Gdzieś w barakach. Na skraju świata, którego nigdy oko ludzkie nie widziało ani ucho ludzkie nie słyszało...
- No ile można czekać?
- Spokojnie, Daywados obiecał nam krew i ludzkie mięso, więc się doczekamy.
- Nudzę się, rozszarpałbym już coś. Nie chce mi się czekać, idę.
- Stój, rozkaz jeszcze nie nadszedł!
- Oni są słabi, chodźcie ze mną i sami zobaczycie.
I poszli za nim, bez rozkazu, bez cierpliwości, otwarli bramę do świata ludzi. Jeden z żołnierzy, najbardziej stęskniony za widokiem krwi, nie chciał czekać...
*Chmury nad Yew poczęły szybko formować się w tornado*
*Wiatr dotknął powierzchni ziemi, powodując huk i trzęsienie*
*Całe okoliczne niebo zostało wciągnięte w jeden punkt miasta i zniknęło pod powierzchnią*
*Nastała cisza, by po chwili przerodzic sie w odglos demonicznego chichotu*
*W mieście wyczuć można czyjąś wrogą obecność...*
Stanął równo na ziemi i rozejrzał wokoło. Widział poruszenie w budynkach. Poczuł radość widząc swoją pierwszą ofiarę. Jakiś smarkacz odważył się wychylić głowę zza rogu budynku. Chwile później właśnie ona toczyła się po ubitej ziemi przy targowisku, nadal bryzgając krwią...