DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Conrad w 2012 08 17, 21:57:24

Tytuł: Wegetarianizm a małżeństwa możliwości
Wiadomość wysłana przez: Conrad w 2012 08 17, 21:57:24
Stary człek w banku miasta Cove, z zamyśleniem spoglądał na papiery z zapisami konta, rozważając ile złota podjąć. Z zadumy wyrwał go dzwięk sprzed wrót budynku, jakoby kto pale mostowe wbijał. Rozeźlony, że nie dają nawet chwili spokoju, dźwignał się z wysiłkiem i poczłapał na balkon bankowy.
     Tu ujrzał niczym w pijackim snie, jak dwa cyklopy młotami się nawzajem waląc po łbach pod drzwiami raban robią. Jakby tego mało było wielka ropucha z gatunku znanemu lesnym wędrowcom z jadu, kica sobie wokół, próbująć przepchać się do wejścia. No tego to już chyba nawet na N... było nadto.

     - Hejże, zachrypiał,- czego no tu, kaszlem się zaniósł klnąc pod nosem
     - No, żeby stary człowiek, drzeć się musiał, łypnał wściekle na olbrzymy za barierką balkonu.

Istoty przerwały na moment swą radosną twórczość oraz kłotnię, który brzydszej urody, jak udało się zasłyszeć, małżeństwem chyba były, po czym jeden poczłapał stając naprzeciw starca, łeb zwiesił i gapić w dół począł.
   
   Jużci nie pomnę całości co musiałem się nagadać, namachać, nabiegać za owym żarłokiem, aleć jasno dał do zrozumienia, że po jadło przyczłapali się oboje. Mięsa nie chcieli i jeszcze rzucali żeberkami, jakimi ich raczono, aleć doszło do mnie w końcu, że to jarosze być muszą, kiedy większy drzewa z liści objadać począł.

   Starzec tedy księgę run otworzył, coś pomruczał i w obłoku szarego dumu zniknał, by zjawić się po nie dalej jak jednym pacierzu i sapiąc, dysząc i klnąc korzonki, poczłapał za owymi Cyklopami. Rozrzucił warzywa wszelakie, razem z chemielem i cytryną przyniesioną z twórczej złośliwości, coby na pytanie: ,,Jak krzywi się cyklop po cytrusach?" odpowiedzieć, po czym oparł się o słup jednego ze stosik i pykając fajkę podziwiał ,,ucztę dantego"
   Gości radzi, zjedli prawie wszystko, bekaniem wyrażająć radość z posiłku. Wielka ropucha, wywaliwszy jezor, liznęła porządnie owego darczyńcę po twarzy, co ten skwitować raczył, że i tak lepsze to niż pocałunki ostatniej konkubiny, co jej niech Netheril świeci i krasnoludzką torturę ,,piersingiem" zwaną stosuje bez znieczulenia.
   Tymczasem kranolud jakowyć wpadł wierzchem żuka dosiadając i okrzyk bojowy wydawszy  najwidoczniej do ubicia stworów się szykować począł.
   Starzec westchnał znudzony tym co wiele razy już widział i tak mu rzecze:
     - Dyć daj pokój krasnoludzie, nie widzisz, ze my tu konsumpcje mamy?

Krzat przystopował wyraźnie na te słowa, po czym ostrzeżenie rzucił, iż stary człek pewnikiem sam konsupcja zostanie, po czym już bez większych bojowych zapędów kręcić się począł.
   Nieco czasu minęło, aleć Cove spotrzegło, że na targu nowi goście co wyżsi niż drzewa i ego co niektórych i mały tłumek na ulicach tworzyć się począł, rad ujrzeć niecodzienne zjawisko.
        Staruch, nieco zmieszany ilością gapiów, człapać do banku na powrót zaczał. Pod prawie drzwiami ujrzał młódkę, dość uroczą, przez Wielką Ropuchę widac napastowaną, choć kto tam wie z tymi niewiastami, kto kogo napastował właściwie. Aleć podszedł jeszcze chcąc sprawe zbadać. Dziewoja owa sierp dzierżąc w prawicy opędzać się nim chyba poczęła, co ropuch głebokim kumkaniem skwitował.
        - Aleć co panienka straszy to urocze, stworzenie, przecie Ono się pewnikiem tego sierpu boi, rzekł dziadyga co od początku kibicował stworzeniu.
Rychło dziewoja sierp schowala, na co Żaba wywaliwszy jęzor po twarzy niewieściej przeciągnęła w ropuszym pocałunku znaku. I tenczas jak bardowie gadają czar spadł i ze skóry pryszczatej, śluzem ociekjącej młodzian dziarski powstaje, w ramiona dziewke bierze i pocałunkami obsypuje za uwolnienie z klątwy złej czarownicy dziękując
   Starzec, jeno życzenia dzieci obrodzenia rzucić zdążył, po czym oddalił się co prędzej ku bankowi, jako, że w wieku podeszłym takie podniety, źle działają na serce.