DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Aruv w 2006 06 12, 19:21:59

Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2006 06 12, 19:21:59
W księżycową noc

Prosta wieśniaczka niosła bardzo złe wieści. Jej oczy, całe przepiełnione żalem, przelewały się goryczą. Smutek potęgowany strachem. Tej nocy straciła całą rodzinę. Tajemniczy zew obudził bestie czające się gdzieś w lasach. Wynaturzone wilkołaki wspomagane zaklętą potęgą Księżyca ruszyły ku szafirowym bramom, by siać strach i zniszczenie.

*Auuuuuuuuuuuuuuuu!*



edit: kilka poprawek stylistycznych
***
Ciąg dalszy nastąpi z pewnością. :]
Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2006 06 12, 20:47:23
Przebudzenie

Alfa charknął cicho, wznosząc łeb i wypatrując zmęczonymi oczyma upragnionego widoku. Pani. Las grał w tej cząstce umysłu Zmiennokształtnego, która pozostała pod kontrolą ludzkiej połowy. Tchnął spokojem, zapraszał. Zwierzę chciało polować. Pozwoli się prowadzić instynktowi, tak dawno nie otwierał oczu. Teraz patrzył na Nią, jak zwykle zauroczony niezwykłym pięknem Jej twarzy. Czy kiedykolwiek było coś ważniejszego poza Panią? Alfa nie pamiętał swojego życia poza Jej drogą. Wypchnął poliki językiem, tworząc dziwny grymas, imitację uśmiechu, która była tak zabawna, jak i straszna.

Płynął wśród otaczającej go zewsząd Ciszy. Głosy porzuciły go, zostawiły na pastwę Lasu. A może to tylko rezonans własnej świadomości odbijający się gdzies wewnątrz spaczonego umysłu? Jak mógł próbować rozumieć siebie jako istotę dualną?

Biegł. Czuł coś, coś delikatnego, słodkiego. Rozkład? Krew! Tak, to na pewno krew...Wskoczył bezwiednie wręcz w Bramę Księżyca, by znaleźć się w ułamku sekundy w innym Lesie, w innym miejscu.

Tereny niedaleko Stolicy nie były tej nocy bezpieczne. Milczący Wędrowiec przysiadł i obserwował z ciekawym błyskiem w szkarłatnych ślepiach, jak szczenię radzi sobie z trzema marnymi istotami, które śmiały nazywać się ludźmi... I coraz bardziej się denerwował. Warknął groźnie w końcu, machnął łapą i wbił nadal piekielnie ostre pazury w plecy kolacji, dokładnie w tym momencie, kiedy drugie danie rzucało się w konwulsjach...

- Nie baw się jedzeniem - charknął, drapiąc nerwowo ziemię pazurami.


W sumie to nie ja najlepiej się bawiłem, ale osoba, wokół której wszystko się kręciło, ma chyba jakiś kompleks. :>
Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2006 06 16, 23:24:30
Powstanie...

Opętańczy gniew i żądza krwi zapanowały w umysłach Wiernych Lunie. Tym razem przemiana była nad wyraz bolesna. Nienaturalnej wielkości wilkołaki o przekrwionych oczach i zaślinionych pyskach ruszyły, by siać grozę kolejnej księżycowej nocy...a ulice miast spłynęły krwią...
Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: Motharq w 2006 06 16, 23:43:37
(...)Ulice spływały krwią... Świst strzał oraz odgłosy czarów milknęły pod wszechobecnym warkotem i wyciem....
Bezbronny bard nie czuł jednak takiego strachu... Nie wiedząc czemu coś go ciekawiło w tych stworzeniach... Ogromne bestie rozpłezły się po Yew siejąc spustoszenie i przelewając krew mieszkańców leśnego miasta....
W końcu cicha senna melodia wydobyła się z harfy... Wilkołaki z początku niewzruszone poczęły jednak wpadać w irytacje. Pewność siebie uleciała nagle z barda. Nie przerywał on jednak melodii która wprawiała w otaczające już dużym kołem barda bestie w szaleńczą wściekłość.... Stanowcze warknięcie z pyska jednego z wilkołaków zabrzmiało niczym krzyk o litość ale i rozkaz "Przestań bo..."... Bard jednak nie przerywał... koło zacieśniało się ... Jak w transie palce wygrywały senną melodie... Niewiadomo czy bard którego uzdrowiciel składał całą noc pamięta jak roztrzaskana harfa wbija się mu w serce....
Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2006 06 17, 00:10:46

O tak. W ta ksiezycowa noc.
Niezdarnie zlapal szklo powiekszajace w lape. Pare klakow momentalnie wcisnelo sie na szybko, co skwintowal soczystym prychnieciem. Nie twierdze, ze fakt posiadania ogromnych lap, ktore zazwyczaj maja zastosowanie przy przecinaniu tkanki miesniowej i kostnej (niejednokrotnie rownoczesnie, co jest zdecydowanym chwytem marketingowym) nie przeszkadza w lapaniu i tak dosc duzego Urzadzenia Do Przykrecania Roznych Mniejszych Metalowych Czesci. Czul sie skrepowany jak gdyby istotnie w plytowych rekawicach probowal z moszny weza zrobic pilke futolowa. I nie przeszkodzilby mu fakt, ze weze nie posiadaja moszny. Ogolnie oscylowal w swiecie samych faktow. byl agnostykiem, ale nie ateista. To znaczy, wszystko mialo jakies ograniczone grnice. Wiedza o istnieniu Boga, a wiara w niego to dwie inne rzeczy. Wiedzial, ze Luna jest, wiec po prostu w nia nie wierzyl. Jak kazdy...
No ale powracajac do sprawy, multichromaton nareszcie nabieral pewnych ksztaltow. Przy odpowiednim naprezeniu sprezynek, wprawiajacych w okreslone drgania mithrilowych plytek, bedzie mogl osiagnac oczekiwana predkosc rozruchu, redukujac tarcza hydrowodonowa drgania maszyny niemal o minimum. Co oznacza, ze machine, wyrzucajaca pare bedzie mozna trzymac w dloniach, a jej masywna budowa pozwalac bedzie na trzymanie w wilczych "dloniach". O wiele latwiej przyjdzie nam rozmrozic teleskop.
Zimowy wiatr obijal sie o statyke calego miejsca. Czasem wrecz agresywnie, prowokujaco obijalo swoim wietrznym fallusem (im bardziej ofensywniejszy charakter ataku, tym po prostu bardziej dramatycznie) o sciany kamiennej wiezy, ktora swoim istnieniem zdecydowanie odbierala te ataki bez wiekszej roznicy.
Przylozyl lapy do oczu, przecierajac je. Dosc dlugo nie spal. Aenthar tez nie spal. Obaj nie spali, co nie dzialalo nigdy dobrze na organizm, a nocna praca stworzyla troche iluzoryczny wyraz przekrwionych oczu. To od ich pocierania...
Wstal i przeciagnal sie dumnie. Wygladal bardziej jak pol-wilkolaka. Byl dosc chudy, a kosci klatki peirsiowej, niemal przebijaly sie przez owlosiona skore. Groteskowosc doprowadzila do tego, ze miescil sie tylko w granicy poznawalnosci wilkolaka. Czasem sie nim nie czul. Czul sie bardziej nie-wilkolakiem, niz wilkolakiem. Szczerze, to byl kurduplem, ale nie mial kompleksow. Nie byl tez osilkiem, ale to tez mu za bardzo nie przeszkadzalo. Czasem, gdy jednak spal, kulac sie w embrionalnej pozycji wygladal jak przeosnieta kulka, ktora bawia sie kotki.
Podniosl drobny woreczek ze stolu i wysypal cala zawartosc na lape. Policzyl wszystkie tabletki z suszonych zab, ktore w rzeczywistosci wcale  nimi nie byly. Tak naprawde byly to gadzie odchody, mowiac szczegolniej to wysuszone jaszczurko-plamiste materialy naturalne. niewazne czym byly. Dzialanie mialy podobne... obie mocno kosily po glowie, ze sie zdecydowanie smielej wyraze.
Po jeszcze wczesniejszej nocy i po oczywiscie kretynskim pomysle kasandry, zeby zaaplikowac do chromatonu kakao teleskop wygladal jak stolec. Jak stolec, zasadzony u niego na ogrodku. Zeby doczyscic same soczewki, musial poswiecic na to 1/6 calej nocy. Potem zaczal padac snieg. Jak zawsze, kiedy psia jego jucha w ten netherilowski zad zaczyna sie robic cos waznego. Ah.. i jeszcze ten incydent z kroliczkami. To niefart, ze rzeczywiscie zazwyczaj bezksztaltne chmury, jak na zawolanie stworzyly dwa odrebne kroliczki, ktore zaczely na siebie nachodzic. I potem, niestety kolejny raz jak na zawolanie, kopulowac ze soba. Dziwna przypadlosc wykazala Kas, twierdzac, ze ten pod tym nad PRAWIE biegnie. Zdementowala tym plotki o swojej neutralnosci w stosunku do zwierzat...
Wzial jeszcze dwie tabletki, powtarzajac rzecz jasna, ze wcale nie bierze tak duzo...
Czasem cieszyl sie z tego, ze jest pacyfista. Przynajmniej mogl oddzialywac na siebie samego swoimi hippistycznymi pogladami, zatapiajac sie w narkotyczne stany upojenia, tak alkoholowego jak i tworzonego przez zabie\gadzie tabletki badz tyton.
Potem spogladnal na plan rekombobulatora. Podrapal sie pazurem po pysku, przycisnal szkielko do przekrwionych oczu i chwycil Przyrzad Do oPrzymocowywania Troche Wiekszych Przedmiotow Metalicznych do Jeszcze WIekszych Przedmiotow Metalicznych I NIe Tylko. Przez chwile w jego pysku zagotowalo sie i po klach sciekla slinka podniecenia. Jak niebawem to skonczy, bedzie mogl strzelac wiewiorkami-lotkami do ludzi. Potem wezmie sie jeszcze za neurohydraton wodorowy i wlasnie do owych wiewiorek, bedzie mogl przymocowywac bomby o zaplonie zegarowym. Rzecz w tym, zeby stworzyc szkielet mechaniczny i hydrostatyczny o odpowiedniej, drobnej wielkosci...
Wsadzil malutki olowek do pyska, momentalnie tnac go na trociny. Przeklal siarczyscie, co niestety ze wzlegow naturalnych nie moglo byc poruszone w tym opisie (jednak przy uzyciu odpowiendich wyrazen, jestesmy w stanie otrzymac stosunkowo ocenzurowana wypowiedz - *&@(*$ (*@$*  *$@*$&*@ $@*!(@$$ !@$ $@ $#$(*$(#( (@ - przyp. red). Wyciagnal kolejny olowek i odruchowo wsadzil go do ucha, strzelajac nim do gory i zastanawiajac sie nad planem, jak odpowiednio ustawic i wywazyc plytki, aby nie bylo zbyt mocnego tarcia. Wrzaca woda w kanistrze opartym na lekkim ciele pedzacej z predkoscia dzwieku wiewiorce nie jest mile widziana wsrod "ochotnikow" (sciaganych, rzecz jasna z drzewa), ktorzy przystapili do tego eksperymentu. nie mogl sie doczekac pierwszych wrazen. W celach naukowych rzecz jasna, a nie zeby zadowolic jakas czesc siebie, ktora jednak potrzebuje od czasu do czasu widziec "roztrzepana" wiewiorke na drzewie.
Dlatego nie stworzyl drobnych helmow i spadochronow.
Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: Will w 2006 06 17, 14:38:27
*pada na glebe*
Alkus jesteś boski...
Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: Kas w 2006 06 17, 17:38:20
Jak wiadomo wszem i wobec kobieta ma rozne zachcianki.... Ona miala, jak sie pozniej okazalo, chyba najglupszy tego dnia pomysl... Obejzec niebo z bliska. Ale gdzie? Podobno gdzies na wyspie Moonglow byl teleskop. Tak! Pamieta to! Juz tam kiedys byla.

Niestety nie dało sie uzyc teleskopu bo nie dzialal rekonbumbulator... Czy jakos tak. Poprostu zamarzl!!! (Wiadomo zima i takie tam.) Oczywiscie genialna Kasandra w  przeblysku swojej glupoty wpadla na pomysl zeby rozgrzac to cos... KAKAEM. Podobno napoj swietnie rozgrzewa w chlodne zimowe noce, tak slyszala. Tylko skad wziac kakao? Pamietala ze jeszcze calkiem niedawno uczyla sie jak mozna nagiac rzeczywiscosc do swojego widzimisie. I takim wlasnie sposobem zrobili razem z Tinetotem kakao z ... tytoniu!!!
Tymczasem grajek zmajstrowal maszyne do palenia owego napoju.
Dym ktory sie wydobywal z tej machiny podzas jej pracy byl okropnie gesty i co gorsza brunatny!!! Osiadl na calym teleskopie. Rzeczywiscie wygladalo to jakby wielki smok wydalil z siebie to, co zjadl dzisiejszego ranka. Grajek szybko zerknal w oko teleskopu i zaklal siarczyscie. Wszyscy (to znaczy Kasandra i Tinek) zobaczyli taki jakby brunatny "tatuaz" w ksztalcie okregu na oku muzyka. Stanowczo mu nie pasowal!!! Zaczeli czyscic teleskop plotnami, by juz po chwili ogladac niebo, ale to co zobaczyli przeszlo ich najsmielsze oczekiwania. Oczywiscie w przeblysku swojej madrosci Kas krzyknela ze te kroliki biegaja... PRAWIE. No a co robily? Miala krzyknac ze kopulowaly?


Alkus jestes porabany :D
Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: sleeper w 2006 06 17, 21:37:06
Alek, drugi Pratchett z Ciebie rosnie :>
Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2006 06 18, 15:44:10
To nie byl tatuaz tylko kakaowe oko, o czym stanowczo postanowilem poinformowac reszte ekipy sterczacej przy teleskopie ;P
Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: Kas w 2006 06 18, 16:29:51
i tak najlepsze byly kroliki
Tytuł: W księżycową noc
Wiadomość wysłana przez: Mnich w 2006 08 01, 10:27:41
...Wstał, przetarł powieki, przeszedł pare kroków przez pomieszczenie, jego spojrzenie padło na własny strój, który zbroczony był krwią
- to nie pierwsza zaschnięta plama - pomyślał
Jeszcze kiedyś było to deprymujące budzić się w ubraniach śmierdzących ludzkim życiem,ale teraz... nie mialo to już żadnego znaczenia.
  Wyszedł na zatłoczona, brudna ulice a jego nogi poniosły go jak zwykle do banku położonego parę budynków dalej, w kieszeniach i torbie miał jak zwykle przedmioty, które znalazly się w nich w nieznany mu sposób, niektóre były zniszczone , a niektóre zakrwawione, jakby wydarte z człowieka.
   Plac przed bankiem, okazały, zapuszczony, śmierdzący, zalewany wiecznie pomyjami jak większość ulic w tym zapchlonym mieście,
Wszedł do środka wzbudzając obrzydzenie w pozostałych klientach banku, oczekując na swoja kolej zaczął powoli wyciągać z torby kosztowności części ubrań, a gdy doczekał się swojej kolejki wrzucił niedbale do bankowego kufra i oddal bankierowi.
Tłum jakby się zmniejszył,w sumie została tylko jedna osoba, mezczyzna, dobrze ubrany u pasa miął przypięty okazały scrimtar z piękną rękojeścią, wyglądał na trochę nieswojego jakby się, co dopiero znalazł w mieście,
- nie potrzeba panu jakiejs tarczy,a może nowa zbroja - wypalił do jegomościa i zaraz się zastanowił ze w sumie nie ma nic lepszego do zaoferowania niz. to, co osobnik miął na sobie...
- nie panie nie potrzebuje, jedyne, co mi potrzeba to wędka
- skąd ja ci wędkę wezmę - pomyślał, a następnie odrzekł - ale mam dobre kolczyki, czarodziejskie! Magiczne! Poprawiają zręczność osoby, która je nosi,
- o właśnie tego mi było trzeba, ile chce pan za takie cudo?
- me ceny nie są zbyt wygórowane, powiedzmy... - Przerwał zamyślając się nad cena -... 7000 dukatów, okazja!...
  Nagle jego spojrzenie oderwalo sie od klienta, bowiem  po twarzy przemknał mu pomaranczowy błysk...
...Spojrzał przez okno, zastygł z przerażenia... słonce muskało gładka linie horyzontu
bez slowa poderwal się z lawki, wybiegł z budynku i w skoczył w pierwszy zaułek, modląc się w duchu, aby przemiana nie była tak bolesna jak poprzednie... poczul jak wnętrzności rozpalają mu kości i rozsądzają wszystko od środka, łapy zaczęły trącić ludzki wygląd, oczy zaświeciły żółtym blaskiem, pysk wydłużył się, a cale cialo pokryło się czarna jak noc sierścią... blada tarcza Luny wisiała nad miastem...
  Wtem wyostrzone zmysły podpowiedziały mu ze ktoś się zbliża, z za rogu wyskoczy niedoszły klient... dziki wark odbił się od budynków, a dochodząc do osobnika dało się slyszec nie wyraźne STOJ... ofiara zaczęła się cofać i puściła się biegiem wzdłuż przesmyku miedzy bankiem a miejska tawerna, wilkołak jednym zwinnym skokiem zagrodził drogę ofierze, warczał, piana leciała z pyska obficie, młokos zaczął krzyczeć i nawoływać strażników... bestia zdając sobie sprawę z konsekwencji, jakie mogą nastąpić, uszykował się do skoku i obnażając szpony, na których zauważyć można było zaschniętą krew, wbiła je w gardło ofiary, przebijając tętnice a długie kły wyszarpały jeszcze cieple serce z klatki piersiowej martwego mlodzienca ...
...bestia rozszarpywała ciało i pożerała części ciała razem z ubraniem, kiedy pierwszy głód został zaspokojony, wilk puścił się biegiem wzdluz alei i zniknął we mgle nocy....