(https://i.imgur.com/9wrYe1q.jpg)
Niczym lekki tylko powiew wiatru. Usłyszał... Zaraz potem poczuł, drganie, zaczynające się delikatnie jakby coś się dopiero budziło. Zaraz coraz mocniej...
Bedivere ściskając nieodłączny swój atrybut podroży czyli kij, oparł się o drzewo zamykając przy tym oczy. Odetchnął głęboko i pozwolił myślom zwolnić. Coś wokoło niego się działo, i do końca nie potrafił tego zrozumieć.
Ziemia po raz ostatni zadrżała i otworzył spokojnie oczy. Ze skraju lasu wyłaniał się on. Prastary opiekun Lasu. Drzewiec ciężkim powolnym krokiem zmierzał w jego kierunku. Był koloru letnich liści a kora była spękana i mieniąca się wszystkimi odcieniami zieleni. Ent zatrzymał się na chwilę i zajęło mu dłuższą chwilę zanim się odezwał.
- Hampf.. Czymże jesteś śmiertelniku i jak brzmi twoje młode i pochopne imię? *Bedivere stał niczym posąg wpatrując się jak zaczarowany w postać. Był to mistyczny legendarny i owiany tyloma tajemnicami Ent!*
- Jestem skromnym i prostym człowiekiem, który wędruje od kniei do kniei lubując się w jej dźwiękach kolorach i zapachach. Nazywam się Bedivere i jestem Adeptem Równowagi oraz oddanym przyjacielem zwierząt. *Ent przez długi czas się nie odzywał, zdążyły go obsiąść ptaki radośnie ćwierkając i ciesząc się z samej tylko jego obecności. Po tym czasie odezwał się znów ciężkim chrapliwym i drapiącym głosem*
- Słyszałem o Tobie młodzieńcze, las mi wspominał o tobie i o tym jak często tu jesteś. Dobry to jest zbieg okoliczności. Bo jesteś potrzebny. Chociaż to pewnie bardzo pochopne z mojej strony bo nie wyczuwam w tobie długowieczności Elfa, ani nie czuje od ciebie siły która drzemie w tych małych Krasnoludach. To jednak czuje spokój i opanowanie a tego właśnie w tej sytuacji nam potrzeba.* Znów zaległa cisza, młody adept odetchnął w spokoju. Las jakby tchnięty nową siła kołysał się na wietrze wzmagającym się co chwilę z jakąś nadnaturalną siłą. Drzewiec stał jak monument patrząc na niego i nic z tego wyczytać się nie dało.*
- Dobrze już dobrze, jeżeli mienisz się przyjacielem natury to będziesz musiał to udowodnić. Odzyskasz nasiono... To które jest nam potrzebne i bez niego las będzie obumierał. Mówiłem już że to jest zbyt pochopne? *Hampf*
Jakiś zły Mag Arcymag czy jak oni tam się lubią nazywać skradł go. I nie możemy tego tak zostawić. Sam bym to zrobił lecz pewnie słyszałeś o tym że jesteśmy strażnikami miejsc. I jesteśmy związaniu z konkretnym. *Człowiek pokiwał głową na zrozumienie tych słów. Czyli takie było przeznaczenie, musi pomóc i to jest próba. Pewnie jedna z pierwszych. Pewnie dość łatwa.*
- Udaj się młodzieńcze do lasów Vesper i tam szukaj. Wyznaczę Ci przewodnika który sam Cię znajdzie. Nie zawiedź nas. W tobie jest liść nadziei młody Adepcie...* Bedivere nie zdążył nawet odpowiedzieć a ziemia drgnęła i protektor odwrócił się i swoim ciężkim mozolnym krokiem odszedł po czym znikł. Pozostał po nim tylko zapach ten lekki wietrzyk uderzający w policzki*
Wsiadł na swojego młodego wulkanicznego żuka i ruszył z powrotem, w głowie kłębiły się tysiące myśli i obaw przed misją. Czy będzie ciężka co w niej czeka? czy podoła? Czy krąg tych o którch próbuje się dowiedzieć jak najwięcej się o tym dowie? To wszystko się okaże.
(https://i.imgur.com/2jvk6ic.jpg)