Kowal Hortan siedział w banku Twierdzy Krasnoludów jak zwykle odpoczywając po ciężkim zleceniu. Znów kuł prawie całą noc,
za kilkanaście ziaren miało wstać już słońce, spirytus w jego żyłach krążył mocno gdy nagle usłyszał za sobą cichy jęk
"ooOOoooo...." "oooOOOo.."
Cóż do Storna!? - pomyślał, powoli odwracając głowę
to co ujrzał nieźle go przestraszyło. Stała za nim półprzezroczysta postać w szarej todze!
Cóż to?! - zapytał samego siebie na głos
"OooOOOoo" - odpowiedziała zagubiona dusza
Kim żes jest duchu? Czego chcesz od biednego kowala? - pytał ze strachem
Duch odpowiadał tylko swoim jękiem.
Jak mogę ulżyć Twoim cierpieniom? - zapytał
nie słysząc odpowiedzi, jedynie jęki wstał i rozsypał wokół siebie sól tworząc krąg
(http://static.pokazywarka.pl/i/5792745/616583/11.jpg)
"Nie dosięgniesz mnie!" - Krzyknął w stronę ducha
Lecz ten, niewiele sobie z kręgu soli robiąc, wszedł w niego, kowal uciekał ile sił w nogach na drugi koniec banku.
Po chwili zauważył jednak, że duch nie może z tego kręgu wyjść, przy każdej próbie coś jakby go zatrzymywało w miejscu.
(http://static.pokazywarka.pl/i/5792745/777343/222.jpg)
"Teraz jesteś w pułapce" - krzyknął
(http://static.pokazywarka.pl/i/5792745/875055/33.jpg)
"Nigdy nie wyjdziesz z tego kręgu, siło nieczysta!"- krzyczał w stronę ducha
Chwile później duch rozpłynął sie w powietrzu, lecz nigdy nie opuścił kręgu soli...
Czy ujrzymy jeszcze potępioną duszę? Czy Twierdza jest nawiedzona czy może to tylko krasnoludzki spirytus krążący w żyłach kowala?
pierwszy na DM krasnolud, który nie mówi jak ślązak z autyzmem po wylewie, propsy
Mój kowal jest człowiekiem związanym z krasnoludami, pewnie dlatego :D
Historia ducha okazała się być o wiele bardziej mroczna. Chciał nas ostrzec, a pierwsi, którzy go napotkali, nie zamierzali go słuchać. Czy zostało nam wystarczająco dużo czasu by zareagować?
Co za koszmar! Wszystko przez tego szaleńca ...
Kobieta w wyjątkowo podłym nastroju wzięła się za przygotowanie jajecznicy. Dodawała właśnie wymieszane jajka wspominając wydarzenia dnia wczorajszego.
Wszystko zaczęło się od medalionu, który jeśli wierzyć opowieści należał do zbłąkanej duszy kobiety... Cierpienie i ogromny ból, to jedyne, co mógł odczuć mag dotykający przedmiotu, prowadził do dziwnego miejsca... na ścianach krew, w powietrzu dało się wyczuć śmierć. Dziwna postać i energia jaka ją otaczała...
Zerknęła do plecaka w poszukiwaniu odrobiny soli, zamiast tego natrafiła na księgę, pamiątkę po wczorajszych wydarzeniach.. na pierwszych stronach grubego tomiszcza znajdował się opis walki między Araknaselem a bogiem wampirów, pozostała część była niezrozumiała, zapisana zdaje się runicznym pismem.
Trzeba ją ukryć - mruknęła do siebie mieszając energicznie zawartość patelni
potwory, okropne monstra stworzone z ciał ludzkich. Już dawno nie brała udziału w tak ciężkiej walce, na szczęście u boku miała dzielnego wojownika wraz z łuczniczką, która strzelała równie celnie jak dobitnie marudziła. Najgorszy jednak był ten cały Leon czy jak on się tam zwał.... otaczała go potężna aura, zwał się bogiem który zakończy trwającą wojnę.
(http://i.imgur.com/oSuJbqS.png)
Zmarszczyła nos wyczuwając woń spalonego jedzenia, odwróciła się na piecie opróżniając zawartość patelni wprost do śmietnika.
Na szczęście jest jaszcze nadzieja - wiara ich ocaliła, udowodnili ze nie są bezradni. Zdziwienie na twarzy postaci i jego nagłe zniknięcie są najlepszym dowodem...
Z uśmiechem na twarzy przysiadła na ławce zajadając wyjątkowo dorodną gruszkę.