Kobieta przeglądała wiadomości na kamieniu, czytała właśnie jedno z wielu wyznań miłosnych gdy zaczepił ją architekt miejski.
- Pani namiestnik słyszała o Ocllo?
- Nie, moja droga, nic nie wiem. Coś się stało ?
- Podobno Ocllo zostało zaatakowane przez dziwną mgłę... ludzie zniknęli a potwory grasują w mieście. Plotki głoszą ze to kara...
- Co takiego? Jesteś pewna? - spytała zaniepokojona władczyni
- Tak, Pani. Najpierw mgła pokryła wyspę, potem wyszły potwory i przejęły miasto. Podobno zbankrutowali...
- Pozostaje sprawdzić ile w tym prawdy... idę tam! - Sinthia zaczęła już mruczeć pod nosem zaklęcia ochronne
- Nie, nie wolno! Umrzesz!
- Raz się żyje, muszę to zobaczyć... - Otwarła księgę, wybrała odpowiednia runę i po chwili była na miejscu Dopiero się zjawiła a już została zaatakowana przez żywiołaka burzy, zachowała jednak przytomność umysłu i udało jej się ujść z życiem. Ruszyła w stronę portu by sprawdzić jak wielkie szkody potwory wyrządziły miastu.
- Opustoszało... jednak budynki nie zostały zniszczone, to dziwne... - kobieta jak to miała w zwyczaju rozmyślała głośno gdy nagle usłyszała inny głos
- Istoty wyszły z mgły, mieszkańcy oraz pracownicy zniknęli chwilę prędzej. Tutaj jest bezpiecznie, moje moce chronią to miejsce – spojrzenie władczyni spoczęło na dziwnym magu
- Jak długo to trwa? Wiemy co jest przyczyna ?
- Podobno miasto zbankrutowało i to kara... zjawiłem się tu przypadkiem, zszedłem ze statku i zostałem zaatakowany. Stworzyłem czar ochronny wokół portu ale dalej nie pójdę.
Kobieta wyraźnie zirytowana ruszyła sprawdzić z czym przyjdzie im walczyć. Oprócz kilku żywiołów rozrzuconych po całej wyspie zobaczyła 3 ogromne kule unoszące się nad ziemia. Poprosiła ducha, jej wiernego kompana by sprawdził cóż to takiego... już po minucie walka z monstrum została zakończona, Sinthia po raz kolejny tego dnia zmuszona była uciekać.
Rozgniewana władczyni Cove poprosiła przyjaciół o pomoc. Na wezwanie odpowiedział dzielny wojownik wraz z magiem którzy wracali właśnie z wyprawy. Walka była ciężka, obrońcy długimi godzinami stawiali opór... na marne, pokonani wrócili do Cove.
W ubrudzonej todze, z ogromnym siniakiem na ramieniu kobieta swe kroki skierowała do banku. Po chwili pojawił się posłaniec gotowy do drogi
- Pędź ile sił w nogach, przekaż wieści o ataku.... szukaj ochotników gotowych walczyć o miasto.
Młodzieniec skłonił się nisko po czym wyruszył.
- Ale Sin, po co Ci to. Zostaw ich – słowa padły z ust kasztelana
- Horg, nie mogę. Ocllo jest naszym sojusznikiem od lat, mieszkałam tam i nie mogę pozwolić na jego upadek.
- No ale władza śpi, zostawili je... - marudził pół-ork
- Lepiej żeby się obudzili... mogę im podarować część złota z miejskiego skarbca... jednak ktoś musi to przyjąć !
Dzień później...
- Talerien, potrzebuje kilku strażników, wyruszą do Ocllo by chronić bank przed potworami
- Namiestniczko, to niebezpieczne. Miasto nie będzie tak dobrze chronione i mogą nas zaatakować...
- Nie sądzę ale możemy się umówić ze biorę to na siebie. Potrzebuję chociaż dwóch strażników, jednego pieszego i jednego ptasiego.
- Zgoda, z władcą nie będę dyskutować. Którzy?
- Ten... - wskazała strażnika który zbyt często widywany był w niedalekiej odległości od bankierki – jego zdolności i siła będą idealne podczas obrony banku Ocllo...
- Zgodnie z rozkazem – rzucił zrezygnowany strażnik po czym wyruszył w stronę żeglarza
Kobieta spacerowała po mieście szukając kolejnego ochotnika... minęło raptem parę chwil a już drugi strażnik, tym razem ptasi ruszył na pomoc Ocllo.
- Dwoje to mało... wiem, siły specjalne! - Sinthia wiedziona przeczuciem ruszyła w stronę dowódcy oddziałów specjalnych – Sarlisso, potrzebuje pomocy !
- Pani ? Co się dzieje, przecież nikt nas nie atakuje...
- atakują ale Ocllo, potwory osiedliły się na wyspie i nie chcą jej opuścić po dobroci. Potrzebuje wsparcia elity łuczników.
- Lavenner! Poślij paru swoich...
Władczyni Cove czekając na łuczników opowiedziała szybko co się wydarzyło.
- odszukałam jednego z mieszkańców Ocllo, zgodził się pomoc i wpłacił przekazane złoto do skarbca miasta. Bankier na szczęście wrócił do pracy.... Dwóch strażników z gwardii ruszyło na pomoc, jeden pilnuje banku a drugi patroluje drogę. Zorganizuje dla ochotników i straży jedzenie i wszystko czego potrzebują.
- Elita łuczników zajmie pozycje w pobliżu banku, ostrzegą przed niebezpieczeństwem
- Dziękuję ! Tyle możemy zrobić, reszta zależy od tego ilu chętnych stanie w obronie Ocllo...
Jak co dzień pierwsze swoje kroki skierowała do Cove. Przechodząc obok banku została zaczepiona przez młodego mężczyznę.
- Pani słyszała o Ocllo ?
- Tak, wiem ze jest atakowane, szukam wojowników chętnych do walki
- No to niech już pani przestanie szukać... byłem tam chwile temu i potwory zostały pokonane
- Ta wisząca mgła też ?
- Podobno dwóch szaleńców pokonało najpotężniejszą bestie, tylko dwóch! Nie specjalnie interesował ich łup, większość pozostawili w ciele. Dobrze ze tam poszedłem, będę miał za co przeżyć
Kobieta podziękowała za dobre wiadomości, postanowiła udać się na miejsce by sprawdzić jak się sprawy mają. Otworzyła księgę, wybrała odpowiednia runę i już po chwili pojawiła się przez bankiem Ocllo. Przetarła oczy zdziwiona, żadnych żywiołaków, mgła również ustąpiła. Dla pewności jednak przeszła się po całym mieście, ku jej ogromnej radości okazało się ze miasto jest czyste i wolne od potworów.
Ruszyła do banku, być może ktoś wiedział więcej. Zaraz po przekroczeniu progu zasalutował jej oddelegowany strażnik Cove.
- Miasto uratowane Pani! Mam nadzieje ze nie jestem już potrzebny i mogę wrócić...
- Gdzie ci tak spieszno mój drogi ? Musimy mieć pewność ze to faktycznie koniec walki o miasto. Masz dla mnie jakieś wieści?
- Tak! - strażnik z wypiekami na twarzy zaczął opowiadać - Dziś rano widziałem młoda łuczniczkę, jej wygląd rzucał się w oczy... miała fioletowy strój i obrzydliwy beret na głowie w tym samym kolorze. Już chciałem ją ostrzec ze jest tu niebezpiecznie i to nie miejsce dla niej gdy nagle wyjęła ciężką kusze... założyła na siebie parę błyskotek i ruszyła na pola. Po chwili słyszałem jak zawołała do kogoś ze jest gotowa.
Wyjrzałem przez okno, byłem gotowy biec na pomoc... jednak prócz owej kobiety na polu zjawił się potężny wojownik. Przysiadłem więc i obserwowałem. Kobieta jak natchniona zadawała obrażenia z łuku, wojownik był jeszcze lepszy! Nie minęło 40 ziaren a potwor padł... To było wspaniale, naprawdę!
- Potwierdziłeś to co już słyszałam... to naprawdę dobre wieści – kobieta uśmiechała się szeroko spoglądając przez okno
- Ale to nie wszystko namiestniczko.... wydaje mi się ze nic z ciała nie zabrali, jakby ich to nie interesowało. Wojownik ruszył w stronę szmuglera a łuczniczka pozostała na miejscu. Przybył chwilę później młody człek, kobieta w fioletowym wskazała mu ciało i stwierdziła ze jeśli coś chce to ma brać bo jej to nie potrzebne. Nie wiem kim byli ale łup ich nie interesował...
- Cóż, myślę że władze Ocllo winne im są podziękowania... Pozostańcie tu jeszcze parę dni, jeśli to faktycznie koniec - wrócicie na swoje miejsca w Cove.
- Paaanie, zima w tym roku tak siarczysta, żem pierwszy raz w życiu bał się wyjść na piwo!
- No, no... Pierwszy raz widzę, żeby nam woda w zatoce zamarzała.
- Już pal licho ryby, ale jeszcze kilka tygodni, a ziemia tak przemarznie, że miesiąc po roztopach będzie można orać. I kto
mi odszkodowanie za opóźnienia zabuli? Ten Menuk? On to teraz tnie wydatki, kuźwa! Złamanego grosza by ludziom
w biedzie nie dał tera!
Obaj ucichli, spojrzeli za okno na spowite śniegiem drzewa i chlapnęli po jeszcze jednym kielonie.
Tak, mróz w tym roku jest nielichy, a to dopiero półmetek zimy.
-Tak być nie może! Trza ludziom pomóc...
Mamrocząc coś pod nosem sama do siebie pakowała ostrożnie butelki do pojemnego plecaka.
Lindi wyszła z domu, jak tylko pierwszy kur zapiał. Otulając się futrem z białego niedźwiedzia ruszyła przez zaspy w kierunku domów sąsiadów. Przy każdych drzwiach zostawiła parę butelek spirytusu i słoik ogórków na zagrychę. Gdy obeszła już wszystkie domy, wróciła do swojego i rozpaliła w kominku. Otuliła się kocem i grzała zmarznięte stopy podparte na miękkiej pufie. Chrupała ogórki i w samotności popijała spirytus z wielkiego, złotego kufla.