Akolita Netherila przeglądał towary w poszukiwaniu niezbędnych składników do swych codziennych obrzędów.
- A to Ci dopiero. Miała rację, niech mnie. – szepnęła sprzedawczyni zasłaniając usta dłonią. Doskonały słuch elfa wychwycił jej słowa. Przeszył kobietę groźnym spojrzeniem.
- Co masz na myśli? – rzucił krótko.
- Yyyy...wybacz Panie. Trzy dni temu była tu kobieta. Wręczyła mi list. Powiedziała: ,,Za trzy dni przybędzie tu elf na widmowym koniu" – dziewczyna zakłopotała się lekko – W karczmie mi nie uwierzą. Jak ona to...- machnęła ręką – Kazała tylko przekazać Ci ten list i nie czytać co jest w środku.
(http://i.imgur.com/h6FH4DW.png)
Podała niepewnie pergamin wychylając się przez stół. Mag odebrał list i począł go czytać.
,,Musimy się spotkać. Czekam na Ciebie w bibliotece Dolennost"
- Nadal w to nie wierzę...kim on jest Panie? – spytała kramarka.
- Uwierz mi kobieto...nie chcesz wiedzieć. – odparł elf. Ściągnął wodze konia i ruszył ku portalowi.
Zeverith czekała na niego kilka godzin gawędząc z tutejszą bibliotekarką.
- Wybacz mi kochana, chyba już przybył... - wstała zgrabnie i ruszyla ku wejściu do biblioteki.
Mag zeskoczył z rumaka i pewnym krokiem wszedł do środka.
- Nareszcie! – podniosła głos zniecierpliwiona kobieta – Własnie rozmawiałam o Tobie z Twoją siostrą. Urocza osoba...
- Tak, tak... - machną ręką – Może mi powiesz w jakim celu mnie tu ściągnęłaś?
- Ah tak, musisz coś dla mnie zrobić.
- Nie przypominam sobie, bym dalej był na twych usługach – odrzekł elf opierając się o filar.
- Cóż... - Zeverith splotła palce po czym wygięła je strzelając z chrząstek. Sprawiała wrażenie jakby w ogóle nie przejęła się stwierdzeniem Akolity – Udasz się do labiryntu zamieszkałego przez minotaury. Znasz to miejsce prawda? – mężczyzna skinął lekko – Odszukasz tam pewien przedmiot o hm... specyficznych właściwościach. Totem. Bestie pewnie go ukryły ale wierze, że znajdziesz sposób. – mag przeciągnął ręką po ostrzu swej broni – Gdy go już zdobędziesz, udasz się z nim na wyspę. Pełno tam małych ludzików. Ocllo? Chyba tak ją zwiecie. Odnajdziesz tam ołtarzyk. Gdy złożysz na nim totem powinno to wywabić pewną istotę. Zabijesz ją. Gdy będzie już martwa...o ile to dobre słowo – dodała szeptem – złożysz przy jej ciele ten przedmiot.
(http://i.imgur.com/gAE8vQq.png)
- Później przyniesiesz go do mojej kryjówki na wyspie, gdzie znajduje się świątynie ognia. W górach znajduje się niewielka jaskinia. Będę tam na Ciebie czekała. Jakieś pytania? – posłała mu niewinne spojrzenie.
- Przecież mnie znasz...bez pytań się nie obejdzie. A najważniejsze z nich. Co ty znowu planujesz?
- No wiesz! – dziewczyna wyszczerzyła białe zęby – Mam popsuć niespodziankę?
- A co ja będę z tego miał?
- Korzyści tego zadania będą nieocenione mój drogi elfie. Zaufaj mi. Pamiętam, że lubowałeś w duszach. Tym razem będziesz hm... zaskoczony efektem. – uśmiechnęła się tajemniczo.
- Niech będzie zatem – mag odpowiedział po chwili namysłu – Potraktuję Twą prośbę, jako rozgrzewkę...
- Wspaniale! Ruszaj zatem. Będę czekała w umówiony miejscu.
Kapłan wyciągnął kilka kości ze swej sakwy i rozrzucił je na ziemi.
- Manes Turbidi Sollictique Resolverent! – rozrzucone szczątki zaczęły nerwowo dygotać. Wirująca masa energii ściągnęła je w jedno miejsce by po chwili utworzyć jednolity kształt. Przed wejściem do podziemi pojawił się Kościany Smok. Mężczyzna pobłogosławił przywołańca mocą Netherila i wszedł do środka.
(http://i.imgur.com/EfmTBV0.jpg)
Przedzierał się przez kolejne fale minotaurów napływające z wnętrza lochu. W oddali dało się słyszeć przeraźliwy ryk. Mijając kolejne truchła pozostawione przez swego obrońcę poczuł lekkie muśnięcie nieznanej mu energii. Skierował swe kroki ku zwłokom Szamana Minotaurów. Przeszukując rozerwane sakwy wyczuwał coraz silniejsze drgania otaczającego powietrza. Jego oczom ukazał się niewielki, czarny totem z wyrytą podobizną rogatej bestii. Schował go szybko w fałdy swej szaty i ruszył ku wyjściu.
(http://i.imgur.com/PHo50OU.png)
Przed karczmą miasta Ocllo zmaterializował się lśniący błękitnym blaskiem portal. Czarna sylwetka maga wyłoniła się z jego wnętrza. Mężczyzna rozglądnął się dookoła. Totem wibrował coraz mocniej. Wyciągnął artefakt przed siebie obracając się dookoła.
(http://i.imgur.com/x3bHRXG.png)
- A zatem północny-zachód – smagnął konia lejcami zmuszając do szaleńczego galopu.
Po ścięciu kilku głów grasujących w lesie ettinów i uporaniu się z miejscowymi bandytami oczom Akolity ukazał się niewielki ołtarz. Pomiędzy dwiema kolumnami, które ozdabiały dziwne symbole znajdował się czarny rzeźbiony pień emanujący dziwną aurą.
(http://i.imgur.com/HO6iCj7.png) (http://i.imgur.com/i80Hmzc.png)
Mag odsunął się na bezpieczną odległość wyczekując na efekty. W miejscu ołtarza pojawił się niestabilny portal. Anomalia silnie drgała lecz po chwili ustabilizowała się.
(http://i.imgur.com/d9jxGcJ.png)
Z wnętrza czarnej bramy wyłoniła się cienista istota. Mag wiedział czym ona jest. Mieszkaniec Niebytu był groźnym przeciwnikiem. Jego niematerialne ciało poruszało się z niezwykła zręcznością. Stwór wywijał niespokojnie mackami wydając przy tym dziwne dźwięki – jakby ocieranie metalu o metal. Potwór ruszył do ataku.
- Kościany Smoku ruszaj! – mężczyzna wykrzyczał głośno rozkaz wskazując przeciwnika. Smok walczył dzielnie, lecz potężne macki rozdarły jego ciało na kilka części. Elf wypowiedział kilka mrocznych inkantacji osłabiając Mieszkańca Niebytu. Mag wiedział, że musi uporać się z potworem jak najszybciej. Jego energia magiczna malała z każdym kolejnym wypowiedzianym czarem.
Walczyli kilka minut. W pewnym momencie macki zjawy chwyciły ramiona konnego przyciągając go do siebie. Mag poczuł niewyobrażalny ból. Metaliczny dźwięk, który wydała istota wdarł się do jego jaźni paraliżując go niemal całkowicie. Ostatkiem sił pchnął ręką przed siebie. Ostre jak brzytwa ostrza szponów wbiły się głęboko w ciało Mieszkańca Niebytu. Potwór zwolnił uścisk i padł na ziemię. Kapłan z ledwością stanął na nogi.
(http://i.imgur.com/6z5ciEU.png)
Oparł się o konia zerkając na martwe cielsko bestii. Nad ciałem pojawił się obłok energii po chwili przybierając kształt kuli. Wydawała się niezwykle lekka i ulotna niczym wiatr. Mag schylił się przykładając do niej dłoń lecz jego palce przeszły jak przez mgłę. Dusza Z Niebytu zaczęła się powoli unosić. Mężczyzna pośpiesznie wyciągnął dziwny przedmiot, który dała mu Zeverith i położył obok zwłok. Obiekt zaczął obracać się na ziemi i przyciągać do siebie duszę. Po chwili obłok zniknął wewnątrz przedmiotu.
Elf uniósł znalezisko i schował ostrożnie do plecaka. Wskoczył na konia. Otworzył swą księgę portali i czym wypowiedział magiczne słowa.
Akolita ruszył wzdłuż pasma górskiego szukając jaskini, w której miał się spotkać z Zeverith. Nie trwało to długo. Mijając kolejną z jaskiń usłyszał niewyraźne echo kroków. Zatrzymał konia i powoli wszedł do środka.
(http://i.imgur.com/IvfzQHi.png)
- Jesteś elfie!
- Oczywiście. – wyciągnął małe zawiniątko podając dziewczynie.
- Wspaniale. – uniosła przedmiot w dłoni – Naprawdę dobrze się spisałeś. Nie pierwszy raz zresztą – odwróciła się w stronę stołu i zaczęła przekładać przedmioty.
(http://i.imgur.com/K0LvsaK.png)
– Chciałabym, żebyś to wypił. – postawiła na stole małą buteleczkę z mętnym płynem.
- Co to? – spytał mężczyzna niepewnie.
- Eliksir jak widzisz.
- Działanie?
- Spektakularne – uśmiechnęła się lekko.
Mag zastanawiał się przez chwilę. W normalnych warunkach wydarłby dziewczynie butelkę i wlałby zawartość do jej gardła lub co najmniej wyśmiałby jej propozycję. Lecz nie tym razem. Nie teraz. Zmienił się od czasów, gdy ostatni raz wykonywał jej rozkazy. Nie mógł okazać się słaby.
Chwycił butelkę i wypił do dna.
- Zaiste. – Zeverith przyglądała się mu uważnie
Ciecz wywołała wrażenie, jakby wypił ogień. Wszystko paliło go od środka. Nie mógł się poruszyć, nie mógł wykrztusić ani słowa. Jego ciało zaczęło drżeć.
- Służyłeś mi zaprawdę dobrze – kobieta obeszła go dookoła – ale niestety wiesz już za dużo. Poza tym zawsze byłeś krnąbrny i uparty. To nie będzie bolało. Widzisz ten grzyb? – wskazała na olbrzymiego grzyba rosnącego w kącie jaskini – Pamiętasz podobny który kiedyś dla mnie przyniosłeś? – uśmiechnęła się słodko i niewinnie.
Elf przestał czuć cokolwiek, jakikolwiek impuls ze swego ciała. Jego umysł balansował na granicy jawy i snu.
- Może teraz odnajdziesz swego Pana. Może... - Zeverith ucałowała go w policzek jednak nie poczuł tego – Żegnaj mój drogi.
Mag pogrążył się w ciemności.
(http://i.imgur.com/APszYdw.png)
Elf otwarł oczy podpierając się na rękach. Nie widział ile minęło od czasu zanim odzyskał przytomność. Czuł się niezwykle dziwnie...jakby ktoś wpakował go do obcego ciała.
- To był głupi pomysł...głupi...
Wypowiadając te słowa nie poczuł w ustach języka...Usłyszał tylko bełkot. Na swych dłoniach dostrzegł dziwne, czarne strupy...pamiątka po upadku...nie widział jednak nigdzie krwi.
Młody mag wraz ze swymi braćmi, zasiadł przy kamiennym stole w siedzibie Nekromantów. Przybyli na wezwanie jednego ze swych mistrzów. Mieli nadzieję spotkać się ze swoimi opiekunami i dowiedzieć się więcej, na temat ostatnich wydarzeń.
(http://i.imgur.com/W1lj94K.png)
- Pusto tu dziś – jeden z uczniów rozglądał się po sali spotkań.
- Wiesz, kto z braci ma dziś jeszcze przybyć? – zapytał mocno niewyraźnie odziany w czerń mag, jego głos przechodził w bełkot.
- Miało być mistrzów paru, lecz nie wiem co się dzieje, że ich nie ma. Dostałem wiadomość o spotkaniu, więc jestem...
Drugi z uczniów zerknął na maga przyglądając mu się uważnie.
- Mam wrażenie, że coś w tobie uległo zmianie... - jego wzrok powędrował ku dłoniom akolity, na których znajdowały się plamy zakrzepniętej krwi.
- Miałem nadzieję uzyskać tu odpowiedź... - zerknął na puste miejsce u szczytu stołu – Jak widać, będzie to trudniejsze niż myślałem.
Drzwi do komnaty otworzyły się. Mistrz Rhodar wszedł do środka pewnym krokiem. Oparł się o kamienne krzesło przyglądając się uczniom.
- Tylko trzej? – zapytał zniesmaczony. Uczniowie popatrzeli po sobie – Cóż, na początek mam dla Was proste zadania... - spojrzał na elfa w czarnej todze, który szczypał się w rękę, sprawdzając czucie – Z tobą wszystko w porządku? Zrzuć kaptur...
Uczeń wypełnił polecenie mistrza. Otworzył usta lecz miast słów wysypał się z nich tylko niewyraźny bełkot.
- Wy..bla..cz mis..trz..u
- Podejdź no tu – rozkazał Rhodar.
Przyglądnął się elfowi po czym złapał go za przegub. W jego dłoni pojawił się niewielki sztylet. Naciął nim skóre ucznia obserwując co się stanie.
(http://i.imgur.com/yFGehQp.png) (http://i.imgur.com/vDpIIXb.png)
- Cóż...wyjaśnienie jest proste – powiedział po chwili Mistrz Rhodar – Zastanawia mnie jednak, jak mogło do niego dojść, właśnie teraz...Co się z tobą działo młodzieńcze?
- Ah...odesłałem parę dusz w imię naszego Pana na zlecenie pewnej dziewki a ona mi się tak odwdzięczyła... - skrzywił się lekko.
- Odesłałeś w tym swoją własną... - odrzekł Nekromanta puszczając rękę elfa – Pamiętasz coś z Otchłani?
Uczeń pokręcił głową zaprzeczając.
- Dziwne...Jedno jest pewne...umarłeś. A Pan musiał przywrócić Twą duszę do ciała, choć to dziwne...bo nikt z nas nie wie gdzie się on znajduje – Rhodar podrapał się w zamyśleniu po podbródku – Dusza powróciła do ciała lecz pamiętaj, że ciało umarło i umierać będzie dalej. Proces ten zazwyczaj zatrzymuje się na pewnym etapie. To Dar od Pana chłopcze, niewielu go doświadcza. Pamiętaj o tym – na jego ustach pojawił się nikły uśmiech – Usiądź...