I. Spotkanie
Kropla, spływając po lodowym stalagmicie, zebrała się u jego zwieńczenia, zakołysała się i spadła prosto na wilczy nos. Błękitne oczy otworzyły się i zalśniły w ciemności. Wilczyca obudziła się, choć tylko po części. Towarzyszyło jej przytłaczające poczucie zagubienia.
Gdzie ja jestem? Ile... Ile czasu?To poczucie, dalekie od przyjemnego, kojarzy niemal każdy. Wystarczy źle przespana noc lub nagłe przebudzenie. Zazwyczaj mija ono jednak rychło, zwłaszcza po wypiciu życiodajnego, czarnego naparu. To poczucie nie mijało jednak. Wkradło się w serce białej wilczycy, przeobrażając się w narastający niepokój. Zwierzę wygramoliło się z niewielkiej norki, spojrzało w nocne, rozgwieżdżone niebo. Zawiał zimny wiatr, wywiewając z wilczego futra resztki snu. O czym śniła, gdy spała? Nie pamiętała. Mgliste wspomnienie miejsca, które wybrała na długi sen, wracało. Czemu właściwie się obudziła? Jaki cel miało to wszystko? Mogła wszakże spać z pyskiem wtulony w swój własny ogon. Długo, spokojnie, snem wspartym magią lodu. Jednak obudziła się z poczuciem, że ta spadająca kropla nie była wcale przypadkowa.
Natłok myśli nie sprzyja nikomu, myśli gromadzące się natarczywie w głowie rzadko prowadzą do czegokolwiek poza kolejną kaskadą myśli. Pędząc przed siebie na złamanie łap, gnała nie do końca świadoma gdzie, gdy nagle... Wbiła łapy w darń. Śnieg dawno już zostawiła za sobą, przemierzając kolejne krainy. Zastrzygła uszami, serce łomotało w piersi po części z wysiłku, jakim był szalony galop po części, gdyż mogłaby przysiąc, że usłyszała...
AUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!W wilczym oku zebrała się łza. Wycie, ale nie przypadkowe, jakie usłyszeć można niemal każdej nocy w każdym lesie. Wycie, którego nie sposób pomylić z żadnym innym. Znajome. Nawołujące. Samotne. Obrała właściwy kierunek i pognała, jeszcze szybciej niż wcześniej. Musiała dotrzeć, dotrzeć jak najszybciej...
Wilkołak kojarzy się z bestią, szalonym potworem ogarniętym niepohamowaną żądzą mordu. Skojarzenie to nie jest do końca mylne jednak zdecydowanie niepełne. Trudno się jednak dziwić, gdyż postronny obserwator niemal nigdy nie ma sposobności zaobserwować wilkołaka ogarniętego inną emocją. Gdyby ktoś tej nocy zawędrował jednak na pewną polanę, mógłby zobaczyć dwa wilkołaki, których serca wypełniała radość, szczera i głęboka. Wilki też potrafią tęsknić. Gdy jednak pierwsza euforia opadła oboje, zgodnie postanowili uczcić to tak, jak przystało na szalone potwory ogarnięte niepohamowaną żądzą mordu — polowaniem.
Mimo iż dla wilków była to zdecydowanie szczęśliwa noc, czarny smok nie mógł podzielać ich optymizmu. Dla niego okazała się bowiem dużo mniej radosna i pomyślna. To on bowiem stał się celem ich pierwszego wspólnego polowania. Do jaskini spowitej mrokiem wpadli niczym wiatr. Czarnobrodzi, nie zauważyli nawet ich obecności. Tylko najbardziej bystre gargulce usłyszały stukot wilczych łap na klepisku groty. Nawet jednak one usłyszały je za późno. Kły, pazury, krew. Martwe ciała zwaliły się bezwładnie na ziemię. Wilki biegły jednak dalej, głębiej, na spotkanie z wielkim gadem.
Mimo iż wilkołaki były bez dwóch zdań na wygranej pozycji, nie oznaczało to jednak, że smok poddał się bez walki. Wielki smok walczył co sił. Płomienie buchały we wszystkie strony. Smoczy ryk co chwila wypełniał skalne pomieszczenie, a jego echo sprawiało, że cała jaskinia drżała w powałach.
(https://i.imgur.com/t3zdvAL.png)
Wilkołak o szkarłatnej sierści był jednak niestrudzonym drapieżnikiem, niemal z gracją unikał pazurów mierzących niemal cztery stopy, sam znajdując jednak luki w obronie przeciwnika. Śnieżna wilczyca, która przy swoim towarzyszu wyglądała dużo niepozornej, wspierała go w tej batalii w nieco mniej konwencjonalny sposób. Rany zadane szponami towarzysza zamarzały tylko po to, by eksplodować, zadając jeszcze bardziej dotkliwe obrażenia. W powietrzu, na przekór szalejącej burzy ognia, co chwila błyszczały lodowe groty i rozbłyski mroźnej magii. W czasie krótszym niż potrzebny na zmówienie modlitwy ku czci bogini Luny wszystko się jednak skończyło. Jaskinię na powrót wypełniła cisza, nawet dużo głębsza niż wcześniej. Tej nocy polowanie dobiegło końca. Niebawem jednak rozpocząć miało się kolejne.
II. Nieoczekiwany wróg
W karczmach coraz częściej można było usłyszeć o tym by ktoś, podróżując nocą traktem, widział wilka. Niektórzy zarzekali się, że widzieli całe stada. Byli też tacy, którzy z przerażeniem w głosie przysięgali, że widzieli likantropa. Wielu podróżnych zachodziło w głowę, cóż się stało, cóż zmieniło, że wśród tych drapieżników nastało takie poruszenie.
Serce Mgły przepełniała radość, jeszcze niedawno była przekonana, że rozbite i rozpierzchnięte stado to mrzonka, relikt przeszłości. Wszystko wskazywało jednak na to, iż wilczyca nie mogła być w większym błędzie. Z nocy na noc, na nawołujące wycie jej oraz Nocnej Mary odpowiadało coraz więcej braci i sióstr. Po kilku nocach było ich już na tyle dużo by zacząć snuć plany. Stado — to słowo brzmiało dumnie i wypełniało serca nadzieją. Stado potrzebowało jednak przywódcy i choć kandydat był oczywisty, wszystko musiało odbyć się należycie.
Jej bracia i siostry polowali, dając upust instynktom, trenując oraz wyznaczając terytorium, którego granice zatarły się przez lata. Pod ich nieobecność inne drapieżniki poczuły się na tyle pewnie, by zająć leża i bytować na polanach, do których niegdyś nie ośmieliłyby się nawet zbliżyć. Mgła miała jednak inne zadanie do wypełnienia. Do prawidłowego odprawienia rytuału niezbędne były specjalne ingrediencje. Zioła, korzenie, barwniki. Szamańskie ryty były w tej kwestii niezwykle precyzyjne, a wilczyca chciała, aby naznaczony przywódca stada skąpał się w noc rytuału w łasce Luny. Gdy węszyła w pobliżu pustyni, za rzadkim gatunkiem grzybów stało się coś, czego nie spodziewała się nawet w najmniejszym stopniu. Zaatakował ją... Wilkołak.
Czarne monstrum wypadło zza linii drzew, niczym cień warcząc i ujadając złowrogo. Mgła zlękła się i zerwała do ucieczki. Samiec jednak nie ustępował, ruszył za nią bez zastanowienia. Był większy, silniejszy i owładnięty żądzą mordu. Ona była jednak szybsza. Wiedziała to od razu. Nie miała szans w walce, musiała salwować się ucieczką. Dlaczego jednak atakował? Był jednym z nich. W stadzie znalazłoby się miejsce, zwłaszcza dla kogoś o takiej sile... Były to jednak próżne i czcze rozważania. Dysząc, wpadła na samotne wzgórze. Nastawiła uszu. Cisza. Czy zagrożenie minęło? Czy była już bezpieczna? Serce wciąż waliło jak oszalałe. Może samiec był chory? Może ktoś zatruł jego umysł magią albo... możliwości było zbyt wiele, jednak teraz musiała przede wszystkim zatroszczyć się o bezpieczeństwo, powiadomić polujących w pobliżu współbratymców o zagrożeniu. Uniosła swój biały łeb ku górze i zawyła. Głośno, donośnie, długo.
Mgła przekazała reszcie, co zaszło i rozpoczęło się tropienie. Jeśli likantrop wybrał wrogość, nie było dla niego miejsca na ich terytorium. Musieli go przepłoszyć lub zabić. Nie zajęło im długo wywęszenie jego tropu, mało kto mógł w tej dziedzinie równać się z Nocną Marą. Przydybali go przy wodopoju. Mgła wciąż miała wrażenie, że w jego zachowaniu coś było nie tak. Ich oponent nie uciekł jednak gdy, wyszli z trzech stron, warcząc oraz strosząc sierść. Wybrał walkę.
(https://i.imgur.com/7FgrqZL.jpg)
Dwóch największych na polanie samców rzuciło się na siebie i zwarło w śmiertelnym klinczu. Każdy szukał potężnymi szczękami słabego punktu u drugiego. Reszta momentalnie ruszyła wesprzeć wilka o szkarłatnym futrze, czarny samiec był potężny... był jednak sam. Polana wypełniła się skowytem bólu i złowrogimi warknięciami. Krew tryskała z ran a powietrze, niczym po burzy, jonizowało się od wyładowań mroźnej magii. Mimo iż mieli przewagę, walka była niemal wyrównana. Kto wie, czy gdyby czarnemu wilkowi dopisało choć trochę więcej szczęścia, odradzające się stado nie przepadłoby na dobre. W końcu jednak ciało potężnego wilkołaka padło bez życia w kałuże krwi, pośród strzępów futra.
Mimo licznych ran ich serca przepełniała radość. Tak znacząca wygrana pokrzepiła ich i utwierdziła, że stado jest silne, a kandydat nadawał się na ich lidera. Nie obawiali się o odniesione tej nocy rany. Mało kto mógł równać się z likantropem pod względem zdolności do regeneracji. Nawet niemal martwy wilk w ciągu raptem kilkunastu godzin był w stanie powrócić do pełni sił. Mając to na uwadze, upewnili się, że ich wróg również nie zaskoczy ich i nie powróci. Jego ciało zostało rozszarpane. Mgła wciąż jednak zachodziła w głowę, czym spowodowany był szał bestii. Tak, wilkołaki słynęły z agresji ale niezmiernie rzadko bywały wrogie wobec innych pobratymców. Coś musiało być na rzeczy. Zanim odeszli, wróciła do ludzkiej formy i pobrała próbki krwi oraz futra martwego wroga.
(https://i.imgur.com/QOHpwsA.jpg)
III. Księżycowy Olej
Zebranie odpowiednich reagentów było stosunkowo proste, nie licząc niespodziewanego starcia, które temu towarzyszyło. Sporządzenie wedle niezwykle skomplikowanej receptury oleju niezbędnego do namaszczenia Alfy było jednak prawdziwym wyzwaniem. Mgła wiedziała, że tego wieczoru na niej skupiony będzie wzrok wszystkich braci i sióstr, nie chciała nawalić. Stado reaktywowało się, wracało do życia po naprawdę długim czasie i choć pewnie nikt nie zauważyłby nawet potknięcia w tej materii, zależało jej, by wszystko poszło idealnie. Po godzinach spędzonych nad moździerzem i recepturą, po tym, jak kilkakrotnie musiała zaczynać od nowa, księżycowy olej był jednak gotowy. Mgła mogła ruszać na spotkanie.
Od zarania dziejów miejscem spotkań lykantropów jej stada była wyspa, zapomniany przez los skrawek ziemi, rzucony pośród wód Zaginionych Krain. W drodze zastanawiała się, ile lat minęło od momentu, gdy ktokolwiek z jej braci zjawił się tam. Wyspa od dawna nie była świadkiem obecności nawet jednego wilkołaka a co dopiero, tak licznego zebrania. Gdy dotarła na miejsce, jej serce dudniło niczym wojenny bęben wybijający marszowy rytm. Czuła na sobie wzrok wszystkich braci i sióstr, gdy zmierzała w kierunku placu. Zanim przemówiła, wzięła głęboki oddech i modliła się w duchu, by nie zadrżał jej głos.
(https://i.imgur.com/a3KkHIx.jpg)
Jej obawy na szczęście były bezpodstawne, przemowa poszła dokładnie tak, jak mogłaby tego oczekiwać. Choć dawniej stado dzieliły podziały na tych, którzy czcili Praojca oraz tych, którzy cześć oddawali Bogini Matce, tej nocy wszyscy zgodzili się, by dawny porządek pozostał historią. Po jej długiej mowie nastał najbardziej wyczekiwany i najważniejszy moment. Namaszczenie ich przywódcy. Zgodnie z obyczajem, każdy z zebranych miał prawo rzucić mu wyzwanie. Stado ponownie było jednak zgodne, Nocna Mara został Alfą.
(https://i.imgur.com/DDr1IyB.jpg)
Gdy tylko stojący przed nią mężczyzna został namaszczony świętym olejem, zza chmur wyłoniła się srebrzysta kula, co w oczach Mgły było jasnym świadectwem, iż Luna aprobuje ich poczynania. Skoro jednak rytuał dopełnił się, zgodnie z obyczajem, każde ważniejsze wydarzenie w stadzie należało przypieczętować wspólnymi łowami. Każde z nich porzuciło więc swą ludzką formę, by przybrać swe wilcze oblicze.
(https://i.imgur.com/ZwFJukr.jpg)
To była długa i owocna noc. Stado mknęło przez świat, odwiedzając najbardziej odległe tereny łowne. W tak podniosłym dniu nikt nie zadowoliłby się byle pomniejszą ofiarą. Zwierzęta pierzchły na ich widok a na dźwięk ich donośnego wycia, ludzie mieszkający na przedmieściach zamykali drewniane okiennice, by nie kusić losu. Ich celem nie byli jednak ludzie a smoki i demony. Krew godna nocnych łowców.
(https://i.imgur.com/RZus8O4.jpg)
(https://i.imgur.com/eBcAdFA.jpg)
IV. Inicjacja
(https://i.imgur.com/PgFowNj.png)
Ostatni czas dla stada można było bez cienia wątpliwości za pozytywny, wręcz kwitnący. Nocne polowania stawał się coraz bardziej regularne, a podczas wspólnych biesiad mogłoby się zdawać, iż nie ma limitu dla ambitnych planów i marzeń. Wszystko jednak powinno odbywać się w odpowiednim porządku, aby sięgać wysoko najpierw należy zadbać o fundament. Wielu z tych, którzy dziś polowali wspólnie pysk w pysk, łapa w łapę dzieliły pokolenia. Dawniej, zanim stado niemal popadło w zapomnienie, byli jeszcze szczeniakami. Nastał czas, by formalnie uznać ich za łowców.
(https://i.imgur.com/5ACzV9s.png)
Choć każdy z nich nie raz udowodnił już swą wartość, spryt oraz waleczność zgodnie z obyczajem musieli teraz przejść inicjację. Pierwszy spośród tych, który stanął przed alfą oraz szamanką dumnie wypinał pierś, słuchając jakie monstra będzie musiał zabić.
Na dowód mych czynów przyniosę ich głowy - rzekł zdecydowanym tonem.
V. Sen Szamanki
Księżyc jasno lśnił na niebie, gdy trójka likantropów pędziła przez największą pustynię Zaginionych Lądów. Nic nie łączyło wilkołaków bardziej niż wspólne polowanie a ta trójka, niezwykle dawno nie miała okazji wspólnie przemierzać świata. Tej nocy ich celem była piramida. Szamankę stada od kilku dni nawiedzały dziwne sny. Przemierzała w nich labirynty piaskowych korytarzy, błądziła wśród starożytnych ruin pośród bestii rodem z mitów i legend. Widziała sfinksy, mumię... To mogło być tylko jedno miejsce, a im właśnie przypadło za zadanie sprawdzić je. Znaleźć przyczynę jej snów.
(https://i.imgur.com/zvShiCc.jpg)
Kiedy dotarli na miejsce, ich oczom ukazała się piramida, a właściwie to, co z niej przetrwało do dziś. Ruina z jednej strony była już niemal całkowicie zawalona, przez co w środku poza potworami czyhały na nich również zagrożenia w postaci rumowisk osuwających się kamieni. Bez lęku wkroczyli jednak do środka.
Mieszkańcy tego miejsca przyjęli ich bardzo ciepło, członkowie watahy nie spodziewali się zresztą niczego innego. Od samego wejścia pomknęły w ich stronę starożytne zaklęcia rzucane przez starożytną mumię, niewolnicy, oraz strażnicy piramidy. To nie była łatwa przeprawa, jednak Wilki walczyły zajadle.
(https://i.imgur.com/MOXC0P5.png)
(https://i.imgur.com/vpqxhH7.png)
(https://i.imgur.com/osYJceu.png)
Odpowiedź na sny szamanki odnaleźli dopiero w leżu runicznego żuka. Choć ogromny owad był groźnym przeciwnikiem, tej nocy zwycięstwo nie było mu pisane. Po wygranym starciu ich oczom ukazał się tajemniczy starożytny klucz. Jakie drzwi lub zamek otwierał jednak ten artefakt? Dlaczego szamanka śniła o nim oraz o tym miejscu? Cóż, na szczęście ich zadanie kończyło się na zdobyciu przedmiotu. Interpretacja zadania była już jej rolą.
(https://i.imgur.com/uPPQhUs.jpg)
VI. Antyczny Smok
Od wielu księżyców stado rozwijało się naprawdę prężnie. Przybywało nowych szczeniąt, a te bywały silniejsze niż nie jeden z braci, który polował z nimi do tej pory. Coraz częściej noc przeszywał wilczy skowyt, a podróżujący kupcy płacili za ochronę, by czuć się bezpieczniej na trakcie po zmroku. Noc należała do nich, a tej nocy do stada dołączyć mieli kolejni, którzy ukończyli swoje próby. Szamanka z lubością spoglądała na twarze tych, którzy zjawili się w świątyni Luny i zebrali się w wyznaczonym miejscu, cieszyła się, że są jej braćmi, bo sam ich wygląd zmroziłby nie jedno serce, nawet biorąc pod uwagę, że nie ujawnili jeszcze swojego wilczego oblicza. Próby nie należały do łatwych, zwłaszcza te, które dysponowała im ona sama, Ci jednak ukończyli je wyjątkowo szybko. To był dobry miot. Ceremonia przebiegała standardowo, poczekali na zachód słońca by w momencie namaszczenia księżycowym olejem ich głowy, dotknięte zostały przez pierwsze promienie księżyca, a potem każdy, jak nakazywała noc, odrzucił swe człowieczeństwo i przybrał prawdziwe oblicze. Tej nocy planowali coś szczególnego. Szamanka potrzebowała świeżej smoczej krwi do nowej porcji księżycowego oleju... czemu więc nie połączyć przyjemnego z pożytecznym? Było ich wyjątkowo dużo, nawet jak na obecny stan rzeczy. Obrali kierunek wyznaczony przez Mgłę i pomknęli, jednocześnie wyjąc, zaznaczali swą obecność.
(https://i.imgur.com/bNeG7hc.jpeg)
Polowanie zaczęło się spokojnie, gdy wdarli się do tajemniczej krainy, napotkali zaledwie kilka istot. Satyrzy nie należeli jednak do najbardziej gościnnych, choć trudno było im się dziwić. Wataha nie miała przyjaznych zamiarów. Świeża krew szybko zaczęła wsiąkać w ziemię.
(https://i.imgur.com/LdxJ9oJ.jpeg)
Gdy rozprawili się ze strażą przednią i splądrowali, co tylko splądrować się dało, wdarli się w akompaniamencie warków i skowytów na wielką polanę. Ogromna bestia spała jeszcze w swym leżu, zerwała się dopiero zaalarmowana jazgotem, ale na reakcję było już za późno, atak z zaskoczenia udał się perfekcyjnie. Gdy wężowy smok poderwał się, pierwsze wilki były już przy nim, zatapiając kły i pazury w jego łuskowatym cielsku. Choć zaskoczony, był nie lada przeciwnikiem. Polanę szybko wypełniły płomienie i gęsto cieknąca krew, tak smocza, jak i wilcza. Antyczny jaszczur nie miał jednak szans z przytłaczającą przewagą watahy. Ta noc również należała do nich.
(https://i.imgur.com/ADfOcvV.jpeg)
VII. Samotne Polowanie
Szary Wilk przemierzał swoje ulubione tereny łowne, na odległej wyspie, zatopionej w wiecznym chłodzie. Z jednej strony dzikie lasy, których gęstwina nawet za dnia potrafiła przyćmić światło słoneczne, z drugiej zaś ośnieżone szczyty gór, które zdawały się dotykać chmur. W tym zimowym królestwie nie było zbyt wielu istot, które były na tyle głupie, lub odważne, by stawiać mu czoła. Szary Wilk uwielbiał jednak polować na młode lodowe harpie. Ich mięso, delikatne i soczyste było jego przysmakiem, a każdy przecież musiał jeść. Gdy walczył z kilkoma z nich, nagle niespodziewanie od strony gór nadciągnął Lodowy Demon.
(https://i.imgur.com/ifLrQv1.jpeg)
Jego obecność przynosiła ze sobą mroźne spustoszenie, zamieniając wszystko, czego dotykał, w lodową pustkę. Szary Wilk, wiedząc, że bestia wpadła w istną furię, przyjął wyzwanie, by stawić czoła temu złowieszczym wrogowi. Demon nie stanowił dla niego realnego zagrożenia, choć niewątpliwie był bardziej wymagającym przeciwnikiem. Ich starcie nie trwało długo Szary Wilk, wykorzystując swoją błyskawiczną zręczność, przecinał lodowe formacje szponami, podczas gdy Lodowy Demon formował potężne kule lodu, próbując przytłoczyć przeciwnika swoją siłą. Rychło walka zakończyła się, gdy krtań demona została rozszarpana przez wilcze kły. Wilkołak dyszał, wyrzucając z siebie gęste kłęby pary. Jego obiad został całkowicie zniszczony przez atak demona. Oczywiście, mógłby po prostu upolować kolejną zdobycz, jednak złość i furia kompletnie go zaślepiła. W okolicy znaleźć można było co najmniej kilka siedlisk tych mroźnych pomiotów. Postanowił, że tej nocy upoluje je wszystkie. Na wyspach, korzystając ze znanych tylko sobie ścieżek i przejść wytropił jeszcze troje mieszkańców otchłani, zesłanych na ten padół łez. Każdy z nich atakował z nie mniejszą furią, niszcząc wokół wszystko swą straszliwą demoniczną magią. Tym razem to jednak Likantrop był atakującym, korzystał z elementu zaskoczenia i bezbłędnie wykorzystywał najmniejszy błąd każdego z przeciwników.
(https://i.imgur.com/qPumg5p.jpeg)
W końcu, gdy słońce wzeszło wysoko na niebie, ostatni z Lodowych Demonów oddał swój oddech. Jego krew wsiąkać zaczęła w świeży śnieg. Furia uchodziła z niego równie szybko, jak krew martwej istoty. Niespodziewanie w jego sercu zagościł smutek i poczucie pustki. Kiedy jego umysł ogarnięty był krwawym szałem, nie wracały wspomnienia. Wspomnienia, o których każdego dnia starał się nie pamiętać...