Stał odwrócony plecami do drzwi. Dłonie oparł na skrzyni,
czuł chłód dobiegający go z otwartego okna tego mroźnego poranku.
"Coś dziś w końcu upoluję!" tak mówił sobie w duszy osamotniony mag.
Po ostatnich walkach obronnych w Skara Brae zrozumiał że jego zapasy
ziół oraz żywności zebrana na tę srogą zimę skończyły się wraz
ze szczęsciem po wygranej z okrutnym wrogiem.
"Ahh..." westchnął pod nosem "Żebym nie był takim głupcem, cały
majątek licho wziął!" Młodzieniec walcząc w bitwie pod miastem
zużył cale swoje zapasy, dzieląc się również z swoim przyjacielem
Gerandirem oraz resztą kompanów.
Postanowił więc wyruszyć w srogie zimowe tereny, ponoć wielu ludzi mowiło
że znajdzie tam dużo szlachetnych kamieni i śnieżnej skóry która ponoć jest
mimo pozoru cieplejsza od zwykłej trollowej skóry.
Spakował swe rzeczy, wymówił kilka błogosławieństw i wgramolił się do swej
łodzi przycumowanej zaraz przed domem.
Dokładnie o północy dotarł na miejsce, wziął ekwipunek i już z daleka zobaczył
rodzinę niedźwiedzi polarnych w oddali.
"Chodźcie, nie zrobię wam krzywdy..." powtarzał pod nosem zbliżając się
wolnym krokiem do stada. Wyciągnął mięso z plecaka i rzucił im pod nos,
od razu wprawiony przygotował jednego z nich do wyprawy wypowiadając
kilka błogosławieństw.
(http://s19.postimg.org/gu6yu4mb7/Araal_mi.jpg)
Tak więc ruszyli w podróż, po kilku godzinnej eksploracji wyspy młody mag
w końcu natrafił na potężnego w jego mniemaniu Lodowego gargulca który
wyszedł im naprzeciw. "Stój!" takie słowo padło z zlodowaciałych ust
wroga, Araal nigdy nie podejrzewał że istoty takie jak ta mogły mówić!
Lecz po chwili owy gargulec biegnąc w jego stronę zamienił się w wilka i
czym bliżej był tym bardziej odczuwał zmęczenie i robił się senny,
coraz bardziej senny...
Obudził się goły, w śnieżnej zaspie przy wejściu do Deceit, trzęsąc się z zimna
nie potrafił pozbierać myśli. "C-c-oo-o s-ss-s-i-ę s-ta-ł-o" wykrztusił z siebie
zaraz przed totalnym wyziębieniem organizmu po czym zemdlał.
Drugi raz ocknął się już w swoim domu, na łóżku.
"Gerandirze, ja żyję?" zapytał przyjaciela siedzącego przy nim na krześle.
"Żyjesz Araalu, nie było cię kilka tygodni!, posłałem ludzi po ciebie
aż w końcu pomyślałem o naszej ostatniej rozmowie na temat lodowej wyspy!
głupi masz ten swój rozum jednak, nie mogłeś zapolować za domem?!"
krzyczał głośno na chorego. "Był znachor,i powiedział że konieczna jest amputacja
kilku palców u stóp i dłoni, masz szczęście że żyjesz! w ogóle nikt nie wie jakim
cudem udało ci się tam jakoś przetrwać, może to sam Requanis ci pomógł!"
"Nie wiem, nic nie pamiętam, ale przed oczami mam wilka w pięknej połyskującej na
biało sierści, jak tylko wyzdrowieje dowiem się co zaszło tego dnia na wyspie..."
po tych słowach zasnął osłabiony a Gerandir wyruszył po lekarstwa i prowiant na
przyszłe srogie dni zimowe które przyjdzie mu spędzić przy swoim chorym przyjacielu...