DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Ysska w 2014 08 20, 00:41:37

Tytuł: Świadek minionych czasów
Wiadomość wysłana przez: Ysska w 2014 08 20, 00:41:37
     Przeszłość potrafi dopaść człowieka w nader nieoczekiwanych miejscach. W przypadku Lithari miało to miejsce pod palmą, z której usilnie starała się strącić choćby jeszcze jeden kokos. Zamiast orzecha, w dłoniach wylądował jej upuszczony przez ptaka list. Stary, niemal nieczytelny, poplamiony krwią.
     Za to, mimo wyraźnego wieku, pachniał. Bzem i limonką. Dość szczególną kombinacją, jednoznacznie kojarzącą się z właścicielką połowy imienia, którą dało się odcyfrować pośród rozmazanych plam. A postać właścicielki z kolei przywoływała wspomnienie zdarzeń smutnych i tragicznych, które wydarzyły się w miejscu wspomnianym w jedynym ocalałym na kartce zdaniu.
     Lithari potarła nasadę nosa. Któż mógł jej przysłać tego świadka minionych czasów? Na myśl przychodziło jedno imię, ale tej osoby drzewa nie widziały już od dawna. Szepnęłyby kobiecie, gdyby było inaczej.
     Trzy słowa zaklęcia i krótki spacer później zagłębiła się w kanały pod stołecznym brukiem. Nie pamiętała zbyt dobrze drogi, ale ostatecznie dotarła tam, gdzie zamierzała.
     Rzuciła w ciemność imię mężczyzny, cicho, acz z nadzieją. Bez efektu.
     Pokręciła się przy zniszczonym stole. Skrobnęła paznokciem starą plamę krwi na brzegu kanału (nie pamiętała już, które z pary utoczyło ją drugiemu). Odsunęła kosturem rozbitą butelkę, ocalałą po ostatniej wieczerzy tych dwojga. W końcu zasiadła na zydlu i poczęła rozwijać na podołku kartę listu.
     - Co tu robisz? – syknął obcy głos przy jej uchu. Przy gardle znikąd pojawił się sztylet. 
     Lithari ścisnęła dłoń, kryjąc w niej list. Pierwsza myśl, że otrzymała go od tego właśnie mężczyzny, szybko okazała się chybiona. Typek nie miał pojęcia, z jakiego powodu pojawiła się w tym miejscu. Po prostu je obserwował, z nadzieją, że mu się poszczęści. Że pojawi się ktoś, mogący udzielić mu informacji o kobiecie pachnącej bzem i limonką. Której krew (tak, to chyba była jej krew) zaschła na obrzeżu kanałowego murku. Magiczka rozpaczliwie starała się udawać niewiedzę, choć z każdą chwilą szło jej to coraz trudniej. Tyle, że udało jej się ukryć zaciśnięty w garści list w fałdach sukienki.
     A jednak rzezimieszek nie miał szczęścia. Indagując kobietę robił się coraz bardziej nerwowy, coraz częściej odwracał się w stronę otwartej części kanałów i nasłuchiwał. Wreszcie syknął coś na temat ponownego spotkania i rozpłynął się w cieniach. Chwilę potem na kamieniach załomotały ciężkie buty, a w zaułku pojawił się zwabiony odgłosami rozmowy strażnik.
     - Kim panna jest?! I co tutaj robi?! – zaczął hardo.
     - Na spacer poszłam. Po targu. Towar pooglądać. I się potknęłam. I wpadłam do jakiejś dziury. I tak lazłam, aż tu dolazłam – zaczęła się tłumaczyć rozpaczliwie kobieta.
     - Głosy słyszałem! Z kim rozmawiałaś?! I co to za miejsce?! – kontynuował strażnik, uważnie lustrując otoczenie. Nie umknęło mu przy tym ani rozbite szkło, ani plama krwi.
     - Coś tam mamrotałam do siebie, dla odwagi. Pewno echo poniosło. A tu... pewno jakie pijaki się pobiły, toć butelki pobite...
     I tak to szło, aż w końcu rozdrażniony strażnik zarządził opuszczenie kanałów i wycieczkę do banku, celem opisania zdarzenia. Lithari próbowała jeszcze powoływać się na pełnioną społecznie funkcję, ale zyskała jedynie obietnicę powiadomienia o tej sytuacji burmistrza. I uwidocznienie tej kwestii w papierach, które na życzenie strażnika sporządził bankier.
     - Napisz tam, że pannę Lithari Aynere spotkano w kanałach, w miejscu noszącym ślady bójki. Stare ślady – dodał łaskawie strażnik.
     Kobiecie pozostało jedynie westchnąć ciężko i złożyć podpis na okazanym dokumencie. Kiedy już uwolniła się spod towarzystwa stróża prawa i wróciła do chaty, wygrzebała ze skrzyni flaszkę cytrynówki i zagłębiła się w objęciach fotela. Stary list pozostał równie enigmatyczny, jak parę godzin wcześniej. Magiczka najpierw pociągnęła nosem, a następnie pociągnęła solidny łyk z flaszki.
     - Sąsiedzie, w coś ty się znowu wpakował – rzuciła smętnym głosem w przestrzeń, po czym przywołała w pamięci rozmowę z szemranym typkiem. - I na co komu rzeczy tej baby?
Tytuł: Odp: Świadek minionych czasów
Wiadomość wysłana przez: Cyganeczka w 2014 08 20, 16:49:14
*aaaauuuuu*
jak milusio  ::)

dobrych perfum używała moja Szara ^^