CZEŚĆ I – Tajemniczy pergamin Była spokojna, ciepła noc. Nic nie zapowiadało, że właśnie tej nocy wydarzy się coś niespodziewanego, coś co odsłoni stare karty historii Zamku... a jednak.
Lekki powiew wiatru, niebo pełne gwiazd, a wśród nich wielki jasny księżyc, gładka tafla morza, która przecinał szybko płynący statek Noriego zmierzający do portu Srara Brae.
Straż przybrzeżna już z daleka dostrzegła zbliżającą się łódź. Pojawiły się światła lamp, przystań nagle ożyła, oczekując na przybysza. Statek był coraz bliżej aż w końcu przybił do jednego z pomostów. Wartownicy z wolna podeszli zaciekawieni przybyłą postacią, jednak ujrzawszy blado-skórego demonicznego sługę zatrzymali się w miejscu. Wymieniwszy między sobą kilka słów rozeszli się na boki...
Nori widząc, ze nie jest tu mile widziany, zebrał wyposażenie i szybkim krokiem ruszył w stronę stajni. Idąc w ciemności dostrzegł leżący przy brzegu jakiś błyszczący przedmiot. Zatrzymał się na chwile, a oczy jego zamigotały lekką czerwienią. Rozejrzał się niepewnie, jednak nie widząc już nikogo podszedł bliżej wyraźnie zaciekawiony. Tak.. to była mała butelka odbijająca światło księżyca. Wyrzucona przez morze, oblepiona glonami i porostami, dokładnie zakorkowana, wyglądająca na dosyć starą i co najważniejsze z nieznaną, wzbudzającą ciekawość zawartością.
Nori dokładnie obejrzał znalezisko po czym schował do jednego z worków i dalej ruszył w swoją stronę...
Po przybyciu do Zamku i pozostawieniu w banku łupów z nocnego polowania postanowił zająć się znalezioną butelką.
-
Może to mapa skarbu albo jakieś ważne pismo - myślał Nori.
Szybkim ruchem uderzył butelką o kamienny stół, przy którym siedział. Echo pękającego szkła rozniosło się po długim, pustym korytarzu. Tajemnicza butelka ujawniła swoja zawartość. Mały zwinięty kawałek pergaminu, dosyć mocno zniszczony przez czas i słońce, pełen dziur i niewyraźnych słów. Nori dokładnie zaczął przyglądać się zapiskom. Niewiele dało się jednak odczytać i zrozumieć. Słowa niepełne, tusz miejscami rozmazany lub wyblakły. Po kilku dłuższych chwilach spędzonych na dobieraniu i odczytywaniu brakujących liter i słów postanowił podzielić się z innymi swym znaleziskiem, odkryciem można rzec.
-
Starsi na pewno będą więcej wiedzieli - dodał cicho pod nosem wstając z wolna i ruszając w stronę komnaty bankowej.
Przechodząc przez dziedziniec Zamku, ku swojej uciesze, zobaczył trenujących braci i siostry.
-
Aura sprzyja - rzekł cicho do siebie -
Są wszyscy.Szybkim i stanowczym krokiem ruszył w stronę zebranych. Wzrokiem rzucił na każdego z obecnych.
-
Saath! - syknął głośno uśmiechając się nieco
-
Saath Nori ! - rozległo się ze strony każdego z osobna łącząc się w jeden wspólny gest powitania
-
Znalazłem coś co powinniście zobaczyć – dodał po czym uniósł w górę trzymany w ręku stary pergamin.
Wszyscy szybko zebrali się wokół Noriego wyraźnie zaciekawieni kawałkiem dziurawego pergaminu, który szybko i zwinnie wędrował z rąk do rąk każdego. Kiedy wszyscy zapoznali się już z treścią karty wspólnie zaczęli rzucać mysli dotyczące brakujących słów i liter tak by powstał z tego nowy spójny tekst pozwalający im odkryć zapisaną tajemnicę. Widza każdego z wampirów była przydatna i wspólnie mogła pomóc im odszyfrować zapiski.
(http://s28.postimg.org/wg5n18mt9/Bez_tytu_u22.png)
-
Wkroczyła Aise - rzekła pierwsza Matylda
-
wyklęta ukradła i ukryła klucz... - dodała Firiel spoglądając na kolejne słowa tekstu
-
.. do tajemniczego przejścia Elizjum – kiwając głowa dodała Arayrien
-
.. w czeluściach - nieco ciszej Ellyn
-
Świątynia Glaaifhesta – wspólnie Lea i Moira wymawiając ostatnie zapisane słowa
Nastała chwila ciszy jakby każdy juz teraz z osobna układał sobie w głowie odczytane słowa pergaminu. Teraz juz wiedzieli, gdzie muszą zacząć swoje poszukiwania wspomnianego zaginionego klucza. O jakie przejście moze chodzić, kim może byc wyklęta, co może ich spotkać po drodze? Wszyscy stali dłuższą chwilę zerkając tylko wymownie po sobie.
-
Chyba czas się zbierać – powiedziała głośno i stanowczo Arayrien
Wszyscy zebrani raz jeszcze rzucili spojrzeniami po sobie po czym ruszyli w stronę banku uzupełnić zapasy i przygotować się na wyprawę...
CZEŚĆ II – Spalony słońcem
Dzień dobiegał końca. Śmiałkowie już gotowi, zebrani na dziedzińcu Zamkowym czekali niecierpliwie aż słońce na powierzchni schowa się by spokojnie pod osłoną nocy ruszyć w drogę.
W pełnym skupieniu spoglądali jedynie na siebie dosyć wymownie kiwając głowami.
Zbroje ich błyszczące, broń naostrzona, worki przy pasach magów pełne ziół. Po dłuższej chwili zamyślenia i oczekiwania w milczeniu dłoń Noriego z wolna uniosła się w górę dając jakiś znak.
Z ciemnego korytarza łączącego się z dziedzińcem szybkim krokiem zbliżał się stajenny prowadząc gotowe do podróży wierzchowce. Każdy z obecnych szybko zaczął sprawdzać czy wszystko niezbędne mają przy sobie. Zgrabnie i szybko jeden za drugim zaczęli wskakiwać na konie i rumaki. Arayrien uniosła nieco głowę dając znak, że wszystko gotowe i czas ruszać.
- Nie wiemy co nas może spotkać, lecz tajemnica, która tam czeka musi zostać odkryta – dodała Firiel ruszając jako pierwsza.
Grupa śmiałków ruszyła za władczynią gotowa na wszystko. Głowy ich pełne niepokoju jak i ciekawości. Nie wiedzieli co może czekać na nich w niezbadanych i dawno już zapomnianych korytarzach świątyni.
Droga minęła im szybko, bez większych problemów. W ciągu godziny stanęli przed zniszczonym wejściem do świątyni. Księżyc oświetlał mała polanę, na której znajdowało się owe wejście. Porozrzucane głazy, stare, zniszczone przez czas i słońce powalone posągi, pośród których
znajdowały się kręte schody prowadzące w dół w głąb ziemi. Stojąc jeszcze chwilę w pełnym zamyśleniu jak i zachwycie rozglądali się wokół. Pozostawiwszy wierzchowce udali się z wolna w stronę wejścia. Długie, wąskie schody, które prowadziły do pierwszej z komnat, która dobrze była im znana. To tutaj organizowali różne zebrania. Zdobnie wystrojona, piękna, bogata. Jednak to nie ona była ich celem. Miejsce, o którym mówił pergamin znajdowało się dużo głębiej. Kręte, ciemne korytarze pełne pułapek, ukrytych przejść i drzwi. Komnaty grobowe. Miejsce dawno zapomniane, nieodwiedzane od wieków. Jednak starsi wiedzieli jak je odnaleźć i dostać się tam bez problemów.
Szli jedno za drugim, wolno i spokojnie, cały czas w milczeniu. Droga dłużyła się strasznie. W końcu stanęli przez masywnymi kamiennymi drzwiami.
- To tutaj – rzekła spokojnie Arayrien
- Tak.. to tutaj – przytaknęła kiwając lekko głowa Firiel
Drzwi były lekko uchylone, wystarczająco by każde z nich mogło się przecisnąć. Po chwili wszyscy znaleźli się w dużej sali. Nim zdąrzyli się dokładnie rozejrzeć, wzrok ich skierował się w jeden z kątów grobowca.
- Ktoś tam jest.. - powiedział cicho Nori po czym z wolna ruszył przed siebie
Ruszyli. Dłonie ich mocniej zacisnęły się na broni.
- To jakiś wampir – dodała Ellyn przyglądając się postaci
Rzeczywiście. Był to skulony w kącie wampir. Jednak jedyne co potrafił wydać z siebie to jeden, wielki i niezrozumiały bełkot.
- Kim jesteś? Co tu robisz? Szukamy klucza do ukrytego przejścia, wiesz coś? -pytali jedno za drugim
Jednak ich pytania nie znalazły odpowiedzi. Powykrzywiana postać wampira wstała z wolna po czym dziwacznie kręcąc głową spojrzeniem rzucała na każdego ze stojących przed nim.
Niezrozumiały bełkot zmienił się w nieco wyraźniejsze i już bardziej zrozumiałe słowa.
- Kim jesteś i co tutaj robisz? - powtórzyła pytanie Lea.
- Służki hrabiny, tak służki! Widzisz, widzisz! Nic im nie mów! - wybełkotał wampir chyba sam do siebie
- Szukamy klucza do pewnego miejsca. Wskazówki przyprowadziły nas tutaj, do Ciebie.. - dosyć wolno i wyraźnie dodała Ellyn licząc na jakąś odpowiedź.
Wampir jednak jakby nie słysząc co się do niego mówi, kontynuował rozmowę ze sobą.
- Szukają klucza! Widzisz! Ale my nic nie wiemy i nie powiemy! Tak, tak!
- To jakiś obłąkaniec – z grymasem na twarzy powiedziała Arayrien – Przeszukajcie dokładnie komnatę, a ja z nim jeszcze porozmawiam – dodała
Grupa wampirów rozeszła się po sali dokładnie przeglądając księgi i zaglądając do wszystkich skrzyń. Arayrien podeszła nieco bliżej do nieznajomego. Szybkim ruchem złapała go za szyje po czym uniosła do góry. Uścisk jej mocny, jednak dający swobodę, tak by wampir mógł coś powiedzieć.
- Gadaj co wiesz! - krzyknęła stanowczo – Jeśli nie, to będą twoje ostatnie chwile na tym świecie
Wampir rzucając się w potężnym uścisku jednak nic nie powiedział. Wydawał z siebie jednak ten sam niezrozumiały bełkot. Zirytowana już całą sytuacją Arayrien rzuciła nim silnie o ścianę.
Upadł na kamienną podłogę półprzytomny. Chwyciwszy swą kosę Arayrien podeszła do niego szybko i już miała wykonać ostateczny cios..
- Hrabina Was pokara ! Tak! Ona ma klucz, ale nikt go jej nie odbierze! - powiedział leżący wampir po czym opadł na podłodze nieprzytomny
Wzrok wszystkich zebranych w sali skierował się w jego stronę słysząc wyraźnie słowa. Podeszli szybko stając wokół obłąkanego wampira.
- On jednak coś wie.. związać go i zabrać do zamku – głośno Firiel
Rozkaz szybko został wykonany. Po sprawdzeniu pozostałych zakamarków sali i nie znalezieniu niczego co mogło być przydatnym ruszyli w drogę powrotną. Kiedy dotarli do pierwszej sali, w której znajdowały się schody wyjściowe, na powierzchni był już dzień, słońce było wysoko, a jak wiadomo nie służy ono wampirom. Ellyn, która niosła odnalezionego, stanowczym ruchem rzuciła go na schody. Każdy z obecnych zarzucił na głowę masywny, dokładnie kryjący kaptur.
- Przygotujcie się dobrze, musimy isć po konie, a będzie przypiekać – dodała przy tym – potem wróćmy tutaj, otworze nam magiczną bramę do Zamku
Szybkim krokiem jedno za drugim ruszyli w górę. Kiedy zabrali już wierzchowce i wracali do świątyni, oczom ich ukazał się niepokojący widok. Pozostawiony na schodach wampir wypełzł z głębi ruin niczym robak z ziemi. Stanęli przyglądając się jak słońce trawi marne ciało wampira, pozostawiając jedynie garstkę popiołu. Nie było szans by go uratować.
- Nasza jedyna szansa by czegoś się dowiedzieć.. spłonęła – wyrzekł zrezygnowany Nori
- Wracajmy bo i nas to dopadnie – dodała Lea
Jedynie Ellyn zatrzymała się na chwile by zebrać resztki wampira do małej sakwy po czym i ona zniknęła w ciemnościach świątyni.
- Jestesmy w punkcie wyjścia moi drodzy – Firiel
- Czas wracać, nic tu po nas – Arayrien – może nasz Traumaturg coś będzie wiedział. To nasza ostatnia szansa.
Otworzywszy magiczne przejście, wrócili zrezygnowani. Mając jedynie stary pergamin i garść popiołu postanowili udać się do maga zamkowego..