DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Mortimer w 2012 11 13, 03:22:09

Tytuł: Zew Ksiezyca
Wiadomość wysłana przez: Mortimer w 2012 11 13, 03:22:09
To byla noc niezwykla swiatlem ksiezyca i slabnaca potega kroczacej po tym lez padole Luny, jednak procz tych arcywaznych dla Likanina aspektow, nie roznila sie owa od poprzednich niczym. Ot gwiazdy blyszczaly srebrem, ksiezyc dodawal otuchy tym, ktorych Raydil snem nie blogoslawil, a wilki spiewaly choraly w pobliskich lasach. Mala postac krzatala sie wokol tajemniczego pomnika natury, poblogoslawionego chyba przez sama Pania Nocy...
- Kurwisyny!- zaklal siarczyscie niziolek- "Marmur"- wolali! "Kupciez Panie"- wolali.
Do tej wlasnie melodii plynacej z jego ust przenosil biale plyty, ukladajac je starannie i wzmaniajac konstrukcje zaprawa murarska, sprowadzona specjalnie z Krasnoludzkiej Twierdzy. Wlasnie ocieral kolejne krople potu, kiedy pod owo niesamowite drzewo przypaletal sie dojrzaly wilk. Ollie przykucnal usmiechajac sie.
- Czujesz Ja prawda?! Czujesz Matke?! Ja rowniez moj bracie, ja rowniez... - ostatnie slowa wyrzekl drapiac wilka za uchem, zwierze poddalo sie totalnie woli niziolka, skomlac, warczac, gryzac delikatnie jego dlon.
Po chwili przerwy jednak mlody Thorngage powrocil do pracy, nowy towarzysz zas przygladal sie ciekawie. Obu otulala noc i cisza.

Minelo kilka godzin, podczas ktorych wilk zasnal pod srebrnym konarem drzewa czujac bezkresny spokoj, jaki nioslo ze soba to miejsce.
- Gotowe!- zakrzyknal uradowany Ollie- teraz runy i modlitwa!- zatarl rece.

Wilk wciaz spal wbrew swej naturze, spokojny, bezpieczny, piekny...

Nieco na zachod od Ksiezycowego Drzewa i nowopowstalego oltarza stala drewniana chata, omszale bale ciasno przylegaly do siebie tworzac bryle o doprawdy ciekawym ksztalcie. Wszedl do srodka, w sieni stala stara skrzynia, z ktorej wyjal obleczone w jedwabna tkanine runy. Z nimi wlasnie powrocil do drzewa i spiacego wilka.
- Bracie zbudz sie, to juz czas aby oddac hold, ktory nalezy sie Jej od poczatku swiata.
Po tych slowach niziolek poczal ukladac na ziemi runy, blask ksiezyca i niezwykla moc bijaca od drzewa odrazu wypelnily magiczne znaki i nie tylko... Ollie upadl zaskoczony, kiedy swiatlo odbite w runach zaplonelo jasno na wierzcholkach postumentow. Jego dwoista natura dala o sobie znac, Wilk poczul zew, bestia uslyszala matke... Cialo wygielo sie nienaturalnie, chrupnely kosci, jak zawsze zaczelo sie od paznokci, ktore stopniowo wydluzaly sie w trakcie przemiany, pozniej siersc i skora, miesnie i kosci... powstal nagle, zrodzony posrod ciemnosci, zrodzony poraz kolejny by wole Pani wypelniac. Piekny i dziki. Wilk, ktory dotychczas spal, obudzil sie w jednym momencie, zaskomlal i pysk zlozyl nisko przy ziemi na znak, iz przyjmuje zwierzchnictwo Likanina. Ten zas zawyl donosnie, wyl dlugo i glosno, owy potezny skowyt uslyszala sama Matka...
- Dziecie Nocy- owe slowa rozbrzmialy wpierw w dzikiej duszy Mlodego Wilkolaka, a kiedy zdal sobie sprawe, iz do uszu rowniez dzwiek owych doszedl stala juz przed nim... Piekna Noca i Pelnia, potezna Ciemnoscia i Gniewem, Luna- dobrze czynisz moje dziecko- ciagnela, a glos jej sprawial, iz pobliskie drzewa uginaly sie w pokorze- jednak pragne czegos wiecej, nizli oltarzy, pragne Twej przysiegi, twej wiernosci! - ostatnie slowa byly niczym spadajace gwiazdy.
- Pani! - wycharczal skladajac nisko cialo, pysk zaryl w ziemie, pod brzemieniem jakie niosla chwala i potega Luny- Na krew co w zylach mych plynie, w obecnosci przodkow i twych boskich towarzyszy, przysiegam Tobie Matko wiernosc i milosc. Oddaje me pazury by rozdarly ciala niewiernych i zdrajcow, kly by przegryzly gardla co ugiac sie nie chca przed Twym obliczem, slepia, ktore dostrzega wrogow Twoich Pani, wech, bym poznal ktoz przyjacielem Twoim, a ktoz Ci nieprzyjacielem. A jeslim sklamal, badz jesli zdradze, niechaj dusze strace i umre postokroc!- Dziecie Nocy zawylo poteznie, a Jego Matka byla dumna...

cdn.

Dzieki Thror, czekam na wiecej! :D
Tytuł: Odp: Zew Ksiezyca
Wiadomość wysłana przez: Mortimer w 2012 11 15, 03:35:35
Wokol niego zlote piaski, i gory w snieg odziane, blyszczace za dnia w sloncu; potezne istoty zrodzone z magii i czasu, silne blaskiem poranku; powietrze suche i gorace od brzasku do zmnierzchu... teraz jednak trwala noc. Przykucnal za niewielka wydma, mrok mu sprzyjal, uspokoil oddech, czekal. Magiczna aura istoty sprawiala, iz krew plynela szybciej w jego zylach, kilka par oczu Prastarego Beholdera nieporadnie staralo sie wylowic z ciemnosci najslabsze chociaz oznaki zycia, nadaremnie. Kiedy stwor byl juz kilka krokow od Likanina, ten skoczyl ku niemu wgryzajac sie w jedna z par slepii. Beholder probowal bronic sie wyrzucajac z siebie magiczna moc, lecz odbijala sie ona od bariery, ktora wycwiczyl w sobie wilkolak. Walka trwala chwile, dziki skowyt, kiedy Likanin trzymal bijace serce stwora, znacznie dluzej. Wyl ku chwale swej Pani, a istoty wokol umykaly w poplochu. Noc nalezy do jej dzieci! Owy rytulal przerwala jednak inna istota zmierzchu. Pojawil sie nagle, odziany w srebro i swiatlo ksiezyca. Mimo, iz jego usta nie poruszaly sie, Likanin slyszal szereg slow, iz oltarz ku czci Matki zostal zaatakowany, ze to Donar stoi za owym aktem agresji, i ze niezwlocznie powinien mlody wilkolak udac sie w owo poblogoslawione zaledwie kilka dni wczesniej miejsce by bronic chwaly Luny.

Wiatr uderzal slodko w nozdrza i dluzsze partie siersci, a furia, oraz czysty, nieskalany mizernymi pobudkami gniew dodawal sil, kiedy Dziecie Nocy gnalo w miejsce o ktorym wspomnial Ksiezycowy Straznik. Wokol slychac bylo choralne wycie wilczej braci. Doskonale znane szczyty gor byly juz blisko, a drzewa, ktore rozpoznawal jako swoja wlasnosc, mijal zwalniajac tepa. Zza nich wlasnie wylonila sie bryla lesnej chaty, dwie skrzydlate istoty, ktorych aura rozswietlala najblizsza okolice plugawily oltarz Luny. Owy nienaturalny blask odbieral pole manewru Likaninowi, nie mogl wiec ukryc sie atakujac z zaskoczenia, zmienil zatem taktyke... Pozwolil by bestia i gniew Gaverina opanowaly go totalnie, przejrzyste i piekne uczucie, pozbawione jakichkolwiek intencji, procz jednej- zabijania. Warknal wsciekle, jeden ze slug Donara natychmiast odpowiedzial atakiem. Potezne skrzydla, ktorymi poruszyl stwor wprawily w ruch powietrze, Likanin upadl od owego podmuchu, Wyslannik Donara skoczyl ku niemu tnac od gory, jednak ten uniknal owego ciosu polozywszy sie na boku, odrazu po tym manewrze stanal przed duzo wiekszym przeciwnikiem. Slepia mlodego wilkolaka plonely, kiedy skoczyl ku jasniejacej istocie wbijajac pazury lewej lapy w dlon trzymajaca miecz, zas pazury prawej w lewe skrzydlo potwora, ktory w tym momencie zawyl przerazliwie upuszczajac bron. Dopiero na ten dzwiek do walki dolaczyl drugi ze slug Donara. Likanin dostrzegl potezny ksztalt z prawej strony, wiec wbil kly w gardlo unieruchomionego wczesniej i bezbronnego przeciwnika na tyle gleboko by przeciac tetnice, potwor padl. Widzac to, drugi ze slug upadlego boga zawachal sie na moment i to byl jego ostatni blad w krotkim zyciu, bowiem mlody wilkolak, ktorego jedyna przewodniczka na chwile obecna byla furia, cial z doskoku obiema lapami odrabujac leb jasniejacego jeszcze przez moment stwora.

Oddech sie uspokoil, krew poczela plynac wolniej. Teraz dopiero Syn Nocy zdal sobie sprawe, iz stoi nad bestialsko potraktowanymi zwlokami dziwnej istoty. Jednak sumienie jego bylo czystsze nizli krysztal, podobniez jak gniew, ktory go prowadzil.

... a jego Matka byla dumna.       

cdn.

I ponownie Throrze uklony w twa strone :D