- Fechmistrzu Werfenie, Wysoka Kapłanka Ol'oth domaga się twojego przybycia. Natychmiast. - szybko przekazała wiadomość młoda kapłanka. Treść i ton z jakim go wypowiedziała, pokazał, że nie należy zwlekać.
Rozejrzałem się po sali treningowej i wybrałem jednego z adeptów aby udał się ze mną. Młody zawsze się czegoś nauczy, a w razie gniewu kapłanki, pójdzie na pierwszy ogień. Padło na nowoprzybyłego do Akademii, Luthasa - elf ze slamsów, Bezdomny. Wykonał polecenie i towarzyszył mi w drodze do komnat Kapłanki Xaqinil.
- Dobrze, że jesteś Fechmistrzu. - Kapłance ciężko było ukryć złość, rzuciła jeszcze okiem na adepta za plecami wojownika i przeszła do sedna. - Mam dla ciebie zadanie i sądzę, że mi nie odmówisz.
(Jakbym mógł...)
- Zbiegł nasz niewolnik, wykorzystał rozleniwienie strażników i opuścił stanowisko pracy. Z tego co wiem, to jeden z rasy jaszczuroludzi. Winni już więcej nam nie powiedzą, więc musisz sobie poradzić sam. Podejrzewam, że niewolnik kieruje się do swoich - to istoty głupie, ale cechujące się mocną przynależnością do gadziej społeczności. Przyprowadź go żywego, resztą zajmiemy się my.
- Jak sobie życzysz Pani, zrobię co w mojej mocy. Ruszamy niezwłocznie. - Kapłanka zaakceptowała decyzję i machnęła ręką na odchodne.
Zastanowiliśmy się wspólnie z Luthasem, dokąd gad mógł się udać. Wybór padł na niedaleko znajdującą się osadę. Przebijaliśmy się przez bagna, kiedy dojrzeliśmy różno kolorowe światła dochodzące z wioski.
- Prędzej nauczycielu, nie mamy czasu do stracenia. - krzyknął młody i popędził ile jaszczur dał rady. Powiodłem za nim wzrokiem, zniesmaczony reakcją, ale postanowiłem, że go narazie nie ukarzę. Sprawdzimy co mu jeszcze do głowy przyjdzie.
c.d.n.
Wbiegając na bagna, zobaczyłem obrazek, który już dawno mnie tak nie zaskoczył - przed wioską stał młody czerwony smok, nigdy wcześniej tu nie spotykany. Próbował stawić opór tak samo jak obrońcy osady. No i co się stało? Adept skoczył w tłum niczym barbarzyński wojownik z imieniem swojej Bogini na ustach. Tak... udało nam się zachować efekt zaskoczenia.
- Gady, nie musicie ginąć wszyscy! Wydajcie nam niewolnika, a darujemy wam życie... - szybko skończyłem przemowę, bo musiałem obronić się przed lecącą strzałą. - Jak wolicie...
Gadzia osada szybko obumierała a my dalej nie widzieliśmy naszego niewolnika (każdy sługa mrocznych elfów ma wypalony znak Domu na ciele). Grabiąc wioskę natrafiliśmy na skorupy smoczego jaja - czyżby gady zaczęły hodować smoki? Jednym z ostatnich żyjących jaszczuroludzi był szaman.
- Sshaaaa, głupcy! Wybrańcaaa juszzzz tu nie ma! Rytuał przenióssssssł go do Domu Pana! Shaaaaa! - kłapnął szczęką i spróbował się uśmiechnąć zadowolony z sukcesu.
Luthas w tym momencie zachował się wzorowo, sprytnie zaszedł jaszczura od tyłu, ogłuszył go tarczą i spętał liną. Kapłanki pewnie więcej z niego wyciągnął w czasie tortur.
- Fechmistrzu, masz pojęcie o czym on mówił? - spytał zmieszany adept.
- Najlepszym wyjściem w momencie, kiedy nie wiesz, którą dalej drogę wybrać - jest udać się po radę do Kapłanki.
c.d.n