPt/)
-- Piach jest dziwny. Jest sypki i suchy, a woda jest mokra -- oznajmił wszem i wobec Fodr, zainteresowanym jego wiedzą, uczestnikom podróży.
(http://wstaw.org/m/2012/08/03/erestor_1_JPG_300x300_q85.jpg) (http://wstaw.org/w/1gPu/)
Tajemniczy łowca Akademii Zdrowego Żywienia poprawił swój ekskluzywny kapelusz i owinął zmarznięte dłonie płaszczem. Jakaś tajemna siła wydawała się go stale drażnić i niepokoić, a noce na pustyni bywają bardzo chłodne...
(http://wstaw.org/m/2012/08/03/piaskarz_JPG_300x300_q85.jpg) (http://wstaw.org/w/1gPy/)
-- Nareszcie, jestem wykończony -- wybełkotał spocony Erestor wbijając szpadel w ziemie.
Po powrocie do Cove drużyna podjęła pierwsze kroki w celu ugaszenia pożaru. Maestro Fodr wydał rozkaz stworzenia piaskowej strefy buforowej wokół głównego płomienia. Jako, że nikt nie bierze jego słów na poważnie, musiał wznieść ową strefę za pomocą siły swoich wątłych łapek. Reszta drużyny dzielnie sypała garście piachu na płomienie, zaś Sinthia zalewała słup ognia druidyczną falą mokrej wody. Żywioł nie dawał jednak za wygraną. Przyduszane piachem płomienie wybuchały na nowo ze zdwojoną siłą.
-- Ogień nie odpuszcza, a piach się powoli kończy -- krzyknął Erestor.
-- Mam pomysł, wsadzę rękę do ognia – oznajmił, z charaksterycznym dla siebie pobudzeniem, Fodr, po czym przeturlał się efektownie po rozżarzonych węglach i kucnął w pobliżu słupa ognia, ku ogólnemu zdziwieniu zebranych.
Zaciskając zęby wsadził do ognia rękę i wyciągnął jasnoczerwony blok drewna, po czym jęknął z bólu i padł na ziemię obejmując swoją poparzoną kończynę i szlochając głośno.
Jego desperacki krok odniósł zamierzony skutek. Ogień zaczął przygasać, a kolejne fale pływowe i szufle piasku poczęły zduszać go na dobre. Radość pojawiła się na twarzach ekipy gaszącej. Sinthia mogła odetchnąć z ulgą. Jej miasto zostało uratowane. Nagle, niebo rozerwał przeraźliwy huk, wszędzie wokół rozbrzmiało radosne kumkanie żab, wiatr począł szumieć znacznie silniej.
(http://wstaw.org/m/2012/08/03/ropucha_JPG_300x300_q85.jpg) (http://wstaw.org/w/1gTU/)
Oczom zebranych ukazała się... WIELKA JEDNOOKA ROPUCHA – legendarna sosaryjska bogini.
Fodr i Erestor padli na twarz pod naporem majestatu "Jej Najwyższej Obślizgłości". Bogini zesłała na dzielnice mieszkalną Cove deszcz żab które uraczyły swym radosnym kumkaniem obywateli miasta. Pojawiły się ich różne gatunki. Od covianskich krótkopyskich przez delucjańskie zrogowaciałe, a skończywszy na yewiańskich krzyżówkach "puci-puci".
-- Przemów do mnie żabo, wyglądasz na mądrą – Sinthia zdecydowała się podjąć próbę rozmowy z jedną z zielonkawych przybyszek. Żaba wytrzeszczyła swe okrągłe oczy i spojrzała z zainteresowaniem na czarodziejkę. TRACH! Żabi język wysunął się gwałtownie z paszczy i porwał, leniwie spoczywającą na policzku Sinthii, muchę.
Cuda niewidy, pozasosaryjskie cywilizacje, wieczne ognie i tajemne spiski mrocznych piekarzy, a na dokładkę objawienie się najpoteżniejszego bóstwa Sosarii.
cdn..
(http://hollywoodhatesme.files.wordpress.com/2010/06/hypnotoad.jpg)
Cos mi sie tu nie po....ALL GLORY TO THE HYPNOTOAD
Ropuch rządzi!
Znaczy...Ropucha!