CytatKto jest, co zadeptał zagon od żyta,
Nie płaci podatku, nie płaci myta?
To jest jakaś bestia niemyta?
Nie to Sog-Sog jest, bandyta!
Kto zrobił tak u Yewu,
Obsikał piłę ku zardzewieniu?
Kto zrobił, że zepsuł tartak?
Sog, on zrobił, goblińska łajdak!
Kto bezbronnemu poderżnął gardło
Małemu szczeniaku, aż się rozdarło?
Kto o nocy podpalił kurnik?
Znów ten Sog, rozbójnik!
Kto od mocno cuchnących moczarów
Przywiódł do miasta dużo poczwarów?
Kto zatkał szalet, że wylała się sraka?
Sog-Sog to zrobił, ten zabijaka!
Był raz typek, zgrywał zucha.
Dziś ze strachu spać nie może.
Sog-Sog z typkiem zwady szuka.
Sog-Sog ostre nosi noże!
Inny od Soga chciał świat zbawiać.
Nim Sog przyszedł, zdążył nawiać.
Lecz nie skryje się zbawiciel,
Sog zbyt sprawny jest tropiciel!
Kiedy ty nie masz na życie ochota,
Chodź i weź ze sobą dużo złota,
Ty możesz dostać śmierć i barłogu,
We zachwycająca Karczma u Sogu!
Piractwo to wolność i mordowanie,
To też rozboje, wymioty i rabowanie,
Na osiemdziescia morzach najlepszy kaper
To jest kapitan Sog-Sog, bohater!
Kto nabija czerepy na dzidów groty,
Czerepy urwane od szyjów sieroty?
Kto sprawca im tak strasznego losu?
Znów ten Sog, Champion Daywadosu!
Czy to sama od się wyszła epidemia?
Czy maczała palce w tym alchemia?
Trucizna wylana rzekę gdzieś zatruła.
Pewnie Sog-Sog wylał, safanduła!
Zdechnął jeden dziadu... biada!
Już nie żyje, chociaż żył.
Czyżby Legion Asmodaya?
Nie, to Sog-Sog znowu był!
(http://s24.postimg.org/audx1mhf9/Sog_Sig2.jpg)
1. Gdzie i dlaczego przez ostatnich kilka dni ukrywał się goblin Sog-Sog z wyspy Ocllo?
Co roku, pierwszego dnia Dogasania społeczność Ocllo tłumnie gromadzi się na miejskim cmentarzu, aby oddać hołd pogrzebanym tam przodkom, szanownym obywatelom i pogodzonym z bogami głowom rodzin. Jest to tradycyjnie czas wyciszenia i zadumy nad kruchością życia. W tym roku było inaczej. Jesienną atmosferą wstrząsnęło oburzenie, gniew i dzikie okrzyki. W noc poprzedzającą święto ktoś wdarł się na cmentarz i zakłócił spokój umarłych. Świętokradcza łapa, uzbrojona w niewielki, pordzewiały szpadel sięgnęła po różne wartościowe przedmioty, z którymi zgodnie z miejscowym obyczajem, chowani są najzamożniejsi Ocllanie. Wstępne śledztwo wykazało, że głębokość przeszło sześciu stóp, na której znajdują się trumny, ostudziła zapał niedoszłej hieny cmentarnej. Świętokradca prędko znudził się kopaniem i poprzestał na czczym niszczeniu nagrobków, w tym wielu bezcennych zabytków dawnej sztuki kamieniarskiej. Wzburzony tłum mieszkańców, którzy wiele czasu poświęcili na wysprzątanie i dekorowanie miejsca pochówku swych najbliższych, uzbrojony w pochodnie i narzędzia rolnicze wyruszył na poszukiwanie odpowiedzialnego za tę straszliwą zbrodnię.
Rozwścieczony motłoch nie bywa zbyt dociekliwy. W każdej mieścinie jest zawsze jeden taki kozioł ofiarny, czasem słusznie, częściej niesłusznie, uważany przez ciemny lud za sprawcę wszelkiego zła spadającego na okolicę. Lincz jest najczęstszą przyczyną śmierci tego typu osobników. W powszechnym mniemaniu Ocllan za taką zakałę społeczeństwa uchodził niejaki Sog-Sog, goblin żyjący gdzieś w lesie u podnóża gór. Poczwara ta znana była ze swojej chaotycznej natury i życia wypełnionego nieustannym knuciem nowych złośliwości i sposobów szkodzenia innym. Gobliny takie już po prostu są. Prostaczkowie oczywiście nie potrafią tego zrozumieć, nic więc dziwnego, że żądny krwi tłum ruszył na poszukiwania tego sympatycznego na swój sposób nieboraka, nieszczęsnej ofiary pomówień i nietolerancji rasowej wobec zielonoskórych.
Sog-Sog nieświadom zagrożenia spał spokojnie ukryty w stercie gnojówki. Spał głęboko – bardzo był zmęczony całonocnych harcowaniem po tutejszym cmentarzu. Beztroska zabawa w chuligankę łacno może zmęczyć tak niewielkie stworzenie. Dopiero pod wieczór zbudziły go nawołujące się wzajem grupy pościgowe. Sog ma swój rozum, zaraz zmiarkował, jakie nastroje dominują wśród mieszkańców, i że rozsądniej będzie pozostać jakiś czas w ukryciu. Gnojówka jest najlepszym przyjacielem goblina. Nie tylko zapewnia ciepłe schronienie i tłumi naturalny zapach ciała, ale w ostateczności stanowi też substytut pełnowartościowej diety goblińskiej. Sog-Sog koczował w stercie gnojówki przez sześć dni i nocy. Gdy trochę przycichło, alkohol przytępił nieco pamięć tubylców i wydawało się, że cała sprawa znów ujdzie mu na sucho, goblin opuścił swoją kryjówkę.
2. Co wydarzyło się w mieście pod nieobecność Sog-Soga i jakie to wzbudziło w nim odczucia, gdy tylko się dowiedział?
Po zmroku na placu przed bankiem w Ocllo nie było żywej duszy. Nieprawda – o tam czai się ktoś, niewysoki, odziany w podarte gałgany i kapotę z niewyprawionych borsuczych futer zapinanych na guziki z rybich ości. Pachnie gnojem.
– Robi podejrzenia taka pustość w takim miejscu – wymamrotał Sog-Sog do siebie, gdyż to on był właśnie. – Czemu nie ma tu żadnego ludka, kiedy zawsze było dużo w takim miejscu? Czyżby było jakieś choróbsko albo wojowanie i wszystko zdechło, co mieszkało, każde człeko? I Sog jest ostatnie żywe w całym światu?
Trzeba wiedzieć, że jednym z największych marzeń Sog-Soga jest wymazanie wszystkiego, co żyje z powierzchni ziemi. Gdyby więc okazał się ostatnią żyjącą istotą w Sosarii, niezwłocznie wyruszyłby na poszukiwania wulkanu, do którego mógłby wskoczyć i dokończyć dzieła. Na myśl o tym ogarniała go już euforia, gdy dojrzał nagle kolorowy plakat przypięty na tablicy ogłoszeń.
(http://s2.postimg.org/43avrmkux/u_mordy1.jpg)
– Ale jak to nowy karczm u mordy? – goblin zapytał sam siebie. – Przecież już jest dobry karczm u Sogu!
Sog-Sog, dumny właściciel pewnej omijanej szerokim łukiem przez wszystkich oberży, ma pewien ukształtowany światopogląd i adekwatne do jego intelektualnych możliwości wyobrażenie o świecie. Niestety, nie ma w nim miejsca na dwie karczmy na jednej wyspie (w rzeczywistości karczm jest więcej, prowadzących działalność na różną skalę, Sog tymczasem zdaje się tego nie zauważać). Dla niego sprawa jest jasna – karczm Sog-Sogu musi zniszczyć Karczmę u Moczymordy. Plakat reklamujący nową oberżę zaklejony został skrawkiem pergaminu na którym postawione niewprawną ręką znaki należało czytać w sposób następujący:
(http://s16.postimg.org/p6fnx5gl1/usogu1.jpg)
Lindi jak co dzień, pierwsze co zrobiła to udała się do karczmy dopilnować interesu i dostarczyć zapasów. Weszła do karczmy i zawołała swojego ukochanego kota który pilnował karczmy pod jej nieobecność.. jednak ten nie przychodził. Chodziła tak po karczmie i sprawdzała jego ulubione miejsca na przedobiednia, poobiednia i wieczorna drzemkę jednak go nie znalazła. Coś ją tknęło i zerknęła do pustego zazwyczaj pokoju. Na samym środku leżała mała czaszka zwierzęca oraz list nabazgrolony zapewne kurzym pazurem. Zawartość listu nie stwarzała żadnych wątpliwości kto jest autorem tego osobliwego "anonimu". Wściekła do granic możliwości popędziła w stronę pachnącej łajnem karczmy na krańcu lasu.
Darła się ile sił w gardle wyzywając goblina od wszystkich możliwych i mniej możliwych również. Jednak ten tchórz nie wylazł z ukrycia. Ze złości rzuciła kamieniem starając się narobić jakichś szkód, jednak nie dało to wystarczającego upustu jej złości i rozgoryczeniu. Sięgnęła po nóż i z niziołczą precyzją wycięła na drewnianej ścianie obelżywy napis. Podobało się jej to, i to bardzo. Jeszcze raz zaśpiewała swoistą serenadę pod balkonem pięknej goblińskiej "księżniczki" i pojechała na szklaneczkę ( lub 5) czegoś mocniejszego.
Chociaz moja postac nie moze popierac sog-soga z przyczyn swiatopogladowych, ja czuje sie jego wielkim fanem! :)
Kozacka groźba :)
Sog-Sog jest imba nie moge go spotkać Rizzem ale to będzie soczyste spotkanie!
Lubie to i czekam na więcej :)
3. Jak Sog-Sog radzi sobie z negatywnymi emocjami?
Karczma u Moczymordy pęka w szwach. Każdy pragnie zakosztować markowego piwa w nierozsądnych ilościach za najniższą cenę. Skoczna muzyka niesie się wraz z pachnącym pieczenią dymem wysoko ponad strzechy. Ludzie piją, bawią się, tańczą grają w kości, karty i domino. Wszyscy zdają się beztroscy i szczęśliwy. Jeden tylko naburmuszony pysk goblina wyłania się z krzaków nieco dalej.
– Karczm u Sogu jest odwiedzany przez nikogo, a przecież jest lepszy. – mruczy smętnie pod nosem. – To nie jest po sprawiedliwości, widzi się tak Sogu.
Sog-Sog poczuł się bardzo nieszczęśliwy, osamotniony i bezsilny wobec niesprawiedliwości, którą przełknąć każe mu okrutny los. Biedaczek zwykł jednak na niepowodzenia odpowiadać agresją.
4. Kim są członkowie tajemnej organizacji ,,Czacha Kundlu" i co robili w noc poprzedzającą wypadki opisane przez Lindi kilka postów wyżej?
,,Czacha Kundlu" to tajemnicza organizacja terrorystyczna, której głównym celem jest branie odpowiedzialności za większość występków wymierzonych przeciwko karczmie U Moczymordy, a dokonywanych przez Sog-Soga, który, jak podają anonimowi informatorzy, jest jedynym członkiem i arcymistrzem organizacji. Przez cały dzień Sog usiłował sformułować zadowalającą go treść anonimowego listu z pogróżkami (Dhagt ubiegł mnie i wkleił ją wyżej). Najwięcej czasu i wysiłku kosztowało go wybranie możliwie najbardziej enigmatycznej nazwy dla organizacji. Gdy skończył, była głęboka noc.
Sog-Sog podkradł się pod Karczmę u Moczymordy. Cisza. Wszyscy goście, jeśli jeszcze jacyś zostali, popili się i posnęli. Bezszelestnie sforsował zamek u drzwi kuchennych, dostał się do środka i nie budząc nikogo, przesadził kilkoma skokami izbę gościnną i znalazł się na piętrze.
Gobliny na codzień robią wokół siebie mnóstwo zamieszania, dlatego wielu często zapomina, że w wojskach zielonoskórych to one najczęściej odpowiedzialne są za zwiad. Gdy trzeba, potrafią być nieuchwytne jak cień. Niestety, czasem zapominają, że trzeba. Sog-Sog zostawił list z pogróżkami w widocznym miejscu i już miał się ulotnić, gdy posłyszał ciche mruczenie. To był kot. Trzeba wiedzieć, że koty są jednym z licznych wrogów rasowych goblinów. Sam Sog toleruje je tylko pod postacią okaleczonego trupka ze sznurkiem przywiązanym do ogona, aby można nim było radośnie wywijać nad głową. Emocje wzięły górę i zapomniał o zadaniu.
– Kici, kici, kici! – przywabił zwierzę. – Czy to, co Sog trzyma dla kocurha, to jest raczej pyszne smakołyctwo, czy to jest raczej tępe narzędzie do rozwalania czerepu?
Rzecz jasna, było to tępe narzędzie. Głuche dudnienie przebudziło śpiącą na dole dziewczynę, która pomagała prowadzić karczmę. Gdy Sog-Sog usłyszał jej zbliżające się kroki, kocurek był już jedynie krwawą zawiesiną. Nad drogą ucieczki nie myślał długo. Przez okno najpierw wyskoczyło tępe narzędzie, rozbijając szybę. Zaraz po nim wyskoczył Sog, nie bacząc na wysokość i ostre krawędzie stłuczonego szkła. Służąca nie zdołała dojrzeć, kim był włamywacz.
Nazajutrz, już od świtu wszyscy goście i sąsiedzi snuli rozmaite teorie, kim są owi tajemniczy napastnicy z ,,Czacha Kundlu". Ktoś nawet widział Sog-Soga w pobliżu kopalni. Pysk miał podrapany i trochę kulał.
5. Jak przebiegała dalsza działalność "Czachy Kundlu"?
(http://i.imgur.com/b5JuJ1z.jpg)
Heheh e zabawnie jest widzac, że informacja o fałszywych szczurach wywołała je naprawdę ;p. Jeśli Sog Sog je faktycznie znalazł, to sam je czymś zaraził :D
Czyli jak to? Nie ma zagrożenia i kolejny plan Sog-Soga spalił na panewce?
Cytat: ethanoll w 2013 11 18, 06:11:53
Czyli jak to? Nie ma zagrożenia i kolejny plan Sog-Soga spalił na panewce?
Z tego co widziałem szczury istnieją, ale to Sog je czymś zaraził, nikt nie wie, że kwarantanna młyna była tylko przykrywką :)
Teraz już każdy wie :p
Następnego dnia, gdy Lindi jak zwykle poszła do karczmy zobaczyła "prezent" w postaci tłuściutkuch szczurów. Najwyraźniej sprawca nie był świadomy że to przysmak niziołki. Potraktowała znalezisko jako podarek przeprosinowy i wyłapała szczury do drewnianej klatki. Jak to miała w zwyczaju zabrała znalezione zwierzęta do Rydlesa Zwierzołapka a ten je dokładnie obejrzał i zaszczepił. Lindi zabrała je z powrotem i postanowiła jeszcze trochę je podtuczyć zanim je zje.
Lili smarnij komiks o Sog Sog`u. :)
*czeka na wiecej*
Lindi wciąż nie mogła pogodzić się ze śmiercią futrzastego przyjaciela. Piła i piła.. i jak to przy piciu bywa wpadła na pewien genialny pomysł. Chwyciła flaszkę bimbru, pociągnęła sowitego łyka i wybiegła z karczmy.
(http://i.imgur.com/UCS48VS.jpg)
(http://i.imgur.com/yzhHrez.jpg)
(http://i.imgur.com/sMsMizB.jpg)
(http://i.imgur.com/bTN8MPJ.jpg)
(http://i.imgur.com/uVKHU03.jpg)
(http://i.imgur.com/IhWOsE1.jpg)
Podczas tworzenia screenów nie ucierpiał żaden (wartościowy) goblin.
to lepsze niż serial ;)
czekam na kolejny odcinek
szczerze mowiac... oczekiwalem czegos lepszego Lindi :P Sog wg mnie prowadzi :)
Pytanie co ON teraz spali, albo raczej czego nie... :D
Gdy Lindi ujrzała martwe krowy w zagrodzie, od razu wiedziała kogo trzeba winić. Poszła do banku gdzie spotkała akurat Magnusa i zwierzyła mu się z zaistniałej sytuacji. Jako, że on rozumiał ja jak mało kto, a do tego był współwłaścicielem karczmy napadanej przez małego zielonego gnojarza (jak zwykli go pieszczotliwie nazywać) postanowili podjąć drastyczne kroki.
(http://i.imgur.com/inf6PmQ.jpg)
(http://i.imgur.com/TfAksGU.jpg)
(http://i.imgur.com/p8bY4fV.jpg)
(http://i.imgur.com/MfsPDWC.jpg)
Długo próbowali sforsować drzwi jednak bezskutecznie, wtedy przyszedł im z pomocą pewien przystojny mężczyzna. W końcu mogli zrealizować swe niecne plany.
(http://i.imgur.com/qN4aG2N.jpg)
(http://i.imgur.com/seUVT8S.jpg)
(http://i.imgur.com/YYYagY8.jpg)
Co by ryby lepiej gniły potraktowali je wodą z wiader.
(http://i.imgur.com/vo9llF9.jpg)
(http://i.imgur.com/bdxLEMV.jpg)
Musieli być pewni, że nawet goblin z małym rozumkiem zrozumie przekaz.
(http://i.imgur.com/8yYp7gM.jpg)
Wszystko odbyło się kulturalnie, jak na szanowanych niziołków przystało.
(http://i.imgur.com/x2DP3zA.jpg)
(http://i.imgur.com/TdEecT4.jpg)
Myśl przewodnia spotkania została wykrzyczana na pożegnanie.
(http://i.imgur.com/DR1tUgb.jpg)
Czemu mam wrazenie ze Sog sie ucieszy z ryb? :> Pierwsza zasada: "poznaj swojego wroga"! Mysle ze gdybyscie tam posprzatali to bardziej by sie przejal :P
A to nie jest tak, ze podrzuca sie tylko jedna rybe? Widzialem to kiedys na filmie!
6. Kto nie stał za wymordowaniem krów w zagrodzie Karczmy u Moczymordy i jak zareagował na niesprawiedliwie wymierzony weń odwet?
Niestety, czego sami bardzo żałują, to nie tajemniczy członkowie ,,Czacha Kundlu" stoją za wyrżnięciem krów w zagrodzie Karczmy u Moczymordy. Sog-Sog również za tym nie stoi, choć bardzo by chciał. Oczywiście wielokrotnie próbował wedrzeć się do zagrody i położyć trupem bydło, nigdy jednak nie zdołał sforsować furtki, zamkniętej zwykle na klucz.
Już kiedyś, przed paroma laty, Sog-Sog znalazł na progu swej karczmy anonimowy list z pogróżkami i jedną nieświeżą rybę. Wówczas wypatroszył ją i wykonał z niej trofeum, które do dziś zdobi jego gabinet na piętrze karczmy.
Gdy obudził się dziś wieczorem, a cały lokal zastał przystrojony ławicą śniętych tuńczyków, nie potrafił dojść przyczyn tak niespodziewanego zwrotu akcji. Sprawcy oczywiście domyślał się. Natychmiast zasiadł do stołu i skreślił krótki list. Niech wiedzą, że on nie jest z tych, których można kupić.
(http://i.imgur.com/Y8FaGE2.jpg)
Dosiadł natychmiast swego wiernego likaona o wdzięcznym imieniu Kundlo i ruszył w kierunku banku Ocllo, gdzie mieścił się urząd pocztowy. Drogę dzielącą bank od Karczmy u Moczymordy musiał już pokonać pieszo, gdyż Kundlo został, aby zająć się rozszarpywaniem na strzępy rasowej kotki, która zajęła miejsce kocurka zatłuczonego na śmierć podczas poprzednich odwiedzin Sog-Soga w konkurencyjnym lokalu.
7. Co wiadomo na temat planowanego przez ,,Czachę Kundlu" ataku terrorystycznego, określanego kryptonimem ,,Operacja: Fanga na mordę"?
Zamach przygotowywany jest w ścisłej tajemnicy przez najwyższych dostojników w hierarchii ,,Czachy Kundlu". Wiadomo bardzo niewiele. Co prawda wywiadowcy Korony zdołali przechwycić
szczegółowe plany ataku, jednak zapisane one są starożytnym hieroglificznym pismem goblinów, którego nikt dotąd nie zdołał odczytać. Poniżej prezentujemy teść tajnych dokumentów (gdyby przypadkiem któryś forumowicz znał obrazkowy alfabet goblinów).
(http://i.imgur.com/balILAE.jpg)
8. Jak przebiegała pierwsza faza operacji Fanga na mordę?*
* Wszystkie dialogi odtwarzane są z pamięci, mogą przez to rażąco w swej formie odbiegać od tego, co faktycznie wydarzyło się w grze (ogólny sens i nastrój zostały zachowane). Wyjątkiem jest pierwszy dialog – zmyślony całkowicie w niecnym celu widowiskowego zawiązania akcji.
Ocllo od zawsze cieszyło się szczególnymi łaskami Matki Natury, która ma tutaj swoje sanktuarium. Ochraniane przez nią, dziewicze rasy porastające wyspę zawsze pełne były dzikiej zwierzyny. Ostatnio jednak populacje niedźwiedzi, wilków, jeleni, a nawet dzikiego ptactwa uległy drastycznemu przerzedzeniu. Zaniepokojeni przedstawiciele władz: Jackee Green i Macil Asteppe pojawili się właśnie na rozległej polanie, gdzie odnaleziono całą watahę dzików obdartych ze skóry i najcenniejszych porcji mięsa.
– Powinieneś cieszyć się, że tego nie widzisz. – zapewniał niziołek prowadząc towarzysza pomiędzy resztkami zwierząt.
– Nie muszę widzieć. Wiem doskonale, co tu się stało. – odrzekł niewidomy druid. – To kłusownicy. Cała banda zuchwałych kłusowników.
– Może i cała banda, a może i jeden, ale bardzo ruchliwy – wymamrotał Jackee rozglądając się po miejscu zbrodni.
Żaden okoliczny krawiec czy kucharz nie mógł w owych dniach narzekać na brak surowców. Tymczasem cały kontuar w Karczmie Sog-Soga zastawiony był słupkami monet ułożonych jedna na drugiej według nominału. Goblin skakał wokół i usiłował oszacować swój kapitał. Nie było to wcale proste, odkąd w niedawnym pożarze utracił swoją kolekcję lakowych liczmanów i kolorowych patyczków do liczenia. Nie wiedział, ile złota już zgromadził. Nie wiedział też, ile złota potrzebuje, aby zrealizować swe plany. Skoro wyjaśnienie tej pierwszej zagadki przerosło jego możliwości, postanowił rozwikłać tę drugą.
Późne popołudnie wydłużało cienie kładące się na rynek w Cove. Młody, ledwie dwudziestoletni poszukiwacz przygód opuszczał właśnie gmach banku, gdy nagle usłyszał dziwny, podobny do żabiego skrzeku, dźwięk dobywający się zza rogu pobliskiej stajni. Głos nawoływał go. Młodzieniec podążył za głosem i zniknął w zaułku.
– Ah! To przecież goblin.
– Ah! To przecież jest młodzieniaszek, taki co chce zarobić dużo monet ze złota, bo jest taki cwany i nie chce także, żeby był umordowany zaraz.
– Zarobić złoto? – chłopakowi zabłysły oczy. – Oczywiście, że chcę zarobić złoto.
– Zarobić złoto jest dla takiego, co jest bystrzak i zuchowaty, i taki, co się Sogu zdaje, jest to ty właśnie.
– Masz swojego człowieka. Co miałbym zrobić?
– Dużo ważnych i tajemnych typków od pewnego spisku musi dowiedzieć się od Sog-Sogu, jakie jest koszta zakupienia harmatów w ilości sztuk jeden, czyli jaka jest potrzebna kwota na przehandlowanie, żeby można było mieć posiadanie takiej harmaty do różnych celów.
– Ale ja nie mam nawet pojęcia, skąd wziąć taką armatę.
– On wie, ten cały Sog-Sog, on to powie teraz jemu. U Twierdzy Krasnoludków jest taki pewien kioskarz, co się zowie Kanonista. An ma harmat na przehandlowanie. Inny nikt nie jest, co je ma. Sog-Sog, on sam by poszedł i sprawdził, ale u krasnalów go ganiają strażnictwo i on nie może pójść i sprawdzić. Krasnale to są głupki, od nich nie jest dobrze widziane gobliństwo. Trzeba Sogu posłać takiego, co nie jest Sogiem, na zastąpienie, żeby ich oszukać na dudka. To zastępstwo to ty będziesz.
– Jak się tam dostanę?
– To jest na zapłacenie ceny podróży. – Sog-Sog rzucił mu kieskę z dźwięczącą zawartością i pociągnął za rękaw w kierunku nabrzeża. – Jak wróci, Sog mu wynagrodzi większą ilość. Tylko nie oszukuje z ceną, jak wróci, że powie oszukaną, albo że nie wróci i zrobi defraudowanie zaliczki. Sog znajdzie wobec tego i zabije jemu śmierć i jemu krewnych też śmierć. Boleściwie, więc bez sztuczek, ty wyrostku.
Młodzieniec wyruszył niezwłocznie w drogę. Sog-Sog został na miejscu, przykucnął i bardzo dokładnie przyjrzał się odciskowi buta swojego nowego pracownika. Musi zapamiętać ten wzór na wypadek, gdy przyszło mu zrealizować swe groźby. Chłopak jednak powrócił i zastał goblina biegającego wokół miejskiej studni, aby rozładować rozsadzający go niepokój o przebieg operacji.
– Sto tysięcy.
– Tyle tysiąców? Sto? – Sog-Sog pokiwał głową. Ta cena wydała mu się prawdopodobna.
– Tak jest. Sto tysięcy za armatę. Niestety, nie mają kul.
– Sogu u harmaty nie potrzeba kół, tylko strzelanie. W co będzie naparzał, to nie ucieknie, żeby potrzeba by kół.
– Kul, nie kół. Kul!
– Ah, amunicjów. – goblin machnął ręką. – On się niech nie przejmuje tym, to Sogu sprawa, on niech lepiej czmycha precz. Koniec już żartownisiostwa i gadaniny, on wyczerpał cierpliwość. Idzie precz bo popamięta. Tym razem Sog-Sog daruje. Następnym razem nie będzie takiej łaskawości od strony Sogu. On zważa, jest ostrzeżony i ostatnia szansa.
– Gdybym tylko był silniejszy... – młodzik zmarszczył brwi i zacisnął pięść. Goblin sprawiał wrażenie groźnego, a przynajmniej groźniejszego od harpii, z którymi miał dotychczas głównie do czynienia. Musiał zadowolić się drobniakami, jakie zostały mu z podróży. O reszcie wynagrodzenia nie było już mowy. Goblin zniknął.
Jestem fanką twojej twórczości artystycznej.. znaczy się soga :p
Ps. Mieliśmy umyć mu karczme, ale stwierdziliśmy, że niech się pokraka naschyla i namęczy :p
Ech...widzę że nie wszyscy orientują się o co naprawdę jest ta wojna.Śmierdzące ryby miały jeden,konkretny cel i nie była to groźba ani ostrzeżenie.
9. Jak Sog-Sog wszedł w posiadanie broni tak niebezpiecznej, że dla dobra wszystkich istot zamieszkujących Sosarię byłoby lepiej, gdyby Sog-Sog nigdy nie wszedł w jej posiadanie?
Sog-Sog szwendał się po nabrzeżu portowym, wygwizdując melodię starego ludowego szlagieru ,,Trzej włóczędzy z Moonglow". Rozmyślał o armacie. Rozmyślał nad zasadą jej działania i skąd bierze się jej niewiarygodna, niszczycielska siła.
– Taki harmat, to on może rozwalić karczm u mordy? – zapytywał sam siebie. – Może by sprawdzić próbne odpalenie na karczm u Sogu, żeby nie było kompromitowania się potem? Ale nie, taki harmat to on na pewno może rozwalić taki karczm. Taki harmat, to on może rozwalić i świątynię Ahnbyhnyhmhm w Brytanii i zamek w Brytanii na pewno, a może też rozwalić i całe duże morze, taki to jest harmat potężny, rozwalić na drobne maki to wszystko.
Pierwsza faza operacji ,,Fanga na mordę" polegała na zdobyciu informacji o kosztach zakupu tej potwornej broni. Faza druga to zdobycie środków i wreszcie upragniony zakup. Kilka tygodni kłusownictwa oraz innych machlojek i oto mieszek goblina wypełnił się dźwięczącym złotem. Sam nie mógł pojawić się jednak w Twierdzy Krasnoludów, gdyż krasnoludy jakoś nie przepadają za zielonoskórymi, których całkiem słusznie mają za przyczynę całego zła na świecie. Straż zaraz by go pogoniła. Musiał powierzyć tę zadanie komuś zaufanemu. Niestety, Sog nie ufał nikomu.
Wtem na jego drodze pojawił się znów jakiś młodzieniaszek. Sog-Sog nigdy wcześniej go nie widział. Co prawda mógł go widzieć już dziesiątki razy, a po prostu nie zapamiętać. Przecież wszyscy ludzie wyglądają tak samo i tylko po kudłach na pysku idzie poznać, czy to jest samiec czy samica. Sog nie znał tego osobnika, ale on poznał Sog-Soga.
– Psst. Psst. Tutaj! – nieznajomy nawoływał Soga, aby poszedł za nim w ustronne miejsce. Goblin natychmiast pospieszył we wskazanym kierunku, podejrzewając, że chłoptaś zwyczajnie doprasza się o wciry.
W ustronnym portowym zaułku nie było nikogo prócz ich dwóch. Ale tamten nie sprawiał wrażenia, jakoby miał gotować się do walki. Zaczął natomiast gadać coś, w sposób bardzo niejednoznaczny i pełen aluzji. Sog-Sog nie bardzo z początku wiedział o co mu chodzi. Nazywał się Thorcośtam i cośtam jeszcze (Sog nigdy nie słucha, gdy się mu ktoś przedstawia, i potem nie wie, jaką kto ma nazwę). Mówił też coś o ,,Czasze Kundlu" i że jest wielkim jej sympatykiem i prawdopodobnie dawał do zrozumienia, że chciałby wstąpić w jej szeregi lub w jakiś inny sposób dopomóc słynnemu Sogowi. Bardzo Sog-Soga komplementował, ale Sog go przejrzał. Goblin myślał sobie w duchu tak:
– O ty! O ty jesteś taki cwaniaczek, co on sobie myśli, że może robić bezkarnie drwiny z Sogu, że się Sog nie pozna na takich gierkach. On gada z taką emfatycznością i on gada z taką zadużością egzaltowania, że tak robi tylko parszywy aktorzyna, co coś udaje, ale bardzo słaby aktorzyna, co jego występowania by nie chcieli nawet psi i koci w Aurin oglądać. On udaje i nieprawdziwie mówi, kiedy mówi, że Sog jest wspaniały, a on tak naprawdę myśli, że Sog jest głupol.
Ludzie mają wszystkich zielonoskórych za półgłówki. To głównie zasługa orków, które nie są zbyt bystre. Gobliny natomiast, mimo swobodnego podejścia do zasad składni, są stworzeniami bardzo pomysłowymi, mają zdumiewający talent do rozszyfrowywania prawdziwych intencji osób, z którymi się stykają. Sog-Sog również nie jest naiwniakiem, dlatego postanowił nie zdradzać się z własnymi odczuciami i kontynuować farsę. Najpierw umocni pewność siebie tego komedianta, później wykorzysta go do swoich celów, a następnie da nauczkę, że ten popamięta i do końca życia nie urodzi mu się w myślach pomysł pomagania jakiemukolwiek goblinowi. Odrzekł tak:
– Tak, Sog-Sog jest bardzo nieważny, żeby nie mógł należeć do ,,Czacha Kundlu" ale przypadkiem zna kogoś, kto zna kogoś, co on ma kontakt do takich ważnych typków od ,,Czacha Kundlu" i Sog może zaraz zrobić zaaranżowanie spotkania. – zapewnił młodziana. – On się nigdzie nie rusza, zaraz ktoś tu przyjdzie dla spotkania.
Po tych słowach goblin czmychnął, zostawiając Thorcośtama samego w zaułku. Nie minęło pięć minut a już wracał w to samo miejsce. Miał na sobie długi fioletowy płaszcz, który ciągnął się za nim po ziemi, a pysk skrył pod malowaną plemienną maską.
– No i jak Sogu? Co załatwiłeś? – zapytał tamten.
– On nie jest Sogu, on jest Zamaskowany Nieznajomy, wysoki postawiennik w hierarchii ,,Czachy Kundlu". – Sog-Sog (gdyż tak naprawdę był to on) wskazał łapą na maskę. – Sog-Sog to jest ktoś inny i nieważny i on teraz jest w innym miejscu, a nie tutaj zupełnie.
– A no tak! Wybaczcie, Zamaskowany. Musiałem się pomylić, zupełnie nie jesteście Sogiem.
Zamaskowany Nieznajomy wydawał się niezadowolony. Sog-Sog rzecz jasna nie wiedział, czym jest sarkazm, ale podświadomie wyczuł go w wypowiedzi rozmówcy. Było mu również przykro, że tamten tak szybko poznał się na jego przebraniu. Przedstawienie jednak musi trwać.
– Co on chce, że zrobił wezwanie do ,,Czachy Kundlu"?
– O wielki Zamaskowany, jedyne czego pragnę, to służyć waszej słusznej sprawie! – tamten wciąż utrzymywał ów irytujący swoją jaskrawą sztucznością ton i teatralną pozę. Zamaskowany Nieznajomy jednak przyjął jego pomoc, a jego samego wspaniałomyślnie przyjął w szeregi ,,Czachy Kundlu" w randze Pachoła. Tym samym liczba członków organizacji podwoiła się. Pierwsze zadanie świeżo powołanego Pachoła jest prostą próbą, mającą sprawdzić jego przydatność dla organizacji. Pachoł Thorcośtam miał udać się do Twierdzy Krasnoludów i za otrzymane złoto zakupić u tamtejszego kanoniera plany armaty.
(http://i.imgur.com/WBhs6uR.jpg)
<3
uwielbiam to czytac:D
Zaraz po Sherlocku holmes`ie jest moja ulubiona postacia ten sog-sog
łołoło najs
10. Jak dalej toczyła się i ucięta została kariera Pachoła Thorcośtama w szeregach "Czachy Kundlu"?
Pachoł Thorcośtam, zaopatrzony w złoto na zakup armaty, udał się do Twierdzy Krasnoludów. Niestety, nie wiemy, jakie przygody spotkały go po drodze, gdyż Sog-Sog pozostał w Banku Ocllo i czekał. Ściągnął przebranie Zamaskowanego Nieznajomego. Siedział przez pewien czas bezczynnie na krześle i machał nogami w powietrzu. Gdy znudziła go ta zabawa, zabrał się za pisanie listu z dalszymi instrukcjami od Zamaskowanego Nieznajomego do Thorcośtama. Wtem niedoszły adresat zjawił się w banku osobiście i przybierając jedną ze swych teatralnych póz rzucił deed na armatę na pulpit przy którym Sog pisał. Sog tak był skupiony podczas kreślenia trudniejszych liter, że wystawiał na wierzch język i lizał się po brodawkach wokół warg i nawet nie zauważył jego powrotu.
- Oto wasza armata!
- Aaa, to musi być harmata nie dla Sogu, ale dla tego typka Zamaskowanego od "Czachy Kundlu", co on tu był i zlecał ci zadaństwo i co on wcale nie jest Sog-Sogiem.
- A racja. Więc ty jesteś Sog-Sogiem? - Pachoł dopiero teraz dostrzegł, że Sog-Sog nie ma na sobie przebrania i maski. - A gdzie tamten w masce?
- Sog jest Sogiem wyłącznie. Tamten, to on poszedł gdzieś, w masce ten i on powiedział tylko, że on przyśle do pachołu list z wiadomością. Ale Sog, to on nie spodziewał się, że on tak szybko powróci na powrót i jeszcze nie dokończył pisać... - tu Sog dostrzegł, że się zapędził ale nie potrafił wybrnąć już z sytuacji. - ...tego listu. On poczeka, tamten na pewno zaraz przyśle ten list jak będzie gotowy.
Thorcośtam odczekał, aż goblin skończy pisanie. Wiedział, że to będzie właśnie ten list, który ma dostać, a Sog wiedział, że on wie i czuł z tego powodu pewne zażenowanie.
Nagle Sog-Sog zerwał się, stanął na krześle i wskazał paluchem w kierunku okna.
- On patrzy! Oto przyfruwa gołąb, co ma na pewno list od Czachy!
Pachoł odruchowo obrócił się we wskazanym przez goblina kierunku. Okno było zamknięte. Sog-Sog, wykorzystując chwilę nieuwagi, dobył ukradkiem z torby ptasie truchło i cisnął nim o przeciwległą ścianę, tuż obok głowy przedstawiciela kompanii pocztowej. Z dzikim okrzykiem "Oto liston gołąba!" dopadł pierzastych resztek i zasłoniwszy plecami ten żałosny widok przed wścibskim wzrokiem Thorcośtama, udawał że coś z nim majstruje, odwiązuje pojemniczek z wiadomością itp. Tymczasem Sog nie chciał, żeby Thorcośtam odkrył, że gołąb już od kilku dni szybuje po szarym świecie oraz że jest to nie gołąb pocztowy, a pospolita sroka, która przypadkiem nadziała się na bardzo pomysłową i okrutną pułapkę drucianą na śpiewające ptactwo (proj. Sog-Sog). Goblin zachował szczątki, z nadzieją, że znajdzie dla nich właściwe zastosowanie w przyszłości i, jak jesteśmy tego świadkami, faktycznie znalazł. Sog tymczasem podał list Thorcośtamowi, a srokę wkopał niepostrzeżenie za regał, skąd ciężko będzie ją później wydobyć komuś sprzątającemu izbę bankową.
Niestety z pośpiechu zapomniałem strzelić screenshota i mogę tylko z pamięci odtworzyć treść listu. Zamaskowany Nieznajomy na wstępie w niewybredny sposób znieważył Pachoła Thorcośtama i przypomniał, że piastuje wyższe stanowisko w szeregach organizacji. Zaraz potem pogratulował Pachołowi zdobycia krasnoludkowego działa i nakazał zjawienie się w kwaterze głównej "Czachy Kundlu" w celu dalszych wtajemniczeń. Kusił cennymi nagrodami. Do kwatery głównej miał doprowadzić Pachoła niejaki Sog-Sog, który wcale nie jest związany ze zbrodniczą działalnością organizacji i w ogóle jest niewinny niczego.
Sog-Sog zaprowadził Thorcośtama do Kwatery Głównej "Czachy Kundla" która zupełnie przypadkiem okazała się tożsama z niesławnym Karczmem u Sogu. Mimo rozmaitych usiłowań, gospodarzowi wciąż nie udało się zamaskować śladów niedawnego pożaru.
W środku panował totalny chaos. Rozmaite sprzęty domowe, elementy uzbrojenia i zupełnie nie związane z prowadzeniem tawerny narzędzia walały się po podłodze. W powietrzu czuć było swąd spalenizny, przykrą woń przegotowanej zielonej mikstury oraz odór zepsutych ryb. Sog-Sog zanurzył się w mrok zalegający za kontuarem i chwilę później, nie wiadomo skąd, zjawił się Zamaskowany Nieznajomy.
- Czy on, ten Pachoł, dostał wiadomość i zjawił się z posiadaniem harmaty zleconej w misji? - zapytał.
- Przecież nie byłoby mnie tutaj, gdybym nie dostał wiadomości. - zauważył rezolutnie Thorcośtam.
- On mógł przecież zgadnąć, że tu zachodzi kryjówkowanie i przyjść bez listonu odebranego. Ale to nie jest ze znaczeniem teraz, teraz ze znaczeniem jest tylko danie harmaty.
- Oto ona, mistrzu.
Sog-Sog dostał w swoje łapy kwit na działo i budynkiem wstrząsnął jego złowieszczy śmiech. Kolejny etap operacji "Fanga na Mordę" zakończony został pomyślnie. Teraz tylko należało coś zrobić z tym cwaniaczkowatym Pachołem. "Jest zanadto nieco zadufany w swą lepszość nad Sogiem, kiedy nie jest na prawdziwo lepszy, bo nikt nie jest lepszy" - myślał Sog. Do tej pory podporządkowywanie się woli Sog-Soga, wykonywanie jego poleceń i litościwe przemilczanie mankamentów w jego przebraniu i konspiracji, to wszystko było dla Thorcośtama tylko świetną zabawą i naigrawaniem się z goblina. Ale teraz zabawa się kończy a zaczyna poważna sprawa, a mianowicie kolejne wtajemniczenie i awans na Ulepszonego Pachoła.
Sog-Sog przyprowadził rekruta do niewielkiego domowego ołtarza z kamienia, całego ubrudzonego woskiem i jakaś podejrzaną, ciemnawą wydzieliną.
- Teraz jest czas na zaprzysiągnięcie, to jest awansowanie na Ulepszonego Pachoła. On jest gotów?
- Gotów!
- Jako on oznaczony jest przez posłuszeństwo, żeby spełniał zachcianki zwierzchności swojej od Czachy, czyli Zamaskowanego Nieznajomego zachcianki, on dostaje płaszcz, co go daje Zamaskowany Nieznajomy.
W tym momencie ściągnął z siebie fioletowy płaszcz (jeden z elementów przebrania, którym odróżniał swoje zakonspirowane alter-ego od Soga, który płaszczy na co dzień nie nosi). Warto zauważyć, że ów płaszcz nie jest żadnym uniformem i Sog miał tylko jeden egzemplarz w takim kolorze u siebie, ale na poczekaniu przyszło mu na myśl, że takie przekazanie insygniów członkowskich w postaci płaszcza będzie bardzo uroczyste.
Thorcośtam włożył płaszcz, a poproszony, wyciągnął przed siebie dłoń do przysięgi. Sog-Sog ujął go za tę dłoń i nagle dziabnął z całej siły nożem. Świeża krew pociekła na ołtarz. Świeżo upieczony Ulepszony Pachoł zawył z bólu i zabrał rękę. Piekący ból wstrząsnął nim całym.
- Argh! Co do... ? - wyjęczał.
Sog-Sog unósł triumfalnie łapy nad ołtarzem.
- Panu od Chaosa, Panu od Zniszczenia, ty Daywadosu, weź no zara te krwie od śmiertelnika, co on jest teraz sługus i swoim żywotem aż do zdechnięcia, będzie służył Daywadosu, a potem, od zdechnięcia aż na całą wieczność, jak pójdzie do piekliska, to on będzie jednako sługus Daywadosu także!
Thorcośtam zapomniał o swojej wyniosłej pozie aktorzyny i z twarzy zniknął mu ten cwaniaczkowaty uśmieszek (głownie z bólu, ale prawdopodobnie nie był też nieobojętny na sprawy religijne i zaprzysiężenie duszy Daywadsowi, nawet jeśli niedobrowolne i goblińsko niezgodne z jakąkolwiek liturgią tego rodzaju obrzędów, nie było mu w smak. Zabawa przestała mu się podobać. Sog-Sog ciągnął zaś potępieńcze inkantacje:
- Za zdradność wobec woli "Czachy Kundlu" i wobec woli Daywadosu zdradność, za taką zdradność czeka tylko mord i wielkie torturowanie bez końca, gdzie jest dużo ognia. Oto jest zaprzysięganie Ulepszonego Pachoła! Oto jest on, ten Ulepszony Pachoł! Jucha od niego zasila zło i mroczność! Co służy dla "Czachy Kundlu", służy dla Dywadosu.
Tak, Thorcośtam zdecydowanie nie był zadowolony z obrotu spraw i pewnie żałował, że dał się w to wciągnąć. Próbował nieśmiało nawet odwieść goblina od oddawania czci Daywadosowi, ale ten pochłonięty był już opracowywaniem najefektywniejszego sposobu stosowania armaty. Oglądał deed na działo z każdej strony i rechotał pod nosem.
- Zamaskowany Nieznajomy nie ma już teraz na chwilę rozkazywania dla Ulepszonego Pachoła. On idzie lepiej precz, będzie zawezwany, jak się będzie co kroiło wokół harmatowania.
I Thorcośtam odszedł. Bardzo wątpliwe, by kiedykolwiek powrócił do Karczmu u Sogu dobrowolnie. Sog-Sog też nie planuje już go wzywać, skoro tamten dostał nauczkę, za pomaganie Sogu. Przecież on nie pamięta już nawet jak się Thorcośtam dokładnie nazywa.
Jeszcze więcej ulubionego gobliństwa znalezionego w internecie: http://www.youtube.com/watch?v=KsMKOx6fumc (http://www.youtube.com/watch?v=KsMKOx6fumc)