DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: |chris| w 2016 09 17, 17:39:18

Tytuł: Dejaszczuracja
Wiadomość wysłana przez: |chris| w 2016 09 17, 17:39:18
Athelan wyszarpnął włócznię z truchła Kroczącej Śmierci. Zdjął hełm, ocierając mokre czoło skrajem poszarpanej szaty. Jego rozbiegane spojrzenie zatrzymało się na postaci stojącej parę kroków dalej, w cieniu pobliskich skał.
- Oh, witaj. Nie zauważyłem kiedy przyszłaś – zawahał się – Długo już tu stoisz?
Czarownica pokiwała powoli głową jakby w zamyśleniu.
- I nic mi nie pomogłaś? – zapytał z wyrzutem w głosie.
Lostara wzruszyła ramionami, nieobecna myślami.
Athelan podreptał w kółko zbity z tropu obojętnością czarownicy.
- Niedaleko stąd ponoć ukryty jest wielki skarb,  właśnie idę go zdobyć. Wybierzesz się ze mną?
- Nie – odpowiedziała Lostara, obrzucając wojownika oceniającym spojrzeniem. – Mam inny pomysł. Stój tu i się nie ruszaj.
Wypowiedziała tajemniczą inkantację po czym zniknęła w obłokach białego dymu. Nim Athelan zdążył przetrawić sytuację, poczuł jak tajemnicza siła ciągnie go w każdą stronę jednocześnie, a gwiazdy które go otoczyły zaczynały wirować z coraz większą prędkością.
Kiedy wszystko się zatrzymało stał jeszcze chwilę bez ruchu starając się powstrzymać mdłości. W końcu otworzył oczy próbując zorientować się w nowym otoczeniu.
- Gdzie mnie ściągnęłaś? – zapytał lekko drżącym głosem przenosząc wzrok z Lostary na wielką bramę przed którą stali.
- Do naszego nowego domu – odparła śmiejąc się perliście. – Musisz go jedynie nieco... uprzątnąć.
- Uprzątnąć? Nie mam miotły.
- Nie będziesz jej potrzebować – wskazała głową na włócznię w ręku wojownika.
- No dobrze, pokaż co się tam zalęgło... - zmarszczył brwi kiedy sens słów czarownicy zaczął do niego powoli docierać – Jak to nowy dom?
W odpowiedzi pchnęła go delikatnie swoim kosturem w stronę zniszczonych schodów.  Nie mając wyboru wyszeptał cicho słowa modlitwy skierowane do Luny, a wola boginii spłynęła na niego z nocnego nieba.
Ledwie przekroczył próg, jego płaszcz stanął w ogniu, oczy straciły zdolność widzenia. Spanikowany ścisnął mocniej grzywę wierzchowca i na oślep zaczął wymachiwać krótką włócznią licząc na łut szczęścia. Grzmoty błyskawic i wybuchy kul ognistych dodatkowo go ogłuszyły.
Nagle wszystko się uspokoiło, a światło z powrotem wróciło do jego oczu. Rozejrzał się po polu bitwy, zatrzymując wzrok na dwóch truchłach lichów lordów.
- Ha! Ze mną będziesz bezpieczna, skarbie – zwrócił się w stronę Lostary stojącej na schodach – Widziałaś tych nędzników? Nie mieli żadnych szans!
- Kogut był wyjątkowo dzielny – powiedziała podchodząc do kirina i głaszcząc go po pysku. – Dobrze się Tobą zaopiekował. A Ty lepiej już podnieś tę włócznię.
- To było to robactwo? Już jest czysto? – Athelan zignorował uwagę o męstwie swojego wierzchowcai zaczął się rozglądać za bronią, którą gdzieś zapodział w czasie walki. -  Gdzie ona jest?
Czarodziejka prychnęła ze zniecierpliwieniem, kiedy były złodziej w końcu odnalazł swoją zgubę i podniósł ją niemal z czcią.
- Jeszcze nawet nie zacząłeś. Idź przodem  – Lostara poprawiła się w siodle, jednak słodki uśmiech złagodził jej wypowiedź. – No już, ruszaj, mój rycerzu.
Idąc przed siebie szerokim korytarzem, oświetlonym przez nieśmiały ogień pochodni, podziwiali swoje nowe gniazdo.
- Będzie trzeba położyć dywany, rozświetlić nieco ten mrok, naprawić bramę, pozbyć się tych przeciągów, sprzątnąć pajęczyny... zobacz ile tu pająków! Ściągnąć architektów, stolarzy... - wyliczała Lostara oglądając z zachwytem każdy kąt.
- Ja to wszystko mogę sam zrobić – odpowiedział odruchowo Athelan. – Wiesz przecież, że...
Ich rozmowę przerwał Ophidian, który z obrzydliwym uśmiechem przylepionym do oślizgłej twarzy, podpełznął do nich. Był znacznie większy niż jego pobratymcy, poruszał się z wielką gracją, a berdysz, który trzymał w umięśnionych łapach z łatwością mógłby przeciąć najlepszą zbroję wykonaną przez elitarnych Kowali Cechu Sosaryjskiego. Ewentualnie mógł ją zmiażdżyć. Razem z zawartością.
- Ssssnikajcie ssstad – wysyczało stworzenie. – Nie chssemy wasss tu.
Przerażone spojrzenie Lostary, pobudziło wyobraźnię Athelana i obudziło w nim głęboko ukrywane pokłady odwagi.
- Nie będzie nam rozkazywała byle jaszczurka! – głos wojownika poniósł się echem po korytarzu.
- Nasssszz pan nie sssna litosssci – źrenice Ophidiana zwęziły się do dwóch pionowych kreseczek.
- To tak jak ja! – Athelan przyjął pozycję bojową, unosząc przed siebie tarczę i rzucając ukradkowe spojrzenia w stronę Lostary, aby upewnić się że jest podziwiany. – Cofnij się kochanie. To będzie szybka rozmowa dwóch mężczyzn.
Skinęła głową i bez  słowa cofnęła rumaka o parę kroków. W jej oczach pojawił się jasny blask, zwiastujący nadejście burzy z piorunami.
Athelan z efektownym piruetem przeleciał 5 długości konia i z cichym jękiem padł na ziemię, kiedy Ophidian z niewyobrażalną siłą  i szybkością uderzył berdyszem prosto w tarczę.
- Luno, ześlij błogosławieństwo na swego wiernego, który staje do walki w Twym imieniu i na bróń jego, która nakarmi Cię krwią wrogów... - Athelan wyszeptał modlitwę, podnosząc się z ziemi z cichym jękiem.
Ophidian właśnie kończył wyrywać się z objęć pajęczych sieci, które na rozkaz Lostary oplotły jego ciało uniemożliwiając na krótką chwilę wszelki ruch. Stracił zainteresowanie wojownikiem i kolejny atak wymierzył w czarownicę, jednak na jego drodze ponownie stanął Athelan, którego oczy płonęły srebrnym ogniem. Tym razem pod wpływem uderzenia cofnął się jedynie o krok i od razu wyprowadził kontratak, pchnięciem próbując przebić się przez grubą łuskę stwora o dotrzeć do jego plugawego serca, lecz włócznia zeszła po łuskach pozostawiając po sobie niewielką rysę.
Ophidian z upływem czasu stawał się coraz zacieklejszy, a jego ruchy nabierały prędkości, coraz częściej przebijały się przez słabnącą obronę przeciwnika.
- In Vas Mani – Lostara robiła co w jej mocy, aby utrzymać przy życiu swego obrońcę. – Athelan, zrób coś! Już nie jesteś skrytobójcą, zacznij walczyć jak rycerz!
Athelan z uśmiechem przypomniał sobie złodziejskie nauki. Splunął prosto w ślepia Ophidiana. Wykorzystując chwilową dekoncentrację potwora, szybko zbliżył się do niego i po potężnym uderzeniu tarczą błyskawicznie wyprowadził pchnięcie, tym razem celując w nieosłoniętą niczym łapę bestii, która z głośnym sykiem wypuściła broń. Po chwili na ziemi leżało już podrygujące, obrzydliwe i pozwijane ciało, z którego Athelan z zadowoleniem zeskrobał garść łusek.
Lostara ze śmiechem rzuciła się w ramiona swojego Protektora, obsypując go hojnie pocałunkami.
- Już tylko parę małych jaszczurek i możemy się w końcu wprowadzić! – oczy jej błyszczały ze szczęścia.
- Ehe – kolokwialnie odparł Athelan, który niemal się rozpłynął w jej objęciach.
Miły nastrój został zepsuty przez obłąkany śmiech, odbijający się echem od ścian ogromnych sal i pustych korytarzy. Mroził krew w żyłach i napełniał serca niepokojem. Przebijały się również ciche dźwięki uczty, sztućców, talerzy, mlaskania oraz co pewien czas, odgłosy przypominające rozrywane ciało, które jeszcze miało siłę wydać rozpaczliwy krzyk pełen bólu nim umilkło.
- Zgłodniałam – stwierdziła Lostara, jako że są rzeczy ważne i ważniejsze. – Chodźmy poszukać tej Sali Balowej.
- Tak! Tak! Wpadli w nassszą pułapkę! – obłąkany śmiech dopadł ich kiedy przechodzili przez stajnie. – Zjesssc! Zjessc ich oboje!
Z Sali Balowej wypadła grupa Ophidianów Zabójców, a drogę powrotną odgrodziło stado Magów z Matriarchą na czele.
Athelan z cichym piskiem desperacji, zmotywowany przez Lostarę, rzucił się naprzód w sam środek grupy wrogów. Tańczył pomiędzy nimi, a władzę nad ciałem przejęły odruchy skrytobójcy, spowolnione przez ciężką zbroję, którą był zmuszony nosić ostatnimi czasy. Unik, atak, tu zniknąć, tam się pojawić. Pchnięcie w plecy, prosto w serce, grot włóczni rozrywający gardła i aorty każdego kto pojawi się w zasięgu ciosu.
- Vas Ort Grav – sukienką Lostary targał silny wiatr, kiedy rzucała coraz to potężniejsze zaklęcia, wspomagając w walce swojego Mistycznego Lisa. Bestia po bestii kładła się na ziemi, uginając się pod gniewem czarownicy. Błyskawice skakały po całej stajni, a Ophidiany wiły się w konwulsjach. Ukochany chowaniec Lostary skakał wokół niej, nie pozwalając się nikomu zbliżyć do swej Mistrzyni.
- Koty! Sprowadź tu koty! Kotów potrzebujemy do tych szkodników! – głos Athelana był nieco stłumiony.
- Ath... no dobrze, niech będzie.. Kal Xen – salę zapełniło stado małych kotków, które nie czekając na rozkaz rzuciły się do ataku.
Oczy Athelana zaszkliły się, kiedy futrzaste stworzonka poznikały z głośnym miałknięciem.
Nagle  niedobitki rozpierzchły się pospiesznie na wszystkie strony. Powietrze zgęstniało, a nad ziemią zaczęła unosić się mgła. Od strony Sali Balowej rozległ się się ogłuszający hałas, a w przejściu pojawił się demon, wielkością przerastający największe bestie Sosarii.  Za sobą po ziemi wlókł zakrwawiony topór, wydając przy tym zgrzyt przyprawiający o ciarki.
- Ophidian Kat...
- Nasssz pan...
- On sssie possbedzie intrussów...
Ophidiany z trwogą wcisnęły się w najróżniejsze kąty i ze czcią wpatrywały się w swojego boga.
- Lostarko, obiecuję że wyjdziemy z tego cało – Athelan mocniej zacisnął dłoń na włóczni. – Musisz tylko robić to co powiem, dobrze?
Nie czekając na odpowiedź zaszarżował na Bestię. Jednak kiedy demon ruszył w stronę Athelana szybkim biegiem, wojownik z głośnym krzykiem przerażenia zawrócił kirina i zaczął biec w drugą stronę. Na końcu stajni zawrócił, przebiegając tuż obok Ophidiana i pognał przed siebie.
- Co z tymi poleceniami? – zawołała Lostara, jednak zagłuszały ją paniczne krzyki rozpaczy, które wydawał z siebie Athelan, biegając w tę i nazad.
Z cichym westchnieniem sięgnęła do woreczka z ziołami, zaczęła je mieszać i rzucać klątwy na demona. Pozbawiała go mocy magicznej, osłabiała pancerz i zadawała głębokie rany stojąc w pełnym skupieniu, zerkając co jakiś czas na Lisa, który stał obok niej, prężąc wszystkie mięśnie i warcząc groźnie, w każdej chwili gotowy rzucić się do gardła każdej bestii, która zbytnio się zbliży do jego wyjątkowej Pani.
Po wielu godzinach tej walki, Athelan w końcu odważył się wyprostować  i otworzyć oczy. Ze zdumieniem odkrył, ze ruchy demona znacznie zwolniły, ciosy jego topora nie niosą już ze sobą takich zniszczeń, a rany przestały się goić. W przypływie nagłej odwagi zatrzymał kirina i zwrócił się przodem do nadbiegającego wroga.
- Chodź tu ty plugawy szczurze! – zawołał po czym cisnął włócznią celując w gardło bestii.
Broń trafiła nieco wyżej przebijając się przez oko i wbijając się w mózg, po czym eksplodowała rozrywając głowę demona i górną część tułowia. Ziemia zadrżała od upadku ogromnego cielska, a wszystkie stworzenia obserwujące tę scenę uciekły.
- Oh, to była ta magiczna... gdzie podziałem zwykłą? – Athelan podrapał się po głowie rozglądając się dookoła.
Lostara odgarnęła z twarzy niesforny kosmyk włosów i podeszła do swojego rycerza.
- Dzielnie walczyłeś mój drogi.
- Wszystko, żebyś była bezpieczna. Teraz już spokojnie możemy się tu wprowadzić.
- Nie chcę.
- Hę?
- Rozmyśliłam się.
Lostara poprawiła sukienkę i ruszyła w stronę wyjścia. Po kilku krokach zatrzymała się i odwróciła w stronę Athelana, który stał bez ruchu nic nie rozumiejąc.
- Idziesz ze mną czy zamierzasz tu zostać?
- Dokąd teraz idziemy?
- Jak to dokąd? Szukać ładniejszego domku, oczywiście.