Byl to zwykly wiosenny wieczor. Ow mezczyzna odziany w skorzana zbroje siedzi sobie na altance banku Cove obserwujac i nasluchujac otoczenie. Na jego twarzy maluje sie jednak znudzenie. Pewnie robi to od dluzszego czasu. Z nudow zaczyna ogladac swoja szable i nakuwac delikatnie swoj kciuk na jej koniuszek. Wten dostrzega obcego mezczyzne krecacego sie w okolicy banku. Lazi on z dziwnym kawalkiem papieru barwy czerwonej w reku przykladajac go do sciany niczym mape. Z zainteresowaniem obserwujacy wychyla sie przez barierke lecz nie moze dostrzec co to jest. Pan z papierem oddala sie w strone karczmy. Nie czekajac ani chwili dluzej z braku jakiegokolwiek zajecia wybiega z banku po czym podaza za dziwnie zachowujacym sie jegomosciem. Przystaje obok karczmy. Stoja obok siebie. Zaciekawiony mlodzieniec zerka na papier i na postac ktora zdaje sie nie dotrzegla jego obecnosci. Jak sie pozniej okazalo lowca nagrod przyczepil na scianie list gonczy za bandyta... niejakim Ragnalem Ogniomiotem. Po krotkich uprzejmosciach mlody wypytuje sie lowcy o wyzej wymienionego osobnika. Zdziwilo go ze nigdy o nim nie slyszal a grasowal juz swoja banda nieopodal osady Aurin. Widocznie zmienil teren dzialania... zdziwilo go jeszcze bardziej gdy dowiedzial sie, ze widziano go niedaleko Cove.
Na pewno to jeden z tych co cenia sobie prywatnosc - pomyslal. Zamyslil sie na moment.
Biore ta robote - rzekl po chwili namyslu. Pozegnawszy sie z lowca postanowil odrazu zabrac sie do pracy. Pierwszym pomyslem jaki wpadl mu do glowy bylo wypytanie kogos pod miastem czy nie widzial tejze osoby. Ktos taki wraz ze swoja prywatna armia nie mogl przejsc niezauwazony. Pomyslal o pewnym pielgrzymie co wiecznie siedzi przy jeziorze upadlej bogini. Byl to strzal w dziesiatke. Poza nekromantami widzial pewna bande co przekradala sie przez las i znikla za gorami miasta. Gdy tylko to uslyszal pobiegl to sprawdzic. Znalazl praktycznie wydeptana sciezke, ktorej wczesniej nie bylo. To musialo byc to. Nieco ostrozniej, dokladnie lustrujac okolice i przyzwyczajajac swoje zrenice do ciemnosci szedl tym tropem. Cicho zakradajac sie pomiedzy drzewami dociera do dawnego, zrujnowanego juz osiedla Cove. Dostrzega prowizorycznie zbudowane umocnienia i cienie postaci krecacych sie w poblizu. Nieco juz glodny gdy zdal sobie sprawe ze blizej nie podejdzie postanowil sie wycofac. Zatrzymal sie dopiero przy poludniowym wejsciu do tunelu. Prowadzac monolog i planujac co zrobic dalej kontem oka zlapal kolejny cien krecacy sie przy wejsciu do tunelu. Zamilkl odrazu i ukryl sie przypierajac do sciany palisady. Narobil przy tym troche halasu lecz bandyci widocznie nic sobie z tego nie robili. Wykorzystujac to wslizgnal sie przez brame, wszedl po schodach i gdy tylko zblizyl sie do osobnika ktory sam stal w srodku baszty ugodzil go szabla w szyje. Zginal nie wydawszy z siebie nawet dzwieku. Mimo ze bandyta milczal jego krew uderzajaca ciezkimi kroplami o podloge robiac przy tym halas porownywalny wylania wody ze szklanki zaalarmowala wartownika ktory byl pietro wyzej. Zerknal na dol. Ku szczesciu naszego bohatera bylo to ostatnim widokiem jaki bandzior widzial. Spadl ze schodow robiac rumoru. Mlodzieniec z twarza splamiona we krwi zszedl na dol i udal sie dbajac o to by nikt go nie widzial do tunelu.
Z rozmowy dobiegajacej z jaskini wywnioskowal, ze bandyci szukaja ukrytego wejscia do Cove. Niestety znalezli je. Nie majac innego wyjscia mlody musial sprobowac nie dac im o tym fakcie nikogo powiadomic. Wpadajac na siebie w tunelu rozpoczeli gwaltowna i brutalna walke. Po krotkiej chwili dziekujac bogom nasz wojownik pochyla sie nad 3 cialami. Sprawdza co maja przy sobie i zabierajac kosztownosci idzie sprawdzic reszte tunelu. Wszystko wygladalo dobrze do czasu az nie uslyszal nieokreslonych halasow. Nie zdarzyl sie rozejrzec... wokol zapanowal mrok jakiego nigdy jeszcze nie widzial. Z gluchym hukiem opadl na ziemie a napastnik, ktory zadal mu cios z ukrycia czmychnal w strone obozu...
Ciag dalszy wkrotce :D
Bandyta nie wachajac sie dlugo ucieka do obozu poinformowac o znalezionym tajemnym przejsciu do miasta. Nasz poszkodowany, tajemniczy mezczyzna lezac na ziemi z rozcieta glowa sni prawdopodobnie o nagich kobietach lecz jak wiadomo wszystko ma swoj kres...
Po jakims czasie dochodzi do siebie i wstaje. Przychodzi mu to z trudem gdyz klnie pod nosem. Niestety nie pamieta ze kogos sledzil i jak doszlo do urazu jego glowy. Stwierdza iz pozbyl sie wszystkich po czym wracajac przewrocil sie i uderzyl o cos glowa. Wzruszajac ramionami z wyrazna ulga czlapie sie w strone wyjscia.
Czas na ich oboz... - rzekl w myslach kroczac w strone banku.
Witaj bankierze... przynies mi moja skrzynke... znasz mnie - powiedzial obojatnym tonem gdy dotarl na miejsce. Oparl sie o blat i oczekiwal powrotu bankiera z dosc pokaznym kufrem.
Nogi bankiera uginaly sie pod ciezarem rzeczy jaka niesie. Ciezko sapiac pyrga skrzynia o stol. Huk niesie sie po budynku zwracajac uwage kazdego w pomieszczeniu lecz jednak na chwile gdyz zaraz kazdy powrocil do swoich zajec. Wtedy wlasciciel kufra rozpoczyna odnajdywanie ekwipunku. Ciemnozlota, utwardzana, skorzana zbroja, bron i jedzenie laduja w jego plecaku. Zerknal jeszcze na toge z kapturem po czym zabral i ja.
Skonczywszy poinformowal bankiera ze to wszystko a ten odniosl skrzynie. Zaopatrzony opuszcza budynek a pozniej mury miejskie. Przebral sie w lesie i ruszyl w strone wydeptanej sciezki za gorami. Obserwujac cel swojej niewielkiej podrozy zdaje sobie sprawe ze wejscie tam od frontu nie wchodzi w gre. Zwyczajnie nie da sie tam wejsc nie bedac wczesniej zauwazonym.Dobywajac z plecaka malej klateczki z golabkiem w srodku przyczepia mu list ktory przed chwila napisal. Golab odlatuje a on schowany czeka na jego powrot...
Dluzsza chwile po tym przy brzegu pojawia sie mala lodka ze sternikiem. W mroku wygladal troche jakby wyrastala mu druga, mniejsza glowa na barku. Na szczescie nie byla to glowa lecz golab. Zeglarz gwizda niczym ptak a ukryty maz predko wskakuje na lodke robiac to wszystko cicho niczym kot na polowaniu.
Odplywaja w miare bezglosnie. Po drodze sternik dostaje slowne baty gdyz byl chwilami za glosno. Oplywaja ruiny i zblizaja sie do ich portu a zaden ich mieszkaniec nie zwraca na nich najmniejszje uwagi.
sam nie wierzę że przeczytałem całe :)
plus za chęci ale jeśli chcesz opisywać przygody to:
1. ORTOGRAFIA!!! ( "kątem" a nie "kontem", nakłuwać a nie "nakuwac" itd.)
2. Polskie znaki - wiem że wygodniej pisać bez ale posty w tym dziale to jakbyś pisał książkę a nie wiadomość na gg,
3. Okropnie irytujące jest to że piszesz w dwóch różnych czasach jednocześnie przeplatając je bez ładu i składu, raz czas teraźniejszy, raz przeszły... zdecyduj się :P
Popraw to i będzie fajnie :)
Dzieki za rady :D