DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Shane w 2019 12 15, 23:24:52

Tytuł: Audiencja na zamku
Wiadomość wysłana przez: Shane w 2019 12 15, 23:24:52
       Mężczyzna siedział ukryty wśród liści nieopodal mostu prowadzącego do miasta Trinsic. Uważnie obserwował okolicę, chociaż znudzony bezczynnością czas wypełniał na ostrzeniu noże, bądź szlifowaniu umiejętności strzeleckich. Tej nocy jednak wydarzyło się coś, co wyrwało go z ogarniającej go nudy. Zauważył ruch, odgarnął kępę liści i przyglądał się uważnie. W oddali dało się słyszeć krzyki i szczęk oręża, na moście zobaczył ich. Cała zgraja popleczników Blackthorna szturmowała miasto. Nie wiele się zastanawiając naskrobał na kawałku pergaminu wiadomość, po czym przywiązując ją do nóżki jastrzębia i wypuścił go ku niebu. Ptak szybował ponad lasami, łąkami, górami, aż przed nim dało się zauważyć wielki zamek. Wleciał przez jedno z okien strażnicy po czym przysiadł na żerdzi. Drzwi do komnaty się otworzyły i wszedł schludnie, acz ubogo ubrany mężczyzna. Spojrzał na ptaka po czym chwycił zawiniątko i pognał krętymi schodami w dół prosto do sali tronowej. Otworzył boczne drzwi a jego oczom ukazało się ogromne pomieszczenie wspierane licznymi zdobionymi kolumnami, pięknym sklepieniem i osadzonymi w nim witrażami. Przedstawiały one sceny największych bitw w jakich brała udział elitarna gwardia królewska zwana potocznie "orderem". Na końcu sali na podwyższeniu stał ozdabiany runami tron, a na nim siedział nie kto inny jak Jego Królewska Mość Wilhelm British. Mężczyzna przykucnął przed tronem oczekując na pozwolenie przekazania wiadomości. Król spojrzał na mężczyznę marszcząc brwi, po czym skinął na niego ręką. Ten podszedł pośpiesznie wręczając zwój kłaniając się przy tym. Chwilę później Wilhelm przeczytawszy wieści nachylił się do strażnika stojącego obok rozkazując wezwać królewskiego gońca Heidreka. Kiedy ów przybył został należycie poinstruowany, jedynie się kłaniając wybiegł pośpiesznie z sali. Przed zamkiem odpiął wodze i wsiadł w pośpiechu na swego rumaka gnając ile sił. Miał za zadanie odnalezienie kogokolwiek z oficerów bądź ich towarzyszy i polecenie im stawienia się na zamku. W pierwszej kolejności obrał na cel miasto Skara Brae. Tam ponoć przebywały pozostałości elitarnych królewskich oddziałów.
       Po żmudnej wędrówce jego oczom ukazał się długi na dwadzieścia stajni most, a na jego końcu w oddali ujrzał wioskę. Delikatny dym unosił się z rozpalonych w chatach kominków. Za pierwszy cel obrał tamtejszą karczmę, wszakże gdzie lepiej uzyska się informację, jeśli nie tam. Kiedy dotarł na miejsce rozejrzał się uważnie w poszukiwaniu obsługi owego dobytku. Nie musiał długo czekać, bowiem podszedł do niego mężczyzna podający się za karczmarza, ten widząc odzienie młodego gońca wysłuchał go uważnie po czym przekazał potrzebne informacje. Heidrek w pośpiechu opuścił karczmę i udał się do banku, gdzie ponoć przebywali sojusznicy oddziałów królewskich. Tam odnalazł mężczyznę, który zwał się Celthion'Natari. W pośpiechu prawie, że na jednym wydechu zrelacjonował mu wieści. Ten stał przez chwile jak wryty po czym sięgnął do sakwy przyczepionej do pasa i rzucił gońcowi parę monet. Heidrek chwycił monety w locie po czym wyszedł pośpiesznie wyruszając na poszukiwanie reszty świty.
       Celthion natychmiast zwołał swych towarzyszy i udał się na miejsce wskazane przez gońca. Jednak przybyli za późno, w Trinsic panowała już głucha cisza, przerywana jedynie trzaskiem łamiącego się spalonego drewna. W tym samym momencie spośród drzew wyszedł mężczyzna, był to nikt inny jak zwiadowca, który był prowodyrem owych wydarzeń. Zrelacjonował on najazd ludzi Blackthorna na miasto, kiedy skończyli, dostrzegł jak wyprowadzają ze sobą olbrzymiego golema. Ten z pomocą przybocznych demonów niósł z trudem wielką złotą skrzynię z której emanowała dziwna moc. Dało się ją wyczuć na odległość i podejrzewał, że nie było to nic dobrego. Wskazał jedynie kierunek, w którym udała się grupa po czym oddalił się na swe stanowisko. Celthion po wielu poszukiwaniach odnalazł ślady, o których wspominał zwiadowca. Prowadziły one do tajemnego przejścia i tak jak przypuszczał spełniły się jego najgorsze obawy. W ruinach twierdzy Delucji na szczycie wieży, gdzie dotarł ujrzał emanujące światło. Spojrzał po towarzyszach, nie byli to młokosi, lecz na wiele w walce by się nie przydali. Wolał nie ryzykować ich życiem i wycofał się.
       W tym samym czasie Heidrek odnalazł kolejnego z towarzyszy świty, mężczyzna zwał się Aredan Corthal. Od gospodarza dowiedział się bowiem, że mężczyzna tak się zwący właśnie tam urzęduje. Tak też było, kiedy wszedł do banku ujrzał grono osób siedzące przy kontuarze. Nikt nie potrafił mu pomóc, jedynie jeden z nich odpowiedział mu żeby za pięć ziaren odwiedził karczmę, a tam uzyska więcej informacji. Udał się więc na powrót do gospody, gdzie polecił karczmarzowi przygotować pomieszczenie na piętrze, tak aby nikt nie mógł ich podsłuchać oraz zamówił dwie szklanice wina. Ziarno mijało za ziarnem, lecz wreszcie usłyszał dźwięk skrzypiących schodów i głuchych kroków. Jego oczom ukazał się mężczyzna w długiej szacie zakrywającej niemal całe jego ciało. Dało się ujrzeć jedynie dolną część twarzy przybysza, który przedstawił się jako Aredan Corthal. Goniec jednak nie był nowicjuszem musiał się upewnić iż nie ma do czynienia ze szpiegiem. Po odpowiednich dowodach na poparcie swych słów, Aredanowi zostały przekazane dalsze instrukcje. Przekazał mu dokładnie te same polecenia co poprzedniemu. Aredan niewiele się zastanawiając znając sytuację w jakiej znalazł się pościg udał się wprost na zamek. Otworzył swą księgę, a z jego ust dało się słyszeć jedynie "Kal Ort Por". W następnej chwili znalazł się przed potężnymi podwójnymi wrotami prowadzącymi do sali tronowej. Otworzył jedno ze skrzydeł z całych sił napierając na nie swym ciałem. Kiedy wszedł dech odebrał mu mowę, tyle czasu.. tyle czasu minęło kiedy ostatni raz znalazł się w tym miejscu. W oddali siedzącego na tronie ujrzał Jego Królewską Mość Wilhelma. Był on otoczony przez swych doradców, którzy prowadzili zażartą dyskusję. Kiedy się zbliżył zapadła cisza, a Wilhelm British uniósł dłoń w geście pozwolenia na podejście. Reszta jego doradców wyszła pośpiesznie z sali, a zostali jedynie strażnicy bacznie przyglądając się mężczyźnie z dłońmi na swych mieczach gotowi bronić swego władcy. Aredan podszedł powoli na odległość dziesięciu kroków po czym przyklęknął na jedną nogę. Wilhelm uśmiechnął się kątem ust, jednak kiedy zaczął mówić uśmiech powoli znikał z jego twarzy. Corthal słuchał uważnie, dopytując jedynie o szczegóły. Z tego co przedstawił mu Król sytuacja wyglądała następująco, ponoć parę nocy wcześniej zakon magów wyczuł wahania mocy w różnych zakątkach Sosarii. Najsilniejsze drgania dało się wyczuć z upadłego miasta Trinsic. Tam też okazało się znajduje się tajemniczy artefakt, nikt nie wie co nim jest dokładnie, gdyż znajdował się w zamkniętej runicznej skrzyni. Słuchy głoszą, że na świecie wykryto sześć miejsc z podobnymi zawirowaniami mocy, a każdy kolejny je wzmaga. Spekulacje magów wykazały, że ten kto posiądzie władzę nad przynajmniej czterema z nich wezwie na swe usługi armię niebiańskich nieśmiertelnych istot. Na to Król nie mógł się godzić. Nikt jednak z jego szlachetnych rycerzy nie podjął wyzwania, toteż wezwał on na zamek każdego, któremu miłe jest życie i życie jego bliskich. Ponoć za siedem dni od rytuału, który odbył się na wieży skrzynia utraci na jakiś czas swą moc, wtedy uderzą. Nie można pozwolić, aby siły chaosu zapanowały nad taką mocą, oznaczałoby to początek końca. Aredan zaniepokojony wieściami zapewnił Króla o zmobilizowaniu wojsk. Ten polecił mu rozesłać wici, sam nakazał oczekiwać gońca, którego wyśle jak tylko pojawią się nowe fakty w tej sprawie. Mag ukłonił się, po czym wyszedł, a król pogrążył się w rozmowie szeptem ze swym przybocznym gwardzistą. Czy świat zdany jest na łaskę sług chaosu? Czy pojawi się ktoś kto powstrzyma zło i uratuje ludzkość? Te jak i inne pytania pozostają bez odpowiedzi, to jak będzie pokaże czas.
       
Tytuł: Odp: Audiencja na zamku
Wiadomość wysłana przez: |chris| w 2019 12 27, 12:53:03
Dzień 25, Umieranie roku 693

Netrius Alinde siedział na krześle w banku Skara Brae. Pochylony był nad stertą pergaminów, których część leżała na ziemi, a obok niego stała skrzynia wykonana z żywego drewna i ozdobiona srebrnymi runami. Co chwilę maczał pióro w kałamarzu i zawzięcie stawiał kolejne znaki na starych zwojach, a niezadowolona księżycowa elfka, pracująca w banku, spoglądała na niego z niechęcią, próbując znaleźć wolny skrawek stołu na swoje dokumenty. Szaman zadrżał nagle, przewracając kałamarz, którego zawartość rozlała się tworząc rozmaite wzory. Na dziedzińcu zapanowało jakieś poruszenie, ziemia zadrżała od uderzeń końskich kopyt.
- Wiadomość ze Stolicy! Wymagane są natychmiastowe działania! - głos ledwie słyszalny w budynku.
Netrius Alinde, zaintrygowany rozgardiaszem, wyszedł na zewnątrz i ujrzał bogato odzianego mężczyznę, na pięknym, białym rumaku.
- ... należy ją zabezpieczyć i dostarczyć na Zamek, nim wpadnie w niepowołane ręce! - posłaniec zakończył obwieszczenie i ruszył w dalszą drogę.

Grupa śmiałków zwalczała pokraczne kreatury, które zawładnęły pobliskimi bagnami. Netrius latał nad polem bitwy, jego smok zionął kryształkami lodu, które milionami odłamków  przebijały się przez pancerz i skórę, poważnie raniąc spaczone stworzenia.
- Sgob Sgaoth – szaman, rzucał woskowe kulki, które z ostrym bzyczeniem otaczały jego wrogów i dotkliwie żądliły, oślepiając zaatakowane istoty.
Poszukiwacze przygód szybko uporali się z wynaturzonymi mieszkańcami bagien, a w jednej z ich chat odnaleźli złotą skrzynię, emanującą dziką energią. Wojownicy próbowali przenieść skrzynię, na cumujący nieopodal statek, lecz ledwie byli w stanie ją przesunąć. Smok, zaglądając z zainteresowaniem, przez rozbite drzwi, przekrzywiał łeb i parskał zniecierpliwiony. W końcu wpełznął do chaty, zamieniając ją przy tym w stertę rozrzuconych desek i słomy. Chwycił skrzynię w zęby i napinając wszystkie mięśnie, powoli uniósł ją z ziemi. Ruszył ostrożnie, prowadzony przez Netriusa.
Kiedy skrzynia była już zabezpieczona i obwiązana łańcuchami na pokładzie, smok wzbił się w powietrze i czujnie rozglądał się po okolicy. Jego dziki ryk ostrzegł załogę przed nadciągającym niebezpieczeństwem.
- In Sanct Ylem – zakrzyknął Netrius, a ziemia zadrżała. Na lądzie zaczęły wyrastać drzewa i gęste krzewy, tworząc lity mur, zza którego słychać było okrzyki złości i zaklęcia magów chaosu, którzy bezskutecznie próbowali przebić się przez magię, której Matka Natura użyczyła szamanowi.
Rejs minął pod znakiem marynarskich śpiewów i opróżnianych butelek rumu. Netrius szeptał cicho niezrozumiałe słowa, a wiatr zapewnił im bezpieczną podróż. Maszty wrogiej floty niknęły gdzieś za horyzontem. Podróż była spokojna, choć morskie duchy próbowały płatać psikusy.

(https://cdn.discordapp.com/attachments/556086809709248515/658436045997604865/unknown.png)

Po szybkim uzupełnieniu prowiantu w Tol En Estel, droga prowadziła już prosto w kierunku Brytanii. W porcie ponownie skrzynia trawiła do paszczy smoka, który niósł ją dumnie, z wysoko uniesionym łbem. W połowie drogie warknął ostrzegawczo, pokrywając przy tym artefakt, cienką warstwą szronu. Wojownicy chwycili za broń, rozglądając się czujnie dookoła, a w mroku, pomiędzy opuszczonymi budynkami stolicy, ujrzeli liczne cienie. Słudzy Blackthorna po porażce na bagnach, postanowili ponownie spróbować szczęścia, lecz rycerze oraz najemnicy sprawnie odparli ich atak. Odgłosy bitwy ucichły.
- Sghov Artan – Netrius wtarł niewielką ilość krwi w skórę smoka. Ruchy Śnieżynki nabrały gracji i stały się płynniejsze.
Szaman chwycił Lostarę Aldaron za rękę i biegiem ruszyli w stronę zamku, gdzie czekała już reszta drużyny. Jako, że smok nie mieścił się w zamkowej bramie, Królewscy Gwardziści pomogli w przeniesieniu skrzyni przed oblicze Britisha.
- Dobrze się spisaliście – dał ręką znak, po którym skrzynia została zabrana. - To potężny artefakt, od którego zależeć mogą losy całego świata. Zapewnimy mu bezpieczeństwo, ale to nie jest koniec waszej misji. Tych skrzyń jest więcej... nie możemy pozwolić, by zostały zdobyte przez mroczne siły. W przeciwnym razie... - westchnął cicho. - Spodziewajcie się posłańca. Zostaniecie poinformowani, gdy tylko odnaleziona zostanie kolejna skrzynia. Pozostańcie w pogotowiu! A tymczasem odpoczywajcie i nabierajcie sił po wyczerpujących bojach. Za swe oddanie, wszyscy zostaniecie odpowiednio nagrodzeni!

(https://cdn.discordapp.com/attachments/475597534442815488/660237553949081607/british.png)
Tytuł: Odp: Audiencja na zamku
Wiadomość wysłana przez: |chris| w 2019 12 30, 22:31:07
Dzień 3, Szpony Chłodu roku 693

Po długim oczekiwaniu, w końcu przyszły wieści od szpiega z Delucji. Mordercy Blackthorna wykonali ruch. Armia przekroczyła zniszczoną bramę i opuściła ruiny miasta, które jednak na nowo powracało do życia, pozostawiając na straży tylko garstkę strażników oraz jednego maga. Wszyscy rozpierzchli się w mgnieniu oka, gdy tylko ujrzeli zbliżającego się szamana. Netrius Alinde kroczył dumnie, wraz ze skrzącą się Śnieżynką, na końcu potężnej armii, maszerującej na Delucję. Bez trudu dostali się do ledwie strzeżonego miasta.
Ponura, wysoka wieża, z której szczytu emanowała złota poświata.
To tam ukryta była skrzynia, cel ich wyprawy.
Parzyła dłonie. Emanowała potężną mocą. Tworzyła mętlik w głowie. Wzywała do siebie. Śmiałkowie z trudem zdołali znieść ją na dół i zajęło im to niemal pół dnia.
Specjalnie wykutymi na tę okazję łańcuchami, artefakt został przymocowany do grzbietu wulkanicznego żuka. Ekspedycja ruszyła na wschód, prosto do siedlisko olbrzymich mrówek, przez które przebili się na nieco przyjaźniejsze tereny nieopodal Smoczej Jaskini.
Skrzynia została sprawnie zabezpieczona na jednym z oczekujących okrętów.

(https://cdn.discordapp.com/attachments/475597534442815488/661332203988320290/statek.png)

Flota ruszyła w długi, monotonny rejs w kierunku Brytanii, podczas którego jedynym urozmaiceniem były delfiny, z zaciekawieniem płynące śladem statków. Jednak i one dość szybko znalazły sobie ciekawsze zajęcie.
W porcie Stolicy, skrzynia została ostrożnie rozładowana i ponownie do pracy został zaprzęgnięty żuk. Pewni siebie maszerowali w stronę zamku. Szybko dotarli na miejsce, gdzie Królewska Gwardia przejęła artefakt i zaprowadziła śmiałków przed oblicze młodego lorda.
- Nie wątpiłem w Was – British zawołał swojego doradcę i wskazał na skrzynię. - Zanieście ją do komnaty, niech stoją obok siebie odpowiednio chronione.
- Tak więc... Zagrożenie ze strony Blackthorna maleje, jednak wciąż nie można pozwolić sobie na utratę czujności ani zbyt długą chwilę radości – kontynuował, kiedy skrzynia została zabrana. - Z pewnością nie podda się tak łatwo... Spieszcie się!
Królewski doradca podszedł do rycerza w lśniącej zbroi i wręczył mu pergamin.
- Tutaj znajdziecie wszystkie niezbędne informacje, które udało się nam zdobyć. Spieszcie się, bo czasu jest coraz mniej!

Po szybkim posiłku i nabraniu sił, dzielni śmiałkowie postanowili się rozdzielić. Netrius pozostał na straży miasta. Przechadzał się pomiędzy opuszczonymi budynkami, rozmawiał ze Śnieżynką, siadał nad brzegiem rzeki, do której rzucał pojedyncze kamyki, gotów w każdej chwili rzucić się w wir walki, gdyby najeźdźcy postanowili zaatakować

Wszyscy pozostali udali się w tym czasie w rejs na niewielką wyspę, której nie można znaleźć na żadnych mapach. To tam, według informacji uzyskanych w stolicy Sosarii, znajduje się kolejna tajemnicza skrzynia. W rękach piratów.
- Negocjacje z pewnością będą ciągnąć się godzinami – pomyślał Netrius i westchnął cicho. Przysiadł w cieniu dawnego banku i wpatrywał się w pięknie zdobioną fontannę.
- Piraci nie negocjowali. Zmienili się w nędzne, wypaczone istoty. Skrzynia jest już w drodze - taką wiadomość otrzymał Netrius od jastrzębia, który przemierzał całą Sosarię i wypatrywał informacji, które mogą okazać się przydatne dla szamana.

(https://cdn.discordapp.com/attachments/475597534442815488/661332182526066793/Piraci.png)

Netrius przeciągnął się i skierował kostur w stronę pobliskiej bramy miasta.
- In Sanct Ylem - porośnięta mchem, potężna ściana z pnączy szczelnie zablokowała trakt wiodący do miasta. - To tak dla pewności. - Jastrząb wzbił się w powietrze i zaczął krążyć nad Brytanią.
W oddali słychać było już stukot kopyt na kamiennym bruku.
Po chwili trzecia skrzynia dołączyła do pozostałych i razem z nimi została zapieczętowana potężną magią. Tym razem wszystko przebiegło zgodnie z planem. Tajemnicze artefakty są tam, gdzie być powinny. Chronione. Bezpieczne.