DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Aqe w 2016 01 21, 23:19:42

Tytuł: Tymczasem w stolicy...
Wiadomość wysłana przez: Aqe w 2016 01 21, 23:19:42
  Na głównym placu w stolicy od wielu dni leżały zwłoki bankiera, biedak tak się przejął zuchwałą kradzieżą płaszcza samego Methestela i serce nie wytrzymało.
                 Rozkładające się ciało śmierdziało okrutnie, robaki miały prawdziwa ucztę. Cześć urzędników miejskich uskarżała się na uporczywe swędzenie, znachorzy orzekli jedno : Epidemia !
                                  Miejski uzdrowiciel twierdzi iż przyczyną zarazy są dziwne kamienie pozostawione przez mieszkańców Delucji...  Czy to może być prawda?
Tytuł: Odp: Tymczasem w stolicy...
Wiadomość wysłana przez: Olo w 2016 01 22, 11:37:50
     No, chyba mi się ostatnio zdawało że swąd rozkładającego się ciała czuję już ze środka Banku...
Nieee, to niemożliwe że nikt dotąd nie zajął się sprawą pochówku biednego bankiera.
A jednak... *westchnął ciężko*

(http://s19.postimg.org/ahx8vntkj/Araal_1_21_22_33.jpg)

No cóż, żeby nie pchnęło mnie uczucie jakiegoś przywiązania z tym miastem, nie ruszyłbym
nawet palcem by pochować tego rządowego pracownika...
Psia mać! *spogląda na wijące się w zgniłym ciele robaki po czym zwymiotował dwukrotnie*
Jak ja się cieszę że mieszkam już poza miastem i nie muszę się z nimi wykłócać.
Lecz po chwili poczułem straszne swędzenie w różnych partiach ciała, było nie do zniesienia.
Drapałem się prze okrutnie depcząc uciekające z zgniłego mięsa owady.
Agrival! Krzyknąłem doniośle, jak to może być że bankier do tej chwili nie został pochowany,
strażnicy omijają go nic sobie z tego nie robiąc.

(http://s19.postimg.org/8h6patxf7/Araal_1_21_22_36_1.jpg)

Rozumiem... *machnął ręką* ale w moim mniemaniu po prostu nikomu się nie chciało
i wszyscy zapomnieli. Swędzenie dawało się  coraz bardziej we znaki, Agrival też zaczął cierpieć.
Obydwoje, lekko osłabieni drapiąc się ciągle bezskutecznie próbowaliśmy na wszelkie sposoby przenieść jakoś zwłoki.  Po chwili postanowiliśmy że nie mamy innego wyjścia i musimy spalić
gnijące szczątki. Po przyniesieniu chrustu i kilku płócien, wypowiedziałem magiczne zaklęcie.
Straciłem lekką kontrolę nad ogniem, lecz wszystko przebiegło w miarę bezpiecznie.

(http://s19.postimg.org/uqkmhdsvn/Araal_1_21_22_48_1.jpg)

Po krótkim rytuale pośmiertnym udaliśmy się do uzdrowiciela by spytać o chorobę która przeszłą na nas z odoru wydobywającego się ze zgniłego ciała. Byłem oburzony, Jednorożec to znaczy farmer który był Jednorożcem... A zresztą! *machnął ręką*
powiedział mi że teraz całą stolicę ogarnie choroba... i że choroba ma jakieś powiązanie nie z ciałem
lecz z dziwnymi czarnymi kamieniami które wtopili słudzy zła przy ostatnich wydarzeniach, ciekawe...

(http://s19.postimg.org/q5yg2g96b/Araal_1_21_22_57.jpg)

Po długiej gadaninie i sporządzeniu kilku notatek jednorożec wypuścił dziwny pył z nozdrzy po
którym poczułem się lepiej. Lecz dał mi do zrozumienia że w późniejszym stadium dziwnej choroby
niemożna tak łatwo się jej pozbyć...







Tytuł: Odp: Tymczasem w stolicy...
Wiadomość wysłana przez: Aqe w 2016 01 24, 15:18:17
Od wybuchu epidemii minęło parę dni, miejski znachor musiał na własne kopyto zwołać pomoc w postaci uzdrowicieli z całego królestwa...
Spędzili oni kilka dni i nocy pracując ciężko nad stworzeniem antidotum na dziwną chorobę , w końcu im się udało!
Większość pracowników miejskich została wyleczona, najbardziej chorych czeka śmierć.


Czy to koniec dziwnych zjawisk w stolicy czy raczej początek?
Tytuł: Odp: Tymczasem w stolicy...
Wiadomość wysłana przez: Olo w 2016 02 09, 20:16:42
AAaaahhhhhhh...

***

Odpoczywałem po ciężkich dniach spędzonych po za domem na całego.
Rana na głowie już prawie się zagoiła lecz nagle dziwne głosy i nie pokój opanowały moje serce i umysł.

(http://s19.postimg.org/89vlw1d9v/Araal_2_4_10_06_1.jpg)

Poczułem że czym prędzej muszę rozejrzeć się po stolicy, więc ściągnąłem swojego przyjaciela do pomocy...

(http://s19.postimg.org/t5hw7a9gz/Araal_2_4_10_09.jpg)

Rozglądaliśmy się po wielkim mieście szukając źródła mojego nie pokoju i tak trafiliśmy na świątynie Brytyjską
w której ukazało się nam ludzkie oblicze mojego pana i sny ostatnich czasów zaczęły się spełniać gdy z pod
kaptura jego na głowie wydobywać zaczął się niebieski płomień.
Dziwne, że mogłem zrozumieć mowę jego która nie trafiała do uszu moich lecz jakby prosto do głowy w której słowa
były jak wyryte w pamięci, jakbym przypominał sobie dialog który już nastąpił.
Methestel przemawiał do nas.

(http://s19.postimg.org/nrj3zqjqr/Araal_2_4_10_14_1.jpg)

Po kilku krótkich chwilach straciłem rachubę czasu i dowiedzieliśmy się że musimy isc do świątyni Donara, gdzie czeka
na nas miecz, ponoć nie byle jaki...

(http://s19.postimg.org/sos373wc3/Araal_2_4_10_30_3.jpg)

Pamiętacie dziwne kamienie porozstawiane po mieście w czasie napadu na centrum?
Miecz ten służyć ma niszczeniu czarnej magii zaklętej w owych runicznych kamieniach.
Tak więc tylko wybraniec mógł dobyć "Gorejący Miecz".

(http://s19.postimg.org/ls2i8bpf7/Araal_2_4_10_34.jpg)

Stało się... Saltar bez wahania sięgnął po miecz, który o dziwno znakomicie przyległ mu do dłoni.
A więc  w drogę! Jak zapamiętałem z rozmowy z Methestelem znachor miał sporządzić specjalną miksturę
dezaktywującą czarną magię z kamieni.

(http://s19.postimg.org/3y70716cz/Araal_2_4_10_41_1.jpg)

Objaśnił nam prędko na czym polega plan zniszczenia złych run, kazał zabrać się od razu do pracy
gdyż okropna zaraza pochłaniała swe żniwo w całej już Sosarii.


- Oblać po czym uderzyć... - powtarzał pod nosem.

(http://s19.postimg.org/xigfppi7n/Araal_2_4_10_45_1.jpg)


Straszny smród był tylko początkiem nadchodzących nieszczęść, po nim z kolejno niszczonych kamieni
pojawiać się zaczęły hordy ciemności. Od słabszych, po nie dające wytchnienia demony!

(http://s19.postimg.org/nmfcq2cfn/Araal_2_4_10_52_1.jpg)

Lecz najgorsze dopiero było przed nami, choroba otumaniająca słabe istoty przeszła przez najbiedniejszą
dzielnicę portową. Ludzie opętani zaczęli wybiegać i godzić w nas nożami, kamieniami i wszystkim co w ręce im
tylko wpadło. Musieliśmy się bronić...

(http://s19.postimg.org/u1edmqj5f/Araal_2_4_11_08.jpg)

Zacisnąłem mocno pięści.
- Nie! to nie mogło się stać! - ukróciliśmy o głowę kilku naszych wspaniałych przyjaciół, lecz mikstura wlana do ich
ust wybawiła ich dusze od nie spokojnej śmierci.

(http://s19.postimg.org/6ogc4831v/Araal_2_4_11_11_3.jpg)

Po krótkiej modlitwie zacisnąłem mocno pięść, Saltar skinął głową w moją stronę i po chwili zauważyłem wychodzącego z wody białego smoka. Giń sługo zła! krzyczałem zawzięcie pędząc prosto na niego.
Nie odpuszczę, zło zabiera najsłabszych... dlaczego?!

(http://s19.postimg.org/i22vffdkj/Araal_2_4_11_16_1.jpg)


W okropnym szale jeden po drugim "Corp Por!" rzucałem z daleka gdzie słychać było tylko trzask potężnej mocy.
Saltar dźgał smoka w najsłabsze miejsca pod skrzydłem i ze środka jego ciała wylewać się zaczęła czarna krew,
o struchlałym zapachu.
Nim minęła chwila było już po wszystkim, czy to koniec? nie możliwe...
Musieliśmy wrócić do wspaniałej świątyni, gdzie na miejscu czekała już błękitna postać.

(http://s19.postimg.org/ba7uytz77/Araal_2_4_11_30.jpg)

Z rozmowy wynieśliśmy kilka dziwnych informacji, postać zniknęła i obudziliśmy się jak po dziwnym śnie.
- Czy to była prawda? - zapytałem druha.
Saltar ocknął się po moim pytaniu, po czym wyciągnął z pochwy płonący miecz.
- A jednak...