Prolog:
BŁUUUEEEEEEE... *dźwięk czegoś mokrego chlapiącego o posadzkę*
Część właściwa :
Winthies obudził się pod bankiem brytyjskim cały w wymiocinach.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ich kolor. Znał bowiem dobrze kolor swoich zdrowych, cotygodniowych wymiocin po harcach w karczmie. To było jednak coś zgoła innego, a Winthies o tym wiedział.
Przeczuwał.
Tego nie dało się nie czuć. Śmierdziało gorzej niż w Delucji. Śmierdziało gorzej niż z pyska smoka, kiedy ten kończy trawić Mekmara.
Co ja zrobię – paniczne myśli, pot na czole i plecach (co do pleców nie był pewien, to nie musiał być pot) – niechybnie tutaj wyzionę ducha. Znachor zamknięty, wędrowny nie chce ze mną rozmawiać od czasu kiedy wskrzesił mnie po raz ostatni (podobno był świeżo po kąpieli...). Znowu szary świat? Netheril by to wszystko strzelił.
Mówią, że umierający człowiek widzi całe swoje życie przed oczami.
Mówią, że umierający człowiek widzi długi tunel ze światłem na końcu.
Nie mają racji. Winthies widział tylko to, co spływało mu po twarzy.
Epilog : OOoooOOoooO
Edit: Moja pierwszy przygoda na DM więc chciałem się pochwalić