Pięćdziesiąt wiosen miał na karku, lecz mimo to był wciąż silny i sprawny. Miał duży, bogato wystrojony dom. Pełna złota skrzynia bankowa. Wiele wspaniałych znajomości. Cóż więc potrzeba mu było więcej?
Przybył do Niego z potrzeby ducha. Ducha pełnego wątpliwości.
Świątynia Valstora była taka jak ją wiele razy wcześniej zastał - puste wnętrze, skromny kamienny ołtarz ze skrzynią na datki, parę reliktów błyskających w pomieszczeniu, jak chociażby zbroja należąca do jednego z Czempionów. Przyglądał się temu wszystkiemu w milczeniu. Nie przeszkadzało mu to. Nie było to teraz ważne.
Przyklęknął naprzeciw ołtarza tak by móc widzieć Jego święty symbol. I począł modlić się...nie, bardziej rozmawiać. Nie umiał wyrazać swych myśli kwiecistymi mowami, więc jego słowa były proste i płynęły od serca. Mówił o swojej wierności, wdzięczności, lecz także o tym co trapiło jego od dawna...
- Czym ja godny...?
Kapłan, który krążył po świątynii i wydawał się zaobsorbowany własnymi sprawami przemówił. Uleczył rany ducha i wlał nową nadzieję w serce wiernego. Słowa jego, choć przepełnione mistyką i mądrością były jasne i klarowne.
Jak gdyby na potwierdzenie tego, święty symbol zabłysł, zaś nad nim ukazały się złote świecące runy, niby utworzone z mgły, które zaraz też rozwiały się po chwili. Zdawały się być czymś niezrozumiałym dla kogoś, komu obca była magia...ale jakimś sposobem napis był dla niego czytelny.
"Pamiętaj."
- Tak, bendem pamiętał. Dla cie mój boże.
Wiedział już co ma czynić.
__________________
Taki mini evencik, który mnie dzisiaj spotkał. Dziękuje miejscowemu Ojcu Dyrektorowi za to, że umocnił w wierze pokornego sługę Valstora. ;)
Spotkac kogos w Swiatyni to pociecha ducha... dziekuje Ci zes tam wstapil.
ps. nie jestem Ojcem
Cytat: "Gofer"ps. nie jestem Ojcem
To tak pieszczotliwie. :P