Zmierzchało już, kiedy młoda kobieta energicznym krokiem przemierzała uliczkę w Skara Brae.
Nagle spośród zalegających pod żywopłotem cieni wyprysnął czworonożny kształt, rzucając się jej wprost pod nogi. Przed stratą przynajmniej dwóch zębów w spotkaniu z miejskim brukiem uratował ją wyłącznie mocno ściskany kostur. Czworonóg naturalnie nie zwrócił na to uwagi, krążąc z wywieszonym ozorem wokół łapiącej ciężko powietrze kobiety.
Lithari westchnęła ciężko, rozpoznając co też – nie pierwszy raz zresztą – napędziło jej takiego stracha. Gasnący blask dnia odbijał się na białym futrze sporej wielkości wilka, a przynajmniej czegoś, co najbardziej wilka przypominało. Stworzenia znanego powszechnie jako miastowy kundel, ,,pchlarz" i – jeśli tylko zwęszyło w czyimś plecaku jakieś jedzenie - niepoprawny żebrak.
Przykucnęła i potarmosiła bestię za uszami; promieniująca od stworzenia radość wręcz nie pozwalała postąpić inaczej. Czworonóg odwzajemnił się, jak to miał w zwyczaju - obśliniając jej pół twarzy. W jego oczach płonęły rozbawione ogniki. Po czym nagle przygasły; stworzenie cofnęło łeb w wyrazie głębokiego zastanowienia, po czym potężnie kaszlnęło. Oczywiście na ledwie co wytartą kobiecą twarz.
- Ty pieronie ty! – Lithari poderwała się gwałtownie i machnęła kijem. Stworzenie w jednej chwili zniknęło jej z oczu, pewnikiem wracając w krzaki, ona zaś podjęła przerwany marsz w stronę banku. Jak się okazało, ledwie na chwilę, bowiem po paru krokach suchy kaszel rozdarł jej płuca. Energicznie obtarła dłonią wilgoć, którą poczuła w okolicy ucha, roztarła ją między palcami i dopiero po chwili dotarło do niej, że pół dłoni ma umazane świeżą krwią.
***
Następnego dnia, już po pozbyciu się dokuczliwej przypadłości (hemofilii wampirzej, jak stało w otrzymanej od władczyni Cove księdze) uzbrojona w fachową wiedzę kobieta stanęła przed tablicą miejską. Wydobyty zza pazuchy rysik rozpoczął szybką wędrówkę po kolejnych skrawkach papieru. Wkrótce ,,Objawy: zawroty głowy", ,,...eliksir wytrzymałości...", ,,...potwierdzone ogniska choroby...", ,,Aby otrzymać lekarstwo, zwróć się do rady miejskiej..." i tym podobne wyrażenia pokryły niemal połowę dostępnej powierzchni.
Tymczasem w Skara Brae...
(http://www.awesomelyluvvie.com/wp-content/uploads/2013/05/Tumbleweeds2.gif)
Ja tam Skara lubię. Przynajmniej mi wilki sandałów nie kradną. A przygoda zacna, widać bez scen zbiorowych też się da.
brawo Ysska :)
ps.
widać kwiatku dawno nie byłeś w Skara :) jakoś sobie radzimy.
Wilk Roznosiciel Zarazy? takie cuda tylko w Skara :D