Mężczyzna siedział w banku Cove przeglądając rzeczy w swojej skrzyni. Nagle do pomieszczenia weszła postać, cała zakuta była w zbroję, której hełm przypominał nieco łeb demona, bądź też innej bestii rogatej. Człek ten trzymał przy sobie dziwną księgę, której okładka zdawała się nieznacznie zmieniać swoje wzory.
- Magu! - postać zbliżyła się i chwyciła mężczyznę za rękę.
- Czego ode mnie chcesz i co cię tu sprowadza? - odrzekł nieco poddenerwowanym głosem.
- Pan dał znak. - księga którą trzymał w dłoniach ów człek, poczęła wydawać z siebie szepty, w dziwnym języku. - Masz zostać naznaczony.
- Hm, dobrze więc, chodźmy. - mag spojrzał na księgę, a jego twarz przybrała poważnego wyrazu.
Asekas długo czekał na ten moment. Od tamtej nocy, jego obłęd rósł coraz bardziej, na początku starał się kontrolować szaleństwo, ale później zaprzestał, gdy zobaczył, że nie jest ono takie złe... Chciał nosić znamię Pana Demonów nie tylko w swym umyśle, ale również na ciele.
Obaj mężczyźni udali się łodzią do nieco znajomego już Asekasowi miejsca. Duży budynek, cmentarz obok. Udali się do pomieszczenia, gdzie czekała na nich jeszcze jedna osoba... a właściwie to dwie. Kapłan zobaczywszy przybyszy rzekł ozięble.
- Witajcie. Kobieta jest już gotowa, nigdzie się nie ruszy. - niewiasta uwięziona w klatce, poczęła szlochać na widok dwóch nowych osób, które nie wyglądały na
skore by jej pomóc.
Mag stanął na środku okręgu, namalowanego krwią. Jeden z Kapłanów podszedł do niego i pewnie złapał od tyłu jego ręce. Drugi zaś rozpalił ognisko i włożył do niego stalowy pręt. Następnie otworzył swą księgę i począł odmawiać modły. Powietrze w pomieszczeniu zrobiło się o wiele cieplejsze i dało się wyczuć w nim emanującą coraz mocniej energię. Kapłan skończył wymawiać inkantację i wziął do ręki rozgrzany do bieli pręt. Podszedł z nim do maga. Oczy Asekasa zaszły mrokiem, a ciało poczęło wierzgać na wszystkie strony. Nagle toga mężczyzny spłonęła, a Kapłan pewnym ruchem przyłożył mu kawałek stali do klatki piersiowej. W pokoju było czuć woń spalonego mięsa. Mężczyzna upadł na kolana, po czym wydał z siebie przeraźliwy krzyk, a po chwili Kapłan oderwał pręt od jego ciała.
- Od teraz Asekasie nosisz znamię Ylotha. - rzekł Kapłan.
Na twarzy maga zawitał uśmiech, jednak wspólnie z wyrazem bólu, a w jego oczach widać było obłęd. Odszedł na krawędź okręgu.
- Dawaj teraz tą dziewkę! - rzekł mężczyzna z księga do drugiego.
Kapłan podszedł do klatki, otworzył ją i mocno chwytając niewiastę wywlókł ją na środek okręgu. Trzej mężczyźni otoczyli ją, a jeden z Kapłanów wziął do ręki sztylet i naciął głęboko rękę kobiety. Spływającą strumieniem krew zaczął zbierać do kielicha. Gdy był już pełny napił się, a wyraz jego twarzy towarzyszący temu, pokazywał jakby był to jego ulubiony napój. Następnie podał kielich Asekasowi. Mężczyzna począł pić, a krew zaczęła spływać z jego ust na klatkę piersiową. Wtedy wypalona rana zaczęła się szybko zabliźniać i przybrała kształt odwróconego pentagramu. Kielich dostał drugi Kapłan, a po jego wypiciu wszyscy trzej już zaczęli wymawiać inkantację. Wtedy Kapłan schował sztylet, a do ręki dobył wielki berdysz. Kobieta poczęła miotać się na ziemi i szlochać, ale nie miała już siły by próbować uciec.
- Panie przyjmij tę ofiarę na znak naszej wierności tobie! - Kapłan wziął potężny zamach i rozpłatał głowę kobiety na dwie części.
Drugi z Kapłanów wziął do ręki nóż i wyciął serce niewiasty, po czym podał je głównemu Kapłanowi. Mężczyzna odgryzł wielki kawał i zaczął żuć go donośnie. Następnie podał go Asekasowi, a ten wziął nieco mniejszy kęs i zaczął przeżuwać powoli. Resztę oddał ostatniemu mężczyźnie, a ten po zjedzeniu swojej porcji wyrzucił organ gdzieś w kąt pomieszczenia.
Dziękuję za zabawę i mam nadzieję, że któryś z uczestników jeszcze dokończy ;) W sumie jest to mój pierwszy opis jakiegoś zdarzenia, a mistrzem pisania nie jestem, więc jakaś konstruktywna opinia i krytyka mile widziane. :)
Spoko. Wreszcie widać że coś się dzieje ;)
W końcu sie zmusiłem i wypociłem :P
Tego dnia w karczmie było niewiele osób, barman leniwie czyścił kufle zaś ludzie siedzieli popijając. Przy barze siedziała niczym nie wyróżniającą kobieta w młodym wieku.
Nazywała się Yerith Ithori i wyglądała na okrutnie zmęczoną.
Wtem do baru wtargnął potężnie zbudowany mężczyzna, opierając swój wielki zdobiony berdysz o ramię zakrzyknął:
- Hejże! Komu chce się piwa!
Zapadła cisza. Kobieta przy barze odwróciła się i zmierzyła mężczyznę wzrokiem.
- Ja.
Odpowiedziała cicho i spokojnie. Szybkim i stanowczym krokiem topornik podszedł do baru i rzekł.
- Nalej no piwa tej niewiaście.
Barman bez słowa podał butelkę lokalnego browaru. Mężczyzna pędem zabrał piwo i odwrócił się kaszląc, ukradkiem wsypał do flaszki szczyptę tajemniczej substancji. Odwracając się powrotem wyszczerzył szyderczo zęby i podał kobiecie butelkę. Wyraźnie znużona ciężkim dniem chwyciła i przechyliła, obficie zapijając się na umór. Nie minęło długo jak środek zaczął działać i kobieta stała się kompletnie odurzona. Na tą chwilę czekał, chwycił ją i wyprowadził przed karczmę. Nikt nie śmiał protestować, mężczyzna wzbudzał wewnętrzną niechęć. Wojownik chwycił kobietę i przyjrzał się jej na środku ulic miejskich.
- Taaa ... idealnie.
Powiedział do siebie, po chwili pojawił się błękitny portal i kobieta została brutalnie -wrzucona przezeń na drugą stronę. Tam czekał już kapłan odziany w czarne szaty. Podniósł kobietę z ziemi i zaprowadził do przestarzałej siedziby, przez zdobiony jadłem salon i do cuchnącej piwnicy. Na dole wrzucił ją do drewnianej klatki i cierpliwie czekał.
Pierwszym co poczuła budząca się Yerith był okrutny odór gnijącego mięsa, i denerwujące bzyczenie much. Otworzyła oczy i mrużąc rozejrzała się wkoło, to co zobaczyła momentalnie przywróciło jej sprawność i postawiło na nogi. Wokół jej nóg leżały odrąbane kawałki ludzkich ciał, cała piwnica prócz środka usiana była rozkładającymi się ludźmi. W powietrzu unosiła się demoniczna aura zaś na środku wyrysowany krwią pentagram. Kobieta zaczęła krzyczeć w panicznie uderzać o ściany klatki.
- Uspokój się dziewko bo spłoniesz żywcem!
Syknął kapłan wychylając się ponuro zza rogu klatki. Yerith zamilkła i usiadła w rogu klatki, zaczęła płakać. Nagle ściany piwnicy się otworzyły i wszedł mężczyzna z baru wraz z innym, zakapturzonym osobnikiem. Topornik rzekł do pozostałych ludzi:
- Wszystko gotowe, możemy zaczynać.
Zakapturzona postać stanęła po środku krwistego pentagramu zaś kapłan stanął za nim. Wojownik stanął naprzeciw nim i wyciągnął dwie księgi, szarą i czerwoną. Czerwona księga przykuwała tajemniczo uwagę. Było w niej coś niezwykłego. Otworzył więc szarą i zaczął recytować jakieś zdania w niezrozumiałym języku. Skinął w stronę kapłana by ten zdarł z postaci odzienie i powalił go na kolana. Mężczyzna z księga podszedł do paleniska i wzniósł rozgrzany, stalowy przedmiot z demonicznym znakiem. Przycisnął mocno do piersi obnażonego mężczyzny a ten wydarł się z całych sił. Wierzgał się chwilę, lecz kapłan zdołał go poskromić i przytrzymać. Wokół dało się usłyszeć szepty i syczenie. Z czerwonej księgi wydobył się syk, i głośny szept.
- Kobieta! Przyprowadź kobietę!
- Tak Panie.
Odrzekł wojownik i podszedł do klatki w której siedziała. Błagania i prośby o jakiekolwiek wyjaśnienia były całkowicie ignorowane. Otworzył klatkę i wyciągnął bezbronną Yerith, zaprowadził ją na środek kręgu, kapłan ją chwycił i brutalnie rzucił o ziemię. Docisnął jej szyję butem, unieruchamiając ją całkowicie. Krztusiła się i błagała o litość lecz nikt nie zwracał na nią uwagi. Okaleczony mężczyzna stanął w naprzeciw kapłana i wojownika. Ponownie wzrok podstępnego faceta z baru spoczął na szarej księdze, i znów zaczął recytować tajemnicze wersy. Od podłogi biło przenikającym do kości chłodem zaś szepty wkoło nasilały się. Mężczyzna wzniósł ręce do góry i zaczął krzyczeć.
- Panie! Składamy Ci tę duszę w ofierze aby zaspokoić Twe pragnienie. Nakarm nas jej ciałem, jej krwią. Niech napełni nasze kości żelazem a umysły obłędem.
Schylił się nad Yerith i wyszarpał jej rękę, wyciągnął zza pasa wykrzywiony sztylet. Wbił energicznie w przedramię i szarpnął do siebie, przez co całkowicie rozpłatał kobiecie rękę. Wrzasnęła z bólu i załkała cicho, mężczyzna zaś podstawił pod obficie krwawiącą rękę kielich i napełnił ciepłą krwią. Stanął na nogi spoglądając na kielich i rzekł do półnagiej postaci.
- Niech ta krew umocni Twoją więź z Panem, bracie.
Podał mu kielich a ten przechylił go upijając łyk. Głośno przełykając oddał kielich i przetarł usta. Z czerwonej księgi znów wydobył się szept.
- Daj mi jej krwiiii...
Wojownik nic nie myśląc otworzył księgę i wylał krew na stronnice. Wydobył się z nich przerażający, demoniczny jęk zadowolenia zaś sama krew zaczęła bulgotać. Zamknął księgę i wyciągnął wielki topór. Wyszczerzył zęby i uniósł go nad Yerith, ona zaś zebrała resztki sił aby wyczołgać się spod nogi kapłana i zaczęła pełznąć w róg łkając i kaszląc. Kapłan spokojnie podszedł do niej i chwycił jej długie włosy, przyciągnął ją krzyczącą i próbującą się wydostać. Lecz była już zbyt słaba, straciła zbyt dużo krwi. Przez zamglony obraz w oczach obserwowała tylko jak wojownik rozdziera toporem jej klatkę i wyciąga bijące serce, wtedy zapadła ciemność. Yerith nie była już świadkiem tego jak szaleńcy zjadali jej serce w rytualnym nastroju. Po wszystkim z zaciemnionego rogu piwnicy dobiegł dziwny odgłos i oczom mężczyzn ukazał się przedziwny czarny obłok, wędrujący spokojnie po pomieszczeniu. Obłok przemówił do zebranych.
- Świetnie się spisaliście, mam nadzieję, że tym razem nie dacie się oszukać głupcy! Ahh podejdź Asekasie.
Obłok zwrócił się do okaleczonej postaci która już zdążyła przywdziać swe szkarłatne szaty. Przyciągnął go tajemniczą siłą do siebie i wyszeptał coś co było przeznaczone jedynie dla niego po czym zniknął. Chwilę później zjawił się kolejny gość, tym razem niepożądany. Monstrualny, skrzydlaty demon wyleciał jakby z powietrza!
- Znowu Ty!
Wysyczał wyraźnie rozgniewany kapłan.
- Tym razem Ci się nie udało. Przepadnij stworze!
Krzyknął i ze spokojem zabrał się do ćwiartowania zmasakrowanego ciała. Demon zaryczał i wysapał swym grubym głosem:
- Wy nędzni fanatycy, następnym razem...
Nie kończąc zdania zarechotał demonicznie, po czym wskoczył powrotem w niewidzialny portal znikając bez śladu. Bracia wiedzieli, że na tym nie koniec ...
No Tobie wyszło zdecydowanie lepiej niż mi :D
Połączyłem wątki. Czekamy jeszcze na opowieść z poprzednich nieco wydarzeń i wrzucamy wszystko w jeden zbiorczy watek:).
Dzięki za opowieści