Ostatnie czego można by się spodziewać w Coviańskim lesie to wielka bryła lodu. A jednak... Tylko czy bezlitośnie zamrożona ofiara doczeka się wybawcy...czy może skończy jeszcze gorzej? I wtedy na horyzoncie pojawia się...jeździec na smoku.
Lasy cove slyna z obfitosci w czosnek, wilcza jagode i smialkow zmagajacych sie z dzika zwierzyna.
Jeden z nich wlasnie poruszal sie szybko, miedzy grupa etinow.
Jego niezdarne wymachiwania mieczem, swiadczyly o rozpoczeciu nauki wladania mieczem.
Cios pololbrzyma dosiegnal tarczy o jeden raz za duzo, rozpadla sie gruchoczac o ziemie.
Jezdziec zeskoczyl z niezwyklego wierzchowca krzyczac: Zabij.
Ryk mlodego smoka, skutecznie odciagnal uwage Etinow.
Niedoszla ofiara przeturlala sie z dala od zgielku, w poblize nietypowego glazu.
By odkryc z zaskoczeniem iz to bryla lodu, nie poddajaca sie promieniom slonca.
Probom uderzeniem miecza tez sie opierala.
Sukces dopiero przyniosl smoczy oddech, po ktorym mlody gad powrocil do zlizywania krwii z pyska.
Z resztek lodu wylonila sie ludzka postac.
Mlody paladyn bez wahania zblizyl butelke z karmazynowym plynem do ust drzacej z zimna postaci.
Postac wygladala na wdzieczna, dla uwaznego obserwatora nie uszloby uwadze iz to obcokrajowiec, najpewniej z dalekich krain Tokuna.
Przez jakis czas zywo ze soba rozmawiali.
Po czym mlody rycerz wskoczyl na swojego smoka i popedzil do miasta w poszukiwaniu namiestniczki.