DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Masa w 2014 08 08, 14:19:36

Tytuł: Festiwal Śmierci
Wiadomość wysłana przez: Masa w 2014 08 08, 14:19:36
Akolita Netherila podróżował wśród spalonych przez wulkan ziem Zachodniego Kontynentu, wybijając po drodze wszelkie plugastwo i odsyłając dusze ku swemu Panu. Zmierzał w kierunku serca wulkanu chcąc ubić kilka smoków.
- Zmierzacie Panie ku wejściu? – nieoczekiwany głos zabrzmiał za jego plecami.
- Nie Twoja sprawa człowieku – odpowiedział spokojnie patrząc w oczy rosłemu wojownikowi, który zajadał czarne grzyby.
- Pozwólcie mi udać się z Wami. Znalazłem dziwne ślady. Wewnątrz mogą kryć się skarby – odrzekł berserker.
- Czemu nie – pomyślał akolita – kolejna nędzna dusza zasili armię Boskiego Zwiastuna Śmierci.
Ruszyli ku wejściu.
Ubili kilka młodych smoków, po czym ruszyli głębiej. Wtem ich oczom ukazał się wielogłowy potwór – Hyrda. Wojownik w swym szale rzucił się na monstrum. Akolita wypowiedział kilka mrocznych inkantacji po czym ruszył do ataku. Walczyli dzielnie. Łby potwora kąsały zawzięcie, lecz dzielni wojownicy nie ustepowali pola. Hydra poległa. Sługa Netherila wyciagnał sztylet, po czym poderżnął każdą szyję wypowiadając słowa modlitwy. Kątem oka zauważył, że wojownik chowa coś do plecaka.
- Co tam ukrywasz człowieku?
- Ah... - wojownik wyciągnął wymięty kwiat – młoda alchemiczka...w Skara Brae...eee...miałem jej go dostarczyć. A może Ty jej to zawieziesz? – spytał wojownik.
Akolita skrzywił się lekko.
- Wyglądam Ci na gońca? – zapytał odziany w czerń mag.
- Zrobię co zechcesz...
- Powiedzmy...hm...materialne rzeczy mnie nie interesują. Zaniosę Twój kwiat ale... - wojownik przekrzywił dziwacznie głowę słuchając – Wrócisz tu niebawem i ubijesz Hydrę ponownie, będzie to ofiara, jej dusza, dla mego Boga. Nic więcej nie chce. Przyrzeknij, że to uczynisz!
- Masz moje słowo – przyrzeczenie rozbrzmiało głośnym echem po jaskini.


(http://i.imgur.com/HyV2xrJ.png?1)


- Jej imię?
- Zeverith...Panie.
Akolita wziął kwiat, spiął konia i odjechał bez słowa...






Sługa Netherila wkroczył na ziemie Skara Brae i udał się w kierunku Wieży Magów. Jego oczom ukazała się młoda alchemiczka odziana w błekit.
- Hej...dziewko – zawołał mag pokazując kwiat.
Oczy dziewczyny nabrały blasku.
- Wysłałam jednego, wraca drugi...nieważne – odebrała tajemniczą roślinę – potrzebne mi są kolejne składniki...
- Kobieto, czy ja wyglądam na posłańca? Chciałaś zielsko, masz i nie zawracaj mi głowy – odrzekł Akolita.
- Czekaj! Jeśli przyniesiesz mi jeszcze coś...wyjaśnię Ci wszystko. Nie pożałujesz... - usmiechnęła się tajemniczo.
Nie zastanawiał się długo.
- Mów czego potrzebujesz – odrzekł krótko.
- Rośnie w głębokich podziemiach, na pewno trafisz na niego na przykład w... - Zeverith zastanowiła się przez chwilę – Byłeś kiedyś w Khaldun? - kapłan skinął lekko potwierdzając – Na pewno przypadnie Ci to miejsce do gustu. Ruszaj więc, jasny grzyb, Księżycownik...proste? Proste...
Mężczyzna rzucił gniewne spojrzenie ku dziewczynie, machnął ręką i ruszył w drogę.






Lubił takie miejsca. Czuł się tu dobrze. Mroczna energia wypełniała jego całe ciało.
Zmierzał w głąb lochów wypatrując dziwnego grzyba o którym opowiadała alchemiczka. Wtem usłyszał przerażający śmiech.
- Spodziewałem się Ciebie Magu Śmierci – głos rozbrzmiał echem wśród ścian podziemi. Oczom Akolity ukazał się jeździec, przez niektórych zwany Ponurym Żniwiarzem – Tego szukasz? – odrzekł konny ukazując zawiniątko.
Sługa Netherila rzucił się do ataku, mierząc swym pudao w gardło Żniwiarza. Walczyli zacięcie. Mag wypowiadał mroczne inkantacje tracąc swą moc magiczną. Wróg walczył nieugięcie lecz został pokonany. Akolita chwycił grzyba w swe dłonie lecz szybko go odrzucił. Dziwna ciecz sącząca się z rośliny poparzyła mu dłonie uszkadzając szatę. Zawinął zdobycz w starą szmatę i czym prędzej ruszył w stronę wyjścia.


(http://i.imgur.com/gfwBnWE.png)






Szybkim krokiem wkroczył na sama górę Wieży Magów.
- Długo Ci to zajęło... - syknęła dziewczyna.
- Zabieraj to świństwo! – rzucił głośno Akolita oddając grzyba. Kobieta ujęła go delikatnie w swe dłonie i wrzuciła do szklanego pojemnika – Winnaś mi nową szatę!
- A ty jeszcze dwa składniki – uśmiechnęła się szyderczo.
- Wpierw gadaj, obiecałaś mi wyjaśnić – usiadł na ławce.


(http://i.imgur.com/0S8R8ZE.png)


- Cóż...tak. Zioła potrzebne mi są, by odprawić pewien rytuał – odrzekła Zeverith – to potężny obrzęd, który pozwoli mi posiąść pewną moc... - zamyśliła się na chwilę – mogę pokazać Ci jej namiastkę jeśli chcesz.
Akolita machną ręką na znak zgody.
- Wyciągnij dłoń – powiedziała alchemiczka.
Tak uczynił. Kobieta chwyciła grzyba i wycisnęła kilka kropel jadu na skórę maga. Ta po chwili tkanka zaczęła czernieć.
- Cofnij to! Już!
- Nie potrafię, jeszcze nie. To kolejny powód, dla którego mi pomożesz – zaniosła się szaleńczym śmiechem.
- Nie przeginaj struny! – rzucił Akolita podstawiając ostrze pudao do szyi dziewczyny.
- Naprawdę nie radzę – uniosła dłoń i odsunęła delikatnie ostrze od siebie – Muszę zająć się tym co mam – kontynuowała spokojnie – Inaczej składniki stracą swe właściwości. Ręka będzie służyła dobrze...z tym że...no czuć w niej to za wiele nie będziesz. Znajdę Cię niebawem.
Akolita skrzywił się lekko po czym wyszedł szybkim krokiem.






Sługa Netherila oddawał się modlitwie, gdy w okiennicy nekropolii ukazał się gołąb. Do nogi miał przywiązaną małą karteczkę.
- Głupia dziewka... - odrzekł mag spoglądając na list. Wsiadł na konia i udał się w kierunku bram Skara Brae.
Czekała na niego.
- Jesteś... - odrzekła – chodź, w wieży są zbędne pary uszu.
Udali się do siedziby starego, głuchego zielarza.
- Tu porozmawiamy. Jak twoja dłoń, wróciła do normy – zerknęła zaciekawiona.
- Jak widać bez zmian – kapłan podciągnął rękaw swej szaty – Mówże prędzej o co chodzi.
- Śpieszno Ci gdzieś?
- Nie Twoja sprawa kobieto, mam swoje problemy – uciął krótko.
- Zdobędziesz dla mnie kolejne reagenty? Moja sprawa nie może czekać w nieskończoność.
- Zdobędę, zdobędę...
- Zatem słuchaj czego mi potrzeba. W jaskiniach nieopodal Destard, uwił sobie leże Bazyliszek – odrzekła – to niezwykle rzadka bestia, zajęło mi nieco czasu, by zlokalizować osobnika. Zabijesz go dla mnie i przyniesiesz mi jego serce.


(http://i.imgur.com/US9RXVM.png)


- To wszystko? – zapytał zdegustowany mag.
- Cóż, są jeszcze dwie rzeczy, jeśli chcesz się zająć nimi od razu...
- Mówże kobieto i oszczędź mi tych katorg – wymamrotał.
- Im prędzej tym lepiej. Będę miała wszystko to szybciej zrobię eliksir....to znaczy...ten no...odprawie rytuał – zająknęła się kobieta – Nie ważne! Kolejna rzecz to woda życia ale za nic nie mogę znaleźć lokalizacji. Zdaje się na Ciebie – zerknęła na Akolitę – Ostatni składnik to zioło, zwane Trójgrotem, wysoka łodyga z ciemnymi liśćmi. Podobno widziano je w jaskiniach trolli nieopodal miasta Cove.
Te wskazówki wystarczyły kapłanowi. Odwrócił się i odszedł bez słowa.






Znał okolice Destard, bywał tam nie raz. Udał się na południowy-zachód poszukując śladów Bazyliszka. Po pewnym czasie zauważył na pniach drzew dziwne ślady pazurów. Podążał dalej tym tropem. Jego oczom ukazywały się skamieniałe zwierzęta. Domyślał się, co je spotkało. Wkroczył do najbliższej jaskini i spostrzegł Bazyliszka odpoczywającego na swym legowisku. Mag wzmocnił się wypowiadając kilka mrocznych zaklęć, naciągnął bardziej kaptur na głowię po czym niespodziewanie zaatakował szkaradę.
Walka nie trwała długo. Zaskoczony stwór przemieszczał się szybko na swych błoniastych skrzydłach lecz nie znalazł drogi ucieczki. Akolita jednym cięciem pozbawił życia bestię. Poderżnął jej gardło odsyłając cenną duszę ku Wrotom Otchłani. Ostrożnie wyciął serce i schował do plecaka.


(http://i.imgur.com/OWAvOkR.png)


Znalezienie źródła Wody Życia nie było trudne. Bywał tu często podtruwając strumień. Wiedział, że plugawi zwolennicy Requanisa odbywają tu swoje wędrówki. Miał nadzieje, wykończyć ich wszystkich.
Napełnił pustą butelkę po czym ruszył w kierunku Skara Brae.


(http://i.imgur.com/KnGkw74.png)






Akolita szybkim krokiem udał się na górne piętro chaty zielarza, gdzie czekała na niego Zaverith.


(http://i.imgur.com/AdNUtEd.png)


- tak...TAK! TAAAAAAK! – krzyknęła głośno kobieta.
- Ucisz się głupia! Bo straż się zleci.
- Teraz mam wszystko! Nareszcie! Wspaniale się spisałeś!
*ziewa* - Akolita.
- Obiecałam Ci wyleczyć rękę... - uspokoiła się dziewczyna wyciągając niewielki flakonik. Polała dłoń kapłana. Dłoń zaczęła się łuszczyć – To powinno rozwiązać problem. Skóra będzie złazić jakiś tydzień. Nowa tkanka będzie zdrowa.
- Co teraz z twoim tajemniczym rytuałem? – zapytał mężczyzna.
- Nie ma żadnego rytuału – powiedziała alchemiczka unikając jego wzroku.
- Nie przeginaj kobieto! Nie robiłem tego dla przyjemności! – krzyknął zdenerwowany Akolita – Obiecałaś, że doświadczę czegoś niezwykłego!
- Och nie martw się, nie wszystko jest kłamstwem – uspokajała go – te wszystkie składniki...dzięki nim, będę w stanie stworzyć eliksir, nadzwyczaj potężny dekokt. Dzięki tej miksturze, będę w stanie zniszczyć całe miasto!
- To brzmi lepiej – pomyślał
- Mikstura posiądzie niezwykłe właściwości, aczkolwiek jej przyrządzenie wymaga czasu i niezwykłych zdolności... - odrzekła.
*zdegustowany* - Akolita.
- Później weźmiesz ten eliksir, dolejesz do wszystkich źródeł wody, w którymś z miast...jeszcze nie zdecydowałam na które spadnie klęska.
- Boski Zwiastun Śmierci chętnie przyjmie w swe ramiona kolejne dusze! – powiedział głośno z błyskiem w oku.
- Potem ludzie zaczną chorować, umierać i mutować – kontynuowała z przejęciem w głosie.
- Dlaczego to robisz?
- To...już nie Twoja sprawa – alchemiczka uśmiechnęła się złowieszczo – Sprowadzenie chaosu na świat...czy to nie wystarczający powód?
- Wypełnienie służby u mojego Pana będzie wystarczającym! – odparł.
- Będziesz miał w tym swój udział magu, bądź cierpliwy, znajdę cię gdy nadejdzie czas...
Akolita odwrócił się zmierzając w stronę wyjścia.
- To dopiero będzie... - szepnęła – Festiwal Śmierci...


(http://i.imgur.com/gqb56DH.png)






Nadeszła jesień. Alchemiczka zniknęła. Akolita niecierpliwił się. Netheril domagał się kolejnych ofiar. Podły zakon Requanisa rósł w siłę – odprawiali swe głupie obrzędy napełniając jakieś kamienie mocą żywiołów.
*tfu* - mag splunął na ziemię, wypędzając myśli ze swej głowy.
Przez okiennice banku Ocllo wleciał gołąb. Przyniósł wiadomość.
- Nareszcie – skrzywił usta w nieznacznym uśmiechu.


(http://i.imgur.com/4oRzOgk.png)


Czym prędzej udał się do Skara. Ledwo poznał alchemiczkę – wyglądała inaczej. Emanowała z niej tajemnicza siła...a może to tylko pozory.
- Z wami wiecznie jest problem...napisz pilnie, czekaj do jesieni... - odrzekła.
- Trza było gońca przysłać a nie głupiemu ptaszysku kartki do nogi przypinać. Do rzeczy kobieto! Czego Ci potrzeba tym razem?
- Mikstura jest gotowa – powiedziała dziewczyna wyciągając dziwną butelkę z czerwonym płynem – To tylko prototyp, trzeba ją przetestować w małej skali, żeby sprawdzić jakie przyniesie efekty.


(http://i.imgur.com/ZFuKv8b.png)


- Blisko stolicy znajdziesz kilka wolno stojących domów – kontynuowała – To mała osada, myślę, że idealnie nada się do tego celu. Niech nikt Cię nie zobaczy – spojrzała groźnie na Akolite – śpiesz się!
Mężczyzna odwrócił się bez słowa i szybkim krokiem udał się ku wyjściu.






Niewielka wioska znajdowała się nie daleko portalu Brytanii. Kapłan zauważył małą studnię w centrum.
- Idealnie – szepnął.
Poczekał do zmroku miejąc nadzieję, że mieszkańcy udadzą się na spoczynek. Pod osłoną nocy zakradł się do studni i z przebiegłym uśmiechem na ustach wlał do niej cała zawartość flakonu.


(http://i.imgur.com/TNhS7Li.png)
Tytuł: Odp: Festiwal Śmierci
Wiadomość wysłana przez: Masa w 2014 08 09, 00:22:00
Odziany w czerń mag przebywał w siedzibie banku miasta Ocllo. Przeglądał swe skrzynie sortując zdobycze niedawnych wędrówek gdy usłyszał stukanie kija o podłogę. Zerknął przez ramię...


(http://i.imgur.com/eHaEjrB.png)


- Tym razem przyszłam osobiście. Za długo muszę czekać gdy Cie wzywam.
Akolita wybuchnął ironicznym śmiechem.
- To nie jest śmieszne – odparła zdegustowana alchemiczka – Zasialiśmy ziarno, teraz nadszedł czas zbiorów – uśmiechnęła się złowieszczo – Udasz się do osady i zbierzesz moje żniwo. Śpiesz się, zanim zrobi to ktoś inny...
Mag przeciągnął dłonią po ostrzu swego pudao.
- Przynieś mi próbki do analizy – kontynuowała Zaverith – Muszę zbadać wpływ mikstury na ich organizmy – złapała kapłana za ramię – Uważaj na siebie, to naprawdę nie są żarty, te istoty...obserwowałam je. Mówiłeś, że nie wiesz co co strach...ruszaj zatem.
Słowa były zbędne. Mężczyzna skinął lekko głową po czym wyszedł z banku. Przyzwał swego wiernego wierzchowca i udał się w kierunku portalu.






Gdy przybył na miejsce, nie zauważył niczego szczególnego. Ukrył się w śród drzew i wypatrywał osadników lecz nic się nie działo. Postanowił podjechać bliżej.


(http://i.imgur.com/bpTBUOB.png)


Usłyszał niewyraźne jęki. Zerknął w kierunku najbliższej chaty. W jednej chwili drzwi otworzyły się z hukiem i na zewnątrz wylazła zmutowana pokraka pokryta ropniami i bąblami z których wypływała ohydna maź. Spostrzegła jeźdźca i w swej szaleńczej furii rzuciła się ku niemu. Akolita spiął konia i rozpoczął szarżę. Jego pudao wirowało w opętanym tańcu raz po raz raniąc przeciwnika. Ten wydawał się całkowicie niewrażliwy na ból. Jego skóra pękała pod wpływem ciosów a zamiast krwi z ran wydzielała się dziwna ciecz. Mag czuł jak paznokcie bestii rozszarpują mu szatę i części zbroi.


(http://i.imgur.com/MdLZSZD.png)


Zmutowany człowiek przez cały czas bełkotał niewyraźnie jakby chciał coś powiedzieć.
Potwór atakował nieustępliwie lecz po jakimś czasie znacznie osłabł.
- Teraz albo nigdy – pomyślał Akolita, zakręcił swą bronią i jednym ruchem odciął przeciwnikowi cała rękę.


(http://i.imgur.com/MI3Hz7k.png)


Ciecz z rany chlusnęła mu na twarz. Po kilku następnych ciosach, pokraka padła martwa na ziemie. Kapłan zeskoczył z konia, wyciągnął sztylet i ostrożnie wyciął próbkę zarażonej tkanki.


(http://i.imgur.com/lenqRw3.png)


Po chwili usłyszał kolejne pojękiwania. Wyglądnął zza chaty. Kolejne dwa. Chwycił bron i ruszył na przeciwników.
Walka zdawała się trwać w nieskończoność lecz ,,moc śmierci" znów zwyciężyła. Kolejne dusze przeszły przez Wrota Otchłani zasilając szeregi mrocznej armii ,,Kościanego Smoka o kościach koloru hebanu".


(http://i.imgur.com/n31LgWO.png)     (http://i.imgur.com/AduXtUm.png)


Akolita pobrał kolejne próbki i ruszył do Skara Brae na spotkanie z alchemiczką.






Gdy przybył do siedziby zielarza, dziewczyna już a niego czekała.


(http://i.imgur.com/BDzjsXI.png)


- Zdobyłem próbki!
- Świetnie! Ale strasznie blady jesteś... - odparła zerkając na wybrudzoną od dziwnej mazi szatę maga. Widziała, jak dreszcze targają jego ciałem.
- Źle się czuję... - szepnął - To nic takiego...poradzę sobie. Mów co dalej robić.
- Cóż...znaczy mikstura działa prawidłowo. Dalej...przebadam próbki, zobaczę co trzeba poprawić. Jak sobie z nimi poradziłeś? – na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Jak z każdym innym plugastwem, które stanie na mej drodze! – spoglądnął na ociekające zainfekowaną krwią pudao. Dziewczyna wywróciła oczami.
- Zabierz to! – krzyknęła. Kapłan z szyderczym uśmiechem stuknął bronią i kilka kropel spadło na ziemię.
- Za chwilę dam Ci właściwą miksturę i zakazimy miasto. Spisałeś się dobrze, więc nagrodzę Cię...sam wybierz miasto...
Mag z satysfakcją zatarł ręce. Usiadł na ławce intensywnie myśląc gdy alchemiczka badała zdobyte próbki. Po chwili odwróciła się do niego.
- Zatem? – spytała.
Najchętniej wytępił by całą zgraję plugawych sługusów Requanisa, lecz rozpierzchli się po całym świecie.
- Więc gdzie ich spotkać? – mamrotał pod nosem – Najpewniej w najbardziej ruchliwym miejscu w Sosarii, samozwańczym centrum kultury i handlu...COVE! – wykrzyknął zdecydowanie a jego słowa rozbrzmiały echem wśród murów budynku.


(http://i.imgur.com/zKbEF46.png)


- Cove...świetnie. Zaraza rozprzestrzenia się nie tylko przez krew i powietrze ale i poprzez wodę. Im dłuższy okres inkubacji, tym silniejsze działanie. Cove ma studnie, fontannę i dostęp do zatoki, zgadza się? – Akolita wzruszył ramionami. Rzadko tam bywał – Zatem będziemy potrzebować trzy porcje mikstury – powiedziała nie czekając na odpowiedź.
Dziewczyna podeszła do rozgrzanego kociołka i wrzuciła do niego kilka składników. Mocno zamieszała i przelała wywar do flakonów.
- Taaak. To zwiększy czas inkubacji. Ludzie dłużej pozostaną nieświadomi – uśmiechnęła się złowieszczo – później ujawnią się objawy. To ostatni etap – podała trzy butelki dla mężczyzny – Ruszaj.


(http://i.imgur.com/YjfnmUo.png)






Przebrał się w stare ubranie by nie rzucać się w oczy mieszkańcom i niezwłocznie udał się w drogę. Podróż trwała kilka godzin. Wysiadł z łodzi rzucając kilka złotych monet dla przewoźnika. Wciągnął głęboko mroźne powietrze w płuca i ruszył przed siebie. Zatrzymał się przy niewielkim składzie, otworzył pospiesznie butelkę i wlał zawartość do wody.


(http://i.imgur.com/rkg2nBo.png)


- Hej, ty tam! Co tam robisz? – strażniczka odwróciła się w jego stronę.
- Żaba zimą, widziałaś? Lubię żabki – uśmiechną się delikatnie chowając pusty flakon w rękaw szaty. Na twarzy kobiety pojawił się grymas, owinęła się szczelniej płaszczem i udała się w stronę mola. Akolita ruszył dalej. Przed sobą zauważył dużą fontannę. Podbiegł do niej i szybko zainfekował tryskającą wodę.


(http://i.imgur.com/coWEUrP.png)


- Jeszcze studnia – szepnął do siebie i udał się ku centrum miasta. Przy banku rozmawiało dwóch jegomościów lecz żaden nie zwrócił na niego uwagi. Odpieczętował butelkę i z szaleńczym uśmiechem na twarzy wlał cała zawartość do studni.


(http://i.imgur.com/mrL7s9E.png)
Tytuł: Odp: Festiwal Śmierci
Wiadomość wysłana przez: Bazyli w 2014 08 21, 12:58:22
   Dzien byl piekny i bezchmurny, jednak Gerharda nie cieszylo to zbytnio. Zaczal sie juz Czas Ciepla a przy upale smrod i zaduch byly trudniejsze do zniesienia niz to bywa zimowa pora. Ostrzezenia o zarazie od dwoch dni wisialy juz nad bramami Cove, jednak kupcy i poszukiwacze przygod ciagle odwiedzali miasto. On tez musial, chociaz nie byl z tego powodu zadowolony. Co chwile ktos wokol niego kaszlal i za kazdym razem gdy to slyszal przechodzily go ciarki. 
   Nie zdazyl sie zblizyc do banku jak uslyszal szczek oreza. Spial wodze konia i cwalujac zaczal inkantowac zaklecia ochronne. Przed bankiem trafil na czlowieka broniacego sie przed dziwna, zasliniona i koslawa istota. Ruszyl czym predzej na pomoc. Istota atakowana z dwoch stron nie bronila sie dlugo. Obaj pochylili sie nad truchlem przygladajac sie dziwnie wykrzywionej twarzy z czyrakami i naroslami.

(cdn... musze zniknac :P)
Tytuł: Odp: Festiwal Śmierci
Wiadomość wysłana przez: Masa w 2014 08 21, 22:13:17
Akolita Netherila w spokoju medytował w niewielkiej nekropolii. Od kilku dni docierały do niego wieści, iż zaraza do której się przyczynił, nieustannie szerzy się w murach miasta Cove. Coraz większą liczbę obywateli dotykała tajemnicza choroba. Mówiono, że najgorzej było z pierwszymi, którzy zachorowali. Ropnie, bąble, ohydna maź wypływająca z zatrutych tkanek. Do tego chorobliwy kolor skóry i wysoka gorączka.
- Pan zbiera swe żniwo... - szepnął z zadowoleniem.
Wskoczył na konia i ruszył ku bramom Cove. Musiał to zobaczyć.


(http://i.imgur.com/KUiuanS.png)


Statek przybił do portu. Mężczyzna sprowadził konia z pokładu i ruszył w kierunku stoisk kupieckich. Znaków epidemii nie dało się nie zauważyć. Większość mieszkańców była anemiczna i zmizerniała. Ze wszystkich stron dało się słyszeć ochrypłe kasłanie. Toksyczny smród uderzył w jego nozdrza zmuszając kapłana do zasłonięcia ust dłonią.
Kierując wierzchowca w stronę centrum miasta słyszał niewyraźne szepty ludzi. Mówili o chorobotwórczej substancji, która pojawiła się w karczmie i w wieży strażniczej. Postanowił przyjrzeć się temu bliżej.


(http://i.imgur.com/KNwS491.png)


Wchodząc do karczmy powitał go wszechobecny kaszel. W środku było nie wiele osób – wszyscy dotknięci chorobą, siedząc w ciszy wyglądali jakby zastanawiali się co przyniesie kolejny dzień.
- Koścista łapa Hebanowego Smoka zaciśnie się na waszych gardłach – pomyślał z lekkim uśmiechem na ustach patrząc na nędzne ofiary.


(http://i.imgur.com/AQRVSem.png)


Odór zgnilizny bił z małego ganku na zapleczu karczmy. Akolita otworzył drzwi postępując krok do przodu, gdy jego noga przykleiła się lekko do posadzki. Na ziemi rozlewała się bladoniebieska breja. Swój początek brała z obrastających ściany budynku kokonów. Otaczała je cienka warstwa zgniłej tkanki. Pochylił się nad jednym z nich. Wewnątrz coś się ruszało lecz nie mógł dostrzec co to takiego.


(http://i.imgur.com/7NQ9oxG.png)


Wyciągnął swe ostrze i przebił lekko delikatną błonę. Ze środka wypłynęło więcej cuchnącej mazi. Postanowił zostawić kokon i odsunął się lekko.


(http://i.imgur.com/40CDyEv.png)


Wszędzie dokoła leżały rozkładające się ciała martwych mieszkańców. Ostrożnie ominął toksyczne zwłoki i szybkim krokiem wyszedł z gospody. Wskoczył na konia i ruszył w kierunku wież strażniczych
Nikt nie pilnował wejścia. Zdecydowanie wszedł do środka lecz nie zauważył żadnych śladów bladoniebieskiej substancji. Udał się na górę wieży i tam znalazł to, czego się spodziewał – kolejne ciała.


(http://i.imgur.com/IsmV7M0.png)


Z martwych tkanek sączyła się powili zakażona krew nad którą krążyły chmary much.
Zobaczył wszystko co chciał. Jego plan, jego i młodej alchemiczki działał w stu procentach. Na twarzy kapłana pojawił się lekki uśmiech zadowolenia. Odwrócił się bez słowa. Szybkim krokiem zszedł po schodach i ruszył w kierunku portu chcąc opuścić cuchnące miasto.


(http://i.imgur.com/4tm7VVa.png)


Kopyta wierzchowca zastukały głośno na drewnianym pomoście. Mężczyzna ostatni raz rzucił okiem na stoiska kupieckie i zarażonych ludzi. Oczami wyobraźni widział ich dusze udające się ku Wrotom Otchłani. Odwrócił się w stronę Żeglarza gdy w jednej chwili stojąca niedaleko kobieta padła na ziemię. Jej ciałem targały drgawki a z ust wydobywała się bladoniebieska piana. Bestia na której siedziała strażniczka poczęła nerwowo podrygiwać. Przerażony Żeglarz widząc kobietę opętaną nagłym atakiem chwycił swe sakwy i począł uciekać, gubiąc po drodze złote monety. Po kilku sekundach, ciało mieszczanki uspokoiło się. Akolita spokojnie przyglądał się zmianom jakie występowały w organizmie kobiety. Zdał sobie sprawę, że zaraza jest niebezpieczniejsza niż mu się wydawało. Zamachnął się swym pudao chcąc skończyć jej marny żywot lecz broń przebiła puste powietrze. Truchło dziewczyny skoczyło na nogi z niesłychaną szybkością i rzuciło się na maga. Ten wygiął się w siodle i uchylił przed ciosem zmutowanej pokraki. Wypowiedział szybko kilka mrocznych inkantacji wzmacniając swe ciało i pancerz, po czym ruszył do ataku z imieniem swego Boga na ustach.


(http://i.imgur.com/6Dak0tK.png)


Walczyli długo. Zmutowana kobieta była nad wyraz silna i szybka. Z łatwością rozszarpywała zbroję mężczyzny który stracił całą swą moc by ją osłabić. Po kilku minutach było po wszystkim. Na wpół rozkładające się szczątki legły przed wrotami banku.


(http://i.imgur.com/ZeVgxMD.png)


Trujące opary wydostały się z gnijących wnętrzności trupa. Kątem oka zauważył młodzieńca wybiegającego z banku, którego zwierzę stało się przypadkową ofiarą potyczki. Mężczyzna zawrócił wierzchowca umykając wścibskim oczom mieszkańców. Wzruszając ramionami pogalopował w kierunku portu.


(http://i.imgur.com/LpcOlXV.png)
Tytuł: Odp: Festiwal Śmierci
Wiadomość wysłana przez: Ysska w 2014 08 24, 00:59:59
Handlarka wyglądała coraz gorzej. Jej skóra nie nabrała wprawdzie jeszcze niebieskiego koloru, ale zdecydowanie widać było błękitny odcień. Lithari westchnęła ciężko, odeszła od kramu i ruszyła w drogę. Koń szybko niósł ją do bram Cove, kiedy kątem oka dostrzegła dyskutujących Sinthię, Horga i jeszcze jedną, nieznaną kobietę. I to charakterystyczne rysy tej ostatniej sprawiły, że gwałtownie wstrzymała wierzchowca.

Minęło sporo czasu, odkąd Cheysulia wyruszyła na jedną ze swoich wypraw, ale ta kobieta mogłaby być jej siostrą. No, może kuzynką. Albo ciotką. W każdym razie krewną. A zatem - Ashey!

Cóż zatem robiła Asheyka w Cove? W obecnej chwili kłóciła się z pół-orkiem, który jakimś cudem dopatrzył się w niej elfiego dziedzictwa, wywołując przy okazji jej zimny gniew. Sinthia starała się jakoś załagodzić sytuację, bowiem jak się okazało, kobieta przybyła do miasta w sprawie pustoszącej je zarazy. Ostatecznie zmierzająca już energicznym krokiem w stronę bramy Asheyka-pustelniczka dała się nakłonić do rozmowy. Oczywiście dopiero po tym, jak pół-ork pomaszerował w stronę banku.

Niestety, pierwsze wrażenie zostało już wywarte i zadecydowało o ciągu dalszym spotkania. Choć pustelniczka – Megata – przybyła z recepturą na lek na zarazę, w starciu z orczym sposobem bycia utraciła znaczną część swego domniemanego altruizmu. Jej oferta pomocy przypominała bardziej ofertę handlową. Zażądała od naczelniczki słowa, że ta bezwarunkowo udzieli Asheyce pomocy, gdy ona sobie tego zażyczy. I to na piśmie.

Zrobiło się nieprzyjemnie. Lithari stanęła przed oczyma – czy raczej w uszach – historia o nekromantach, którzy wykorzystując zawarte w przeszłości obietnice zażądali od władz Cove owoców z cudownego drzewa, co doprowadziło do wyschnięcia terenów miejskich i innych przykrych konsekwencji. A skoro pomyślała o nekromantach, to zaraz i o trupach, a trupy w Cove były ostatnio na porządku dziennym, podobnie jak odwiedziny z Delucji... Całość przypominała kupowanie kota w worku, z czego kot mógł znajdować się w stanie zaawansowanego rozkładu. O ile w ogóle tam był.

Myśli Sinthii pobiegły zdaje się tym samym torem, bowiem gotowa była zapłacić tę cenę, pod warunkiem, że nie uczyni niczego, co by przeczyło wyznawanym przez nią wartościom i zasadom wiary. Dla pustelniczki okazało się to nie do przyjęcia. Strony okopały się na pozycjach i ani im w głowach było ustąpić.
Asheyka opuściła miasto, zabierając ze sobą ten drobny błysk nadziei, który wcześniej przyniosła. Cove wydawało się skazane...

- Chyba oddam im tę księgę – stwierdziła jakiś czas później Sinthia, wbijając wzrok w fontannę, jedyne ponoć źródło nieskażonej wody w mieście. – Nie mogę pozwolić, aby miasto umarło.

Opcje rzeczywiście się kończyły. Rzeczona księga zaklęć stanowiła pamiątkę po dawnej mieszkance miasta. W zestawieniu ze spełnieniem bliżej nieokreślonego życzenia nieznanej kobiety, oddanie do Delucji starej księgi zaklęć nie wydawało się już aż tak złym pomysłem. Złym naturalnie pozostawało, ale cóż było robić.

Gołąb z ofertą wyruszył na poszukiwanie adresata.

-------------------
EDIT: Literówka.