DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Cyganeczka w 2013 12 25, 21:15:39

Tytuł: Z demonem jej do twarzy
Wiadomość wysłana przez: Cyganeczka w 2013 12 25, 21:15:39
http://www.youtube.com/watch?v=z28lwyQjuTY

- Co myślisz?  Nada się? - zapytała młodsza, szczerząc się spod roztarganych, szarych loków, trzymając pod pachą dziobiącego na oślep kuraka.
- Dziób jest, pióra są... oczy i serce też - skwitowała starsza, sięgając dłonią do buta opinającego jej smukłą łydkę - sztylet też jest.

Ruszyły przed siebie omijając wielgachne drzewa, zza których co jakiś czas łypały w ich stronę dwa małe, świecące punkciki. Włóczyły się chwilę nim natrafiły na miejsce, jak się im zdawało, odpowiednie.
Niepozorna, wzniesiona z kamienia świątynia sprawiała wrażenie zapomnianej zarówno przez czczone w niej bóstwo, jak i samych wyznawców. Kimkolwiek są... lub byli.

- Dawaj no ten rosół w piórach - wyższa z dziewcząt wskazała sztyletem wyszczerbiony ołtarz i przesunęła nim o jego krawędź, ostrząc stal. Ptaszysko zaskrzeczało ostrzegawczo, próbując wyrwać się z mocnego uścisku drobnych dłoni.

- czarna ziemia - szept starszej, nóż w dłoni
- ciepła krew - szept młodszej, ostrze wsuwane w pióra
- bicie serca - pierwsze krople krwi na kamiennym blacie
- śmierci szept - śmiech...

Śmiech? Do stu parchawych mord KTO SIĘ ŚMIEJE? [Bezdenny warkot czegoś co było śmiechem rozszarpywał od środka.]
Ujrzały go po chwili... Smagnięcie skrzydeł niemal zatrzęsło murami. Szpony... Gruba skóra gdzieniegdzie pokryta ostrymi jak stal łuskami... Para płonących [żywym?] ogniem ślepi.

- Zzzzzabawny wwwwidok...

Wymiana szarych, siostrzanych spojrzeń ["coś schrzaniłyśmy"... "przecież stara Verna odprawiała..."... "uciekać?"... "boję się!"].

- Wwwwiejskie obbbbrządki... zzzzzzabawne... Dddajcie mi w ofierze czzzyste ssserce!
- Nie przywoływałyśmy Cię... Odejdź! - nim desperacki krzyk starszej z sióstr ucichł w surowych murach świątyni, leżała już nieprzytomna na ołtarzu a obok niej srebrny kryss.
- Ddddaj mi jej ssserce - żądanie niczym ogień trawiło od środka... przyzywając, tłumiąc myśli, wiążąc wolę.

Drobne palce Arivielle schwyciły rękojeść, szurając ostrzem po kamiennym blacie.
- Jestem przy Tobie. Wytrzymaj - niespodziewany szept, tuż przy uchu. Tak dawno niesłyszany. Tak wyczekiwany.

A potem znów smagnięcie skrzydłami, głuchy śmiech ale bliżej, gdzieś w środku. W głowie. I słowa, niewypowiedziane ale słyszalne tak wyraźnie: "Wrócę... Arivielle... do Ciebie".


***

"stal i krew... stal i krew... STAL I KREW... Arivielle... otwórz oczy..."

"spójrz na niego... taki śmieszny, taki słaby khazad... Arivielle, PATRZ! jak pięknie wyglądałby na haku... a jego krew dla nas..."

"Ariviana, Karllius, Vinggard a może on? Może ona? PATRZ I WYBIERAJ moja miła..."

"Ari... vielle... jestem z Tobą... jestem... Tobą... jesteś mną... CHWYĆ SZTYLET... dooobrze"


podziękowania dla Woj'a za podłapanie chwili i za "mrau" szepty w głowie
Tytuł: Odp: Z demonem jej do twarzy
Wiadomość wysłana przez: Beduinnn w 2013 12 26, 16:05:20
''Była taka niewinna...
Nawiedzała mnie w snach a na jawie nie potrafiłem się jej oprzeć w dodatku w takim stopniu, że nie potrafiłem zrealizować wcześniej zamierzonego planu. Chyba nigdy o nim nie wiedziała i nigdy nie dowie się o tym jak bardzo na początku chciałem by jej głowa dołączyła do reszty i jak bardzo była tego blisko.
Te jej długie srebrne loki... piękna, niewinna twarz, krucha i zgrabna postura... oraz te roziskrzone w pewnych momentach siwe ślepia ! Nie ukrywam że pociągały mnie również inne części jej ciała na które dość często spoglądałem... doprowadzały mnie wręcz do szaleństwa. Chciałem ją mieć tylko dla siebie...
Wszystko jednak stało w cieniu w porównaniu do tego kim była i kim ja mogłem być dla niej... mogłem być po prostu SOBĄ
A może uratowały ją sny ? A może to ja byłem tak mało odporny na jej urok ? Może byłem po prostu głupi ?
Tego nie wiem... Pewnie wszystkiego po trochu. Mogłem zrobić z nią co chciałem... sama przecież musiała wiedzieć że wchodzi do jaskini lwa który na pewno zobaczy że wygląda jak posiłek który w dodatku sam do niego przyszedł. Jednak lew jej nie zjadł... a ja wybrałem akurat ta drogę pozwalając jej zostać przy mnie.
Nie żałowałem... Było cudownie. Jednak do czasu...
Zabrałem ją w pewne miejsce o którym nie opowiem, do kogoś o kim też nie mam zamiaru opowiadać. O takich rzeczach nie mówi się w moim świecie głośno.
Stałem na środku... czułem na sobie jego wzrok... Wiedziałem że mną gardzi i najchętniej już by mnie zabił jednak cząstka dobra w nim pozwoliła mu dać mi szanse. Starałem się mu wytłumaczyć co się stało... tak jak Jej wcześniej... dlaczego zawiodłem. Nie przynosiło to większych efektów... Ona chyba za nim nie przepadała... czułem aż jak się złościła... Nawet mu odpyskowała... kocham ten jej charakter

*zaśmiał się cicho i sentymentalnie*
Byłem jednak spokojny. Wiedziałem ze gdyby chciał ją ukarać odciąłbym mu dłoń a w razie potrzeby zabił. Sytuacja robiła się gorąca a ja... dziwnie się poczułem... To było znajome uczucie... czułem w sobie jego moc bo pozostawił na mej duszy bądź umyśle piętno którego chyba nigdy się nie pozbędę... Spostrzegłem go za sobą nie wiedząc o co chodzi... pomyślałem ze sam Yloth się o mnie upomniał. Jego sługa... Wielki i czerwony ze skrzydłami... tyle spostrzegłem gdy wylądowałem miotany jak lalka pod jego stopami na kamiennej posadzce. Zaraz po tym... znikł.
Jednak jak się później okazało... poznałem... JEJ "PRZYJACIELA" i byl to dopiero początek
... ''
Tytuł: Odp: Z demonem jej do twarzy
Wiadomość wysłana przez: gmyru w 2013 12 30, 16:28:06
                                                OSTETECZNE ROZWIAZANIE – prolog

Oczekiwanie na powrót gołębia przedłużało się... Aruga siedział spokojnie na swym balkonie, co chwila próbował wyczuć gdzieś ptaszysko, które winno wrócić już jakiś czas temu.
- co się dzieje? Gdzie to ptaszysko? – powiedział cicho do siebie unosząc lekko głowę
Przeczekawszy kolejne ziarna opadające w klepsydrze, wstał powoli od stolika i bez słowa ruszył w stronę wyjścia z domu. Przy drzwiach jak zwykle stała po środku pentagramu jego kosa, przechodząc obok niej wyciągnął tylko w jej stronę rękę, po czym bron niemal natychmiast wpadła w jego dłoń. Zaciągnął kaptur na głowę, aby bardziej zasłonić swa twarz, stojąc wyprostowany wbił trzonek kosy mocniej w ziemie i skupił swa moc... Dookoła postaci zaczął wznosić się kurz a trawa i gałęzie zaczęły drgać, po chwili unosząc się lekko nad ziemia powiedział niemal niesłyszalnie –,,Arivielle" – po czym znikł.
- Ona jest moja! – to nie był glos żadnej żyjącej istoty.
- Ari? – Aruga spytał się donośnym lecz spokojnym głosem, skupiając swą magie na otoczeniu. Dopiero po chwili dotarły do niego dziwne wahania energii... moc ta była potężna a jej źródło wyczuwalne było w ciele szarowłosej kobiety.
W jego myślach zarysowało się otoczenie, duża sala główna, nieliczne okna i słupy podtrzymujące strop. Po środku sali stała Arivielle a tuz obok trzymający ją mężczyzna po posturze sądząc był to Karllius.
Spod kaptura widać było tylko uśmiech Arugi, który powolnym krokiem skierował się w stronę kobiety, która szarpała się w uścisku Karlliusa.
- Zdradź swe imię pomiocie Ylotha! – rzekł głośno
- Arivielle – Glowa kobiety przekręciła się w nienaturalny sposób i wbiła oczy pełne pustki w stronę zakapturzonej postaci.
- Jak cie zwą demonie? Może Al'Hazred , Bosobo bądź Hotep?
Karllius przystawił swój sztylet do szyi kobiety i krzyknął –,,Przetnę jej gardło a kiedy ona zginie zginiesz i TY". Po sali rozległ się demoniczny śmiech... Demon odepchnął postacie od kobiety ciskając je o ściany. Opętana kobieta wyciągnęła sztylet i powoli zmierzała ku Karlliusowi.
Po ocknięciu się Aruga powstał i wyciągnął swój sztylet z obsydianowym ostrzem i hebanowa raczka, po czym zaczął wycinać na swych dłoniach symbole. Na jednej ręce wyciął symbol Ylotha – szpony – na drugiej symbol jego Boga Netherilla – laski. Krew zaczęła spływać po jego palcach i skapywać na ziemie a sama postać z opuszczona głowa wypowiadała niezrozumiale słowa.
Drzwi od chaty otworzyły się a mocny powiew wiatru wdarł się do sali... Pustka i cisza...
Jako pierwszy nadleciał kruk a następnie do sali weszła niedźwiedzica.
- Badb – rzekł Karllius.
- zbierzcie mych wyznawców a skończymy to, co się zaczęło w mej świątyni spotkamy się w świątyni Ylotha, gdy będziecie gotowi... Niedźwiedzica stanęła na swych potężnych tylnych łapach, po czym opuściła sale.
- o Aruga przyszedłeś popatrzeć jak ćwiczę? – słowa kobiety brzmiały beztrosko.
- można tak rzec Ari... - Aruga nie chcąc wspominać o tym, co się wydarzyło skierował się ku balkonowi.
Jeszcze przez chwile kobieta rozmawiała z Karlliusem, po czym pożegnawszy się wyszła z chaty na spoczynek.
- Badb... chce pokonać Ylotha... - stwierdził spokojnie Karll do Arugi
- tak wiem, ale boje się ze jej moc może być za słaba Yloth opanował juz Trinsic jest mocniejszy – w glosie Arugi można było wyczuć zaniepokojeni.
Po dłuższej rozmowie obaj zgodzili się w kwestii ze sama Badb może być nie wystarczająco silna i poprzez Aruge, który służy Nethrillowi wezwali go na pomoc w tej potyczce...
Tytuł: Odp: Z demonem jej do twarzy
Wiadomość wysłana przez: muczaczo1986 w 2014 01 04, 12:38:12
http://www.youtube.com/watch?v=oXLHFptoQ_A



Pewien mroźny wieczór... W Yewiańskiej karczmie słychać spory zgiełk...

Dwie kobiety... Poludniowiec... Łysy człowiek... i ktoś z kosturem....

Po przeciwnej stronie karczmy, na dachu banku... idealnie zlana z cieniem sylwetka....

Nogi zwisające z dachu... W dłoni coś podłużnego, przyłożonego do twarzy...

Ciche słowa wyszeptane do siebie...

-  Każdy człowiek żyje, wierząc w to, co wie, oraz w to, czego doznaje.
   Sumę tych doświadczeń zwie rzeczywistością.
   Lecz wiedza i poznanie to pojęcia niejednoznaczne,
   są niczym więcej jak tylko ułudą, iluzją wykreowanego przez siebie świata...

Uśmiech pełen ironii...

Po chwili krzyk... Przerażenie... Bite szkło... i dzwięk zatrzaskujących się drzwi...

Dach po drugiej stronie był już pusty... Cały czas był....


Tytuł: Odp: Z demonem jej do twarzy
Wiadomość wysłana przez: kisiel w 2014 01 06, 23:57:55
Pomieszczenie domostwa było dość dawno nieużywane... kurz pokrył całą podłogę, jedynie wiatr wpadający przez bramę na taras starał się uprzątnąć nieco szarego pyłu, jednak o dziwo.. chyba tylko nie on. Ślady na podłodze zdradzały, że mimo iż budynek stał na odludziu i wyglądał na opuszczony ktoś wciąż korzysta z jego wnętrza, kroki.. ślady upadków.. a nawet turlania. Czyżby ktoś podjął się sprzątania w tej ruderze?
*************************************************************************************

Jego szczęka kłapnęła mechaniczne, gdy rzucony jak szmaciana lalka poleciał na ścianę... zdążył rozejrzeć się po pomieszczeniu i zatrzymać wzrok na dziewczynie. Splunął krwią nim osunął się na podłogę. Niebieskimi ślepiami wgapiał się w nią szukając jej wzroku wciąż starając się złapać oddech. Jego mina zdradziła zdziwienie gdy spojrzał na odległość jaką pokonał w locie...  po chwili zdał sobie sprawę z sytuacji i zmarszczył czoło biorąc pierwszy oddech od czasu przywitania się ze ścianą. Kobieta z uśmiechem spojrzała na mężczyznę, z wolna zbliżając się ku niemu. Jednak to nie był jej uśmiech. Widział go przecież tyle razy. Kiedy nienaturalny głos wydobył się z jej ust zaklął siarczyście i łapiąc łapczywie kolejne hausty powietrza podniósł się na trzęsących nogach wsparty plecami o mur za nim. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa... Zbliżała się w jego kierunku powoli, wyglądała inaczej niż przed chwilą. Jej zdenerwowanie całkowicie zniknęło z twarzy. Uśmiechając się niemalże anielsko sprawiała wrażenie jakby nic się nie stało. Puste spojrzenie jej szarych, slicznych oczu i szepty rozlegające się w domostwie wydawały się nic nie znaczyć.. gdy tylko spojrzało się na jej uśmiech.

- Psia mać... to niemożliwe... Ocknij się! Do cholery nie pozwól mu!
Chciał zapewne wykrzyczeć, ale jego usta zdołały tylko wysapać niewyraźnie kilka słów w jej stronę.
Kobieta przekrzywiła nieco głowę wpatrując się niego, jej prawa dłoń sięgnęła ostrza skrytego przy udzie, zaraz pod krańcem spódniczki. Wciąż z anielskim uśmiechem jej usta rozchyliły się... a głos który wydobył się z nich na pewno nie należał do niej.
- Myślałeś... BUAHAAHAH
Kobieta wybuchła ochrypniętym śmiechem, szepty powtórzyły chóralnie za nią. Spojrzała na niego z politowaniem... a jej śmiech po chwili zamilkł.

- Myślałeś.. że jakimiś świecidełkami możecie mi coś zrobić? To było jak ukąszenie komara...
Dłoń kobiety skierowała ostrze w jego kierunku i zerwała się do biegu. Chciał skoczyć w jej kierunku i wyrwać nóż. Jego ciało jedynie drgnęło, uderzenie o ścianę było zbyt mocne. Poleciał po ścianie w ostatnim momencie, gdy kraniec ostrza uderzył w mur, sypiąc kilka iskierek pod jej nogi... Dziewczyna przekrzywiła głowę w jego stronę i zamachnęła się zamaszyście nożem. Stal śmignęła przed torsem mężczyzny. Gdy tylko uchylił się wykonała serię pchnięć w jego kierunku. Nie pozostało mu nic innego... Zrobił kilka kroków w tył i upadł starając się jak najbardziej oddalić od noża.

- Cholera Ari! Obudź się! Myśl o Arivianie i Vernie!
Przystanęła na moment słysząc imiona kobiet, jej dłoń oparła ostrze o kamienną ścianę jakby nad czymś myślała. Zamrugała kilka razy oczami, które zawzięcie wpatrywały się w twarz mężczyzny. Z zamyślenia wyrwały ją mnogie szepty a jej oczy znów zdradzały pustkę...

- Nie wahaj się.. sprawdź jak to jest! Przecież on jest nikim... zrób to teraz! Jest słaby.. jak kundel!
Kobieta ruszyła w jego stronę sunąc ostrzem po ścianie. Skrzypiący dźwięk i sypiące się iskry z dociskanego do ściany z nadludzką siła noża sprawiły, że mężczyzna wsparł się na łokciach próbując odczołgać w tył. Widząc jej uśmiechniętą twarz i puste spojrzenie, pierwszy raz w jej obecności poczuł się osaczony i bezradny.. Zrobiła kilka kroków z towarzyszącym jej dźwiękiem ocieranego o kamień żelastwa, gdy mężczyzna nagle wrzasnął:

- Verna! Ariviana! Myśl o nich głupia! Nie poddawaj mu się!
Powietrze w pomieszczeniu zdawało się gęstnieć, szepty jakby osłabły a kobieta zawahała się przy następnym kroku. Zaprzeczyła nagle głową z mokrymi oczami, do których niespodziewanie napłynęły łzy. Pukle jej włosów zafalowały wokół głowy gdy potrząsnęła nią energicznie na boki. W mgnieniu oka za kobietą pojawił się brunatny krąg na ziemi, który formował się w jakieś niezrozumiałe wyrazy aby nagle wystrzelić w górę formując portal... Zakapturzony mężczyzna zwolna wyłonił się z portalu.

https://www.youtube.com/watch?v=k1D-jnw0MSM
Tytuł: Odp: Z demonem jej do twarzy
Wiadomość wysłana przez: gmyru w 2014 01 07, 20:19:48
Normalny wieczor, przejzyste niebo pelne gwiazd, lekki cieply wiatr oraz blysk latarni które rozświetlają droge do banku Yew. Siostry które jak często maja w zwyczaju chcialy spędzić wieczor na tancach w pobliskiej karczmie, siedząc w banku popijając wino z dzbana rozmawialy glosno i pelne radości przygotowując się do wyjscia.
- witajcie – znany glos siostrom dobiegl od strony wejścia do banku.
- witaj zakapturzony – starsza siostra jak to ma w zwyczaju odpowiedziala dosyc chlodno.
-  można was prosić na slowko? – w jego glosie wyczuwalne było zdenerwowanie.
Siostry skinęły lekko glowami i skierowaly się ku wyjsciu.
- Ari pora rozwiązać kwestie demona – stwierdzenie Arugi było stanowcze.
- Jakiego demona? Już go nie ma odpuścił sobie – Ariviana słysząc to zdanie i jej ton przewróciła tylko oczami wiedzac już ze Arivielle klamie.
- Ari... - Aruga uniosl glowe w strone młodszej siostry a z pod kaptura dostrzec można było jego cale biale oczy.
Rozgladajac się dookoła i widzac karcacy wyraz twarzy swej starszej siostry oraz wyprostowana posture mężczyzny skinela lekko glowa i powiedziala cicho:"no dobra jest"
- możemy się go pozbyc ale do tego potrzebuje waszego zaufania... zaufajcie mi bardziej niż zwykle a wszystko się zakonczy – odwrocil glowe w strone Ariviany jak i Arivielle.
Po chwili namysłu siostry przytaknęły lecz ich niepewność była wyczuwalna.
- Chodzmy – Aruga ruszyl w kierunku zachodniego wyjscia z Yew i skierowal w na polnoc w strone morza.
- a mialy być tance i zabawa – na twarzy Arivielle pojawil się grymas, mówiąc to odłożyła dzban winna pod drzewem i ruszyla wraz z siostra za zakapturzonym mezczyzna. Droga minela w ciszy i spokoju, po krotkiej trasie zza drzew można było zauważyć dobrze znany siostrom budynek...
-swiatynia Badb? – Arivielle popatrzyla z zaskoczeniem na Aruge a ten w odpowiedzi skinal glowa.
Ze świątyni wyszedl mezczyzna w czarnej todze z kijem w reku.
- Witajcie – skinal glowa w strone siostr które były wyraznie zaskoczone jego obecnością.
- Witaj mosci Aredzie – Aruga przywital Areda a czujac zdziwnie siostr dodal – ,,Ared jest kaplanem Badb a ta pomoze nam w walce z demonem".
Po chwili zza krzakow wyłoniła się kolejna postac majaca w reku dwa ostrza.
- ooo Karll witaj – uśmiech pojawil się na twarzy młodszej z siostr.
- witajcie –nim Karllius zdarzyl odpowiedziec, kolejny glos rozlegl się z drugiej strony a należał on do Vinggarda.
Siostry odwróciły się w strone Vinggarda a Arivelle zauwazyszy go zlapala się za rane na szyi i lekko skinela glowa.
- wszyscy – Aruga uniosl lekko glowe a spod kaptura widac było lekki uśmiech po czym dodal –,, Aredzie Badb ukazala się mi i Karlliusowi nie dalej niż kilka dni temu prosila o zebranie jej wyznawcow Ty jako Kaplan możesz wzmocnic jej moc gdyz ta chce pokonac Ylotha i jego pomiot który jest w ciele tej kobiety" – odwrocil glowe w strone Arivielle i wskazal ja swa kosa.
Ared skinal glowa w zrozumieniu i potwierdzil swa pomoc poprzez modlitwe jak i również zacisnął reke na swym kiju:" wspomoge nie tylko modlitwa lecz i orezem a z Ylothem mam swoje wlasne porachunki wiec przyjemnością będzie dla mnie spotkanie się z jego pomiotami"
Aruga wyciągnął reke przed siebie wypowiedzial pare slow zakreślił kosa okrag i z jego reki błysnęła niebieska kula energi która wypełniła wczesniej zakreślony kształt.
- ,, W takim razie w droge" – wskazal reka utworzony portal... a osoby obecne powoli jedno po drugim przechodzilo na druga strone...