DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: chemik w 2015 09 16, 14:54:54

Tytuł: Dziwna przygoda
Wiadomość wysłana przez: chemik w 2015 09 16, 14:54:54
Piękny, wspaniały deszczowy dzień. Posępny mag jak co dzień, przesiadywał w karczmie. Sielankę swym krzykiem przerwał dawny znajomy, dość gadatliwy i głośny wojownik,  zwany modnym Lentim.
- Czego się drzesz? - zapytał ponuro mag.
- Chodźmy, chodźmy szybko przyjacielu, skarb zdobędziemy! - krzyczał wojownik.
- Gdzie? jaki skarb?  - oszczędnie używając słów zapytał mag.
- No tam...eee... gdzie te krasnale w ziemi mieszkają, o tu! - wyjąwszy mapę, wojownik
wskazał miejsce.
- Niech Ci będzie  - ciężko westchnął mag naciągając kaptur na głowę - chodźmy zatem.

Miejsce ukrycia skarbu nie było zbyt trudne do odnalezienia, wystarczyło udać się do jaskiń zamieszkiwanych przez klan czarnobrodych krasnoludów, nieopodal osady Aurin.
Dotarcie do samej skrzyni ze skarbem również nie stanowiło większego problemu, ot
kilku małych, śmierdzących i żyjących w ziemi wojowników i szamanów udało się do otchłani.
Niestety, tak jak mag sądził, wielkim skarbem okazał się stary pergamin na którym były opisane plany budowy jakiejś fontanny, ot jakieś coś co ludzie stawiają przed domostwami, żeby ładniej wyglądały.
- To jest ten skarb? - zapytał oburzony mag
- Wspaniale, teraz nie dość, że będą mnie zwać modnym, to na dodatek mój dom będzie wspaniale ozdobiony - nie zwracając uwagi na coraz bardziej sfrustrowanego towarzysza wojownik wydawał się być zachwycony.

Wtem dało się słyszeć dziwne zawodzenie z głębi tunelu prowadzącego w stronę kopalni.
- Słyszysz to? - zapytał zaniepokojony mag.
- Takie jakieś, szuruburu -  odpowiedział Lenti.
- A czujesz? Śmierdzi tu trupem, a przecież oni tu cmentarza nie mają, a ci ubici raczej jeszcze ciepli, więc co tak śmierdzi?
- Przesadzasz, jakaś mikstura albo żarcie Ci szkodzi - pewny siebie odpowiedział rycerz.

Wtem na śmiałków wybiegł stwór, z daleka wyglądał jak czarnobrody krasnolud który zbyt długo i dużo pił ichni spirytus, z bliska jednak sytuacja wyglądała znacznie gorzej.
To był ożywiony czarnobrody który śliniąc się, bełkocząc i rycząc wściekle zaatakował.
Walka nie była specjalnie trudna, dziwna istota mimo wyjątkowej siły uderzała raczej na oślep.
- Co to jest? - zasłaniając się tarczą przed serią uderzeń Lenti zapytał nerwowo.
- Nie wiem, nie widziałem czegoś takiego jeszcze - odpowiedział mag puszczając w stwora pocisk energii.
Stwór, mimo że leżał jakby unicestwiony, po bardzo krótkiej chwili, zaczął ruszać kończynami, ogólnie zaczął cały drgać.
- Utnę mu ręce i zobaczymy co będzie.
- Może by to spalić ? - podrapał się po głowie mag
- Jak potrafisz to spróbuj - odpowiedział Lenti odcinając właśnie rękę od korpusu stworzenia
- Kal vas flam - wykrzyczał mag po czym w miejscu gdzie leżały zwłoki wyrósł słup ognia.
- Ostrożnie - wykrzyczał Lenti - spalisz mi ubranie, odsunę się może.
Nie dane było bohaterom dokończyć wspaniałego dzieła niszczenia zwłok gdyż nie wiadomo skąd pojawił się cały zastęp podobnych istot, różniły się między sobą tylko stopniem rozkładu i ilością wydzielanej śliny.
Mag wraz z wojownikiem walczyli zaciekle, na przemian w kierunku istot leciały pociski energii magicznej i całe serie uderzeń buławą, właściwie nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak mag padł jak nieżywy na ziemie.
Leżąc widział całą sytuacje, jak Lenti zaciekle okładał swoją buławą śliniące się istoty, słyszał jak wojownik krzyczał:
- Wstawaj! Co się dzieje?!?
Nie mógł jednak się poruszyć, nie mógł właściwie nic, jakby jego wola została w jakiś sposób zablokowana. Jedyne co czuł to moc, siłę, energie która nakazywała mu udać się w głąb kopalni. Po dłuższej chwili odzyskał przytomność, powoli wstał i otrzepując kurz z ubrania zobaczył pobojowisko po którym chodził Lenti odcinając leżącym istotom kończyny przemawiał, nie wiadomo do kogo właściwie.
- Tak się kończy walka ze mną, nędznicy.
Mag usiadł i ciężko westchnął.
(http://images66.fotosik.pl/1184/53942188f4930604med.jpg)
- Musimy iść tam dalej, tam coś jest - rzekł spokojnie do rycerza.
- Oczywiście, niech wiedzą, że mają do czynienia z wspaniałym rycerzem Lentim - pewny siebie jak zwykle odpowiedział wojownik.
Bohaterowie udali się w głąb kopalni spotykając po drodze jeszcze kilka "nie do końca" martwych istot, gdy przed nimi ukazała się zjawia,która natychmiast krzyknęła:
- Idźcie stąd bo zginiecie !!!
Mag spojrzał na wojownika, wojownik na maga, zrobili groźne miny i spróbowali rozpocząć dialog.
- Co tu się wyprawia ? - zapytał wojownik
- Skąd się to wszystko wzięło, kim jesteś - zapytał mag spuszczając wzrok, cały czas miał wrażenie, że istota świdruje go wzrokiem, wręcz pali spojrzeniem.
Zjawa syknęła i powiedziała dość niewyraźnie:
- Jestem duchem kopalni, służę mojemu Panu, ostatni raz mówię, idźcie stąd bo zginiecie!
- Phi, duch kopalni...co to za Pan co wyręcza się takimi nędznymi istotami jak czarnobrode krasnale - z nieukrywaną frustracja odpowiedział Lenti.
Mag nic nie odpowiedział ponieważ spojrzenie zjawy coraz bardziej go paliło, czuł jakby tysiące płomieni otaczało jego ciało, nie był w stanie odwrócić wzroku od hipnotyzującego spojrzenia istoty.
Zjawa teraz już bardzo wyraźnie, bardzo głośno i wyjątkowo wściekle wrzasnęła:
- Te krasnale mi służą, składają ofiary z krwi, a w zginiecie, i też będziecie ofiarą, śmierć intruzom !!!
(http://images70.fotosik.pl/1182/ceb59b247e44276fmed.jpg)
W tym momencie zjawa ruszyła do ataku, wściekle rzuciła się na wojownika po drodze posyłając w kierunku maga wiązkę dziwnej energii.
Mag padł na ziemię. To co się później wydarzyło jest właściwie tak dziwne, że w rozumieniu maga wręcz niezrozumiałe.
Stał "obok" swojego ciała, widział i słyszał wszystko, jednak nie mógł się poruszyć, sytuacja była podobna jak ta z przed wejścia do kopalni, z tą różnicą, że duch kopalni zaczął do niego mówić:
- Wiesz komu służę ? Pożałujesz wszystkiego!!! - odgrażała się zjawa.
Mag starał się zrozumieć sytuację w jakiej się znalazł i zdawszy sobie sprawę ze swojego beznadziejnego położenia odmówił krótką modlitwę do swego boga i wykrzyczał:
- Nędzny duchu kopalni! Jedyne czego chce to być już w otchłani u mego Pana, nędzniku!
W tym momencie mag ujrzał na eterycznym ciele ducha znamię, coś jakby czerwony okrąg pulsujący wściekle czerwonym światłem, po chwili znamię znikło ze zjawy a mag poczuł coś dziwnego, nie jest pewien co się działo, pamięta tylko, że jego ciało się oddaliło, widział wszystko z góry, potem wszystko zasłoniło się mgłą, następnie z mgły wynurzyła
się istota, jakby lich, ale sam nie wie, nie jest pewien, takich lichów nie ma, zna się na tym bo namiętnie poluje na tych złodziei....
Tok rozumowania maga został przerwany silnym bólem w okolicy głowy.
- Znowu śpisz! A ja sam wykończyłem tego potwora! - powiedział rycerz szturchając maga buławą.
- mhm... - niewyraźnie powiedział mag który właściwie nie wie co się stało, co się działo.
Mag niepewnie spróbował wstać, mimo że, zjawy już nie było, w dalszym ciągu pomieszczenie wibrowało energią. 
- Czujesz to, te drgania energii? - trochę bełkotliwie powiedział mag.
- Owszem, to moja wspaniałość ! Sam zabiłem upiora, sława mi! - dumnie odpowiedział wojownik.
W momencie gdy wojownik wygłaszał teorie na temat swej wspaniałości, mag odszedł na bok aby poukładać sobie w głowie cały ciąg zdarzeń jakie miały miejsce, w pewnym momencie dziwnie się poczuł, rozbolała go głowa a ogień zaczął palić ciało.
(http://images69.fotosik.pl/1184/66181d2b795b1d2emed.jpg)
Po chwili wszystko ustało jednak na przedramieniu maga pojawiło się znamię, takie samo, jak wcześniej widział na zjawie, paliło i piekło, mag nerwowo tarł się po ramieniu.
- Co Ci - spytał wojownik.
- Coś tu mam, takie coś jak na tym czymś było - powiedział mag pokazując przedramię towarzyszowi.
- Oj, pewno się przypaliłeś jak te truchła paliłeś - spokojnie rzekł wojownik.
Po krótkiej chwili, z małego tunelu wyszedł czarnobrody krasnolud, rozejrzał się i zapytał:
- Co tu się stało? Zabiliście go? Wy go zabiliście?
- Nie, nie my - z powagą rzekł wojownik Lenti
Mag zdziwiony spojrzał na towarzysza mamrocząc coś pod nosem.
- Nie my go zabiliśmy, a Ja go zabiłem - wyraźnie podkreślił wojownik.
- Coś uczynił... Biada nam, on wróci.. - krasnolud zaczął bełkotać i uciekł w popłochu.

Gdy bohaterowie wracali do miasta, mag cały czas tarł rękę, piekła go i paliła a znamię nie znikało, po jakimś czasie wojownik dostrzegł dziwne zachowanie maga i stwierdził złośliwie:
- Z tej wyprawy wynieśliśmy dwie rzeczy, ja plan na wspaniałą fontannę, a ty oparzenia...
Tytuł: Odp: Dziwna przygoda
Wiadomość wysłana przez: chemik w 2015 09 21, 20:07:59
Mijały dni od ostatniej wyprawy podczas której mag spotkał dziwną istotę. Od tamtego czasu miewał koszmary, a znamię pozostałe na ramieniu czasami dziwnie piekło. Dla człowieka który przeżył już nie jedną przygodę było to nie do pojęcia. Odwiedził już kilku znanych kapłanów celem uzyskania jakiejś odpowiedzi, jednak wszędzie słyszał to samo, czyli właściwie nic nie warty bełkot.
Ostatniej nocy w koszmarach objawił się potwór stojący w krwawym kręgu. Mag po przebudzeniu miał wrażenie, że wiedział gdzie powinien się udać. Zabrał swą wierną klacz i wyruszył w kierunku osady Aurin. Stamtąd udał się do lochów w których z tego co pamiętał, był taki okrąg jak we śnie. Nie mylił się, zaraz po zejściu schodami w dół krypty jego ,,znamię" zaczęło dziwnie pulsować, po chwili pojawiła się jakaś zjawa, na przemian zawodziła i mówiła.
- Odejdź, odejdź...
Z oddali było słychać dziwne wycie, mag wezwał swego najwierniejszego bo jedynego swoją drogą sługę, kościanego smoka i rzekł do niego:
- Albo się dowiemy o co chodzi albo zobaczymy się w otchłani, a teraz morduj wszystko co się pojawi.
Pojawiło się owszem kilku strażników pradawnego grobowca, szkielety, nędzne liche, jednak padali szybko wobec potęgi smoka.
W pewnym momencie smok wyrwał się z pod kontroli i uciekł w kierunku grobowca, zaczął drapać płytę nagrobną. Gdy mag się zbliżył pojawiła się zjawa i znów powiedziała:
- Odejdź bo nie będzie dla ciebie ratunku - po czym znikła, a w miejsce jej zawodzenia pojawił się szyderczy śmiech dobiegający z głębi lochu.
Mag udał się w głąb krypty i dotarł do miejsca które widział we śnie, gdy stanął wewnątrz krwawego okręgu, za jego plecami pojawił się lich który wręcz emanował magiczną mocą.
- Przyszedł na wezwanie jak wierny pies, jak dziecko dałeś się zwabić w pułapkę - wysyczał lich.
- Te znamię to twoja sprawka? - pokazując ramię wykrzyczał mag.
- Tak, zabiliście mojego sługę, więc teraz ty będziesz służyć mi wiernie jak pies - gdy lich wypowiadał te słowa znamię zaczęło palić żywym ogniem.
- Nikomu nie będę służyć, zabije cię złodzieju mocy - wykrzyczał mag.
- Dziecko, co ty chcesz zrobić? Jak zabić? Skoro się nawet ruszyć nie potrafisz - lich uderzył swą laską w ziemie wypowiadając te słowa i maga ogarnął paraliż.
- Widzisz, nic nie możesz zrobić i powtarzam, masz mi służyć wiernie jak pies, rozumiesz?
Mag próbował się poruszyć, powiedzieć coś, zrobić cokolwiek jednak moc którą dysponował lich była zbyt potężna.
- Wiem o czym myślisz, że nie będziesz służyć, zabiję cie i trafisz do otchłani...zapomnij o tym, mogę uczynić, że będziesz moim bezmyślnym sługą, więc wybieraj!
Wewnętrzna wola przetrwania sprawiła, że mag powoli skinął głową na znak, iż się zgadza.
Paraliż momentalni puścił, człowiek zaczął rozmasowywać obolałe ciało.
- Co zatem mam uczynić? - wyraźnie z bólem zapytał mag.
- Na początek, udasz się do świątyni tego plugawego netherila, jeżeli kogoś tam spotkasz to zabijesz i przyniesiesz głowę, następnie weźmiesz to - lich podał dość dziwnie emanujący mocą sztylet - i wbijesz w sam środek ołtarza, rozumiesz?
- Przecież ja będę przeklęty, jak to, nie mogę, przecież... - z wyraźną rezygnacją w głosie powiedział człowiek.
- Albo to zrobisz albo czeka cię to o czym mówiłem wcześniej! - wykrzyczał wyraźnie poddenerwowany lich.
- Dobrze, zrobię to - mag kiwnął głową.
- Nie muszę mówić, że jak mnie oszukasz to kara będzie sroga prawda? Idź już.
Człowiek udał się na wyspy nordów, a stamtąd bezpośrednio do świątyni. Gdy wszedł do środka zauważył, że przebywa tam tylko gwardzista którego się spodziewał gdyż przebywał tu zawsze. Wojownik zauważywszy intruza mocniej ścisnął włócznie i spytał:
(http://images68.fotosik.pl/1197/1a61403f5a5dfdfcmed.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/1a61403f5a5dfdfc)
- Czego tu chcesz człowieku?
- Mam problem, wielki problem... - z wyraźną rezygnacją w głosie odpowiedział mag.
- Nie jestem tu od rozwiązywania twoich problemów!
- Ależ jesteś, tylko ty możesz mi pomóc.
- Niby jak?
- Twoja głowa może... - z dziwnym wyrazem w oczach wyszeptał mag.
- Co ty... - gwardzista nie dokończył zdania gdyż przeszył go potężny pocisk energii. Mag podszedł do ciała i wyjąwszy nóż zaczął oddzielać głowę od ciała. Podczas tej krwawej czynności cały czas słyszał w głowie głos licha mówiący:
- Dobrze, dobrze mój sługo, teraz wbij sztylet w ołtarz.
(http://images69.fotosik.pl/1197/9779522967781e00med.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/9779522967781e00)
Mag schował głowę gwardzisty do worka cicho mówiąc - wybacz - po czym wyjął dziwny sztylet i biorąc ogromny i mając nadzieje, że sztylet prędzej się złamie niż wbije w marmur wziął ogromny zamach... Nie wiedząc jakim cudem, sztylet bez problemu wbił się w ołtarz, niczym zazwyczaj nie zmącona energia świątyni zaczęła wibrować, wkoło ołtarza pojawiły się dziwne wiry energii. Mag ponownie w głowie usłyszał głos licha.
(http://images67.fotosik.pl/1198/6516b57d4974dcdfmed.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/6516b57d4974dcdf)
- Bardzo dobrze, tego oczekiwałem od sługi, uciekaj stamtąd.
Człowiek ostatni raz zerknął w kierunku ołtarza po czym szybko uciekł z świątyni...
Tytuł: Odp: Dziwna przygoda
Wiadomość wysłana przez: Wojto w 2015 09 22, 11:17:33
Nelin przesiadując w bibliotece, nagle poczuł niepokój. Coś było nie tak. Dziwne zawirowania jego energii, energii Pana. Musiał się udać do świątyni. Wskoczył czym prędzej na ostarda i ruszył w stronę gór na Wyspach Nordów. Gdy wszedł do świątyni, od razu wiedział, że to nie było tylko przeczucie. Czuł to już wcześniej... energia Pana po prostu uchodziła. Dopiero co uwolniony, w dodatku z wielką ofiarą samego gwardzisty, a znów ktoś próbuje zaszkodzić Netherilowi. Wojownik czuł wielki gniew. Podbiegł czym prędzej do ołtarza. Zobaczył walające się na schodach, zdekapitowane zwłoki gwardzisty. W ołtarz wbity był czarny sztylet. Niepokój Nelina narastał. Wojownik chwycił go swymi czarnymi jak heban dłońmi, od razu wyczuł energię. Dołożył na rękojeść drugą dłoń i spróbował wyciągnąć sztylet.

(http://i.imgur.com/QDHGJqL.png)

Na marne... Energia jednak była wyraźna i jednoznaczna, pora znaleźć sprawcę i się z nim rozmówić.
Tytuł: Odp: Dziwna przygoda
Wiadomość wysłana przez: chemik w 2015 09 24, 13:05:45
Po wydarzeniach w świątyni mag myślał, że będzie miał choć chwilę wytchnienia. Liczył, że po wykonaniu zleconego zadania wszystko się skończy. Oczywiście się mylił, nie minęło wiele czasu gdy znamię dało o sobie znać paląc człowieka od środka. Nie zastanawiając się, natychmiast wyruszył do kryjówki licha.
- Długo każesz na siebie czekać robaku, dawaj głowę - bardziej wysyczał niż powiedział lich.
Mag nic nie mówiąc podał kreaturze głowę zastanawiając się po co mu właściwie głowa gwardzisty.
(http://images68.fotosik.pl/1204/fcdc29d6222e59ccmed.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/fcdc29d6222e59cc)
Lich ujął głowę w kościste ręce, wysyczał jakąś serie niezrozumiałych słów i głowa jakby ożyła, zaczęła unosić się w powietrzu i wydawać dziwne jęki.
- Jak to zrobiłeś Panie? Co on mówi? - z wyraźnym zaciekawieniem zapytał człowiek.
- Zajmujesz się magią śmierci, a nie wiesz? Jesteś jak dziecko we mgle... Ty nie musisz nic rozumieć, ty masz służyć - świdrując trupim wzrokiem odpowiedział lich.
Głowa cały czas coś bełkotała o monolicie i jaskini, potem zaczęła jęczeć. W tym momencie lich ponownie wypowiedział jakieś niezrozumiałe słowa po czym głowa dosłownie eksplodowała ochlapując maga i licha kawałkami zgniłego ciała.
- Ten już się nam nie przyda - powiedział lich odwracając się w stronę maga - teraz kolej na ciebie robaku - potwór uniósł kościstą dłoń i zaczął nią gestykulować jakby starał się nabrać pozorów ludzkiego zachowania - pójdziesz do jaskini nieopodal Cove, poznasz ją po tym że we wnętrzu stoi monolit, rozwalisz go i przyniesiesz mi jego kawałek.
- Tak Panie, już wyruszam na poszukiwania - mag wiedział, że zadawanie pytań tylko rozwścieczy potwora więc czym prędzej chciał wydostać się z krypty. Właśnie wsiadał na konia gdy lich wydał z siebie upiorny jęk.
- Czekaj głupcze, przecież nie rozbijesz tego swoim pustym łbem, weź to - podał człowiekowi czarny młot który w dotyku wręcz emanował energią - Idź już.
(http://images66.fotosik.pl/1203/b5e2e90728c655e2med.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/b5e2e90728c655e2)
Mag schował młot, wskoczył na konia i czym prędzej pognał w kierunku najbliższego portu skąd mógł dostać się w okolice cove. Pobliskie jaskinie znał doskonale gdyż chadzał tu na polowania, przy trzeciej sprawdzanej grocie znalazł jaskinie w której leżały nadgniłe zwłoki, ściany były okopcone śladami po magicznych pociskach, a w centralnej części groty stał monolit. Gdy mag zbliżył się do kamienia poczuł, że powietrze w koło aż drga od silnych wyładowań mocy. Nie myśląc zbyt długo wziął do rąk powierzony przez licha młot i zaczął uderzać w skale. Przy drugim uderzeniu w monolicie pojawiły się niewielkie rysy, natomiast przy trzecim obiekt rozpadł się na kilka kawałków wydając dźwięk uchodzącej energii.
(http://images70.fotosik.pl/1202/d88fa7cbaaab0babmed.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/d88fa7cbaaab0bab)
Człowiek czym prędzej podniósł i schował kawałek monolit. Już miał wychodzić gdy zauważył, że przygląda mu się jakiś wojownik.
- Czego tu szukasz ? - zapytał machając kosą w sposób który świadczył, że człowiek wie jak jej używać.
- Niczego nie szukam - odpowiedział mag badawczo przyglądając się wojownikowi.
- A co masz w ręce ?
- A to...nic.. ot kostur do walki - powiedział pokazując swój stary kostur.
- Nie w tej, w drugiej, zresztą widzę co tam trzymasz, po co ci to i czemu rozwaliłeś ten monolit? Strzelam też, że byłeś niedawno na wyspach nordów, tak?
- Tak, byłem. Rozwaliłem bo lich mi kazał, muszę mu zaraz przynieść kawałek skały - mag w dość bełkotliwy i może niezrozumiały sposób próbował opowiedzieć całą historię, widząc minę swego słuchacza zastanawiał się czy oznacza ona, że ma maga za szaleńca czy też raczej zainteresowanie.
- Daj mi tą skałę i ten młot, pójdziesz ze mną do zamku.
- Nie rozumiesz dalej, muszę zanieść mu tą skałe inaczej mi biada, nikt mi nie może pomóc - coraz nerwowiej mówił mag gdyż znamię znów zaczynało palić.
Człowiek zszedł z konia, zbliżył się do maga zdejmując rękawice, jego dłonie były całe czarne, jakby stworzone z jakiejś boskiej energii.
- Za wierną służbę netherielowi odzyskałem dłonie, jeżeli ktoś ma ci pomóc, to tylko ja, idziesz ?
- Dobrze, pójdę - odpowiedział wciąż zaskoczony widokiem hebanowych dłoni.
Po dłuższej chwili zjawiła się następna postać, szczupła i blada kobieta odziana cała na czarno. Wymieniła za mężczyzną kilka zdań po czym otworzyła magiczną bramę.
(http://images66.fotosik.pl/1203/c8368dad7ed239ffmed.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/c8368dad7ed239ff)
- Chodźmy - powiedział mężczyzna do maga .
Po wyjściu z bramy oczom maga ukazał się czarny zamek, ogromne kamienne schody które prowadziły do wejścia były strzeżone przez rycerzy odzianych w czarne zbroje. Mag domyślał się, że jest w zamku nekromantów, słyszał o ich istnieniu jednak zawsze myślał, że to relikt dawnych czasów.
Po wejściu do zamku pojawiły się 2 następne postacie, również odziane na czarno. Mag został zaproszony do sali z ogromnym kamiennym stołem, mężczyźni rozsiedli się, a przybyszowi kazali stanąć między nimi. Starszy wiekiem poprosił maga aby opowiedział mu o wszystkim, wypytywał o szczegóły związane z lichem, z wcześniej zabitym duchem kopalni.
(http://images70.fotosik.pl/1202/c04e103a20e331c1med.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/c04e103a20e331c1)
Poprosił o pozostawienie młota oraz kawałka monolitu na stole. Mag zaczął mieć wątpliwości czy dobrze zrobił udając się tutaj. W pewnym momencie został poproszony o opuszczenie sali.
Czekając słyszał urywane fragmenty rozmowy, - zabić, nie, nie wiem, nie widziałem - tego typu strzępki słów udało mu się zrozumieć. Po chwili drzwi otwarły się i mężczyzna z hebanowymi dłońmi zaprosił maga do środka.
- Naradziliśmy się i jedyne co możesz dla siebie zrobić to na sam początek musisz dowiedzieć się jak ten lich się nazywa, nie będzie to łatwe ale musisz spróbować, musisz dowiedzieć się jak najwięcej o jego planach, z takimi informacjami będziemy mogli ci pomóc - rzekł starszy mężczyzna powoli wstając od stołu.
- Ale przecież on będzie wiedział, że tu byłem, że rozmawiałem z wami, on wie wszystko - z rezygnacją w głosie powiedział mag.
- Poczekaj tu, a ja przygotuje coś co ci pomoże - starszy mężczyzna wyszedł gdzieś.
- Pamiętaj, dowiedz się jak najwięcej, tylko to może cie uratować, a i weź ten młot i kamień.
Po chwili wrócił starszy mężczyzna.
- Pij do dna - dał magowi butelkę z dziwnie pachnącym płynem.
(http://images67.fotosik.pl/1205/753d58b202cdfed0med.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/753d58b202cdfed0)
Człowiek wypił zawartość butelki i poczuł dziwne palenie w żołądku, postacie nekromantów zaczęły robić się to na przemian większe to mniejsze, umysł człowieka zalała cała fala dziwnych barw i odgłosów. Trwało to krótką chwilę, mag zaczął kierować się do wyjścia, miał wrażenie, że nekromanci jeszcze coś do niego mówili...
Gdy dotarł do kryjówki licha, ten na wstępie zauważył, że z człowiekiem jest coś nie do końca tak.
- Panie, twoja siła napełnia mnie taką mocą, że ciągle się zmieniam - z dobrze udawaną powagą odpowiedział mag.
(http://images70.fotosik.pl/1202/b7e42136dde7065amed.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/b7e42136dde7065a)
- Dobrze mi służysz robaku, kto wie, może kiedyś cię czegoś nauczę, dawaj kamień! - lich wyciągnął szponiastą dłoń.
Mag wręczając lichowi kamień rzekł - Panie, działał bym ku twej chwale jeszcze lepiej, jeszcze lepiej bym służył gdybym wiedział komu służę, jak brzmi twe imię panie ?
- Moje imię należy do mnie, a ty masz służyć...chociaż, jak będziesz mi służyć, jak teraz wykonasz powierzone zadanie to w nagrodę dowiesz się tego o co pytasz, chcesz tego - lich wydał dziwny dźwięk obracając kamień w swych szponach.
- Tak Panie, chce - z nieukrywaną radością powiedział mag.
- Dobrze zatem, zdobędziesz dla mnie prochy, dokładnie prochy potężnego licha, znajdziesz je w jednej z siedzib tych podłych nekromantów - lich wyraźnie się skrzywił na wzmiankę o nekromantach.
- Oczywiście Panie, tak zrobię - bez wahania odpowiedział człowiek, który właśnie zrozumiał, że nie ważne komu służy to i tak wszystko się źle dla niego skończy...

Tytuł: Odp: Dziwna przygoda
Wiadomość wysłana przez: Masa w 2015 09 24, 13:15:37
Akolita Netherila przebywał w jednej z niewielkich nekropolii oddając się swym tajemniczym rytuałom. Od kilku dni czuł narastającą w nim moc. Wiedział, że jego Pan odzyskał wolność. Zakon nekromantów na czele z podrzędnym Gwardzistą, mimo iż słaby i zmizerniały spełnił swoją rolę. Młody mag nie utrzymywał z nimi kontaktu. Nadal wzbierała w nim wściekłość na wspomnienie dnia, w którym głupia Kapłanka wraz z resztą magów stwierdzili, że nie jest gotowy na wstąpienie do zakonu. A przecież Pan Śmierci sam wynagrodził go za wierną służbę...




Tego dnia magia okalająca nekropolię zdecydowanie osłabła. Powietrze dziwnie zgęstniało. Coś było nie tak. Mocny uścisk w przeponie sprawił, że nie mag nie mógł przez chwilę złapać tchu. Wiedział co to oznacza... Pan go wzywa.

(http://i.imgur.com/IecNwIN.png)

Akolita udał się do świątyni. Na pozór wszystko wyglądało normalnie lecz gdy podszedł bliżej odczuł mocne wibracje energii które wirowały wokół ołtarza. W środek stołu ofiarnego wbity był sztylet. Mag podszedł bliżej by się lepiej przyjrzeć. Zbliżył bladą dłoń lecz momentalnie ja odsunął. Ostrze broni zdawało się wysysać wszechobecną energię. Musiał się dowiedzieć, kto śmiał sprofanować świątynię i dokonać zemsty.




Od kliku dni zbierał informację na temat śmiertelnika, który dopuścił się obrazy Pana Śmierci. Wskazówki doprowadziły go do Osady Aurin. Wszechobecne szepty potwierdzały jego przypuszczenia.
- Dwóch osobników Panie, jakiś mizerny wojownik na piaskowym rumaku i mag w czerń odziany – mówił ściszonym głosem miejscowy złodziej – Ten czarny wrócił tu później. Zdyszany jak pies gdy sukę w cieczce dorwie. Dziwny sztylet w ręce ściskał aż mu knykcie zbielały. 
- W czerń powiadasz...? - Na twarzy akolity zagościł lekki uśmiech. Kolejny nędzny spirytysta kradnący moc memu Panu – Wygląd, imiona, chcę wiedzieć wszystko... – powiedział mag i rzucił rabusiowi pergamin.




Mag śmierci miał już wszystkie informacje. Pozostało tylko znaleźć głupców. Jeździł od krainy do krainy tropiąc bluźnierców. Dotarł do ,,Zaginionych Lądów". Dobrze znał te tereny. W młodości tłukł tu wszelkie plugastwo odsyłając dusze ku Otchłani. Zeskoczył z konia i schylił się nad śladami.
- Odciski końskich kopyt. Hm... nieregularne, wręcz poszarpane – dobrze wiedział jakiej maści był to rumak...a raczej jego szkielet. Wskoczył na konia i ruszył przed siebie w szaleńczym galopie. Po chwili jego oczom ukazała się niewyraźna sylwetka jeźdźca na szkielecie konia. Nieumarły długo się nie zastanawiał. Ściągnął wodze konia, uniósł wysoko ręce i rozpoczął inkantację.
- An Ex Por! – z rąk maga wystrzeliła energia, która momentalnie sparaliżowała śmiertelnika. Mag chwycił butelkę w fioletowym płynem i cisnął nią w kierunku spirytysty. Flakon roztrzaskał się o brzuch ożywionego konia momentalnie wybuchając - Corp Por! – Uderzenie energii było tak potężne, że zrzuciło jeźdźca z siodła - Por Ort Grav! – duszyczka uniosła się nad spalonym ciałem.

(http://i.imgur.com/uo7K0Q4.png)

Nieumarły zeskoczył z konia i podszedł do zwłok. Wyciągnął pergamin z podobizną człowieka.
- W końcu Cię znalazłem nędzny śmiertelniku – syknął – Zbezcześciłeś święte miejsce i obraziłeś mojego Pana. Myślisz, że śmierć to kara? – zaśmiał się demonicznie – Nieee...mylisz się. Dostąpisz zaszczytu. Twa dusza zasili szeregi Armii Otchłani! – powietrze wokół maga zaczęło drżeć. Akolita uniósł wysoko ręce szepcząc tajemniczą inkantację. Dusza śmiertelnika zniknęła.
Mag klęknął nad ciałem, wyciągnął sztylet i odciął głowę ofierze po czym wrzucił ją do lnianego wora. Wskoczył na konia i ruszył w kierunku świątyni.




Mag wszedł do świątyni niosąc kiedyś biały, teraz czerwony, nasiąknięty krwią wór. Stanął przed ołtarzem zerkając na wbity sztylet. Chwycił czuprynę za włosy i uniósł przed sobą wpatrując się jej prosto w oczy.
- Teraz pewnie mi nie powiesz dlaczego znalazł się tu ten sztylet co? – z rozbawieniem pokręcił nadgarstkiem sprawiając, że głowa pokiwała ,,nie" – To nic, na to przyjdzie jeszcze czas. Najpierw zajmę się twym kompanem Lentim.

(http://i.imgur.com/9kzp28z.png)

Ułożył starannie głowę w centrum pentagramu. Stanął bez ruchu szepcząc tajemniczą inkantację.
Tytuł: Odp: Dziwna przygoda
Wiadomość wysłana przez: chemik w 2015 10 05, 13:31:56
Po wizycie w świątyni i otrzymaniu kolejnego zadania od licha, mag przemierzał pustynie myśląc cóż dalej uczynić. Rozmyślając tak i jadąc na swym koniu przysnął przytłoczony ilością zdarzeń ostatnich dni...
Gdy otworzył oczy miał wrażenie, że niebo nad jego głową pękło, wszystko stało w bezruchu, widział tylko błękit nieba i zieleń łąk dookoła, pierwsze pytanie skąd łąki na pustyni, drugie, czemu nie mogę się poruszyć...
(http://images70.fotosik.pl/1230/18d5ab30b3e7d59cmed.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/18d5ab30b3e7d59c)
Otoczenie nagle się zmieniło, teraz widział licha, małe pomieszczenie, dziwne przedmioty dookoła...
Lich robi coś z moją głową, leże, nie mogę się poruszyć...
Nagle wielki błysk światła, miliony głosów w głowie i spokojny głos licha oznajmiający:
- Możesz wstać.
Mag wstał dość niezdarnie rozglądając się po pomieszczeniu i zdziwiony zapytał:
- Co się stało Panie, gdzie ja jestem, nic nie rozumiem...
- Robaku, umarłeś, jesteś  w moim sanktuarium, czego jeszcze nie rozumiesz?
- Panie... - mag wyraźnie nie wiedział co powiedzieć.
- Zostałeś zabity przez jakiegoś nędznego sługę netherila, ja sprawiłem, że tak jakby....
tak jakby jesteś jednak na tym świecie i możesz mi służyć, martwy robak to niepotrzebny robak, więc jesteś teraz na tyle nie martwym robakiem, że możesz mi służyć... - śmiejąc się demonicznie powiedział lich.
(http://images70.fotosik.pl/1230/b2d19be8fdce61c0med.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/b2d19be8fdce61c0)
- Chyba rozumiem Panie, dziękuje... - odparł mag obmacując swoją szyje i wyczuwając grube szwy.
- Tak, tak, musiałem jakoś ,,to" zamocować, nie powinna odpaść - zaśmiał się lich.
- Rozumiem...
- Co z twoim zadaniem? - lich zaczął świdrować maga upiornym spojrzeniem.
- Panie, właśnie w trakcie wykonywania zadania, to mnie chyba spotkało, tak mi się wydaje.
- A więc teraz sam już nędzna istoto wiesz kto jest twoim wrogiem? No nic, jeżeli wszystkie twoje kończyny działają, masz wrażenie, że panujesz nad swoim ciałem to jak najprędzej idź wykonać swoje zadanie! - wyraźnie poddenerwowany wysyczał lich.
- Tak Panie.
- Pamiętaj też, że mogę zmienić stan w którym obecnie jesteś, i miej świadomość , że już nikt ani nic wtedy ci nie pomoże, pamiętaj komu służysz!
- Oczywiście Panie, jest coś, co nie pozwoli mi zapomnieć - odpowiedział mag drapiąc się po szwach podtrzymujących głowę.
- Jak zdobędziesz prochy, przyjdź w miejsce gdzie za chwilę się znajdziesz i uderz trzy razy w ścianę, i nikomu nie mów o tym miejscu,  idź już - powiedział lich wykonując dziwne gesty swymi szponami.
Po chwili mag znalazł się w jaskini, portal wychodzący ze ściany momentalnie znikł zamieniając się w skałę.
- Znam swojego wroga - wyszeptał sam do siebie mag kierując się w stronę wyjścia z jaskini...

Tytuł: Odp: Dziwna przygoda
Wiadomość wysłana przez: Wojto w 2015 10 11, 17:38:25
Nekromanci po spotkaniu z naznaczonym przez licha mężczyzną poszukiwali informacji, które mogłyby im się przydać w zwalczeniu plugawej istoty, która działała na ich niekorzyść. Rhodar poprosił towarzyszy, aby odszukali pewną księgę. Miała się ona znajdować w ukrytej bibliotece w Khaldun. Kapłanka wraz z Nekromantą i Gwardzi... wraz z dwoma Nekromantami, wybrali się do krypty. Unicestwiając po drodze setki podrzędnych istot odnaleźli ukryte przejście.

(http://i.imgur.com/N7TJ8g0.png)

Gdy tylko drzwi się uchyliły od razu wybiegła na Nekromantów gromada ghuli. Dość szybko uporali się z nimi, lecz wtedy wyszedł główny lokator. Plugawy twór razem z kościanym golemem u boku. Oszalała nieumarła istota wybiegła na magów miotając w nich czarami. Nekromanci szybko jednak opanowali sytuację. Kapłanka rozsypała kości na ziemi i poczęła wypowiadać zawiłą inkantację, podczas gdy jeden z magów odwracał uwagę plugastwa. Po chwili z rozrzuconych kości zaczął formować się wielki smok. Kapłanka wskazała jego cel.

(http://i.imgur.com/LA17BBn.png)

Walka trwała dość długo, jednak plugawa istota nie miała szans. Padła na ziemię z zastygniętym wyrazem krzyku na twarzy. Nekromanci w jej zwłokach znaleźli ciekawy przepis, jednak to nie było to, czego szukali. Udali się czym prędzej do biblioteki, która była tak strzeżona. W środku napotkali jeszcze nieco ghuli, jednak nie sprawiły one większego problemu. Po długim przerzucaniu ksiąg i przeszukiwaniu regałów wreszcie znaleźli cel ich podróży.

(http://i.imgur.com/kobHbNz.png)
(http://i.imgur.com/9ONusAk.png)

Księga trafiła w ręce Rhodara, niedługo licz pożałuje wykradania mocy Panu.
Tytuł: Odp: Dziwna przygoda
Wiadomość wysłana przez: Crovley w 2015 10 13, 16:22:36
          Rhodar odłożył traktat o lichach na bok, po czym przyjrzał się przepisowi, który nekromanci znaleźli przy ciele nieumarłego z biblioteki w Khaldun. Tkwił przez chwilę z oczami utkwionymi w kawałku pergaminu- ,,Ten zwój... zawiera informację jak skonstruować oraz ożywić kościanego golema... potężny, nieumarły konstrukt. Poczekajcie chwilę, przygotuję wam listę potrzebnych składników... kto wie, może coś z tego wyjdzie..." Nekromanta chwycił krucze pióro, kawałek pergaminu, i szybko zapełnił go listą potrzebnych przedmiotów. Następnie podał listę jednemu z czarnoksiężników, i dodał: ,,jeśli uda wam się znaleźć to wszystko, możemy zyskać potężną przewagę w walce z tym nowym lichem."

(http://i.imgur.com/PUidrYP.jpg?1)

          Akolita Netherila zwlekł się z łóżka niezadowolony że musi tak wcześnie wstawać. Wyjrzał przez okno, nie zaczęło jeszcze świtać...  Jako że dawnej, nim jeszcze wstąpił do Rady, dorabiał na kutrach rybackich aby opłacić naukę, to jemu przypadło w udziale przygotowanie odpowiedniej ilości czarnych pereł. Zabrał plecak i poczłapał w stronę portu.

          Nim dopłynęli na łowisko, zaczęło robić się widno. Czarnoksiężnik, nekromanta, sługa boga śmierci, człowiek, który mógł przy użyciu ledwie kilku słów i gestów zmusić zmarłego by zbudził się ze swojego pozbawionego snów, wiecznego letargu... zarzucił sieci w odmęt wody i zaspany przysiadł na burcie. Wyciągnął z kieszeni fajkę i nabił ją tytoniem, zbieranym w okolicach Vesper. Już miał ją odpalić, gdy poczuł, że sznur, do którego umocowane były sieci szarpnął. ,,Już? Dopiero co zarzuciłem...musiały zaczepić się o coś..." Westchnął i zaczął szarpać linę, sieć jednak za nic nie chciała puścić. Czarownik wycedził przez zęby głośne przekleństwo i w momencie, gdy miał szarpnąć kolejny raz sieć poluźniła się. Pod pokładem przepłynął ogromny cień. Nagle woda zabulgotała i z głębin wynurzyła się bestia, młody Kraken... chociaż to czy był młody nie miało najmniejszego znaczenia, i tak był większy od pokładu łodzi na której się znajdowali. Sternik opluł wszystko dookoła grogiem, którym tak namiętnie się zapijał, przeklął i w tempie, którego nekromanta nie widział u niego od lat, zaczął szarpać za linę kotwicy. W tym czasie czarodziej skoczył do skrzyni, w której trzymał zbroję i zaczął pośpiesznie ubierać się. Kraken owinął jedną mackę o maszt, a pozostałymi zaparł się o burty i pokład. ,,CHCE WEJSĆ! POŚPIESZ SIĘ Z TĄ KOTWICĄ!!!" Drewno pod naporem ogromnego ciężaru zaczęło pękać, drzazgi strzelały we wszystkich kierunkach. Mag poprawił szybko naramiennik i wyciągnął dłoń w stronę bestii, zaczął recytować zaklęcie, jednak w tym samym czasie sternik uznał, że nie ma sensu trudzić się z kotwicą, odciął linę i wykonał gwałtowny zwrot. Bom grubości pnia młodego drzewa z rozpędem przeleciał nad pokładem i trzasnął nekromantę w potylicę. Wszystko dookoła zgasło...

          Mag ocknął się gwałtownie, mokry i oszołomiony. Poderwał się... i momentalnie pożałował tego. Ostry ból przeszył jego głowę. Czarodziej przyłożył dłoń do potylicy, wymacał ogromnego guza i rozcięcie, z którego sączyła się krew. Nie było jednak czasu na użalanie. Podniósł się i poczuł, że brodzi po kostki w wodzie. Łudź tonęła. ,,co się stało!? I gdzie do cholery jest bestia!?"  Sternik pociągnął srogi łyk z butelki i odparł ,,nie udało mi się dostać na pokład wiec odpłynął, jednak nabieramy wody, jeśli szybko nie dopłyniemy do portu to statek będzie stracony!" Nekromanta przyłożył jakąś szmatę do potylicy i warknął ,,To na co czekasz... na oklaski!? Kurs na Yew!"

         Łajba ledwie dopłynęła do yewieńskiego portu. Sternik odetchnął głęboko i podniósł się by rozprostować kości. ,,co to u licha było!?" Nekromanta podniósł wciąż obolałą głowę ,,Kraken... chyba..." następnie pomasował skronie ,,bogowie... nie sądziłem, że one w ogóle istnieją." Sternik miał coś powiedzieć, ale nagle zamarł, wyciągnął tylko palec w kierunku wejścia do zatoki i pobladł straszliwie, zaczął coś jąkać. Mężczyzna powiódł wzrokiem za jego palcem i również pobladł, jeszcze bardziej niż zwykle. W ich stronę, tuż pod powierzchnią wody, z niebywałą prędkością zmierzał ogromny cień. ,,musiał przypłynąć za nami!"  Mag ocknął się i zakrzyknął ,,Z ŁODZI!" mężczyźni sprawnie wyskoczyli za burtę, prosto na pomost. Czarodziej stanął na poniszczonych deskach i zaczął szykować zaklęcia ochronne, w tym czasie sternik poleciał po najbliższego strażnika. Potwór z głębin zbliżał się z zawrotną prędkością, i nagle, kilkanaście łokci przed pomostem zniknął, po to tylko by po chwil pojawić się obok statku i roztrzaskać go na kawałki. Nekromanta zaczął krzyczeć w stronę bestii, żeby ściągnąć na siebie jej uwagę. Młody Kraken wydał z siebie przeraźliwy pisk i zaczął gramolić się na pomost. Mag, widząc to, zaczął obrzucać napastnika zaklęciami. Jednak potwór z głębin okazał się znacznie zwinniejszy niż mogły by na to wskazywać jego rozmiary, a co gorsza akolita czuł, że jego zapasy many zaczynają drastycznie topnieć. I niemal że w tym samym momencie, w którym mag zużył resztki swej magicznej mocy, nadbiegła straż miejska. Jeden człowiek może miał marne szanse z Krakenem, ale już pięciu to inna bajka, co więcej znajdowali się na pewnym gruncie, gdzie to oni mieli przewagę, a nie pochodzący z głębin morza potwór. Strażnicy odwrócili uwagę napastnika, a w tym czasie nekromanta zaczął regenerować zapasy swojej mocy. Gdy uznał, że ma jaj wystarczająco dużo wycelował kosturem w stronę Krakena i upewniwszy się, że żaden ze strażników nie usłyszy go, zaczął recytować  stare, potężnie zaklęcie w zakazanym języku magii śmierci. Potwór zaczął rzucać się konwulsyjnie a następnie eksplodował. Kawałki brązowawej skóry i wnętrzności Krakena obryzgały wszystko dookoła.

(http://i.imgur.com/4MUczEY.jpg?1)

          Czarodziej podparł się na kolanach, odsapnął  chwilę i poczłapał w kierunku w którym jeszcze kilka chwil wcześniej znajdowała się przerośnięta ryba. Wybrał jeden z większych kawałków skóry i schował go do torby, uśmiechnął się pod nosem... wiedział doskonale co z tego zrobi. Nagle jednak jego uwagę przykuło coś dziwnego, błysk światła... odbijał się w czymś czarnym, sporych rozmiarów... Nekromanta podniósł przedmiot i przyjrzał mu się. W rękach trzymał czarną, ogromną muszlę, musiała być przyklejona do podbrzusza Krakena... Potrząsną nią i usłyszał grzechotanie, coś uwięzło w środku.... Po chwili namysłu upuścił muszlę na ziemię i z całych sił uderzył obcasem o jej powierzchnię. Pełno czarnych kawałków rozsypało się po pomoście, nekromanta przykucnął i rozgarnął je... przed nim leżała perła... biała perła... wielkości głowy rosłego mężczyzny... Czarodziej podniósł ją i przyjrzał się jej powierzchni uważnie, nagle coś poruszyło jego myśli, szybko wyciągnął listę składników, którą przepisał od swojego dawnego mistrza jeszcze na zamku,odszukał odpowiedni fragment:

Czarne perły...

Czarny wrzos...

5 tysięcy kości...

Aha... jest:

Biała perła.


(http://i.imgur.com/rb6Sh2b.jpg?1)

Tytuł: Odp: Dziwna przygoda
Wiadomość wysłana przez: chemik w 2015 10 15, 15:36:25
Mijały dni od kiedy mag został ,,ożywiony" przez swego... Pana. Zastanawiając się cały czas jak wykonać powierzone mu zadanie, dla pozyskania składników czarów udał się do słynącego z ogromnych zasobów wulkanicznego pyłu, wulkanu nieopodal osady Aurin. Zbierając cenny składnik zaklęć poczuł bardzo silną wibracje znanej mu już magii.
Po chwili przed nim pojawił się lich, jak zwykle świdrując swym upiornym spojrzeniem zapytał:
(http://images66.fotosik.pl/1260/77e8f874de6293c9med.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/77e8f874de6293c9)
- Jak twoja misja robaku?
Mag skłonił się nisko i odpowiedział:
- Witaj Panie, cały czas nad tym pracuje, jestem bliski osiągnięcia celu.
- Bliski? To co tutaj robisz? Tu nie ma tego czego ja chce! - lich wyraźnie zdenerwowany zaczął kumulować energie w swych szponiastych dłoniach.
- Zresztą nieważne, jest bardziej pilna misja dla Ciebie, słuchaj uważnie - lich zbliżył się do nieumarłego i zaczął tłumaczyć.
- Ci wstrętni nekromanci próbowali zabić ostatnio pewnego licha, ale jak to z nimi bywa, nie zrobili tego jak należy, pominęli pewne... kwestie....mniejsza z tym, ten lich żyje, musisz go odnaleźć, pomóc mu jeżeli zajdzie taka potrzeba i przekazać ode mnie informacje, że nie jest sam, że może się do mnie przyłączyć, rozumiesz?
- Tak Panie, gdzie mam się udać? - zapytał mag doświadczony tym, iż lich nie lubi zbędnych pytań.
- Khaldun, wiesz gdzie to jest? - zapytał lich nienaturalnie przekrzywiając głowę.
- Nie wiem Panie, nigdy nie słyszałem tej nazwy - spuszczając głowę odpowiedział mag.
- Taki nędzny robak jak ty...powinien znać te miejsce, trudno, udasz się do delucjii i z stamtąd ruszysz na wschód, za rzeką szukaj wodospadu, w wodospadzie jest wejście, rozumiesz? - wyraźni poddenerwowany odpowiedział lich.
- Tak Panie, już tam wyruszam - mag gdy wypowiadał te słowa siedział już na koniu, wiedział, że lich nie lubi zwłoki ani opieszałości w działaniu.
Dotarcie do miejsca wskazanego przez licha nie było trudne, faktycznie wystarczyło ruszyć z twierdzy Delucja na wschód, minąć rzekę i można było z daleka dojrzeć wodospad pod którym było przejście do jaskini.
W pierwszej chwili po przekroczeniu progu jaskini okazało się, że to ogromna krypta, jeszcze większym zaskoczeniem dla maga było to, że całe zastępy nieumarłych istot, które zazwyczaj na sam widok nieumarłego pierzchały rzucały się na niego w dzikim szale. Po dłuższej chwili przebijania się przez zastępy szkieletów mag ujrzał dziwną zjawę, która zamiast bełkotać i warczeć przemówiła:
(http://images69.fotosik.pl/1260/d9e3a0165bb9db5dmed.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/d9e3a0165bb9db5d)
- Kim jesteś? Co tu robisz?
- Szukam licha! - mocno ściskając swą broń wykrzyczał mag.
- A czego chcesz od licha tych krypt? - żałośnie zawodząc zapytała zjawa.
- Przysyła mnie mój Pan, wielki i potężny lich, mam pomóc władcy tej krypty...
- Hmm, nieumarły...czuje moc twego Pana, ja byłem władcą tych krypt, lichem, ale przybyli nekromanci i próbowali mnie zabić... mój dawny sługa wykorzystał tą sytuację, teraz ja jestem tylko wspomnieniem samego siebie, a on podburza me sługi przeciw mnie, jeżeli chcesz pomóc, musisz znaleźć serce tej gnidy, zabić go a następnie przekłuć jego serce specjalnym sztyletem.
- Zjawo, konkretnie, jaki sztylet jest mi potrzebny i gdzie znajdę to serce? - nie marnując słów zapytał mag.
- Sztylet? Proszę, oto on - zjawa wskazała na czarny sztylet lezący na ziemi.
- A serce, no cóż, jestem przekonany, że po ostatnich wydarzeniach nie zdążył go ukryć, musi być gdzieś tu, musisz poszukać... - zjawa wydawała coraz słabsze oznaki swej obecności.
- Rozumiem. A gdzie znajdę tego twojego dawnego sługę? - zapytał mag obracając czarny sztylet w dłoniach.
- Zapewne gdzieś tu się kręci, myślę, że jak znajdziesz jego serce to sam się zjawi - odpowiedziała zjawa i zniknęła.
Mag sprawdził kilka pomieszczeń i faktycznie zjawa się nie myliła, w małej krypcie stała skrzynka w której leżało wciąż bijące serce.
(http://images70.fotosik.pl/1259/f895a341785236dfmed.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/f895a341785236df)
Gdy nieumarły wyjął je ze skrzyni, usłyszał jakieś wycie kilka pomieszczeń dalej.
- Zapewne właściciel - splunął i ruszył w kierunku skąd słyszał wycie.
Na końcu korytarza faktycznie stało coś, co przypominało licha i na przemian krzyczało i syczało.
- Zginiesz! To moje lochy! Zginiesz jak ten poprzedni... - stwór wykrzykując te słowa ruszył do ataku.
(http://images68.fotosik.pl/1260/717cb35aaaa67d49med.jpg) (http://www.fotosik.pl/zdjecie/717cb35aaaa67d49)
Walka z tym stworzeniem była bardzo ciężka, dało się odczuć, że istota wykrada energie Netherila, a na dodatek korzysta z mocy którą skradła swemu Panu. Na szczęści dla maga, istota nie była jeszcze w pełni silna. Gdy stwór padł pojawiła się zjawa krzycząc:
- Przebij serce, przebij serce!
Mag nie myśląc długo złapał sztylet i przebił serce na wylot kilka razy...
Ogromna fala energii rozeszła się po korytarzach, dało się słyszeć jęki i zawadzenia istot tu żyjących, w oparach pojawił się lich.
- Jestem! Wróciłem! - demonicznie śmiejąc się lich zaczął rozglądać sie dookoła.
- Zadanie wykonane, pomogłem Ci, mój Pan kazał przekazać, że możesz do niego dołączyć - odpowiedział mag obszukując zwłoki wcześniej zabitego stwora.
- Tak, tak, oczywiście, podziękuj swemu Panu, albo nie...powiedz gdzie go znajdę - dość niewyraźnie wysyczał lich.
- Mój Pan nie potrzebuje podziękowań, potrzebuje służby...on Cie znajdzie jak zajdzie potrzeba - cicho powiedział nieumarły wsiadając na konia.
Lich nic nie mówiąc tylko się ukłonił w kierunku w którym przed chwilą stał nieumarły mag...