DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: mart w 2018 11 23, 21:39:08

Tytuł: Siedem lat tłustych... siedem lat chudych.
Wiadomość wysłana przez: mart w 2018 11 23, 21:39:08
(https://i.imgur.com/EIQVFVd.jpg)

Jedni mówią, że nadszedł od wschodu, wkroczył do miasta główną bramą. Inni zarzekają się iż widzieli go gdy zchodził z jednego ze statków. Są też tacy którzy zgodnie twierdzą iż nadszedł od zachodu, przez tunele za kopalnią. Wszyscy którzy go widzieli sa jednak zgodni. Towarzyszył mu smród zgnilizny i choroby. Roiło się wokół niego od much i innego robactwa. Kimkolwiek był ów tajemniczy wędrowiec jego osobliwe pojawienie się w spokojnej osadzie na pewno nie wróży nic dobrego...

(https://i.imgur.com/yaa7cpn.jpg)/center]
Tytuł: Odp: Siedem lat tłustych... siedem lat chudych.
Wiadomość wysłana przez: mart w 2018 11 25, 14:41:18
Następnego dnia woda w studni i fontannie zaczeła śmierdzieć jak tygodniowy trup pozostawiony na słońcu. Wszędzie zaczeło  roic się od much. Do znachora zgłosiło się kilkoro mieszkańców skarżąc się na kaszel i dziwną wysypkę. Kolejnego dnia było ich jeszcze więcej. Podobno owoce na drzewach zaczeły gnić a w ogrodach za domem handlowym ktoś odnalazł tuzin martwych ptaków...

(https://i.imgur.com/JGrmzti.jpg)
Tytuł: Odp: Siedem lat tłustych... siedem lat chudych.
Wiadomość wysłana przez: zwis w 2018 11 28, 16:55:34
- Polej mi najmocniejszego spirolu babo ! Psia juha wszyscy chore ! Chyrlajo, duszą się ! Cu robić ?!
Gdzie do jasnej jest Władza tego miasta ! Lekarstwa nie pomagają !


*rozpaczała jedna z karczmarek* No i tyle widziałam tego krasnoluda w karczmie.
Wypił szybko szklankę spirytusu i wyszedł. Ta choroba męczy Nas wszystkich i nikt nie może Nam pomóc.

Chwilę później...

Krzyki dobiegały z domu handlowego... *opowiadał strażnik*
(https://i.imgur.com/QIdoXdS.png)
- Cu do jasnej się tu wyprawia ! Pusto jak u niejednego w skrzyni bankowej !


Krzyki były coraz głośniejsze... *opowiadał strażnik*
(https://i.imgur.com/j1sPJF2.png)
- A ty babo ! co z Tobą ! Cu robić ! Zabić !?!? ...

Nagle drzwi trzasnęły i krasnolud wybiegł klnąc pod nosem...*opowiadał strażnik*

Psia juha ! Ciężkie czasy nastały w tym mieście ! Gdzie do jasnej "krowicy" ! Jest władza tego miasta !
Tytuł: Odp: Siedem lat tłustych... siedem lat chudych.
Wiadomość wysłana przez: Wilga w 2018 11 29, 06:16:57
Stałam pośród płomieni. W gęstym od siwego dymu otoczeniu wszystko pochłaniały tańczące chaotycznie języki ognia. Było w nich coś hipnotyzującego, coś co zapierało dech w piersi. Zerwałam się ze snu zlana mokrym potem. Kilka dobrych chwil zajęło mi odnalezienie się na jawie. Niektóre sny potrafią pozbawić kontaktu z rzeczywistością tak bardzo, że po przebudzeniu trudno odnaleźć się we własnym ciele i własnej sypialni. Sięgnęłam po butle niedopitego jabłecznika stojącą koło łoża. Zrobiłam to na tyle niezdarnie, że przy okazji strąciłam drugą, pustą już butelkę. Wczorajsze lekarstwo na nękającą mnie bezsenność. Butla upadła z głośnym brzękiem na bukową podłogę. Łut szczęścia, butla ocalała, choć narobiła hałasu oszczędziła trudu sprzątania zbitego szkła. Dopiłam jabłecznik odpędzając ostatnie pozostałości snu. Wygramoliłam się z łoża i naciągnęłam koszule na nagie ciało. Trzeba mi było ruszać w drogę. Zgarnęłam z kufra uszyte na specjalne zamówienie skórzane zbroję i udałam się odebrać umówioną zapłatę. Pogada była wyjątkowo piękna. Błękit nieba przyozdobiony był białymi chmurami niczym panna młoda suknią do ślubu. Zdecydowałam się więc na długi spacer, było wcześnie, nie musiałam więc się spieszyć.  Wydobyłam z tobołka lutnię i płynnym ruchem wydobyłam z instrumentu muzykę. Wydawało mi się iż dzień był tak uroczy iż nawet ptaki akompaniowały mi melodyjnym śpiewem do wygrywanej melodii. Nie wiem kiedy byłam już w pobliżu miasta. Cove w swojej całej krasie malowało się już w niedużej odległości tam gdzie kończył się las. Coś jednak nie pasowało do obrazka, bajkowa otoczka tego dnia prysła bezpowrotnie a jako złowróżbny omen w tejże chwili gdy dostrzegłam co się dzieje w lutni pękła struna. Ludzie uciekali z miasta, kupcy, handlarze, rzemieślnicy, w tłumie dostrzegłam nawet mojego zaprzyjaźnionego krawca. Stanęłam oniemiała jak słup soli. Niezdolna do ruchu stałam tak i czekałam. Czekałam aż kolejny raz przebudzę się w mojej sypialni i sięgnę po niedopitą wczoraj butelkę jabłecznika. Tak się jednak nie działo. Tkwiłam przed bramą. Stałam sparaliżowana a niczym rzeka opływa kamień, mijali mnie ludzi. Pośród ich lamentów i pośród kaszlu złowiłam jedno słowo. Zaraza. Ale czy to możliwe? Cove? Miasto dobrobytu, miasto kwiatów, śmiechu i radości?  Zaiste... gdy tylko przekroczyłam bramę miasta odór tak silny uderzył w mój zmysł powonienia, że jeśli tylko zjadłabym wcześniej śniadanie teraz ani chybi bym je zwróciła. Żadne pieniądze nie są tego warte. Zbroje sprzedam gdzie indziej. Zawróciłam i ruszyłam podobnie jak uciekinierzy w przeciwną stronę. Tam skąd przyszłam. W mojej głowie przez całą drogę powrotną roiła się setka pytań. Czy Cove dołączy do innych upadłych miast? Czy to ta sama zaraza która męczyła miasto przed laty a z którą wtedy uporała się Sinthia? Oraz najważniejsze... pytanie, na które brak odpowiedzi zaleczyłam dopiero dwoma butelkami elfiego wina. Czemu do stu demonów obecna władza nic z tym nie robi?

(https://i.imgur.com/hyBSatO.jpg)
Tytuł: Odp: Siedem lat tłustych... siedem lat chudych.
Wiadomość wysłana przez: Wojto w 2018 11 29, 17:14:45
Stary nekromanta od niechcenia przeglądał rzeczy leżące na straganach. Słońce dopiero zaczynało pokazywać się za horyzontem, a miasto wyglądało niczym opustoszałe. Brak przechodniów, brak strażników. Jedynie bankier i kilku kupców czekających na bliski koniec nocnej zmiany. Odór w Cove był trudny do zniesienia, nawet dla kogoś kto przywykł do widoku truchła, dlatego też Nelin chciał czym prędzej opuścić cuchnące miasto. Gdy skończył już zakupy, powolnym ruchem wdrapał się na swojego martwego wierzchowca, stopę wspierając o przestrzeń między kośćmi jednej z kończyn. Ostatnie wiązanie sakiewki z zakupionymi ziołami przerwał mu charakterystyczny dźwięk charczenia lub kaszlu. O ile kaszel był ostatnio dość powszechnym dźwiękiem w Cove, to charczenie zwróciło uwagę. Mężczyzna podjechał za róg domku rybackiego. Zaraz za budynkiem, niczym zombie chodzili wyraźnie zdeformowani ludzie. Sądząc po odgłosach i wyjątkowym nasileniu odoru uderzającego od nich, byli to zarażeni w zdecydowanie poważnym stadium choroby. Zapewne choroba w jakiś sposób przejęła ich umysł podczas snu i nikt nie zdążył zareagować. Gdy zgraja składająca się z czwórki humanoidów zauważyła Nelina od razu popędzili w jego stronę. Wtedy szybko rozwiali wrażenie powolnych i ociężałych. Infekcja w jakiś sposób musiała wzmocnić ich siłę, gdyż dość szybko dopadli zaskoczonego nekromantę. W nagłym przypływie adrenaliny mężczyzna wywinął młyńca ostrzem i pognał w przód, aby zdobyć nieco lepszą pozycję do walki. Po chwili potrzebnej na otrząśnięcie się z porannego roztargnienia i zaskoczenia atakiem, ruszył do walki. Było zdecydowanie trudniej niż mu się wydawało, jednak po kilkudziesięciu minutach manewrowania i wykorzystywania zarówno magii jak i walki położył ostatniego z zainfekowanych.

(https://i.imgur.com/aaY8ihD.png)

Ciało wiło się jeszcze pośmiertnie. Całe to zamieszanie zdecydowanie było winą infekcji. Nekromanta wszedł na wierzchowca i odjechał powoli wymawiając inkantację po której truchło stanęło w płomieniach. Nie zdążył nawet porządnie oddalić się od miasta i zaczęły dokuczać mu różne dolegliwości. Był niemal pewny, że miał styczność z posoką zainfekowanych. Popędził czym prędzej do Skara Brae, aby zakupić odpowiednie lekarstwa. Niestety, nic nie dały, zaraza wydaje się być silniejsza niż dotychczasowe. Gdy siedział samotnie w zadumie nad problemem, nagle usłyszał za sobą szelest. Odwrócił się czym prędzej, jednak nie zauważył nikogo. Jego uwagę przykuł jednak list. Ostrożnie, rozglądając się, mężczyzna podniósł zawiniątko.

(https://i.imgur.com/dRLHL0N.png)

Czyżby zatem humanoidy które zaatakowały nekromantę wcale nie pojawiły się tam w wyniku zarazy? A może to nieznajoma stworzyła zarazę? Nelin nie był pewny, jednak jeśli osoba która potrafi stworzyć coś tak silnego ma propozycję, warto ją rozważyć. Nekromanta splunął na glebę dostrzegając śladowe ilości krwi, zerknął na zegarek. Powolnymi ruchami utworzył przed sobą owal w którym dostrzec można było łóżko i tlące się drewno w kominku. Mężczyzna czym prędzej postawił krok do jego wnętrza.
Tytuł: Odp: Siedem lat tłustych... siedem lat chudych.
Wiadomość wysłana przez: zwis w 2018 12 03, 00:26:01
(https://i.imgur.com/jM1BP6H.jpg)

To nie mogło się skończyć inaczej ! Jedna wielka rozpierducha!
Tak moja droga, dzień jak zawsze zaczęty od kupna mikstury na kaszel u miejscowego alchemika Nilhuta.
Zdzierca czy nie zdzierca fajnie że mo te mikstury i można na chwilę poczuć się lepiej!
Później mały patrol czy coś nie grozi prócz zarazy, która panuje jak wiesz od dłuższego czasu.
Po patrolu mały odpoczynek u pobliskiej rybaczki Worsteny, ta to mo cyce! o Panie!
Nie minęła chwila a pojawiły się kolejne cyce! tym razem Aurian Rayhun!
Oczywiście nie była to miła rozmowa, opierdolczyła za zabijanie Buccanerczyków w mieście i dała ostatnią szanse!
Nic nie ma za darmo! wydała rozkazy i nie miałem wyjścia. Trzeba było zrobić!
Całe szczęście nic ciężkiego, kilka kegów spirolu i wybuchowych mikstur i wstawienie się pod wieczór pod bankiem.
Załatwiłem szybko i czekałem na wyznaczoną porę. W końcu się doczekałem! Pojawiła się Aurian i Rennard Brethill.
Powiem Ci zamarłem jak zobaczyłem tego zapijaczonego krasnoluda. Mówię kajdany i odsiadka!
Nic takiego, kolejne rozkazy! Miałem poczekać na druidów i sprawdzić co kryje studnia!
Powiedzioł druidów, a były to kolejne baby! Rozumiesz kolejne cyce! Przecież moje oko tego nie ogarniało!
Baby poradziły se z tym szybciutko, wiadro w studnie! No i teraz krasnolud wyciągaj! Powiem Ci ani grama siły w to nie włożył!
Tego nikomu nie zdradzaj bo będą narzekały! Swoje niby zrobione! No i zaś! Idź tam oni na Ciebie czekają!
Nie widziałem o co chodzi! dopiero gdy przybyłem przed kopalnie! Poczułem to! Rozumiesz co oni zrobili!
Rozlali cały spirol w tym budynku! W tym gdzie ta zarażona baba była! Ta co roznosiła zarazę! Mniejsza o to!
Chciałem zapytać co oni robią i wówczas Rennard wyciągnął jedną wybuchową miksturę i ciepnął przez okno!
Rozpętało się piekło!
Teraz zagraj coś na pianinku Rulgevie na rozluźnienie, a jo się napija za zdrowie poległych i oczywiście Twoje!