Siedział o Najpotężniejszy w karczmie coviańskiej i delektował się przepysznym winem. Ubrany jak zawsze, skromnie, w białej koszuli, niebieskich długich nogawiczach. Skromne to nie były jego LEGENDARNE sandały. Przedmiot zazdrości każdej istoty Sosarii.
- Karczmarzu! - rzekł Droghey otwierając szeroko oczy - Skądże macie tak cudowny trunek!?
- A to niejaki Ninarod Dragonus przyniósł. Dłużny był wiele złota, powiedział także, że to zdobyczne, prosto z delucjanskich piwnic Lorda Blackthorna.
- Nimrodus? Dłużny złoto? Karczmarzowi? Toć to dostojny rycerz gildii Jelitalna Jurysdykcja, ponoć bogacz, w wielu rankingach widziany i winny złocisze? To nie jest możliwe.
- Ależ tak, dłużny nie tylko mnie... treserowi za doglądanie rumaków nie płaci już dobre kilka tygodni. Widziano go ostatnio jak piechotą chadza, krzyczał, że jest tak zwinny i szybki, że rumaka nie potrzebuje.
- To znaczy, że wpadł w nałóg? Alkoholizuje się? Chadza na dziwki? - zapytał bardzo zaciekawiony Najpotężniejszy Mag Sosarii
NAGLE! DRZWI OD KARCZMY TRZASNĘŁY! POWIETRZE ZAWIROWAŁO! KONIE PRZYWIAZANE NIEOPODAL SAME SIĘ ODWIĄZAŁY I UCIEKŁY!
- UKRADLI DLA MNIE RÓŻDŻKĘ! MOJĄ RÓŻDZKĘ! Tak potężny artefakt! Zablokowałem go przeróżnymi rzeczami na stoisku targowym i co? UKRADLI MNIE RÓŻDZKĘ!- krzyczał, płacząc przy tym burmistrz czy zastępca burmistrza Skara Brae Athelan Aldaron.
Athelanie, spokojnie... Kto, kiedy, co, jak Ci pomóc? - zapytał spokojnie Najpotężniejszy Mag calutenkiej Sosarii przyzwyczajony do marudzenia eflów.
- PATOLOGIA APOKALIPTYCZNA UKRADŁA! Tak mnie powiedział mój kupiec! Przyszli i sobie zabrali! Pytam się: jak!? A on znowu! Że przyszli i sobie wzięli! - wytarł łzy i zasmarkany nos rękawem bagiennej zbroi.
- Athelanie bądź spokojny... WIEDZIAŁEŚ DO KOGO PRZYJŚĆ! - ryknął stary już mag, ale jary, uderzając pięścią w stół.
- Tak! Szukałem Cię! Bo kto jak nie Ty powtrzyma tę nową PATOLOGIĘ, która nawiedziła naszą krainę! Niech żyje DROGHEY GLOOW! NIECH ŻYJĘ! - podskakujący elf wykrzykiwał na okrągło - DROGHEY GLOOW! DROGHEY GLOOW!
WNET! Zlecieli się wszyscy mieszkańcy Cove, dosłownie wszyscy, jak tylko usłyszeli ryk Najinteligentniejszego Maga dochodzący z karczmy.
- Czas na mnie Karczmarzu - siąrbnął ostatni łyk wina - znakomity napój, przy następnej wizycie jak to go nazwaliście Ninarod proszę go serdecznie pozdrowić.
Mag wstał powoli. Udał się ku wyjściu. Minąwszy Athelana poklepał go po ramieniu i szepnął do ucha - Jak załatwię sprawę udam się z Twoją żoną na kolację.
- Ależ oczywiście! Sam przyrządzę najsmaczniejsze potrawy, ale proszę odzyskaj moją różdzkę. - elf zrobił taką smutną minę :-(
Najpotężniejszy oparł dłoń o drzwi karczmy... otwarły się, a tam, pod karczmą, każdy mieszkaniec Cove tańczył. Był to taniec zwany POLONEZEM. Na przedzie całej kolumny jako najmężniejszy z najmężniejszych stał nie kto inny jak Kriv Wurthsztejn, za dłon trzymał równie potęzną Sofianikową. Za nimi jako para druga stał Jaro Rennard z burmistrzynią Cove Wojtową Illlichujumuju. Trzecia para, oczywiście nie, że najsłabsza, ale po prostu tak wyszło, że trzecia - Giermek swojego brata Generała Telzisira - Dernchełm wraz z orderową wampirzycą Cornelią Caerdin co lubi possać świeżą krew. Następnie multum mieszkańców miasteczka, począwszy od aptekarza skończywszy na zbrojmistrzu. Całość tego wspaniałego tańca/przedstawienia zamykał Doth w magicznych niezwyklych butach do walki obuchami (które mu Droghey zgrabił kilkukrotnie) z Aredanem, Aredan w sukni robił za kobietę.
- No już dobrze przyjaciele! Nie wygłupiajcie się! Nie potrzebuję tego całego cyrku, żeby odzyskać różdźkę i obciąć im łby swoją nową laską! - uradowany z całego spektaklu Droghey pobiegł do banku coby się odziać.
- Bankiereczko, Ty już wiesz co masz robić... - pomachał dłonią już w biegu. Tylko dla niego, dla Najpotężniejszego, skrzynia bankowa otwiera się OD RAZU jak tylko pojawi się nieopodal banku.
Wyciągnął tylko mythrilową kolczugę, okropnie ostrą, laskę z ostrzami, granatowy płaszcz i togę. Odszedł w bok za mały parawan, założył zbroję, zarzucił płaszcz i togę, a laskę przewiesił na plecach.
Zagwizdał - DUŻY BIAŁY PSIE! DO NOGI! - tak nazwał swojego nowego pupila, który w ułamku sekundy zeskoczył z dachu (tak, pies z dachu zeskoczył) trzymając w zębach obgryzioną zieloną rękę okropnie zmiennej półorczycy Rawakhany Ksinajdy, która nie wie czego w życiu chce.
- Wypluj no to ścierwo, zaraz będziesz miał świeże kąski! - wskoczył na dużego psa. - No to ruszam! Proszę nie trzymać za mnie żadnych kciuków, nie modlić się o mój bezpieczny powrót, bo to wszystko jest zbyteczne! Już ja im pokażę gdzie raki zimują! VAS REL POR! VAS REL POR DOMEK NANUKA! Na pewno tam się znajdują! W siedlisku PATOLOGII!
Pojawił się pomarańczowy portal.
DROGHEY! DROGHEY! DROGHEY! - okrzykom nie było końca.
Najpotężniejszy wszedł niespiesznym krokiem w portal, zniknął w Cove i pojawił się kilkanaście kroków od domu gildyjnego Apokalipsy.
- APOKALIPTYCZNA PATOLOGIA - przywitał ich Najpotężniejszy Mag Sosarii
(https://i.imgur.com/Kpthg4sh.jpg)
Następnie Droghey przeszedł do etapu rozczłonkowywania spotkanej PATOLOGII. Laska z ostrzami za każdym zamachem ścięła jedną głowę. Cała walka trwała siedem machnięć laską. Następnie zabrał różdzkę i oddał Athelanowi.
To by się zgadzało.
uroczo sie to czyta ;)