Dzień 1
Zwiadowcy obserwowali to miejsce już od dłuższego czasu. Niegdyś pełne życia, potężne i waleczne miasto. Pozostawało od dawna w stanie spokoju. Mieszkańcy przywykli do braku wrażeń, bo czego spodziewać się po horyzoncie pełnym bulgoczących bagien i rechotu żab?
Głęboko wewnątrz lasów rozstawili swoje obozy. Obserwowali też spod lustra wody i bagien. Wyczekiwali rozkazu.
Dzień 6
... Jeśli się uda, to atakujcie ...
Rozkaz brzmiał nieśmiało. Może sami dowódcy nie byli pewni czy to możliwe. Jednak rozkaz to rozkaz.
Grupa kilku szlamów wydostała się z bagien pod osłoną nocy i podpełzła pod palisadę miasta. Nieszczelne mury nie były dla nich przeszkodą. Przedostały się do środka bezszelestnie i podpełzły pod same łapy ostarda jednego ze strażników. Poczęły powoli pełzać po jego łapach w górę, przesuwać się po ubraniu śpiącego jeźdźca.
Strażnik zachrapał przeciągle, wtem jeden ze szlamów wpełzł mu szybko do jamy gębowej, zatykając układ oddechowy. Zaraz za nim popełzły kolejne, zakrywając całą twarz ofiary. Ten spadł z wierzchowca na ziemię i próbował zrywać z siebie kleistą substancję, bezowocnie. Wymioty nie pomogły, szlam był gęściejszy i silniejszy. Ciało strażnika opadło z sił i pozostało w bezruchu, na zawsze.
Szlamy rozpełzły się wokoło, wyczekując odgłosów miejskiego alarmu...
Spokojna noc trwała dalej, nic nie zbudziło błogiego snu mieszkańców Papui. Pod mury podbiegły pierwsze oddziały jaszczuroludzi. Szybko otwarły bramę i rozwarły je szeroko, robiąc miejsce ku dalszej inwazji...
Pierwszych mieszkańców wybudził dopiero okropny smród jaki niosła ze sobą aura atakujących. Wszczęto alarm, było już jednak za późno. Zaraza panoszyła się po całym mieście, strażnicy padali jeden po drugim. Nie uchował się nawet dowódca.
Bestie dobijały się do wszystkich budynków, mordując każdego kto znalazł się w ich zasięgu. W międzyczasie kilku jaszczurzych szamanów zebrało się w niewielkim kręgu. Rozpoczęli inkantacje nieznanych nikomu czarów. Pod ich stopami pojawiła się gęsta kałuża bagna, widująca wokoło własnej osi. Z niej nagle wynurzyła się skrzydlata, zielona postać. Szybko rozejrzała się po okolicy swoimi czarnymi ślepiami, wzbiła się w powietrze i zanurkowała w uciekające tłumy, rozrywając ich ciała...
Uciekający właściciel papuańskich włości ogłosił ewakuację miasta. Pozostali przy życiu jęczeli przez łzy słowa "to koniec".
Pełniący funkcję maga Domu Silin'aerl pod nieobecność zaginionego dawno temu Raissa, drow spoglądał w magiczne lustro pozostawione przez poprzednika. Ów lustro dawało znającemu słowa aktywacyjne możliwość obserwacji okolic wyniszczonej twierdzy Terathan. Obecnie zostało na kierunkowane na Papue, gdyż wzrok młodego drowa przyciągnęły dziwne wydarzenia w okolicznym mieście na powierzchni. Najwidoczniej miasto zostało zaatakowane przez jakieś mierne kreatury.
- Cóż za nędznymi stworzeniami muszą być ludzie zamieszkujący te wyludnione, niegościnne rejony bagien - wyszeptał drow - Skoro byle jaszczury w zorganizowanej grupie mogą je bez przeszkód zdobyć.
Cała sytuacja bardzo zaskoczyła mrocznego elfa, ale i wywołała na jego twarzy uśmiech, gdy obserwował rzeź ludzi.
- W końcu zamobią Papue - pomyślał.
...natomiast Cesarz wraz z najwierniejszymi mieszkańcami ukrył się i zabarykadował w podziemiach papuańskiej karczmy. Jaszczury długo nie odpuszczały, ale nie mając pojęcia o tajnym wejściu - po prostu zrezygnowały.
Cesarz zabrał co cenniejsze rzeczy z banku oraz swojej siedziby i umieścił w specjalnym miejscu w owych podziemiach.
- Nie damy się, nikt nie odbierze nam naszego dziedzictwa...
Gdy Jaszczuroludzie przestali już próbować przedostania się przez barykady, Yngvar i Asekas poczęli się rozglądać po "domu publicznym".
- Będzie tutaj dobra siedziba, ale trzeba trochę zmienić umeblowanie... Te łoża i scena z rurą raczej nam się dłużej nie przydadzą. - zaśmiał się mag w śnieżnobiałej todze.
Główne pomieszczenie było dość duże. Na samym jego środku była czerwona scena z rurą z bamusa. Przy ścianie naprzeciwko wejścia stał lekko zakurzony fortepian. Kilka krzeseł dla widowni i jakiś dziwny posąg, którego kształtu niezbyt artystyczna dusza maga nie rozpoznała.
Asekas zaczął zwiedzać pomieszczenia, a Yngvar w tym czasie grał melodię o dawnej świetności Papui i tonął we wspomnieniach z nią związanych.
- Tutaj przeniesiemy wszystkie skrzynie bankowe. - Rzekł mag zaglądając do pokoju po lewej stronie na samym końcu korytarza.
Odwrócił się, a za nim było kolejne pomieszczenie, identycznej wielkości.
- Tam umieścimy Kodeksy i Księgę Praw Miasta.
Następnie wyszedł z holu, ponownie do dużego pomieszczenia i stanął pomiędzy wejściami do dwóch ostatnich pomieszczeń po prawej całego kompleksu.
- Tutaj będzie biblioteka, - wskazał w lewo - a tam stajnia coby wierzchy nam nie robiły w sali głównej... - pokazał na pokój po prawej.
- No a tutaj wyrzucimy tylko tą scenę i postawimy jakieś stoły. Może być? - spytał Cesarza.
- Myślę, że tak będzie w porządku. Chodźmy poszukamy kogoś kto nam pomoże... - Yngvar przestał grać i oboje wyszli.