Wieczór był spokojny, jak to zwykle wieczory bywają...
Fidan z zadowoleniem na twarzy obserwował zachodzące słońce, siedząc gdzieś na skałach. Kilkadziesiąt metrów pod jego stopami znajdowało się wejście do jaskini skrywającej potężny zamek. Wielu ludzi postanowiło go zbadać, z marnym jednak skutkiem..
Nie mógł doczekać się momentu w którym ostatnie promienie ognistego globu znikną za horyzontem, a władzę przejmie księżycowa poświata. Pokryte drobnymi chmurami niebo.. zwiastowało dobrą zabawę.
Byli umówieni.
Ona i on, na spacerek i kolację!
Fidan nie krył ekscytacji, uwielbiał z nią przebywać. Jej zapach doprowadzał go do szaleństwa ,gdyż odświeżał dziesiątki wspaniałych wspomnień. Razem przeszli przez bramy Cove.
W poszukiwaniu kolacji bacznie rozglądali się podczas spaceru po mieście. Jej wampirze oczy, tak zmienne i niesamowite - zdawały się penetrować nie tylko ciała ale i dusze niektórych śmiertelników.
Dotarli do kopalni.
Krótki dialog wampirzycy i wilkołaka, tak niefortunnie i niezbyt na serio przebranych przerwało spojrzenie pewnego górnika. Było pełne dumy, pół-elfiej dumy! Był artystą, ładnie pachniał, lekko spocony.
- E panie, jesteśmy z instytutu .... do spraw badania jakości usług magicznych - rzucił wilkołak, niezbyt pewnie.
Wampirzyca prawie buchnęła śmiechem.
- No i.. udałby się pan z nami do karczmy? Wypełnić kilka formularzy?
- No ale ja nie jestem magiem - Rzekł górnik, doskonale wiedząc, że czeka go coś .. nieprzyjemnego.
- O to chodzi, psze Pana - dodał mężczyzna w niebieskawej todze, powoli zdejmując kaptur.
Rozmowa o stercie papierów, podpisach, żylakach.. Ciężkiej doli wampirzej urzędniczki.. zaowocowała dołączeniem się wyżej wspomnianego górnika-artysty do tajemniczej dwójki.
Gdy usiedli w karczmie.. pan wilkołak spojrzał na górnika, smutnymi, wilczymi oczyma i powiedział:
- No... wie pan, bo my w urzędzie... nie zarabiamy wiele. Stawi pan kolejkę?
Wampirza księżniczka wyglądała na rozbawioną.
Mieszek złota wylądował na stole.
Kolacja, kilka złotych monet! To była niezła noc.
Kilka nut, cichy spiew, szelest papieru, urocze spojrzenie..
Jej oczy, były... tak hipnotyzujące.
Kap, kap...
Kap, kap..
Kapała krew, z przeguby jego dłoni.
Wilkołak z uśmiechem obserwował...
Noc dobiegała ku końcowi.
-Dziękujemy za wypełnienie ankiety, panie Luis! - Rzucił przez ramię, ruszając z wampirzycą w stronę zachodzącego księżyca..
Była w połowie posiłku na młodym pół-elfie gdy cisza w karczmie została zakłócona. Spokojny miarowy krok i trzeszczenie lekko przegniłych desek dawały znać że ktoś nadchodzi. Wilkołak warknął podchodząc do drzwi cicho i zniknął wraz z cieniem. W jej głowie pojawił się mglisty obraz,coś na kształt uśmiechu, który wyrażał nadzieje że owi goście będąna tyle głupi aby te drzwi otworzyć. Błogosławieństwo! Tak, Tak! Dziękujmy bogom za ludzką głupotę i ciekawość-drzwi się otworzyły.
W progu stał Szary Pielgrzym. Ta sama altanka, poszukiwania, krew za krew, odrodzenie... Podniosła głowę znad na wpół już nieżywego pół-elfa. Usta miała skąpane we krwi, oczy spoczęły na Pielgrzymie.
-Kto śmie przeszkadzać mojej Pani w kolacji? -Wycharczał Fidan gdy tylko Corvin przekroczył próg. Jego potężne ciało wyłoniło się z cienia odgradzając sobą drogę do wampirzycy.
-Przybyłem z ostrzeżeniem. Właściwie nie ja tylko ten tutaj młodzieniec..-Iaurhin przepuścił w progu groteskowo ubranego adepta sztuk magicznych.
Rozglądał się nerwowo wodząc oczami od potężnej bestii do tej morderczej kobiety.
-Bogowie!-Jęknął gdy ujrzał na jej kolanach zakrwawione ciało. Już sposobił się do ucieczki lecz Pielgrzym złapał go za kołnierz.
-Mów co widziałeś.-Przykazał niebieski bohater.
-Jjja..ja.a widzi- widzia-widziałem! Jak ktoś dolał czegoś do alkoholu!-W końcu wypluł z siebie sedno sprawy.
Wilkołak zarechotał na tyle na ile pozwoliły mu struny głosowe. Koszmarny,przyprawiający o ciarki na plecach dźwięk.
Znów zniknął w cieniu. Przez chwilę słychać było jedynie powarkiwania, chrzęst łamanych kości i wreszcie kroki człowieka.
Z cienia wyłonił się przystojny mężczyzna, odziany był w togę koloru nieba, spod kaptura wystawały czerwone kosmyki włosów. Na szyi pobrzękiwały liczne koraliki i amulety.
-To jego widziałem!- Wskazał dziwny człowieczek-To on! Zatruł wino!
Maelui i Fidan spojrzeli po sobie. Roześmiali się w głos. Widok iście makabryczny jeżeliby sie tak zastanowić...
-Dolałem do wina swojej krwi, by Pani lepiej smakowało wino. -Wyjaśnił z szarmanckim uśmiechem Fidan.
-Moje Słońce i Gwiazdy dziękuję za dar z Twojej krwi. - Odrzekła wampirzyca patrząc na wilka jak w obrazek.
-Księżycu Mojego Życia..
Wampirzyca skierowała wzrok na Pielgrzyma,nie szczędząc mu pogardy w oczach.
-Więc kto zapłaci za mój zepsuty posiłek?
-Cofaj się!- Powiedział stanowczym tonem Corvin do magika-W tył! Natychmiast!
Maelui powstała z ławy zrzucając ciało na podłogę. Popłynęła przez parkiet do drzwi i obdarzyła Pielgrzyma uśmiechem w pełnym zestawie ostrych kłów.
-Nie igraj z ogniem! Nie wiesz do czego jest zdolna!- Zdało się słyszeć nauki starego mędrca z podwórza.
Ah..się dzieciaki naoglądały Gry on Tron no...:D
hiehie ;] no serial fajny ale ksiazki lepsze ;)
Życie pół-elfa to nie przelewki :D