Jeśli możecie uważajcie na siebie !*fragment listu wbitego w palisade przed miastem Yew*(http://i.imgur.com/QbDUZvL.png)
Tej nocy nie zapomni żaden mieszkaniec Yew. O astronomicznej godzinie 21 do miasta pełnym impetem wbiegli obłąkani barbarzyńcy !
Mordując każdego kto stanął im na drodze, nawet obrońcy byli zmuszeni opuścić miasto !
Książe Yew Laures de La'mere Ha-Mephorash wysyła gołębie pocztowe z prośbą ratunku !
Straż również była bezsilna, mieszkańcy którym udało się uciec wybieli gdzieś w las.
Barbarzyńcy okazali się mądrzejsi niż się można było spodziewać, zabarykadowali wszystkie bramy miasta.To jednak za mało ! Do miasta przybywa sam Tyran Delucji wraz z oddziałami wojsk pod przywództwem Lotheda Caerdinn by stoczyć walkę w zachodniej części Yew !
Od wschodu walkę toczą Komes Yew Cristof Bacatore wraz z kompanami !
Barbarzyńcy padają jeden po drugim ulegając naporowi obrońców !
Przy ratuszu spada ostatnia głowa barbarzyńcy !
Lecz to nie koniec !
W mieście pozostał Wielki Niszczyciel ! Machina oblężnicza która dziwnym trafem atakuje ludzi zamiast budynki !(http://i.imgur.com/A6lqrbH.png)
Nieumarły siedział jak zwykle w delucjanskim banku przenosząc słowa czarów na pergaminy, słońce chyliło się już ku zachodowi, nagle na parapecie pojawił się gołąb z przyczepionym listem....
Przejmujemy Yew, natychmiast ruszaj w kierunku w naszym kierunku!!
*władca Delucjii* - charakterystyczny podpis
Po chwili pojawił się następny śmierdzący gołąb...
Nie ruszaj się z delucjii, to zdrada, spisek..
(tu widać zakrwawiony podpis)
*podpisano generał Lothed*
Mag zdezorientowany korzystając ze swego nadludzkiego intelektu, postarał się uzyskać wizję tego co tam się dzieje...
Ujrzał istoty, które w momencie pojawienia się wojsk Delucji, natychmiast zyskały na sile, nie był w stanie wyczuć w jaki sposób, wyglądało to na interwencje samych bogów...tak, siła i moc...bogowie!
Bogowie spiskują przeciw nam!
Mag padł nieprzytomny....
Oblężenie przerosło nie tylko naszą skromna armię, ale również walczących na wschodniej stronie Księstwa Yew, Delucjańskich zawadiaków, którzy z niewiadomych powodów pojawili się z zachodniej strony miasta. Mimo szczerych chęci i woli walki musieliśmy wycofać się na noc do pobliskiej jaskini, by zregenerować siły, opatrzyć rannych wojowników i przemyśleć dalszy plan działania.
Skoro świt postanowiliśmy przedrzeć się łodzią od strony portu. Uzbrojenie po zęby i przygotowani na najgorsze ruszyliśmy w głąb miasta, by rozprawić się z wielką niszczycielską machiną barbarzyńskiej hordy. Panująca w mieście cisza przyprawiała towarzyszy o ciarki na całym ciele. Dookoła ciała i łopoczące potargane, czerwone płachty najeźdźców z Harroth wiszące na drzewach i krzakach. Powoli przemieszczając się po spokojnym jak nigdy księstwie nie zastaliśmy nikogo. Absolutnie nikogo. Żadnego żywego barbarzyńcy, żadnego z Wielkich Wojowników Delucji, żadnej potwornej machiny i najgorsze żadnego mieszkańca miasta. Gdzie zniknęli? Czy Wielki Tyran w raz ze swoja armia pokonał ją? Czy zabrał ją do siebie planując coś groźniejszego niż planowali barbarzyńcy? Miejmy nadzieję, że dla mieszkańców neutralnego Księstwa Yew jest szansa na odbudowanie dobytku i powrót do normalnego życia w puszczy.
(http://i.imgur.com/3eIXcVv.png)
Powrót do normalności zaczęliśmy od otwarcia bram miasta. W raz z władcą zaczęliśmy od bramy zachodniej, by sprawdzić czy w okolicznych domostwach poza miastem nie czai się jakiś niedobity wróg tudzież mieszkańcy, po których ślad zaginął. Przedzierając się przez zachodnie wybrzeże w raz z władcą usłyszeliśmy niepokojące odgłosy zza domu przy wielkim drzewie. To strażnik miasta. Bronił drzwi do jednego z drewnianych domów. Na szczęście napierały tylko wygłodniałe harpie, których to Delucjanie pozbawili pokarmu napierając od zachodu. Zmęczony i słaniający się na nogach, obwieścił, że w domu znajduje się ranny treser. Nie czekaliśmy ani minuty i wbiegliśmy do chaty. Na stole leżał nieprzytomny opiekun okolicznej zwierzyny. Władca nakazał opuścić pomieszczenie i sam zajął się nieszczęśnikiem. Przy pomocy strażnika wrzuciliśmy go na konia i odwieźliśmy do miasta by tam doszedł do siebie. W międzyczasie strażnik bramy opowiedział, że tuż przed wielkim atakiem bankier wraz z kilkoma innymi mieszkańcami i dobytkiem skarbca uciekli północną brama w stronę wielkiego gmachu więziennej twierdzy. Nie czekając ani chwili ruszyliśmy w tym kierunku. Dookoła okolica była bardzo spokojna. Domostwa strony północnej nie zaznały tyrani i barbarzyńskiej rzeźni. Wiezienie okazało się najlepszym schronieniem jakie mógł wybrać stary bankier. Drzwi zaryglowane na 3 spusty otwarł nam jeden ze strażników rezydujący w okolicy nieopodal ratusza. Władca gdy go zobaczył zaniemówił. Na jego twarzy pojawił się strach...Ratusz - powiedział książę. To znaczyło tylko jedno. Gdzie księżna?
Wybiegł z budynku, dosiadł wierzchowca i popędził w stronę siedziby księstwa. Szybko obwieściłem wesołą nowinę mieszkańcom i nakazałem strażnikowi, by eskortował ich do bram Yew. Sam czym prędzej udałem się w stronę ratusza. Po drodze przy brzegu spotkałem kapłana który w towarzystwie konnego obrońcy bramy zmierzał w stronę wiezienia. Z radością przyjęli wiadomości o oswobodzeniu miasta i natychmiast zmienili kierunek podróży.
Drzwi ratusza otwarte na oścież. W końcu sali za wielkim, długim stołem wystaje płaszcz. Podchodząc bliżej - książę przytulający do piersi swą ukochaną. Bordowa plama nie zwiastowała niczego dobrego. Szkliste spojrzenie mówiło wszystko. Wydarzenia z minionych dni odcisnęły piętno na wszystkich, ale największy cios został skierowane w samo serce Lauresa, które spoczywa teraz w raz z ukochaną w kręgu Druidów - świętym miejscu neutralnego Księstwa Yew.
Pogrążony w smutku i żalu Książę Laures wydał rozkaz aby w miejscu pochówku jego ukochanej stanął skromy nagrobek ku jej pamięci. Niestety stary poczciwy kamieniarz zaginął bezpowrotnie i słuch po nim zaginął jak o wielkiej machinie niszczycielskiej. Musiałem udać się do Krasnoludzkiej Twierdzy w celu znalezienia osoby, która wykona pomnik dla Księżnej Akiny. Nie czekając ani chwili udałem się po juczna zwierzynę i największy głaz leżący w środku miasta wrzuciłem jej na garb.
(http://i.imgur.com/c5cMkvT.png)
Wyruszyliśmy traktem w stronę Wielkiej Twierdzy, przez puszczę Yewiańska, Bagna Brytanii, okute mrozem ziemie Minoc, aż dotarliśmy pod wielkie wrota. W środku skierowano mnie do starej krasnoludzkiej świątyni w której to na ostatnim piętrze rezyduje fechmistrz rzemiosła kamieniarskiego. Gdy dowiedział się co się stało postanowił od razu brać się do pracy, by pomnik stanął w miejscu jak najszybciej to możliwe.
(http://i.imgur.com/CMwAVyh.png)
Nie minęły dwie doby prace były ukończone. Ciężki kamień pamiątkowy wrzuciliśmy na umęczone zwierze. Pożegnawszy się z rzemieślnikiem wyruszyłem w podróż do puszczy. Pech chciał, że na tym zimnym lodowcu rozpętała się burza śnieżna. Musiałem zmienić kierunek podróży i przeczekać ciężkie warunki w Świątyni Storna. Chyba sam bóg przekierował eskapadę, by móc porozmawiać ze swym sługą, który lata temu oddalił się z tych ziem by znaleźć swój spokój w puszczach Księstwa Yew. Łyk spirytusu i chwila ciszy i spokoju świątyni dodały energii na dalszą podróż. Przemierzając lasy i bagna w końcu udało się bezpiecznie dotrzeć do miejsc pochówku Księżnej. Niestety, nie zastałem już Księcia na miejscu. Podobno wyruszył o świcie nie mówiąc nikomu gdzie i kiedy wróci. I to mi było zaszczytem postawić nagrobek upamiętniający miłość tych dwojga. Niezdarnie zapaliłem świece, spojrzałem w morze, łyk spirytusu...Spoczywaj w pokoju.
(http://i.imgur.com/eMSys3W.png)