Nienawidzila tych podrozy calym swoim bytem, tak mocno, ze uczucie to niemal rozpalalo jej trzewia niczym ognie paleniska lapczywie lizace zelazo. Nienawidzila ich, a jednak zmuszona byla opuscic swoj przyjemnie prosty dom, swego ojca. Powrocic, gdzie juz raz stapala i wypelnic swe zadanie. Ach, ta nienawisc, jakze cudowne to tchnienie. Nie ma chyba silniejszego motywu, ktore spelnialoby role tak doskonalego napedu do dzialania. Chlodny usmiech wymalowal sie na jej ustach, gdy ostatnim spojrzeniem powiodla po Otchlani. Pieklo wrzalo jak zwykle, dostarczajac uszom przyjemnego jeku wydawanych przez cierpiacych potepionych. W jej glowie nagle zadudnil potezny glos. Juz Czas. Odruchowo odwrocila sie w kierunku wladcy tego swiata, czula jego wzrok skupiony na niej. Idz, me dziecie. Nie waz sie mnie zawiesc. Zacisnela dlonie w piesci z calej sily i skinela tylko glowa, rozbudzajac nieco fale jej ognistoczerwonych wlosow. Szybkim krokiem podeszla do szkarlatnej bramy, ktora miala ja wypluc w pierwszym swiecie. Zaczerpnela gleboko powietrza, napawajac sie sie slodkim zapachem siarki przez te ostatnia chwile i... dopelnila swego przeznaczenia krokiem naprzod. Feerie barw nagle zaatakowaly ja, niemal fizycznie raniac jej szmaragdowe oczy, a brak gruntu pod nogami wywolal pewien niepokoj. Jak zawsze, odruchowo machnela parokrotnie skrzydlami, lecz gdy nie napotkaly one zadnego oporu zatrzymala je. Chwile te zawsze wydawaly sie wiecznoscia, mimo, ze w rzeczywistosci trwaly niespelna tyle czasu, co spadek jednego ziarenka piasku w klepsydrze. Miala ochote drapac, szarpac, zarowno zabijac jak i umierac. Probowala wyc... i nagle sie jej to udalo! Znowu stala na twardym gruncie, w ohydnym swiecie pograzonym w atramentowej ciemnosci nocy. Szybkim wdechem opanowala swe cialo i umysl, po czym rozejrzala sie dokladnie po okolicy. Byla niedaleko. Szczescie, czy przychylnosc ojca? Ktoz to wie. Badz, co badz sprezyla sie do biegu, przedzierajac sie przez gaszcz puszczy, by juz po chwili na horyzoncie wylonily sie grube mury. Cos nadal nie dawalo jej spokoju... Z kazdym krokiem byla blizej, mury rosly w oczach... tak jak i obraz rozmiaru zniszczen. Niemozliwe... Ostatni kawalek i stala juz przed wejsciem do calkowicie zrujnowanego fortu. Potrzebowala jednej krotkiej chwili, by odrzucic zwatpienie i wtargnac do srodka. Od wewnatrz przybytek wygladal jeszcze gorzej - w oczy rzucaly sie slady walki, stara, zakrzepnieta krew i pozolkle kosci. Nie bylo zas widac zadnych oznak zycia, a symbole wiary zostaly zbeszczeczone. Westchnela przeciagle, marszczac brwi. Gleboko analizowala pobojowisko. Przynajmniej jasne bylo, czemu juz zadne dusze nie trafiaja do domu. Zupelnie znikad jej umysl wypelnila nowa mysl. Teraz nadszedl jej czas. Teraz to wlasnie ona pokaze, co znaczy gniew demonow. Dopelni planu, zrealizuje pragnienia swojej krwii, sprawi by nieuniknione zaistnialo. Siegnela gleboko w siebie, przywolujac swe psioniczne talenty.
Przybywajcie bracia. Przybywajcie kultysci. Nadszedl czas naszej chwaly!
Chetnych przedstawicieli demonicznych ras i wyznawcow Ylotha zapraszam do wspolnej zabawy fabularnej. Zgloszenia prosze wysylac na PW, wraz z imieniem postaci, krotkim (jedno-, dwu zdaniowym) opisem pomyslu na nia i aktualnymi powiazaniami fabularnymi. Zastrzegam, ze akceptacja zalezy przede wszystkim od umiejetnosci odgrywania postaci.
Minął miesiąc - mamy opiekuna fabularnego.
Niedługo zacznie się coś dziać.
Zachęcam wszystkich do dołączenia - sin to człowiek z głową na karku, pewnie już niedługo kult Ylotha stanie się najaktywniejszą grupą, a ulice sosarii spłyną krwią ofiar składanych ku chwale szalonego Boga ;)
Walka. Niekonczaca sie walka. W czelusciach ostatnich poziomow Piekla, przy akompaniamencie kolumn zywego ognia przelewala sie krew. Krew demonow. Cholerny bunt. Co prawda rebelianci nie stanowili w zasadzie zadnego zagrozenia, ale odbierali cenny czas. Tak bardzo cenny... Jej gniew byl niemal namacalny, mimo to byl niczym przy wscieklosci samego Ylotha, pana otchlani. Udowadniajac swa dominacje byl pierwszym w boju, pierwszym u ktorego stop padaly truchla buntownikow. Kobieta z trudem dotrzymyla mu kroku w istnej rzezi. Kolejny nieszczesnik polegl, sukinsyn zdolal jeszcze zachlapac twarz demonicy krwia, oslepiajac ja. Ta pospiesznie przetarla ja i gdy otworzyla oczy... Delucja. Byla spowrotem w czasach obecnych.Sen sukkuba
1 dzien Narodzin slonca, rok 624
Archeolog wloczyl sie jakby bez celu i, najwyrazniej tracac zmysly, skierowal sie w koncu ku twierdzy chaosnikow. Zlecam badania na opetanie, hipnoze, oraz ogolny stan psychiczny, gdy tylko wroci do stolicy. U stop fortecy napotkal trzy postacie - demonice, mrocznego elfa i czleka. I, ku memu zdumieniu, zachowal zycie, przynajmniej pozornie. Cala czworka wkroczyla do Delucji, dalsze badania nie byly mozliwe. Oczekuje na powrot archeologa, skryty w cieniu murow.
3 dzien Narodzin slonca, rok 624
Poszukiwacz wciaz nie pojawil sie w bramach twierdzy. Byc moze gnije w lochach, lub juz jest trupem. Kontynuuje oczekiwania.
Urywki raportu szpiega na uslugach korony
Od jej ponownego przybycia z Piekla minelo juz kilka miesiecy. Wciaz jednak nie udalo jej zdzialac wiecej, nizli w poprzednich wizytach na tym planie. Odczuwala juz nieznaczna irytacje. Co gorsze, stracila kontakt psioniczny z otchlania. Obawiala sie kolejnego buntu, jednak nie mogla tego narazie sprawdzic. Musiala wypelnic swe rozkazy. W koncu przeciez musi sie udac... I jak to bywa w zyciu, kolejami losu mial pokierowac przypadek. A moze przeznaczenie?
Na horyzoncie majaczyl sie samotny wedrowiec. Taki samotny, taki ludzki. Wyszla mu na spotkanie, wraz ze swymi bracmi w wiarze - Nabafvorem, osobliwym mrocznym elfem, zgola odmiennym od swych pobratymcow, oraz Asekasem - ponurym, acz meznym czlowiekiem. Wedrowiec odziany byl w wygodny, podrozny stroj i na prozno szukac bylo u niego slady uzbrojenia. Wedrowny mag, szaleniec? Rzeczywistosc byla inna. Podroznik az ociekal strachem. Znaczy - zdrowy na umysle. Nie wyczula tez wokol niego zadnych zawirowan magicznych. Byl tak bardzo zwyczajny, jak chlop z occlanskiej roli. A jednak, przywedrowal pod siedliszcze zla. O zwyklym pomyleniu drogi nie moglo byc mowy. To niemozliwe.
- "Zatrzymaj sie, mlodziencze" - wypowiedziala wladczo. Wedrowiec zrejterowal. Bylo juz za pozno. Zrozumial, ze ma jeszcze wybor. Co prawda byl juz trupem, ale przeciez mogl zdecydowac, czy zginie na miejscu, czy podczas ucieczki. I jakie beda jego ostatnie slowa. Wybral zdradzenie tajemnicy. Coz, przynajmniej jej rabka.
- "Witajcie!" - wydukal, jakac sie mocno - "Jestem archeologiem.". Demonica zaciekawila sie. Wywiazala sie rozmowa, a szanse na przezycie podroznika zadziwiajaco przestaly byc az tak drastycznie niskie. Archeolog, poslugujac sie starozytna ksiega, wytlumaczyl, iz wspomina ona o jakims dawnym oltarzu. I, co zaznaczyl dosadnie, mu sie do niego dostac. Pilnie. Ze wzgledu na swa ciekawosc, rzecz jasna. Chcial bardzo wiedziec, czemu jakis tom, znalezisko jego poprzednich prac, wspominalo o malo znanym oltarzu. Sinafaye wiedziala doskonale o jakie miejsce sie rozchodzi, ale byla tez zgodna w swej ciekawosci z mlodym odkrywca. Przeprowadzila go, wraz ze swoja kompania, przez mury twierdzy, wprost w mroki zimnej i wilgotnej jaskini. To wlasnie o tych tunelach, aktualnie zamieszkalych przez gigantyczne mrowki, wspominala ksiega. Przebijajac sie przez insekty dotarli na miejsce. Do zapomnianego oltarza jej pana, Ylotha. Archeolog popadl od razu jakby w amok, podbiegl do stolu ofiarnego, grzebiac w swych tobolkach. Wyciagnal z nich tajemnicza skrzynie, w zasadzie pudlo i zamarl. Oczekiwal. Nic sie nie wydarzylo.
(http://i.imgur.com/RWB2qBr.jpg)
Do czasu. Ksiega, wspominala nie tylko o oltarzu, ale tez o pudle. Byly one ze soba polaczone, bylo to pewne, jednak stary i zapomniany juz jezyk nie pomagal w rozwiazaniu zagadki. Potrzebny byl jeszcze klucz, wszyscy byli tego swiadomi, ale coz moglo nim byc? Zywioly - kolejne slowo, ktore udalo im sie zrozumiec. Wykorzystujac wiec swe talenty magiczne, zebrani zmaterializowali esencje zywiolow wokol pojemnika. Pudlo natychmiastowo zaczelo je chlonac... Kolejne runy blyskaly na skrzyni, az w koncu dalo sie uslyszec glosne 'klik!'. Wieko stanelo otworem. Kolejna zagadka historii zostala rozwiazana, kolejne odkrycie archeologa sie dopelnilo. Ostatnie. Ze skrzyni zaczely wyrywac sie strugi czarnego swiatla, formowac przedziwne blyski ciemnosci. W koncu calosc dopelnila stworzenie cienia. Demoniczna istote, wieziona eony. By pozostac na tym planie najwyrazniej potrzebowala ciala. Wydawalo sie, ze odkrywczy mlodzieniec bedzie idealny. Ten jednak po opetaniu, stanal w plomieniach. Dostarczyl tym samym sporo radosci trojce kultystow, jednak na tym jego rola sie zakonczyla. Ostatecznie. Wsciekle strugi cienia wyskoczyly ze zweglonego ciala, materializujac ponownie demona. Potrzebowal innego ciala. Musieli go mu dostarczyc. Musieli byc posluzni. Po nieudanej probie zawladniecia nad stworzeniem popelnionej przez Sinafaye, pewnym bylo kto cieszy sie wieksza laska Ylotha. Kto posiada wieksze moce. I kto wcale, ani przez chwile, nie zawaha sie ich uzyc. Opetanie, natychmiastowy paraliz, spopielenie ciala - byly to tylko nieliczne sztuczki z arsenalu potwora. Musieli zdobyc cialo. A niedaleko ich twierdzy rozbil sie oboz blednych rycerzy. Rachunek byl prosty.
(http://i.imgur.com/3wmhF7I.jpg)
Grupa znalazla swoja przygode, ostatnia przygode. Gdy jego pobratymcy zostali wyrznieci w pien, przywodca okazal swa slabosc. Poddal sie. Demonica nienawidzila slabosci. Wycwiczonym ruchem reki pokierowala topor tak, by pozbawil jegomosci glowy, kompanom zas polecila przetransportowanie ciala spowrotem pod oltarz, do demona. Dotarli szybko. Istota z piekla nie byla co prawda zachwycona - wszakze latwiej zapanowac nad cialem zywym, ale nic to. Kreatura cienia wykorzystala kosci z truchla, formujac sobie ksztalt - szkielet, ludzaco przypominajacy ludzki, nowe wcielenie. Juz po chwili Demon Cienia stal przed nimi w nowej postaci, na ktora skladaly sie nagie, smolistoczarne kosci. Teraz mogl przystapic do dzialania. Do tego, do czego wzywal pakt.
(http://i.imgur.com/UitmvPv.jpg)
Z domeny cienia wydobyl ksiege i wreczyl ja kobiecie. Dla zwyczajnej pary oczu, slowa zapisane w tomie byly bezuzyteczne. Dla niej - bezcenne. Przekazywal on bowiem jezykiem demonow informacje o rytualach. Rytualach, ktore w krotce maja odmienic losy swiata. Legion nadchodzi. A to dopiero poczatek.(http://i.imgur.com/P9WPKyN.jpg)
Wydarzenia z poczatku Narodzin Slonca, roku 624
Zapraszam wszystkich do dolaczenia do wspolnej zabawy fabularnej zwiazanej z Ylothem. Wystarczy spelnic dwa wymagania - chec i umiejetnosc gracza do zabawy w role-play'a, oraz bezgraniczne posluszenstwo postaci wobec boga demonow. Kontakt najlepiej lapac w grze, ewentualnie przez pw lub irc (nick - sin).
Slyszala je. Wezwanie bylo namolne, wywolalo jednak dreszcz podniecenia. Nadszedl czas na wykorzystanie zdobytej wiedzy. Przyzwala do siebie grupke wiernych, odpowiedziala tylko dwojka - reszta wykonywala wciaz powierzone zadania. Wystarczy. Przewodnik ponownie zmaterializowal sie z blyskow i smug cienia. Nie mial jeszcze dostatecznie duzo mocy, by pozostac dluzej na tym paskudnym planie.
(http://i.imgur.com/oa88qJK.jpg)
Przekazal im lakonicznie cel. Znajdowal sie daleko, zmyslny czarodziej skryty wsrod ruin lezacych nieopodal Cove. Gdy znalezli sie na miejscu, wszystko wygladala na opuszczone. Tak zwyczajnie, cicho. Az za cicho. Okolicza przesiaknieta byla magicznymi nicmi iluzji, zwinnie utkanymi przez poszukiwanego. I, chociaz odnalezli centrum sieci, to przenikniecie zaklec maskujacych wcale nie przyszlo im latwo. Czarodziej odpowiedzialny za to wyraznie zdradzal spory talent magiczny... Tam, gdzie zwyczajne czary odkrywajace polegly, zastosowanie znalazla magia narodzona prosto w Otchlani. Demonica pokierowala swych kompanow jak dokladnie wykonac znak ehil i jakich slow mocy nalezy uzyc. Wspolnymi silami zdjeli woal machiny, ktora znaczaco wzmacniala iluzje. Machiny, zakletej w taki sposob, ze zwyczajne jej zniszczenie nie bylo mozliwe. Rozpoczeli kolejne poszukiwania.
(http://i.imgur.com/9AaCqCU.jpg)
Podazajac za zawirowaniami magicznymi trafili do dziwnej komnaty - wypelnionej symbolami runicznymi, ktore pelnily funkcje kontrolna maszynerii. Kultysci odnalezli odpowiednie elementy, z wygrawerowanymi znakami odpowiadajacymi tym na posadce. I, zaskoczyc tutaj trudno, po ulozeniu ich odpowiednio, wszystko zniklo. Uklad wzmocnil tylko siec iluzji, wyciagajac z machiny ogromne poklady energii. Konieczne bylo ponowne rozproszenie magii i ponowna proba ulozenia run. Za drugim razem wszystko poszlo po mysli wiernych, machina zostala wyssana z mocy, by zniknac ostatecznie, pozbawiajac pola maskujacego okolicy. Kompani odnalezli tym samym swoj glowny cel - iluzjoniste. Niezbyt zachwycony czarownik, poczatkowo staral sie ukryc ponownie, ponoszac fiasko, nastepnie chwycil sie dyplomacji, ale i tutaj nie odniosl sukcesu. Dobrowolnie swego ciala oddac nie chcial, wiec kultysci postanowili zabrac je sila. Wszakze zawsze dostaja to, czego chca. Gdy decyzja miala zostac juz realizowana, istoty zorientowaly sie, ze cos, lub ktos, jest jeszcze obecny. Byla to namiestniczka pobliskiego miasta, ktora byla swiadkiem zbyt wielu slow i czynow. I, mimo staran szalencow, jej dusza przetrwala, co rodzilo pewne komplikacje. Coz pocznie? Czas zapewne pokaze. Rytual jednak nie mogl zostac przerwany. Wola musi sie dokonac. Gdy juz czarownik padl trupem i Asekas pozbawil cialo oczu (ot tak, dla zabawy i spelnienia obietnicy) nad truchlem pochylila sie demonica, dzierzac paskudnie wygladajacy sztylet w reku. Scierwo musialo zostac odpowiednio przygotowane, piekielne znaki ryte na cieplym jeszcze ciele znaczyly okolice fontanna krwi. Skonczywszy, Sinafaye zaczela odczytywac slowa z ksiegi. "Amar Ah Amara! Thiru Aghara, Famare! Ty, ktory zasypiasz z gwiazdami, obudz sie by mi sluzyc!" - po okolicy trzykrotnie rozbrzmial sie glos demonicy. Rytual dobiegal konca.
(http://i.imgur.com/c5VTwd7.jpg)
Przywolaniec, demon magii zerujacy na talencie polegleglo, przybyl z Piekla na wezwanie kaplanki. Khar, bo takie jego imie, zadowalajac sie resztkami scierwa, wyrazil gestem calkowite posluszenstwo wobec kultystki. Plan zostal zrealizowany, pierwszy przybyl. Skryty w cieniu, oczekuje reszty braci. A oni przybeda, odpowiadac na zew, niosac na ustach imie Ylotha. Juz niedlugo.
(http://i.imgur.com/g5DbzPX.jpg)
Wydarzenia z poczatku Zieleni, roku 624
Człek siedział w swej opuszczonej wieży, gdzieś w lasach nieopodal Trinsic. Zadanie wykonane, pierwszy sługa już czeka, jest gotów. Starał się nie myśleć o tym co zrobił, spełnili rozkaz Demona, teraz musi szykować sie na następne wezwanie. Ale jedna myśl nie dawała mu spokoju... Sinthia. Ta natrętna kobieta widziała wszystkie ich poczynania. Co teraz? Co jeśli zdradzi to Kręgowi Druidów lub jeszcze komuś? Nie może pozwolić, by ich plan został zachwiany, nie gdy są już tak daleko... nie, nie. Od czasu naznaczenia, wypalenia symbolu na klatce piersiowej, robił wszystko by umocnić swego Pana. Musi coś zrobić. Krąg Druidów jest zbyt liczny... oni nie mogą się dowiedzieć!
Asekas biegał po lasach w poszukiwaniu miejsca zebrań. Pytał się różnych osób, pozorując chęć spotkania z Druidami. Właściwie to nie kłamał... Wreszcie znalazł wszystkie miejsca gdzie mogli się spotykać. Ołtarz w górach Ocllo, Krąg nieopodal Labiryntu przy Skara i Krąg w górach na południu Zaginionych Ziem. Magiczne runa zaznaczone. Sprawdzał kilka razy każde z miejsc. Bez rezultatu. Wreszcie. Przeszedł przez bijący światłem portal, a jego oczom ukazał się podniecający wręcz widok... Krąg na Zaginionych Ziemiach i zebrani w nim Druidzi. Oczekiwał niezbyt przyjemnego odzewu za przerwanie im, ale... Pozwolili mu zostać. To ci dopiero. Tylko ułatwione zadanie.
Pora zaczynać...
Mysl gleboko zakorzenila sie w jej umysle. "Jeszcze nie nadszedl nasz czas. Nie jestesmy gotowi. Swiat musi zaczekac." Jednak jedna para oczu widziala zbyt duzo. Popelnila blad. Coz... kazdy popelnia bledy. Nawet ona. Jednak nie wszyscy je naprawiaja - ona tak. Jej bledem byla ludzka kobieta, wladczyni miasta. Przynosila zagrozenie calej sprawie. I to cholernie realne zagrozenie. Cale szczescie, demonica dobierala kompanow rozwaznie. Asekas spelnil swe zadanie - odnalazl cel. Wyruszyla sciezka cienia...
Swiete miejsce, serce kultu Matki Natury. Rozmawiali, czworka oddanych druidow, oraz czworo uczniow. Spora grupa, realna sila. Musiala to przerwac. Postanowila poczekac na lepszy moment, przysluchajac sie ich dyskusjom. Prawili o rownowadze, o sile nature, o opiece Wielkiej Matki. "Rownowaga... a to dobre" - pomyslala - "Poczatek jej konca juz sie rozpoczal. A oni to odczuja".(http://i.imgur.com/ypySw1p.jpg)
Im dluzej sie przysluchiwala, tym wieksza odraze czula do tego miejsca. Jednak ilosc istot na spotkaniu nie dawala jej spokoju. Wiekszosc jej wiernych wykonywala wlasnie inne zadania. Musiala powolac sie na pakt z reszta mrocznych poteg. Zaden z obecnych nie moze odejsc zywy. Nikt nie moze sie dowiedziec. Kultysci powiazani z nia, jak i sludzy Daywadosa zaczeli sie gromadzic. Nadszedl czas naprawy. Rozmyla woal utkany za pomoca swietego drzewa, ktorego cien sluzyl za jej ukrycia i zasmiala sie demonicznie. "Ona wie. Ona im powie. Nie, nie moze..." - mysl ta calkowicie nia rzadzila. Unoszac dlon z wyciagnietym palcem, skierowala ja ku Sinthi. "Ty.." - przemowila drapieznie. Wytlumaczyla jej sytuacje. Byla wspanialomyslna - dala jej jeszcze szanse. Namiestniczka Cove stanela przed wyborem - albo wszyscy obecni wyziona ducha, albo ona, tylko ona, odejdzie i nie postawi swej nogi nigdy wiecej w zagajniku. Musiala zostac zgladzona, ale przeciez mogla oszczedzic niczego nieswiadomych druidow. Ci, ktorzy niewiedza, sa niczym. I ludzka kobieta wybrala. Demonica usmiechnela sie mimowolnie na mysl o nadchodzacej rzezi. Zebrani probowali ja przekonac, ze nie sa wrogami, ze rownowaga musi zostac zachowana. Szalency. Wydala rozkaz ataku, sama inkantujac zaklecia, corki smierci. Byla w transie zabijania, udalo jej sie jednak dostrzec, jak kultysci, Nabafvor i Asekas rowniez wirowali w szalonym tancu. Swoja role dopelnili tez wierni innych mrocznych bogow. Riven z imieniem Daywadosa na ustach rozdzieral jakiegos nieszczesnika szponami, blysk oreza Urnara zapowiadal dekapitacje, Alseya cicho wypowiadala inkantacje zaklec. Walka nie trwala dlugo. Wlasciwie - ciezko to nazwac walka. Chaosnicy szybko i nieublagalnie wymordowali wszystkich.(http://i.imgur.com/r3Xhbei.png)
Nie czula sie spelniona... Nie do konca. To ich swiete (wciaz smiala sie na mysl o takiej "swietosci") miejsce nie moglo przetrwac. Musialo podzielic los tych, ktorzy je kultywowali. Ksiegi najpierw rwane, pozniej palone, podobniez jak i cale zycie wokol. Ostateczny cios sukkub zadala swym toporem - wbijajac go w wielkie drzewo. Wydawalo sie, ze szum drzew zmienil sie nieco... jakby natura plakala.(http://oi41.tinypic.com/11h88pz.jpg)
Odeszli, zostawiajac po sobie smierc, cierpienie i zniszczenie. Wierni, pod wspolna egida Daywadosa, Ylotha, Morkara i Netherila, za wola kaplanki. Matka Natury musiala odczuc ten cios. Bezlitosny policzek, wymierzony rekami smiertelnikow. Swoj gniew przelala na zloczyncow. A jej gniew byl srogi...
Sinafaye udajac sie pod oltarz czula sie dziwnie. Kolejny raz odniosla sukces, ale cos bylo nie tak. Odczuwala to. Jakby lodowaty chlod zaciskajacy sie na jej krtani, odbierajacy jej potege. Gdy dotarla na miejsce, byla juz niemal calkowicie wycienczona mentalnie. Lecz musiala podziekowac swemu panu za laske, ktora ja obdarzyl. A Yloth byl szczesliwy.(http://i.imgur.com/0kuCz6a.jpg)
Skonczywszy spiewac hymn ku chwale pana piekla, Sinafaye otworzyla swoja ksiege run, wypowiedziala slowa zaklecia... i nic. Pozostala na miejscu. Sprobowala jeszcze raz i jeszcze, wszystko na nic. Stracila swoja moc. Klatwa Matki Natury okazala sie byc bezlitosna. Demonicy nie pozostalo nic innego. Musi odnalezc sposob, by przelamac moc bogini. A gdy znajdzie sposob na walke z potega pochodzaca od bogow, a jej armia calkowicie przybedzie z Otchlani, nadejdzie wymarzony czas. Nic juz jej nie powstrzyma.Wydarzenia z serca Zieleni, roku 624
Klatwa Matki Natury dawala sie jej we znaki coraz mocniej. Pozbawiona swej mocy w demonicy rosl coraz wiekszy gniew, wymieszany z poczuciem bezsilnosci. W koncu jednak gleboki zar jej wiary przyniosl jej ukojenie - jej modlitwy zostaly wysluchane. Przeklenstwo odeszlo w niepamiec, ona zas wiedziala - to musiala byc wola Ylotha. Nadszedl czas na kolejne dzialania.
Dwie zakapturzone postacie byly juz gotowe. Mlody krasnolud i nieco starszy czlek staneli przed oltarzem. Ich inicjacja przeszla gladko, zawarli oni pakt z Ylothem. Poswiecajac swe dusze, poprzysiegli wieczyste oddanie. Gdy rytual dobiegl konca, ze swej domeny przybyl ich przewodnik - Demon Cienia. Udalo mu sie odnalezc kolejne cialo, ktore mialo przysluzyc sie ich sprawie. Wyruszli bez zwloki.
(http://i.imgur.com/5KdzfSm.jpg)
Znalezli sie w jednej z wiosek pod stolica miasta korony. Wiesniacy wymieniali cicho slowa miedzy soba, lecz nagle umilkli gdy wyslannicy demonicznego pana do nich podeszli. Wyraznie przerazeni, powiedzieli im wszystko, co chcieli wiedziec. Coz, prawie wszystko. Sinafaye czula, ze bedzie ich jeszcze potrzebowac, polecila wiec reszcie kultystow, by sie nimi zajeli. Stos cial szybko uswiadomil ja, ze musi formulowac mysli dokladniej, fanatycy poraz kolejny okazali swe nieokrzesanie. Nic to, przynajmniej znajdowali sie przed rodzinnym domem poszukiwanego. Niestety, nikt nie kwapil sie, by otworzyc zamkniete drzwi don. Sprawne wywazenie pozbylo ich tego problemu, zas ze srodka zaraz buchnal odor zgnilizny. Ich oczom okazal sie smetny widok.(http://i.imgur.com/6Ke5dP3.jpg)
Byc moze wiesniacy wiedzieliby cos wiecej. Zgrzytajac wsciekle zebami, demonica rozpaczliwie szukala jakiegos sladu. Jedyne co przyszlo jej do glowy, to sprobowac wywolac ducha zmaltretowanego nieszczesnika i rozejrzec sie po okolicy. Sama wziela sie za to drugie, czesc kultystow odeslala do nekromantow. I nic nie przynioslo rezultatu. Wyznawcy Netherila nie chcieli wspolpracowac, a martwa juz okolica nie kierowala ich nigdzie dalej. Powrocili do ciala, kombinujac dalej. I gdy juz sprawa wydawala sie byc przegrana, Asekas wykrzyknal krotkie "Aha!". Cos pod cialem przyciagnelo jego uwage, gdy odsuneli je na bok dostrzegli symbol - hebanowa laske. Calosc miala oczywisty zwiazek z nekromantami, jednak ci, ktorych prosili o pomoc zdawali sie nie wiedziec o niczym. Albo dobrze udawali, albo faktycznie nie byla to sytuacja powiazana z rada. Kolejny cel ich podrozy nasuwal sie bezlitosnie - cmentarz.
Wybor byl sluszny, odnalezli tam oszalalego adepta czarnej magii. Rozjasnil on grupie nieco sytuacje. Sadyzm nie byl odchyleniem, ktore wpisywaloby sie w obrzedy standardowego nekromanty. W zasadzie stal w sprzecznosci z ich naukami. Musieli miec do czynienia z innym szalencem, fanatykiem, ktory gleboko wierzyl w slusznosc ich czynow. Adept wskazal im nawet kierunki. Co prawda byly sprzeczne, lecz nie przejmowali sie tym za bardzo. Samozwanczy spirytysta musial byc w okolicy.
Nagly stukot koni zaalarmowal wyznawcow Ylotha. To Inkwizycja wpadla na ich trop! Poszukiwania musialy zostac na pozniej, demonica udala sie do twierdzy Delucja by zaalarmowac mieszkancow, a ci odpowiedzieli na jej wezwanie.(http://i.imgur.com/tjBV5jM.jpg)
Polaczone sily, tworzace armie Chaosu bez problemu, wielokrotnie rozbijaly szeregi Inkwizytorow. Demonice wciaz jednak meczyla mysl, ze marnuje czas, ze moze nie zdazyc. Zbierajac garstke wyznawcow Ylotha powrocila do poszukiwan. Zakonczyly sie on sukcesem na jednej z chat polozonych pod miastem. Widok wnetrza domu upewnil ich, ze trafili dobrze - budynek byl zagracony koscmi, zwlokami, wszedzie byly slady krwi. Co dziwniejsze, niektore z cial byly wampirze.
(http://i.imgur.com/rXkREYp.jpg)
Sinafaye w zasadzie ucieszyl ten widok. Poczula jakas wiez porozumienia ze sprawca makabr. Postanowila pertraktowac. Spirytysta przyznal, ze posiada poszukiwanego przez nich mlodzienca, lecz byl on niezwykle cenny rowniez dla nekromanty. Dobili wiec targu. Adept czarnej magii mial dostac cos, co bedzie jeszcze cenniejsze, w zamian zgodzil sie wydac chlopca. Kolejnym ich przystankiem mial byc sam krolewski zamek w sercu Brytanni. Na ich szczescie, organizowany byl bankiet, podczas ktorego, przy odpowiednim kamuflazu, mogli dostac sie do srodka twierdzy. Asekas i Nabafvor wyruszyli incognito, demonica zas, korzystajac ze swych talentow, pozostala w cieniu. Nie przewidzieli jednak jednego - by wejsc na przyjecie, oczywiscie bylo wymagane zaproszenie. Zaproszenie, ktorego, rzecz jasna, nie mieli. Straznicy, jak na oddanych sprawie Brytanczykow przystalo, nie byli zbyt bystrzy. Zawoalowani kultysci powolali sie na pewna znajomosc, ktora otworzyla im bramy zamku. Nikt tez nie spostrzegl zakradajacej sie w cieniu demonicy.
(http://i.imgur.com/XzXPHuB.jpg)
Przyjecie powalilo ich swa hucznoscia, korzystajac z okazji rozpoczeli przeszukanie zamku. Zwiekszona ilosc strazy pod jedna z komnat wyraznie sugerowala, ze znajduje sie w niej cos cennego. Jak jednak pozbyc sie rycerzy, nie wywolujac szumu? Tutaj z pomoca przyszedl im nowy czlonek inkwizycji blakajacy sie po zamku. Nim sie spostrzegl, lezal juz martwy, a Asekas przyodziewal jego stroj. Straznicy nie mieli wyboru - z rozkazu "inkwizytora" zostali zwolnieni ze swojego stanowiska i udali sie wglab zamku. Wtedy tez kultysci dostali sie do komnaty, oslaniani przez grajacego doskonale swa role Asekasa. Ich oczom ukazalo sie serce antycznego wampira zlozone na piedestale. Oczywiscie zabezpieczone. Zadne zabezpieczenia nie oprze sie jednak magii demonow. Sukkub wykonujac znaki khal i inkatujac odpowiednie slowa zaklec odeslala magiczna blokade w niebyt.(http://i.imgur.com/1FHWJ6q.jpg)
Zdjeli jeszcze ostatnia, mistyczna oslone z serca, porwali je i pognali z powrotem do nekromanty. Wymiana doszla do skutku, spirytysta dostal swoj artefakt, kultysci - mlodzienca, w ktorego zylach plynela krew nieumarlych. Sinafaye wlasnie rozpoczynala rytual, gdy nagle...
(http://i.imgur.com/hTaZPkV.jpg)
Gdzies tam na koncu szarego tunelu utkanego z mgly dostrzegla swoje cialo, niegdys tak zywe i czujace.
Zimno... potworne, przerazliwe zimno tlumilo mysli i uczucia... Tkwila w nieprzeniknionej, wielobarwnej mgle. Zjadliwe, calkowicie niepasujace do siebie barwy wydaly sie atakowac bezposrednio jej udreczony umysl.
W chwili gdy chciala sie juz zatopic w otaczajacej ja pustce, w szalenstwie barw i chlodu, cisze rozprul mroczny, wszechogarniajacy smiech. Znala ten glos, towarzyszyl jej od kiedy Mroczne Sily wyznaczyly ja na sluge i niewolnika. Otaczajaca ja mgla powoli rozpraszala sie, pozwalajac ujrzec Szalenstwo. Bo inaczej nie da sie opisac tej ferii barw, tej dziwnej muzyki i oszalamiajacych zapachow. Posadzki wykonanej z teczowego kamienia, wydajacej sie szeptac i krzyczec tysiacem glosow.
Posrodku zgielku dostrzegala potezny, wykonany z czarnego zelaza tron. Siedziala na nim, wielka, okryta postrzepionymi szatami postac zanoszaca sie nieustajacym smiechem, wydajaca sie oczekiwac jej slow.
Przezwyciezajac wdzierajace sie do jej duszy szalenstwo wypowiedziala: Panie...
Bog ponownie wybuchl mrocznym, oblakanym smiechem. Jednak smiech ten pozbawiony byl wesolosci, wyczula w nim wibrujacy, narastajacy gniew.
Uslyszala miazdzacy dusze glos: Zawiodlem sie na tobie... To nie bylo szalone... to bylo glupie. Takie przewidywalne, takie nudne. Tak po prostu - umrzec?
Nie umiala znalezc odpowiedzi.
Glos boga ponownie rozdarl cisze: Nadchodzi czas Ostatniej Bitwy. Wszechogarniajacego szalenstwa. Dzien, gdy ponownie zstapie na pierwszy plan i osobiscie poniose Obled w swiat. A otaczac mnie beda roztanczone szeregi moich slug, pijanych rozkosza szalenstwa, dzikich i nieujarzmionych odmiencow. I zadrza wszystkie potegi i nie oprze sie nikt. Zatriumfuje ja i moi wyznawcy... Ci, ktorzy mi sluza... Ci dla ktorych szalenstwo jest rzeczywistoscia stworzona moim imieniem...
Poczula jak gleboko w niej ponownie rodzil sie szalony smiech. Otchlan szalenstwa, ktora widziala w oczach Ylotha, wydawala sie pochlaniac ja, powoli zaczynala w niej tonac.
Oblakany glos ponownie sie odezwal: Nie zaslugujesz by powrocic do Piekla. Nie zaslugujesz tez, by odebrac ci wszystkie dary... Niech wiec tak bedzie. Odesle twoja dusze na powrot do twojego ciala. Bedziesz mi dalej sluzyc!
Jej serce wypelnila mroczna, niewypowiedziana rozkosz. Znow bedzie przemierzac swiat w szalonym tancu obledu...
Nagle wizja znikla, zastapiona wirujaca, roznobarwna mgla...
A Inkwizycja nie poprzestala na smierci sukkuba. Bezlitosnie wymordowala reszte kultystow, ktorzy zapewne rowniez, cieszac sie laska demonicznego pana, wroca do swych cial. Ofiarami brytanskich rycerzy padli tez nekromanta i okaleczony wiezen. Nic sie nie ostalo.
Sinafaye zaszyla sie gdzies, zalizujac swe rany i przygotowujac sie do zemsty... ponownie.Wydarzenia z Wysokiego Slonca, roku 624
Demonica nie regenerowala sil dlugo. Przeciez bylo jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Tylu ludzi do zniszczenia. Poslugujac sie manuskryptami byla w stanie uzupelnic pobiezna wiedze, zdobyta podczas dzialan z nekromanta (co prawda Inkwizcja spalila caly przybytek, przez co prawdopodobnie bezcenne notatki przepadly na zawsze, Sinafaye jednak wciaz pamietala ogolne ich znaczenie). (http://i.imgur.com/5qOMiWO.jpg)
Potrzebne bylo jej wampirze cialo. Skad jednak wziac nocnego lowce, ktory bylby na tyle slaby, by moc go wykorzystac, a jednoczesnie na tyle potezny, by jego truchlo posiadalo wystarczajaca moc do utrzymania rytualu? Odpowiedz doslownie przyszla sama, gdy nagle zjawila sie Arayrien i przypomniala demonicy o problemie, ktorym ta druga miala zajac sie juz dawno. Otoz lata temu, gdy sukkub rozpoczynala praktyki przywolywania swych braci, stalo sie cos, co w zasadzie mozna bylo przewidziec. Dwojka demonow, ktora stawila sie na wezwanie Sinafaye nie byla wcale poddana jej woli. Nie byli tez w stanie przetrwac zbyt dlugo na pierwszym planie. Ich ofiarami padla dwojka nieumarlych, mag Anseis i Arayrien wlasnie. Od tego czasu wampiry nosily w sobie demoniczne pietno, ktore odmienilo tez ich ciala - w zasadzie mozna bylo ich juz uznac za poldemonow. Sytuacja byla mizerna, lecz w tamtym czasie nierozwiazywalna, az do niedawna. Demonica uznala, ze moze juz podjac sie proby wypedzenia, a jej mysli powedrowaly znacznie dalej - osiagnie korzysc dla wszystkich. Kobiety niezwlocznie udaly sie pod oltarz Ylotha, po drodze zabierajac ze soba jeszcze dwoch kultystow. W poblizu miejsca mocy pana piekiel, demon mieszkajacy w ciele Arayrien zyskal na potedze, calkowicie przejmujac wladze nad cialem, ktore naznaczyl. Rytual musial odbyc sie predko. Sinafaye zapalczywie inkantowala slowa, wplatajac w nie magiczna sile. Dlugie minuty mijaly, pot zaczal zraszac czolo demonicy, by w koncu...(http://i.imgur.com/xCoGD5e.jpg)
Czesc zamiarow zakonczyla sie sukcesem. Wygnana z ciala wampirzycy sukkub wciaz jednak posiadala wlasna, silna wole. Po jej mysli nie bylo bynajmniej poddanie sie kultystom. Ba! Sama probowala nad nimi zapanowac. Na nic zdaly sie slowa czy grozby, Sinafaye nie byla jednak w stanie poslac ja tak po prostu - do diabla. Byla jej ona blizsza niz ktokolwiek inny z obecnych, nosily przeciez w sobie te sama krew. Czlowiek i drow, na polecenie przelozonej, sprobowali ubezwlasnowolnic wygnana demonice, co zakonczylo sie tylko wymiana bezsensownych razow, rozlaniem krwi. Tego bylo zbyt wiele. Rozzlosczona kaplanka musiala udowodnic swa dominacje i potege, wypedzony sukkub musi wrocic do Otchlani. Kara za nieposluszenstwo bedzie ogromna - coz, taka przywodczyni miala nadzieje.(http://i.imgur.com/PXQIm6g.jpg)
Zakonczywszy sprawe opetania, trzeba bylo dokonczyc to, co przerwali inkwizytorzy. Wampirzyca wciaz lezala nieprzytomna, tak bardzo sie nadajaca. Sukkub narysowala w piasku symbol gwiazdy i sila woli umiescila Arayrien w samym jego centrum. Pochyliwszy sie nad cialem, demonica dobyla rytualnego noza i wyryla na piersi nieswiadomej kobiety znak ahar. Gdy cialo bylo juz gotowe, poczatkowo cicho, potem coraz glosniej wolala: "W ciszy zrodzony, w ciszy przepadles, w ciszy powrocisz!", a glosy dwojki kultystow wspomagaly rytual slowami "Jagha, Jagha, Arah, Margha!". Z ciala nieumarlej istoty uciekala dusza, ktora w koncu formujac mgle, pognala zapewne do swje trumny. Co do tego, ze wampirzyca ozyje - chociaz bardziej pasowaloby: powroci - nie bylo watpliwosci, to czas mial jeszcze jednak pokazac czy zostanie pozbawiona calkowicie swego demonicznego znamienia. Najwazniejsze bylo, ze przywolanie sie udalo, przed grupka wiernych stal sam Demon Ciszy.(http://i.imgur.com/rytxHHE.jpg)
W jego otoczeniu zadne dzwieki nie byly w stanie przeszyc powietrza, slowa grzesly w gardle, miejsce skryte w mroku polaczone z nienaturalna cisza wydawalo sie byc przerazajace nawet dla Sinafaye. I gdy juz wszystko to zdawalo sie trwac wiecznie, bez poczatku i konca, z dziury miedzywymiarowej zadudnil potezny glos, przekazujacy rozkaz. Swiezy domownik pierwszego planu wypelnil go bez wachania, uwalniajac okolice od swego pietna.(http://i.imgur.com/X9Ixm5G.jpg)
Jeszcze Anseis - pomyslala demonica. Ale.. nie widzialam go juz tak dawno. Gdzie sie wlasciwie on podzial? Mysli rozwialy sie gdzies nagle, gdy cialo sukkuba odmowilo posluszenstwa, upadajac bezwladnie na ziemie. Ostatnie wydarzenia byly zbyt wyczerpujace nawet dla piekielnego bytu. Nastepnym widokiem, jaki zobaczyla byly juz wnetrza murow Delucji.
Wydarzenia z poczatku Dogasania, roku 624
P.S. Oficjalnie i publicznie chcialbym podziekowac LoA za okazana empatie, co niniejszym czynie. ;-)
Sinafaye czula sie juz dobrze. Na tyle dobrze, by kontynuowac swe dzielo. Zebrawszy trzech wiernych kultystow przyzwala Demona Cienia, obwieszczajac mu swa gotowosc. Nastepny cel zostal wskazany - tym razem padlo na tajemnicza kobiete, ktora miala znajdowac sie w okolicac Papui. Mimo znaczacej dominacji jaszczuroczlekow na terenach miasta, udalo sie wyznawcom znalezc ostatni dom we wladaniu ludzi. Sytuacja nie wygladala w nim najlepiej - w srodku ujrzeli kilka niedobitkow, ktorych meczyla straszliwa choroba. Chroba wywolana zaraza, jak wytlumaczyla obecna medyczka, sprawujaca piecze nad cierpiacymi.(http://i.imgur.com/DH7xxcH.jpg)
Lekarka mogla jedynie opozniac efekty, jednak nie byla w stanie w pelni wyleczyc infekcji. Epidemia wydala sie kompanii mocno podejrzana, wiec i ruszyla przeczesac okolice. Po dluzszym czasie odnalezli w koncu jaszczurzego kaplana - prawodpodobnie zrodlo chorobsk. Powalony na ziemie gadzi pomiot zaciskal jeszcze w reku butelczyne, z dziwna mikstura w srodku. Nie znajacy sie na alchemii kultysci postanowili pokazac ja medyczce. Jak sie okazalo, mial to byc glowny skladnik do lekarstwa na dolegliwosci garstki ocalalych. Zachecona dobrymi wynikami, lekarka dala sie zwabic pod sam oltarz Ylotha. Wydawalo sie, ze wszystko poszlo po mysli wiernych... jakze sie mylili.Oprocz ludzkiej kobiety, do rytualu byl potrzebny jeszcze sukkub. Sinafaye nawiazala polaczenie z Otchlania, otwierajac portal. Ku jej zdumieniu, na zew odpowiedzial... imp. Calkowicie zlosliwa, a do tego oblakancza istota bulgotala slowa od rzeczy. (http://i.imgur.com/DRQAyZA.jpg)
Kolejne proby przywolan konczyly sie dokladnie tak samo. Cos oddzialywalo na moc demonicy, umniejszajac ja znaczaco. Zaczela tez czuc sie coraz gorzej... Kultysci przebywajac w Papui rowniez sie zarazili. Okazalo sie to juz niestety po ujawnieniu swych prawdziwych zamiarow. Nieco pobita, stlamszona medyczka nie za bardzo chciala wykonac kolejne porcje medykamentu. Zastraszanie, a w tym wyznawcy byli niezli, przekonalo kobiete do kooperacji. Kilka chwil pozniej rozdala ona cztery fiolki, ktore wyslannicy wypili bez wahania. I to byl blad. Jak sie okazalo, medyczka stworzyla potezna trucizne i w momencie, gdy zaczela ona dzialac, kobieta wyrzucila prawdziwe lekarstwo wprost w odmety lawy i rzucila sie do ucieczki. Nim Sinafaye zdazyla zareagowac, lekarka lezala juz martwa. Kultysci byli chorzy, zatruci i bez odpowiedniego ciala. I gdy wydawalo sie, ze nie moze byc juz gorzej, wtedy wlasnie sukkub zsunela sie po scianie na ziemie. Trucizna miala wyjatkowo mocny wplyw wlasnie na demonice, nie byla ona w stanie dzialac w jakikolwiek sposob, jedynie szybkim machnieciem reki wyslala poddanych Ylothowi w droge. Jej oczy zaszly mgla...Gdy odzyskala swiadomosc, kultysci byli juz spowrotem. Przytargali tez ze soba kolejna mieszkanke Papui - tym razem jedna z wyleczonych. I wtedy Asekas, dzierzacy sztylet, pochylil sie nad lezaca bezbronnie demonica. Wyryl na jej czole znak posluszentwa, po czym pocial obficie cialo Papuanki, kierujac fontanne krwi w kierunku sukkuba. Skapana w posoce, z piekaca bolem rana na czole, calkowicie pozbawiona sil Sinafaye czula gorzki smak porazki. Nabavfor wraz z Asekasem kontynuowali dziela, inkantujac "Hareghero, rhayel, eirite margeg!". Demon pozadania odpowiedzial. Nie zajal on jednak ciala ledwo zywej demonicy, miast tego przerzucil sie na wykrwawiajacego sie czlowieka. Przyzwany sukkub rozejrzala sie po okolicy i widzac poraniona siostre, wydala z siebie przejmujacy ryk wscieklosci. (http://i.imgur.com/8lirJmQ.jpg)
Zmuszajac pozostalych kultystow do cofniecia sie buchnieciami zywego ognia, przegryzlasobie nadgarstek i przylozyla go do ust Sinafaye. A ta lapczywie spijala krew, z kazdym lykiem stajac sie coraz silniejsza. Gdy juz demoniczna posoka przywrocila jej sily, usmiechnela sie tylko lubieznie do przyzwanej siostry i delikatnym skinieciem glowy pozwolila na odrobine zabawy. Podczas gdy kaplanka magicznie usuwala znak ze swego czola, druga demonica pozadania plawila sie w rozkoszy wynikajacej z zadawania bolu mezczyznom. (http://i.imgur.com/nU6CiMb.jpg)
Kazda kolejna rozlana kropla krwi zdawala sie napedzac piekielna istote jeszcze bardziej. Sinafaye przypatrywala sie temu z ukontentowaniem, by w koncu wydac rozkaz powstrzymujacy jej siostre. Wymierzenie glownej kary nalezalo do niej. I gdy miala juz przejsc do pastwienia sie nad nieposlusznymi, poczula w sobie wladcza wole, moc, ktora nia zawladnela. Uslyszala tubalny glos plynacy wprost z niej, Yloth przemowil: "Zachowaj umiar. Jego postepowanie plynelo z oddania. Wciaz kroczy sciezka wiernosci.". Demoniczny pan najwyrazniej zyczyl sobie, by jego sluga zachowal zycie. Sinafaye wypelnila te wole. Litosciwie pozbawila Asekasa tylko jednego palca u dloni, ktora smial podniesc przeciwko niej. Ostatnie ostrzezenie. Nastepnie dopadla mrocznego elfa, chwytajac go mocno za szaty by rzucic go na sciane. Dobitnie wytlumaczyla mu tonem glosu, ktory nie znosil sprzeciwu, na czym swiat stoi. Wygladalo na to, ze zrozumial. Pozostalo odeslac jeszcze przyzwanego demona do krainy cienia, do reszty tych, ktorzy odpowiedzieli na zew. Niewiele przygotowan zostalo juz do czasu ostatecznej zabawy. Ostatnie chwile dziela swiat, nim pograzy sie on w szalonym tancu oblakanych demonow.Wydarzenia z konca Spadajacych Lisci, roku 624
(https://imagizer.imageshack.us/v2/472x445q90/594/sgfc.jpg)
Doceniam Gucio poziom odgrywania postaci. Niejeden inkwizytor narobilby w majty, stajac w obliczu posagow trzech najpotezniejszych bogow i licznych glow poleglych braci. Za to malo kto chcialby okazac dowody strachu swej postaci. Chapeau bas!
Kultysci byli juz gotowi, ponownie staneli przed obliczem Demona Cienia. Jak sie okazalo, nim przejda do realizacji swego glownego celu, musieli zajac sie sprawa poboczna. Mieli odnalezc dawnego sluge Ylotha, zdrajce, ktory osmielil wystapic przeciwko demonicznemu panu. I zrobili to, co do nich nalezalo, staneli naprzeciwko wyrzutkowi, wycinajac po drodze przywolane istoty z Piekla.(http://i.imgur.com/rVweKk4.jpg)
Jak bylo do przewidzenia, zaczal on sie wykrecac, wypowiadajac slowa, ktore wydawaly sie byc grupce zwykla siecia klamstw. Do czasu... Demonolog uparcie twierdzil, ze to wlasnie kultysci wystapili na sciezke, ktora prowadzila przeciwko Ylothowi, ze Demon Cienia snul intrygi przeciwko bogowi. Pewnosc Sinafaye zostala nieco rozbita, sukkub postanowila to sprawadzic. Przybierajac swa prawdziwa forme, rozlala krew na ziemi i za jej pomoca rozrysowala gwiazde piecioramienna. W samym jej sercu umiescila jeszcze symbol szponu i rozpoczela nawolywac piekielnego wladce. Jej pytania pozostaly jednak bez odpowiedzi.(http://i.imgur.com/gIM34MW.jpg)
Jakby tego bylo malo, na wezwanie ostamotnionego maga stawil sie potezny demon, natomiast gdy kaplanka powtorzyla rytual... z innego wymiaru przybyl ponownie imp. Marny, irytujacy i ponownie bredzacy cos o Krolu Podwieczorku. Demonica byla totalnie zbita z tropu, tyle pytan, zadnych odpowiedzi. Postanowila jednak przyniesc kres zyciu demonologa. Bezskutecznie. Naslal on jednego ze swych przywolancow, po czym rzucil sie do ucieczki. Nim wierni zdazyli sie zorientowac w sytuacji, sladu po poszukiwanym juz nie bylo. Chociaz - w zasadzie byl jeden. "Zdrajca" przetrzymywal dziwna istote za pomoca magicznej bariery, ktora okazala sie byc zadna przeszkoda dla umiejetnosci demonicy. Wiezien, niestety, wciaz byl kontrolowany przez zbieglego, byl tez jego oczami. Po nieskutecznych probach kultystow, by wykorzystac jakos nieszczesnika... stanal on po prostu w slupie zywego ognia. Nie pozostalo im juz nic innego. Musieli wrocic do Demona Cienia. Wyraznie nie byl on zadowolony z obrotu spraw. Co prawda odpowiedzi na nurtujace sukkuba pytania wydawaly sie miec sens, ale Sinafaye wcale nie byla przekonana. Przynajmniej narazie postanowila byc jeszcze posluszna. I tak musieli poczekac, az cienista istota namierzy ponownie demonologa. Dawalo jej to troche czasu na przemyslenia... i wybrania odpowiedno. Nie mogla sobie pozwolic na blad.Wydarzenia z poczatku Wielkiego Mrozu, roku 625
Wyznaczony czas uplynal, przynoszac nowy dzien zdecydowanie za szybko. Demonica wciaz miala pytania, na ktore prozno szukac bylo odpowiedzi. Przyszlo jej i jej kompanom kuntynuowac dziela. Przynajmniej jeszcze troche. Niestety, demon cienia nie byl w stanie zlokalizowac demonologa, ktorego zyczyl widziec sobie martwym. Przekazal kultystom tylko tyle, ze jedyne slady energii magicznej uciekiniera znajdowaly sie w okolicy oltarza, przy ktorym doszlo wszesniej do spotkania. Uwolniona ze skrzyni kreatura miala tez jeszcze jedna, pomocna rade, wskazujac oboz Methestela jako potencjalne zrodlo sporej ilosci cennych dusz. Sinafaye nie mogla tego odpuscic, a usmiech sam az cisnal jej sie na usta. Wyruszyli ku yewianskim lasom.
Obozowisko chronione bylo przed wszelka magia, wejscie za pomoca sily nie bylo mozliwe. Grupka poddanych Ylothowi przebrala sie wiec za wedrowcow, pielgrzymow, ktorzy przybylili na miejsce by oddac czesc bogowi. Gdy dotarli do bramy, to Asekas byl osoba odpowiedzialna za romozwe. Drow i sukkub udawali przyjecie slubow milczenia i trzymali sie z tylu - obie istoty moglyby zdradzic swoj zlowrogi charakter zbyt latwo. Czlowiek jednak radzil sobie doskonale... az gdy zjawila sie jeszcze jedna osoba. Bardzo niska osoba, niziolczej rasy, imieniem Ceres - a to dopiero biedulka znalazla sie w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie. Zawoalowany mezczyzna przekonal w koncu straznika ckliwa modlitwa ku czci Methestela. Pilnujacy brame zdjal magiczne bariery i wpuscil wszystkich do srodka. Demonicy nie trzeba bylo wiecej, bez ogrodek zrzucila z siebie maskujacy stroj i wezwala jednego ze swych braci z Otchlani. Masakra mieszkancow obozu sie rozpoczela, podobny los z reszta czekal przypadkowa niziolke.(http://i.imgur.com/a26SVW7.jpg)
Jedyny opor postawil w zasadzie tylko dowodca obozowiska, swiety rycerz - paladyn. Jednak i on nie byl w stanie zatrzymac zadnych krwi kultystow demonicznego pana. Gdy cialo ostatniego wojownika lezalo juz wsrod reszty, demonica przystapila do wykorzystania tego, co zaoferowal jej los. Przybierajac prawdziwe oblicze, wykorzystala ogrom przelanej krwi, mieszajac go z krwia demonia posoka i trzewiami, by przyciagnac na ten plan potezna kreature. Demona, ktory zywil sie na cierpieniu wyznawcow prawego boga. I byl on calkowicie poddany woli sukkuba.(http://i.imgur.com/Hzim2UQ.jpg)
Zostal ostatni cel z zaplanowanych w tej podrozy. Wrocili pod oltarz demonologa, ktory faktycznie wciaz przepelniony byl energia magiczna. I sluzyl za przekaznik wiadomosci, w zasadzie slow miedzy kaplanka, a zbiegiem. Mimo przebieglych prob podjetych przez oszalala kobieta, nie byla w stanie przekonac demonologa do sie zjawienia. Najwyrazniej rozloscila go tylko, bo z drzwi wymiarowych wysunal demoniczny fechmistrz. Czar wyssal do konca pozostalosc mocy z otlarza, niszczac go doszczetnie. Nowoprzyzwany agresor ryknawszy gniewnie, rzucil sie do ataku na Sinafaye, jednak nie byl w stanie przebic sie przez ochrone jej przywolanca. Dwa demoniczne byty rozpoczely bojowy taniec, rozpraszajac coraz to kolejnymi ciosami swe cielesne powloki, by w koncu rozmyc sie w smugach ognia. Kultysci pozostali sami. Prawie sami. Sukkub, mimo krotkiej ich obecnosci, wyczula na sobie wzrok pary oczu z krainy cienia. Wzrok pelen nienawisci. Ciekawa ich zasiegnela ponownie do krainy jej pobratymcow, na odpowiedz odpowiedzial znowu tylko imp, sluga Krola Podwieczorku. Tym razem Bibi jednak powiedzial nieco wiecej niz zwykle, zanim zostal odeslany. Usmiechajac sie tajemniczo, kaplanka oglosila powrot do twierdzy, rozsylajac kultystow do swych zajec. Czula, ze wie. Musiala tylko to sprawdzic... ale to cos w samym srodku jej czarnego serca mowilo jej, ze sie nie myli.Wydarzenia z Narodzin Slonca, roku 625
Dni mijaly niezwykle szybko, jeden za drugim, podczas gdy demonica zaczytywala sie w grymuarach. Antyczne ksiegi porozrzucane po przeroznych bibliotekach Sosarii zdawaly sie wyjasniac postawionych pytan, to najwazniejsze wciaz jednak usilnie unikalo odpowiedzi. A kaplanka musiala sie upewnic, same przeczucia niewiele jej dawaly. Juz raz im zaufala i teraz byc moze czekala ja wysoka cena, by odplacic ten blad. W kazdym razie, tam gdzie spisane przed wiekami madrosci nie byly w stanie przyniesc ukojenia, tam nalezalo dac szanse mlodym potegom. Sinafaye przyzwala do siebie oddanych kultystow i wyznaczyla cel podrozy, by wszyscy ruszyli w droge.
W starozytnej swiatyni ognia, przedsionku bram piekielnych odnalezli demona, ktory nie zostal wezwany z Otchlani - a byl z niej wyslany. Jednakze nie byl on w stanie wyjasnic Sinafaye co sie dzieje, a i jego wiez z Ylothem rowniez zostala przerwana. Cos tu poszlo bardzo zle. Kolejne wizyty nie poszly wcale lepiej. Straznicy bram opuscili swe posterunki, demonologie lezeli w swych komnatach z podcietymi gardlami. Zostal jeden demon, ich ostatnia nadzieja.
Sukkub powoli, ostroznie podeszla do istoty w jego wiezieniu. Mimo koniecznosci przyjecia marnej powolki tego planu, wygladal przerazajaco. Pierwszy po Ylocie, ksiaze Piekla. Lapczywie rzucil sie na wor pelen serc zbuntowanych demonow, ktory rzucila mu kaplanka. Kupila jego odrobinke czasu i cierpliwosci. I wykorzystala to bezblednie. Zdobyla potrzebna jej wiedze, wiedziala juz niemal wszystko. Opuszczajac leze Exodusa, pelna byla gotujacej sie w niej wscieklosci. Nie byla to jednak jeszcze chwila, by ten gniew wyzwolic.
Znajdujac sie juz na terenie miasta - twierdzy, przywolala, z pomoca wiernych, impa z krainy podwieczorku. I przekazala mu wiadomosc. Nadszedl czas na spotkanie z demonologiem - uciekinierem. Oby byl wystarczajaco rozsadny. Kielkujace ziarna szalenstwa, zyjace we wszystkich tych kreaturach musialy zostac okielznane. Kaplanka wiedziala juz co z nim pocznie. Pozniej. Musiala przeprowadzic jeszcze Jadeitowy Kult, przez trudny czas zdrad, intryg i smierci. Czyzby to dalsza czesc Wojny Bogow?
Wydarzenia z poczatku Nadejscia Lata, roku 625
Nadeszla odpowiedz. Zdyszany adept magii wbiegl do Delucji, panicznie poszukujac Sinafaye. I znalazl. Demonolog dostal wiadomosc i zazyczyl sobie kolejnego spotkania. Lecz czas naglil ich wszystkich. Demon Cienia przeszedl do ofensywy. Nie bylo chwili do stracenia, uczen otworzyl magiczna brame.(http://i.imgur.com/fGz1QLY.jpg)
Gdy kultysci przeszli przez portal, ich oczom ukazalo sie pobojowisko po niedawnej bitwie. Wszedzie wokol lezaly szczatki fanatykow, obroncow demonologa, a ten ostatni stal na podwyzszeniu, otoczony przez niegdys uwieziona kreature. Kregu dopelnialy potezne demony, ktore kaplanka przywolywala wraz z apostolami.(http://i.imgur.com/KWngdQv.jpg)
Sinafaye nie byla w stanie kontrolowac juz zadnej z istot. W zasadzie - one tez nie byly w stanie kontrolowac swych ruchow. Wszystkie sznurki pociagal zdradziecki Demon Cienia. I nim nowoprzybyli zdazyli jakkolwiek zareagowac, glowny aktor po prostu unicestwil piekielnego mistrza przywolan. Na glownej scenie, niedostepnej dla jadeitowych kultystow pozostaly cztery demony.(http://i.imgur.com/dxFW5Nm.jpg)
Lecz nie na dlugo. Wladca cienia w pospiechu dokonywal swego dziela. Wykorzystal moc przywolancow, by uformowac potezna kule czystej i niewyzwolonej energii. Zaczynalo robic sie naprawde groznie. Wierni Ylothowi nie mogli przeszkodzic pretendentowi w zaden sposob. Bo, co gorsza, pomogli mu wczesniej. Zimny dreszcz przeszyl cialo sukkuba...(http://i.imgur.com/EzoVPgn.jpg)
I kiedy sytuacja wydawala sie byc prawdziwie tragiczna, nadszedl ON.(http://i.imgur.com/91QHrin.jpg)
Calkowicie oszalaly, choc zamkniety w cielesnej powloce tego planu, to wciaz emanujacy nieskazitelna potega. Sinafaye spogladala na niego z niedowierzaniem. Wiele legend zwiazanych bylo z jej Panem, pierwszy i wyklety z przedwiecznych, bezosobowa jazn demonow, najpotezniejsza z istot w Otchlani i wreszcie to wszystko naraz - w jednym bycie. A podczas bratobojczej wojny bogow przybral postac zywiciela, wraz z jego nadejsciem komnata zostala wypelniona kregami... sera. Zoltego sera. Demoniczny bog to zdawal sie w ogole nie zwracac uwagi na pozostalych, by to znow za chwile sie do nich zwracac. Jego slowa nie mialy sensu, chociaz skladaly sie na logiczna calosc. Wszyscy obecni zastygli, oczekujac coz uczyni wladca Piekla. A on, jakby nigdy nic, wkroczyl po prostu w kule czystej energii przywolanej przez cienistego demona. W czysta moc, ktora miala go unicestfic. Spotkanie tych poteg wywolalo potezne zawirowania magiczne.(http://i.imgur.com/aBrbvjW.jpg)
Cala sala az zatrzesla sie od poteznego wybuchu, ktory nastapil niewiele pozniej. A po nim nie bylo juz nic. Lecz... nie bylo juz nic tylko pozornie. Tak naprawde - bylo wszystko. Wszystko, na swoim miejscu. (http://i.imgur.com/EaXccxY.jpg)
Kula, ktora miala zniszczyc Ylotha posluzyla mu za zrodlo nowej energii. Demoniczny Pan wykorzystal ja przywrocic sobie dawna moc, by porzucic powloke tego planu, by zasiasc ponownie na swym tronie w piekle. By przetrwac wojne i wrocic do realizacji swego glownego celu. Ale to juz zupelnie inna historia.(http://i.imgur.com/uZJ0E86.jpg)
Pozostal juz tylko jeden, maly szczegol. Pretendent, ktory chcial zabic boga, znalazl sobie teraz nowe, potencjalne ofiary - jadeitowych kultystow. A ci nie bylo w stanie obronic sie samemu. Ponownie jednak wykorzystali czesc organizacji, ktora sami wspoltworzyli. Chaos. Chaos przezwyciezy wszystko. Nawet tego, ktoremu niewiele zabraklo, by byc bogobojca... i nowym bogiem. A teraz lezal martwy u stop chlodno usmiechajacej sie kaplanki.(http://i.imgur.com/bhhyRP6.jpg)
Komnata stala sie nagle dziwnie, nadnaturalnie cicha. To... to byl juz koniec. Sinafaye wrocila wraz z armia Chaosu do ich twierdzy, zabrala swych wiernych i udala sie pod oltarz. Tam, gdzie cala historia sie rozpoczela, przyszlo sie jej skonczyc. Oszalaly smiech, ktory wybuchl w glowie Sinafaye, a swe zrodlo niewatpliwie mial w jej wladcy, oznajmil kobiecie zawodowolenie z jej sluzby. Coz... gdy siegnela pamiecia do wydarzen ostatniego roku, nie byla w stanie nic racjonalnie wytlumaczyc. Calkowitym przypadkiem uwolnili jakis starozytny byt, ktory narzucil im swa sluzbe. Sluzbe w imie Ylotha, a przeciez wiezien okazal sie byc zdrajca. A mimo to, wykonujac jego rozkazy, kaplanka wraz z kultystami doprowadzila demonicznego wladce do bezpiecznego powrotu. Do przywrocenia mu jego prawdziwej potegi. Kaplanka zasmiala sie pod nosem cicho. Armia, ktora kompletowala byla teraz nieistniejaca. Ale skoro Yloth ponownie znajdowal sie w swej domenie, przywolanie legionow piekielnych nie bedzie juz zadna trudnoscia. Zostala zarazem pozbawiona swych slug, a jednoczesnie zyskala nieograniczona ich ilosc.Sukkub westchnela cicho. Dla nich nadszedl chwilowy czas pokoju. Czas, kiedy kult odejdzie na jakis czas w cien, by budowac swa potege, wieksza niz kiedykolwiek. Odpowiedni czas, by wzniesc nalezyta swiatynie. By uchronic w niej oltarz i wszystkie swietosci. By kasac maksymalnie tych bogow, ktorzy wciaz moga umrzec. By moc rytualow przygotowywala swiat do nieuniknionego.I kiedy juz mieli odejsc, jakis blysk zwrocil ich uwage. Otworzyly sie kolejne drzwi wymiarowe, z ktorych... wypadl klebek sera. Yloth czuwa.(http://i.imgur.com/paRf2YU.jpg)
Wydarzenia z serca Dogasania, roku 625
Czerwonoodziana, niewysoka postac ledwie zwracala uwage na pochloniete szalonym tancem plomienie pochodni gdy przyspieszonym krokiem przemierzala kuty w litej skale korytarz. Grobowa cisza, ktora jeszcze chwile wczesniej wypelniala cale pomieszczenie ulegla nieprzyjemnym zgrzytom uderzajacych o siebie metalicznych gwiazd chaosu i rzewnej melodii obijanych o siebie czaszek zawieszonych na rzemyku przywiazanego do pasa zakapturzonej. Dotarlszy w koncu do celu swej podrozy, kobieta usiadla na jednej z law i skupila cala swa uwage na oltarzu, wpatrujac sie w niego intensywnie. A czas uciekal nieublagalnie, nie przynoszac wraz z swym uplywem zadnej odmiany. Nic sie nie wydarzylo.
* * *
Gwiazdy juz od dawna przyozdabialy nocny niebosklon i tylko z jednej komnaty twierdzy Delucji bila pomaranczowa luna. Kaplanka pochlonieta zadza wiedzy i mocy mozolnie studiowala starozytne manuskrypty. Sztuka czarnoksiestwa ludow przeszlosci zdawala sie byc mocno prymitywna i demonica od dawna nie zdolala wyluskac nic nowego, mimo to wciaz liczyla na odnalazienie zapomnianej potegi, ktora bedzie mogla okielznac i za jej pomoca rzucic na kolana poplecznikow przekletego Asmodaya i podistoty sluzace Wilhelmowi. Kolejny wolumin okazal sie byc bezwartosciowa strata czasu, Sinafaye odrzucila go kat, wsciekle zgrzytajac przy tym zebami. Westchnawszy glosno siegala po nastepna ksiege, gdy jej nozdrza zaatakowal intensywny zapach siarki i spalenizny. Zamykajac oczy, zaciegnela sie mocno wonia, pozwalajac sobie na chwile zapomnienia i wydala z siebie ciche pomrukiwanie. Kiedy uniosla powieki ujrzala poslanca. Ba, wcale nie byle jakiego poslanca - w jej komnacie znajdowala sie istota plomieni, ognisty chochlik. Stworzenie bez ceregieli doskoczylo do sukkuba, by intesywnie pociagac za skrawek jej togi. Sinafaye nachylila sie tylko lekko, odslonila zeby w lubieznym usmieszku i skinela glowa ledwo zauwazalnie, dajac wyslannikowi przyzwolenie. Odpowiedz przyszla niemal natychmiastowo, rozdzierajac nocna cisze potokiem slow, plynacym w dwoch roznych glosach. Nie przeszkodzilo to jednak w zaden sposob, by przekaz zostal zrozumiany - siostra byla w potrzebie i wezwanie nie moglo zostac zignorowane. Nie przeciez z dobroci serca, wizja zaciagania nowych u niej dlugow byla niezwykle kuszaca. Demonica pognala w mrok.
* * *
Krew sciekala leniwie z ostrza siekiery kaplanki. Stala ona z wymalowanym na ustach filuternym usmiechem i przygladala sie konajacemu magowi. Widok ten przyprawial ja jedynie o rozbawienie, mimo, ze odnalezienie tego lachmyty nie bylo az takie proste - wszakze warkocz smierci ciagnal sie za Sinafaye, przecinajac marne slugi pozostawione przez uciekajacego magika. Pochylila sie nad umierajacym, by lepiej uslyszec jego agonalny jek - dopadla go w koncu. Zawsze dopada. Kiedy juz czarownik wyzianal ducha, zza nogi kaplanki wyskoczyl chochlik, z wyrazna obawa doskoczyl do truchla i obszukal je dokladnie, by po chwili odnalezc potrzebny pergamin i zniknal bez slowa w wymiarowych wrotach, pozostawiajac kobiete sama sobie. Ale ona wiedziala, ze to nie koniec. I nie pomylila sie.
* * *
Kolejne spotkanie z chochlikiem przypadlo niedlugo pozniej. Oswiadczyl on, ze zwoj skutecznie przysluzyl sie do oswobodzenia uwiezionej jego pani i oczekiwala ona na przybycie kaplanki. Nie czekajac dlugo, Sinafaye ruszyla w umowione miejsce, do swiatyni ognia, jednej z enklaw demonicznej krwi na tym planie. Sukkuby wymienily porozumiewawcze usmiechy, a rezydentka zaczela kreslic sytuacje. Selena, bo takie nosila imie, opowiadala o swej smierci, ktora zaowcowala sluzba w szeregach Demona Ognia, by w koncu przejsc do najwazniejszego, a zarazem glownego powodu spotkania. Problemy, znowuz problemy, ktore mialy krzyzowac pokretne plany Ylotha. Niech to szlag. Nim Sinafaye wrocila do twierdzy, rzucila jeszcze katem oka na urne. Byla taka... zwyczajna. Niewielka, niegrozna. A jednak - miala spedzic hierofantce sen z oczu i odciagnac od jej ksiag.
* * *
Demonica zebrala swych wiernych kultystow. Potrzebowala jednak jeszcze kogos. Jednego, prostego zolnierza. Nie zadajacego pytan wojaka, uleglego i poslusznego. Nie musiala szukac dlugo. Glowna ulice twierdzy przemierzal wlasnie doskonaly egzemplarz, ktorego stanowczym ruchem reki przywolala i wydala rozkazy. Tak uformowana kompania byla juz kompletna i gotowa naprostowac kierunek swiata na wlasciwe mu tory. Magiczna brama wyrzucila wiernych przed czelusciami Podmroku. To tam wyrosniety, lecz po chwili polegly lupiezca umyslu pozostawil po sobie pierwsza czesc ukladanki - klucz umyslu. Nastepnym celem byl zdradziecki demonolog, ktorego cialo szybko rabnelo z hukiem na posadzke. Trzeci klucz okazal sie byc bardziej problematyczny - miejsce jego skladowania przechowywal w tajemnicy oszalaly pustelnik. Sinafaye nie miala ani ochoty, ani sily rozmawiac z pomylencem, zlecila wiec to kultystom. A ci nie zawiedli, po szybkiej eliminacji straznika w postaci krolowej hydr kompania byla juz w posiadaniu trzech przedmiotow. Calkiem niezle. Nastepnym miejscem do odwiedzenia byla osada Cove. Parszywe miejsce. Tam jednak miala znajdowac sie Kalythia rodu Quesse, matka Seleny, posiadaczka ksiegi magii sukkuba ze swiatyni ognia, ktora nalezalo odebrac. Kobieta wyszla kultystom na spotkanie w towarzystwie namiestniczki, Sinthi. To spotkanie nie mialo prawa zakonczyc sie zle, miescina zmagala sie przeciez z szalejaca zaraza, na coz im kolejne problemy? Zycie niestety szybko zweryfikowalo plany Sinafaye i zdobyla ona kolejny dowod na to, ze opieszalosc czy glupota ludzka jest nieskonczona. Zmuszeni odejsc z pustymi rekami, kultysci zaszyli sie w swej twierdzy, by rozpoczac planowanie ataku, armia delucjanska postawiona zostala w pelen stan gotowosci. I zapewne dzis na miejscu Cove zostalyby juz same zgliszcza, a zycia setek istot bylyby pochloniete przez efekty wojenne, gdyby tylko nie ten jeden, prosty, acz wierny zoldak. Kilka dni przed ogloszeniem wymarszu Riven zazadal spotkania z hierofantka i wprawil ja w oslupienie, gdy ostroznie rozpakowywal niewielke zawiniatko. W srodku byla ksiega, ta ksiega, obiekt pozadania kaplanki. Pozostal wiec juz tylko jeden klucz do zdobycia, ostatni, ktory wraz ze swymi bracmi ma wpasowac sie idealnie w urne...
Cel był już nam znany - zdobyć ostatni klucz. Mieliśmy wieści od szpiegów, że posiadają go nijacy Łowcy Demonów. Zebrało się czterech z nas. O świcie ruszyliśmy w stronę lasów nieopodal Yew. Po jakiejś godzinie odnaleźliśmy cel naszych poszukiwań. Wieża Łowców. Teraz wystarczyło już tylko wyciąć w pień osoby znajdujące się w środku i zabrać klucz. Brzmiało łatwo...
Zaczęliśmy dobijać sie do drzwi, lecz musiały być dobrze zabarykadowane. Nagle z nikąd pojawiły się dwa psy obronne. Wielkie, czarne psiska z zębami jak noże. Ich skóra wydawała się być niczym ze stali, ale pomimo tego całego przystosowania do walki miały jedną wadę... nadal były tylko głupimi psami. Jeden z kultystów przyciągnął ich uwagę i wyprowadził je daleko w las, następnie zgubił. Pierwsza przeszkoda ominięta. Teraz trzeba było wyważyć te chędożone drzwi. Po paru uderzeniach z rozpędu, uznaliśmy, że trzeba innego sposobu. Dwóch z nas wymówiło inkantację, a na wieżę zaczęły spadać głazy. Po chwili budynek był poniszczony, a po drzwiach pozostały same drzazgi.
(http://i.imgur.com/i97iUkF.png)
Ze środka wybiegło dwóch wojaków. Byli dobrze wyszkoleni i jeszcze lepiej opancerzeni. Męczyliśmy się jakieś pół godziny zanim zdążyliśmy położyć obu. Ale wreszcie mogliśmy wziąć klucz... Wszyscy weszli na górę. Zastaliśmy tam jeszcze jednego wojownika, lecz nie wyglądał na zbyt walecznego. Zaczęliśmy targowanie się. Na szali było jego życie w zamian za otworzenie skrzynki, jedynej w pomieszczeniu. Po dłuższej rozmowie, zakończyło się to na tym, że ów "wojownik" porzucił tarczę i broń i wdał się w ucieczkę. Jeszcze nie wiedział ile sprawi mi radości... Jako, że skrzynka pozostawała zamknięta, wdaliśmy się w pogoń za uciekinierem, jedynie Sinafaye udała się na spotkanie ze specem od zamków. Lecz wróćmy do pogoni, bo było to przeżycie dla mnie bardzo przyjemne, jak każde tego rodzaju. Zaraz po dogonieniu jednego z "Łowców Demonów" postanowiłem zacząć swą zabawę. Aby nie uciekał dalej, przebiłem jego stopy, a krew utworzyła piękne mozaiki na śniegu. Później zająłem się dłońmi. Dobyłem nóż, począłem odcinać je powoli. Taaak... Tortury to moja pasja. Ale. Nie będę się dłużej rozdrabniać nad moimi fantazjami. Po całej serii przyjemnych dla mnie zdarzeń, wróciliśmy do hierofantki. Specowi udało się otworzyć skrzynkę, ale był w niej tylko list. Cholerny list.
(http://i.imgur.com/jezkemU.png)
Mieliśmy szpiega... szpiega w Delucji. Jego los będzie straszliwy. Musieliśmy dowiedzieć się kto to. Udaliśmy się do karczmy, aby wypytać pewną złodziejkę, zaufany informator.
Po sypnięciu nie małej kwoty zdradziła, że strażnik przy bramie ma ostatnio nową zbroję i oręż, a podwyżki nie dostał od lat. Złożyliśmy mu więc wizytę. Po przyciśnięciu go, wyśpiewał wszystko. Mówił, że był ktoś i pytał się o kaplicę, naszą kaplicę. Twierdził jednak, że osoba się nie przedstawiła, ani nie zapowiadała kolejnej wizyty. Ma nas poinformować jak tylko wróci tamten. Na razie strażnik nam się przyda, ale po wszystkim się z nim policzę.
(http://i.imgur.com/7Lx4n9l.png)
Na razie nie mamy zbyt wielu tropów. Musieliśmy jeszcze odwiedzić kaplicę. Popędziliśmy do przejścia w górach i do ołtarza. Dużo energii, dziwnej energii. Nie mieliśmy pojęcia co to, ale ołtarz trzeba było przenieść do siedziby. Czekamy zatem na wieści od strażnika...
(http://i.imgur.com/Jr5MQRw.png)
fajne ale....
k***a, serio? ŻÓŁTY SER SYMBOLEM WŁADCY DEMONÓW?!?!?! :D przesada
Że niby wariat.
Szaleństwo może przybierać różne formy. Przynajmniej nie jest to kolejny uber mhroczny bóg chaosu.
Minelo juz sporo czasu, a sprawa wciaz pozostawala nierozwiazana. Sinafaye musiala w koncu wziac sprawy w swoje rece i doprowadzic do zerwania okowow wiazacych brata w krwi. Udawszy sie do serca kultu, demonica wszczela poszukiwania na wlasna reke. I jak to w takich historiach bywa, lut szczescia, czy tez moze zwykly zbieg okolicznosci mial odmienic losy swiata. Bowiem w swiatyni zmaterializowala sie dziwna istota, od ktorej bila aura przekletych, lecz i wyczuc mozna bylo tez brak powiazania z Ylothem, a i na sluge przekletego buntownika nie wygladal. Od slowa do slowa rozmyl znaczaco mgle tajemnicy, co prawda domagajac sie pewnej, malej przyslugi, lecz wszelkie kroniki dziwnym trafem pomijaja czego wlasciwie zazyczyl sobie przybysz. Coz, wydaje sie, ze nie moglo miec to wiekszego znaczenia. Wracajac jednak do istoty, okazal sie on byc starym, chociaz niezbyt dobrym znajomym. Na imie bylo mu Totti, a gdy ostatni raz widzial sie z demonica, zostal odeslany do piekielnych otchlani, i to calkiem doslownie. Przypomniec tutaj nalezy, ze owy Totti, szpieg z ramienia organizacji lowcow demonow, ostatnim wysilkiem w agonii wypil przedziwna miskture, ktorej probka posluzyla do odnalezienia jednej ze studni dusz. Badz co badz, niedoszly nieboszczyk powrocil w formie demona, wyraznie odmieniony na ciele, duszy... i swiatopogladzie. Do jego dawnych mocodawcow, ktorzy notabene doprowadzili go do tego stanu, czul jedynie nienawisc i chec zemsty, ktora po czesci juz zdolal zrealizowac. A co najwazniejsze, wszedl w posiadanie ostatniego z kluczy potrzebnych hierofantce. Wszystkie zrodla donosza o ogromnym poswieceniu, ktore musiala podjac Sinafaye, by uzyskac ten przedmiot, jednakze ponownie i tutaj nie zachowaly sie zadne szczegoly. Pewnym jest to, ze gdy juz udalo jej sie wejsc w posiadanie klucza zabrala ze soba Kelmora i ruszyla wprost do swiatyni ognia na odleglej wyspie. W srodku dwojka kultystow napotkala pilnujacego urne, wiernego chochlika o dwoch wcieleniach. Gdy ten dowiedzial sie z czym przybywaja, nie mogl powstrzymac radosci, szybko i sprawnie przechodzac do umieszczenia wszystkich kluczy w nalezytej kombinacji. Huk, plomienie i zapach siarki wypelnily komnate, by w koncu w miejscu peknietego artefaktu zjawil sie on, demon ognia, jeden z najpotezniejszych bytow piekielnego planu. Sinafaye w koncu odetchnela z ulga, niemal namacalnie czujac smak zwyciestwa. O dziwo, uwolniony wiezien nie rozpoznal zadnego ze swych wybawicieli, zadajac wyjawienie ich imion. A te wyjasnily wszystko. Wladca ognia w swej wdziecznosci ofiarowal kawalek swego peknietego rogu, bijacego az potezna aura magiczna, a sukkub wiedziala doskonale co z nim zrobic. Sciskajac mocno przedmiot, poczula przeplyw mocy, by w koncu osiagnac swa prawdziwa forme, postac pod ktora odwiedzala wszystkie kregi Piekiel, a ktora to postac byla niedostepna na pierwszym planie. Do tamtej chwili. I moglbym przysiasc, wraz z oblakanczym smiechem demonicy mozna bylo uslyszec i lamentujacy skowyt smiertelnych... A byl to dopiero poczatek wydarzen, do ktorych demon ognia popchnal kultystow Jadeitowego Kultu.(http://files.tinypic.pl/i/00616/z3fmjc6djfai.png)
Sinafaye i Asekas udali się do kapliczki Kultu. Razem z śmierdzielem Tottim rozmawiali o okruchach błękitnego kryształu. Skąd pochodzi? Czym jest? Co robi? Dużo pytań, żadnych odpowiedzi. Wreszcie buchająca zielonym dymem maszkara podsunęła kultystom pomysł. Zapewne w miejsce Tottiego, Łowcy wysłali kolejnego szpiega. Asekas poinstruowany hasłem i specyficznym ubiorem udał się pod Świątynię Ognia. Tam stanąwszy przed zdobioną filarami bramą, odchrząknąwszy dał hasło.
- Chu! Chu! Chu! - wydał jakiś dźwięk, który mógł przypominać gołębia lub sowę, naprawdę.
Z zarośli wyłonił się szpieg. Cały obczepiony gałęziami, trawą i Yloth jeden wie czym jeszcze.
(http://i.imgur.com/ry2FSVu.png)
- Przecież zmieniliśmy hasło na kruka! Nie pamiętasz? - spojrzał się lekko zdenerwowany.
- Ah, tak, wybacz.. Wypadło mi z głowy. - odrzekł nieco zmieszany kultysta.
Asekas poinformował szpiega, iż zasłużył na odpoczynek i będzie zmieniony, a kultysta ma go zabrać do bazy. Po kilkugodzinnym rejsie, pełnym unikania niewygodnych pytań kierowanych w stronę Asekasa, dotarli. Port piratów, idealne miejsce. Nie ma dokąd uciec, nie ma kogo prosić o pomoc. Na platformie czekała już Sinafaye. Rzucili mieszek złota piratom i ujawnili swoje oblicze. Niestety, przesłuchiwanie nie poszło pomyślnie. Zdołali wydusić ze szpiega jednie strzępy informacji, gdy ten, ukradkiem zażył dziwną truciznę. Kultyści byli rozwścieczeni. Znów nic nie mają. Jedyną rzeczą którą mogli zrobić było zebranie próbek trucizny. Hierofantka wsunęła szponiaste dłonie do gardzieli szpiega i wyjęła z niej nieco zawiesiny. Schowała ją do fiolki i zniknęła w obłoku dymu. Rozgniewany Asekas natomiast, musiał najpierw dać upust emocjom, w jego ulubiony sposób. Nachylił się nad ciałem i wyciągnąwszy mały nożyk wyciął sprawnie język i parę oczu ze zwłok wroga. Nie mógł przepuścić takiej okazji. Język włożył do ust przeżuwając z wyraźnym wysiłkiem, oczy natomiast schował sobie na później. Po tym jakże fantastycznym daniu, czuł już się spokojniej. Udał się do kaplicy Kultu, gdzie spotkał Kelmora. Zanim w ogóle zdążyli się przywitać, na środku pomieszczenia zaczął materializować się dziwny portal... Gdy z lekką pomocą magii kultystów zdołał się ustabilizować, wypadł z niego Inkub. Wyraźnie zdziwieni kultyści postanowili przenieść go i poczekać aż się ocknie. Po paru godzinach przebudził się. Pierwsze o co się spytał był rok, który jest. Po usłyszeniu odpowiedzi wyraźnie się uspokoił. Następne informacje które przekazał były dość... niezwykłe. Ba, niezwykłe to mało powiedziane, zdumiewające. Powiedział kultystom, że przybywa z przyszłości, w której Demon Ognia, dopiero co uwolniony przez Jadeitowy Kult, w przyszłości rozpęta wojnę domową w Piekle. Te informacje były zbyt niewiarygodne dla kultystów. Nie mogli mu ufać. Wtedy jednak, przybysz z przyszłości podał Sinafaye róg demona, który niedawno otrzymała od Demona Ognia. To wszystko potwierdziło. Teraz już musieli mu uwierzyć. Jedynym sposobem na uśmiercenie Demona było ostrze z błękitnego kryształu. Inkub przekazał kultystom bardzo cenne informacje o ów minerale. Zwie się "Kamieniem Dusz" i potrafi uśmiercić dowolną istotę. Pozostawia po tym zwłoki wypalone od środka, z błękitnym osadem. Muszą zatem zabrać ostrze Łowcą, aby uśmiercić Demona Ognia. Pora działać na dwa fronty... nie będzie łatwo.
Asekas przemierzał mozolnie salę główną kapliczki i wszedł do pokoju narad. Kultyści się nie pojawili. Trudno, musi zacząć działać samemu. Kultysta postarał się więc, dowiedzieć nieco więcej od przybysza z przyszłości.
(http://i.imgur.com/HFiRoiV.png)
Inkub poinformował Asekasa, że ma obecnie zadanie, lecz zdecydowanie Kultysta nie powinien go wykonywać, raczej ktoś inny z Kultu. Człowiek próbował wyciągnąć informacje o celu misji i tym, dlaczego akurat on nie może jej wykonać, lecz nieskutecznie. Postanowił więc wyjść i działać na własną rękę. Wtedy jednak Inkub kazał mu się zatrzymać, a następnie wytłumaczył co jest celem, był jednak bardzo niezadowolony. Wraz z przybyszem z przyszłości, pojawiły się jeszcze inne osoby z tamtego okresu. Jedna chciana, druga nie. Asekas miał się zająć odszukaniem tej chcianej, a ona z kolei, znalazłaby tę niechcianą. Problem był w tym, że... portal mógł wyrzucić ją gdziekolwiek na świecie. Inkub podarował Kultyście piórko, które wskaże osobę, jeśli będzie się blisko niej. Asekas wyruszył. Musiał mieć jakiś trop, dziwne zawirowania energii, portale. Słyszał, że w Vesper znajduje się ostatnio potężny mag, postanowił go odwiedzić.
(http://i.imgur.com/aXnBT3U.png)
Niestety, nie zastał go, ale kobieta, która go znała, była również pomocna. Powiedziała Kultyście o pewnym szaleńcu, który pomimo braku uzdolnień magicznych, wyczuwa różne zmiany mocy w otoczeniu i znajduję się gdzieś w okolicach Aurin. Asekas ruszył, więc do miasta, gdzie już po chwili znalazł ów szaleńca. Dołączyła do nich również Sinafaye.
(http://i.imgur.com/cXk9xBJ.png)
Po krótkiej rozmowie zdradził, że wyczuł jedną, dość specyficzną anomalię. Niedaleko Aurin, na wodzie, widział rozbłyski ognia, energia szalała. Wraz z Hierofantką, udali się na przeczesanie brzegu. Po kilkunastu minutach pośpiesznej podróży znaleźli osobnika, pióro na niego wskazywało.
(http://i.imgur.com/4OYnNPg.png)
Kultyści przedstawili się mężczyźnie, gdy Asekas wypowiedział swe imię, osobnik rzucił się na niego i zaczął okładać pięściami po twarzy. Kultysta zgrabnie przechwycił rękę i soczyście ją ugryzł. Wtem agresor zszedł z Asekasa, warknął tylko i zaczął mówić. Powiedział, że odszuka gapia z przyszłości i skontaktuje się z kultystami. Oni z kolei muszą odebrać od chochlika ostrze i bezzwłocznie go uśmiercić, koniecznie przebijając lewe serce. Powiedział też, że spuści niezły łomot Inkubowi za przysłanie Asekasa. Mężczyzna zaczął mieć pewne, dość nierealne domysły, ale nie to jest istotne. Kultyści ruszyli do Delucji, gdzie Sinafaye przywołała chochlika. Głupi stwór o dwóch osobowościach gadał trochę z Hierofantką, Kultysta czekał tylko na znak. Gdy chochlik już niechętnie oddał ostrze, Sinafaye złapała go w żelazny uścisku i dała znak. Asekas zrobił jedno, pewne pchnięcie, w lewy bok. Gdy chochlik opadł na ziemię, Hierofantka dobiła jeszcze zwłoki zdobytym właśnie ostrzem, dla pewności.
(http://i.imgur.com/zMYYaSY.png)
Kultyści powrócili do siedziby, aby skontaktować się z Inkubem. Gdy wrócili, okazało się, że jego stan uległ znacznemu pogorszeniu. Po bliższym przyjrzeniu się jego lewy bok był przebity, nie zostało mu wiele czasu. Przekazał im jeszcze trochę informacji, po czym skonał w ich siedzibie. Jego ofiara nie pójdzie na marne.
(http://i.imgur.com/QcdQi0o.png)
Totti miał dla Kultystów nowe informacje. Trafił na trop białego maga, którego już spotkali kilka razy. Ostatnie spotkanie, podczas najazdu na zamek wroga było dość pamiętne. Mag, pomimo tego, że uciekł, wyrządził Kultystom nie lada szkody. Asekas i Kelmor czym prędzej ruszyli we wskazane przez demonie wynaturzenie miejsce, aby poszukać osobnika. Poszukiwania swoje mieli rozpocząć w jaskini pełnej trolli i szczurów. Wiedzieli doskonale gdzie się udać. Po żmudnym podrzynaniu gardeł szczuroludziom i trollom, Strażnik Pieczęci i Kultysta dotarli do jedynej biblioteki w tym miejscu. Obszukali całą, jednak nie było śladu po magu. Gdy mieli już opuszczać budynek zauważyli kolejnego szczuroczłeka. Błąkał się po pokoju grzebiąc w regałach. Mężczyźni natychmiast odcięli mu drogę ucieczki i zaczęli wypytywać o maga.
(http://i.imgur.com/UiDRsY0.png)
Szczuroczłek widział mężczyznę w bieli, który szukał jakichś ksiąg niedawno. Zdradził też, że ów mag odwiedzał często samotnika znajdującego się w tych lochach. Asekas doskonale wiedział o kogo chodzi, był tam kiedyś. Po całym przesłuchaniu człowiek jednym zwinnym ruchem pudaa poderżnął gardło szczurowi, pomimo wcześniejszych zapewnień przeżycia. Głupie zwierze skłonne było każdemu wygadać ich rozmowę pod groźbą. Człowiek i krasnolud ruszyli czym prędzej do jednego z korytarzy w jaskini. Na samym końcu był mężczyzna, którego szukali.
(http://i.imgur.com/MWjUSdw.png)
Starzec przyznał, że owszem, odwiedza go często mag w bieli. Dodał też, że ciągle gada o jakiejś księdze, która pozwoli mu kontrolować demony. W zamian za poczęstunek z fajki i tytoniu samotnik powiedział, że wyjawi gdzie teraz poszukiwany mężczyzna może się znajdować. Jedyna biblioteka której nie przeszukał znajdowała się w Wind, mieście duchów. Kultyści czym prędzej pognali w stronę górskiego wejścia do podziemnego miasta. Po kilku starciach z istotami podziemia odszukali bibliotekę, a w niej... biały mag!
(http://i.imgur.com/2m69VDd.png)
Mężczyźni powoli zbliżyli się do maga. Ten jednak, zaskoczył ich swoją postawą. Wcale nie chciał walczyć. Tłumaczył, że księgi nie znalazł, a jeśli go teraz puszczą to i tak ma zamiar opuścić szeregi wroga i nie wtrącać się więcej w konflikt. Kultyści nie wierzyli w jego słowa. Jednak po chwili namysłu, uznali, że zabicie go tu i teraz nie przyniesie dużo korzyści. Informacje o księdze będą żadne, tak samo jak kolejne poszlaki. Zabicie maga dałoby tylko o jednego mniej w szeregach wroga, i o kilku więcej wściekłych. Dodatkowo mag zapewnił, że jeśli go puszczą, za kilka dni otrzymają list z informacjami od niego. Cóż, Asekas uznał, że muszą spróbować. Tym razem obyło się bez walki, ale jeśli ich oszukał... odnajdą go ponownie i litości nie będzie.