Athelan Aldaron siedział oparty o drzewo i przyglądał się leśnemu rumakowi, który pasł się na polanie. Porośnięta gęstym mchem skóra zwierzęcia ukrywała jego idealną sylwetkę.
- Chodź przyjacielu. Już czas.
Elf wstał i otrzepał szatę z liści. Rumak posłusznie podszedł do mężczyzny i po chwili pędzili w szalonym galopie w stronę Vesper. Wszyscy kurierzy byli już na miejscu. Athelan przystanął na uboczu i zajął się dokarmianiem wiewiórki, w czasie kiedy kurier tłumaczył zasady wyścigu. Wszyscy nagle rzucili się w kierunku pobliskiej skrzyni, w której były przesyłki do dostarczenia. Athelan z obrzydzeniem przeszedł obok mrocznego elfa, który jako jedyny nie miał wierzchowca i przyjął postać wielkiego, paskudnego pająka.
Przygotowane pakunki miały przypisane koordynaty, dzięki którym znając szerokość i długość geograficzną oraz posiadając odpowiednie narzędzia nawigacyjne, można było poznać miejsce docelowe.
Athelan popatrzył chwilę na cyfry i uśmiechnął się delikatnie. Spokojnym kłusem ruszył na północ. Wyjeżdżając poza granice Vesper, słyszał jeszcze jak wszyscy kurierzy przekrzykują się o miejsce na statku szmuglera.
- Jako, że obaj nie przepadamy za kołysaniem fal, mój przyjacielu... Pokaż mi na co Cię stać! Alak roch!
Rumak zarżał cicho, wyciągnął głowę przed siebie i rzucił się pędem poprzez gęsty las. W mgnieniu oka znaleźli się pod zniszczonymi bramami Yew.
- Senda roch... - na kraniec miasta przeszli spokojnym kłusem. Przed mroźną jaskinią Athelan zwinnie zeskoczył ze swego rumaka – Chodź za mną, przyjacielu.
Ostrożnie przeszli przez długi, lodowy tunel, który zaprowadził ich wprost do Harroth. W obozie czekała skrzynia. Choć elf biegł okrężną drogą, zauważył jeszcze olbrzymiego pająka, który biegnie w stronę podziemnego przejścia oraz drugiego wojownika stojącego przy przesyłkach.
- La Brea – Athelan przywitał się, choć włócznie miał pod ręką, gotową do tańca.
Ostrożnie przekazał paczuszkę jednemu z organizatorów wyścigu i sięgnął po kolejny pakunek. Kiedy spojrzał na adresata roześmiał się cicho, w myślach wygrywając już wyścig.
Bez pośpiechu wrócił do Yew i wbrew swej niechęci i stanowczym oporom rumaka, wkroczyli na pokład szmuglera, który zabrał ich na niemal zupełnie opuszczoną wyspę Ocllo. Spędził tu wiele lat swojego długiego życia. Doskonale znał wszystkie zakątki wyspy oraz tajne przejścia, co pozwoliło mu bez zbędnej utraty czasu dostać się do niziołkowa, gdzie czekał trzeci z kurierów i druga przesyłka, nieco cięższa od pozostałych, choć wrażenie mogło być spowodowane narastającym zmęczeniem.
Athelan pod dokonaniu formalności ruszył z pakunkiem w stronę ostatecznego celu podróży. Z cichym westchnieniem ponownie wkroczył na pokład wątpliwego statku i ponownie zawitał do malowniczych i dzikich lasów Yew. Ruszył w kierunku szczurzej jaskini, znanej jako Shame.
Pędzili z gracją, zwinnie mijając drzewa i czyhające między nimi niebezpieczeństwa. Jedyne potknięcie przytrafiło się, kiedy wpadli na przesyłki wysypane na ziemie przez któregoś z kurierów. Był to niewątpliwy znak, że ktoś zmęczył się już targaniem pakunków.
- Czemu tyle tego tu leży? Zmówili się do porzucenia przesyłek? Paczek jest więcej niż kurierów przede mną... Do odebrania na poczcie? - Athelan jednak porzucił zbędne przemyślenia i pogonił rumaka.
Zbliżając się do Shame ujrzał organizatora turnieju oraz jednego z kurierów, biorących udział w wyścigu.
- Witaj, mój drogi! Zdaje się, że po drodze zgubiłeś parę drobiazgów! - Athelan uśmiechnął się niewinnie, zbliżając się do mężczyzn.
Organizator rzucił bystre spojrzenie w stronę Radosa.
- Cicho bądź, nic nie zgubiłem – barbarzyńca warknął nie zadowolony.
Po paru minutach oczekiwania dołączyło dwóch pozostałych kurierów.
- Gratuluje wam wszystkim ukończenia krwawego wyścigu, choć obyło się bez rozlewu krwi. Przyjmijcie te statuetki, ukazujące wasze poświęcenie w misji, jaką jest dostarczanie przesyłek. Resztę nagród otrzymacie pocztą – Naczelny Kurier spojrzał z uśmiechem na barbarzyńcę. - Ze skutecznością odpowiadającą waszemu zaangażowaniu.
Wojownik spojrzał na Athelana z pretensją w oczach.
Nie powiedział jednak nic, gdyż w tym momencie na ramieniu organizatora wylądował gołąb z przypiętym listem. Mężczyzna przeczytał szybko jego zawartość i z trudnością powstrzymał się od śmiechu.
- Cóż, to już wszystko. Ostatni z kurierów nie dotrze na miejsce, ponieważ zabłądził gdzieś na morzu.
- Koordynaty Miasta Niziołków mogły wprowadzić w błąd. Zdaje się, że mroczny elf powinien być już w połowie drogi na demoniczną wyspę Hyloth.
- Całe życie w ciemnej jaskini. Żyjąc w ten sposób łatwo jest się pogubić na powierzchni, nie znając gwiazd, wyznaczających drogę.
Cały wyścig minął w zdrowej atmosferze rywalizacji. Umiejętności kurierów były wyrównane, jedynie krótkie minuty dzieliły nas na każdym etapie podróży. Wyjątkiem był jedynie nieszczęsny drow, który pobłądził i słuch o nim zaginął. Ale drowy zawsze są wyjątkowe. Rumak spisał się znakomicie. W nagrodę dostał ogromną ilość owsa i kilka jabłek. Zasłużył.
Athelan z uśmiechem postawił ostatnią kropkę w swoim dzienniku. Zamknął książkę i zaczął starannie ustawiać posążek na swoim stanowisku kupieckim, aby każdy widział jak solidnym sprzedawcą jest właściciel tego stoiska.
- Magiczne przedmioty z najdalszych zakątków wszystkich kontynentów! Zdrowe i pyszne jedzenie, które zaspokoi nawet największy głód! Wyjątkowe farby, które nie zetrą się ze zbroi ani ubrań nawet podczas największych ulew i najgorszych warunków pogodowych! Nawet smoczy oddech nie zdoła ich usunąć! Wszelkie mikstury od znakomitego alchemika! Zwiększające krzepę, regenerujące zmęczony organizm, gojące rany! To wszystko i znacznie więcej tylko w Skara Brae na stanowisku 7! Tylko tutaj! - kupiec wynajęty przez Athelana entuzjastycznie wykrzykiwał swoje ogłoszenia i przyciągał kolejnych zadowolonych klientów.