Znacie to uczucie gdy ze zmęczenia, wzrok zaczyna płatać figle? To jeszcze nic szczególnego. Normalne i całkiem powszechne nawet. Jeżeli zaś rzeczy nieożywione zaczynają z wyzwiskami... nie jest dobrze.
Siedziałem sobie w banku, robiąc porządki i spisując inwentarz. Wiatr szalał na zewnątrz, wyjąc po oknach i skrzypiąc drzwiami.
Śmietnik zaczął się trząść i podskakiwać, błagać "odmień mnie w ludzka formę z powrotem". I wyzywał od durni. Nawet kopniak, nawet prośba - nie zdołały go okiełznać. Ruszył ku drzwiom i wypadł przed bank. Tyle było po nim śladu.
I ja się pytam: na czym to ja skończyłem?