Z dziennika Demonologa:
W cieniu wschodzącego słońca, którego pierwsze promienie malowały niebo na złoto, moja podróż na Hyloth miała być niczym więcej niż rutynową wyprawą. Polowanie, zbieranie skarbów, powrót do miasta przed zmierzchem. Przynajmniej tak było zaplanowane, aż do momentu, gdy na brzegu wyspy dostrzegłem nieoczekiwaną postać. Wyłaniała się z mgły jak duch, jej sylwetka drżała na wietrze, a słowa, które majaczyła pod nosem, wydawały się pochodzić z innego świata.
Pierwszy impuls pchnął mnie do krzyku, wyzwanie rzucone w stronę tajemniczej sylwetki. "Kim jesteś?!" Moje słowa rozniosły się echem po spokojnych wodach, lecz odpowiedź, która do mnie powróciła, była niejasna, obca, a jej melodia sprawiała, że włos na karku stanął dęba. "ȈώΛӜҿ؆۳ᶈ," dobiegło do mnie, jakby z otchłani, ledwo słyszalne szepty, które bardziej przypominały zaklęcie niż odpowiedź. Powtórzyłem moje pytanie, nasączając je frustracją i niecierpliwością, lecz znów, jedynie co usłyszałem, to było "ᾚ₾₼₰Ɽאָﭽ," po czym postać ta upadła na piasek, jakby jej siły opuściły ją całkowicie.
Zaintrygowany, a zarazem niepokojony, postanowiłem zbliżyć się. Każdy krok na mokrym piasku zdawał się oddzielać mnie od mojego dotychczasowego świata, prowadząc ku nieznanemu. Postać leżała nieruchomo, otulona błękitnymi szatami, które zdawały się pochłaniać światło poranka.
Zsiadłem z mojego demonicznego wierzchowca, który, przywołany z innego wymiaru, czekał cierpliwie na moje dalsze rozkazy. Przy każdej wyprawie był moim niezawodnym towarzyszem, a jego mroczna aura sprawiała, że czułem się jak pan tego fragmentu rzeczywistości. "Czekaj," rozkazałem mu, a on, posłuszny, zamienił się w cień przy brzegu.
Gdy zbliżyłem się, postać podniosła głowę, a jej spojrzenie przeszyło mnie na wylot. Oko, błękitne jak najgłębsze morze, błysnęło tajemnicą i mocą. "ΛӜҿ₼," wymamrotała, a jej głos, choć ledwo słyszalny, wypełnił powietrze elektryzującą energią. Wtedy to, co miało być zwykłą pomocą, przekształciło się w coś znacznie mroczniejszego. Jej wzrok skierował się na mojego wierzchowca, a ja, zamarłszy, obserwowałem, jak ta nieziemska istota przemienia się w bestię, rzucając się na mojego towarzysza z dziką agresją, po czym zjadła jego serce jak najdelikatniejszy z przysmaków.
W akcie desperacji przywołałem swoje demony, licząc na ich siłę i moc. Jednak w obliczu tego, co stało przede mną, były bezsilne. Nieznajomy, teraz pokryty krwią, uśmiechnął się tylko, a moje demony rozpłynęły się jak poranna rosa na słońcu.
W tym momencie zrozumiałem, że spotkałem kogoś, kto nie tylko przekracza granice mojego świata, ale także włada mocami, które ja, mimo wszystkich moich przywołań i zaklęć, ledwo mogłem pojąć. Jego uśmiech, przesiąknięty pewnością siebie i tajemniczą wiedzą, był jak pieczęć na moim losie.
Nie podał mi swojego imienia, lecz objawił, że od tej pory będę jego narzędziem, ręką, która wykonuje jego wole, dopóki nie odzyska pełni sił. To oświadczenie, choć przerażające, wypełniło mnie dziwnym poczuciem celu. Gdy położył swoje dłonie na mojej twarzy, doświadczyłem wizji otchłani, skąd pochodziły demony – był to świat niezrozumiałego mroku i bezgranicznej potęgi, którego obrazy zapadły mi w pamięć z siłą koszmaru.
Prowadzony nie tyle przez rozsądek, co przez instynkt, zaproponowałem mu schronienie w opuszczonej świątyni niedaleko mojego domu. Nieświadomy w pełni konsekwencji mojego działania, otworzyłem przed nim drzwi do mojego świata. Przeszedł przez nie jak cień, ignorując materię i prawo, które dla mnie były niezachwiane.
Niebawem, zostałem zmuszony do nowej roli – zbieracza serc demonów, które miały posłużyć jako pokarm dla mojego nowego Pana. Każde z nich dostarczałem z posępną determinacją, wiedząc, że każdy gest posłuszeństwa przybliża mnie do głębi mroku, z którego on pochodził.
Kiedy wróciłem z kolejnym sercem, znalazłem go leżącego na schodach mojego domu, jakby czekał na mnie, wyczerpany, ale w pełni świadomy. Dwa serca, które przyniosłem, sprawiły, że odzyskał na tyle sił, by znowu stanąć na nogach i ujawnić mi kolejny fragment swojego planu.
Wznosząc się nad ziemią, zawarł nasz pakt kolejnymi słowami. Wskazał mi miejsce – kamienny krąg, ukryty w sercu lasu, gdzie miała się odbyć ofiara z krwi, niezbędna do pełnego przywrócenia jego mocy. To tam, podążając za jego wskazówkami, dokonałem rytuału, który zatracił mnie całkowicie, przekształcając w akolitę, poświęconego służbie mrocznej potędze.
(https://media.discordapp.net/attachments/1040699180479422465/1223626668535447693/image.png?ex=661a8a23&is=66081523&hm=ad06cccccf15121b19e93fa7ca265ad82db1f4e52578a6c0a85b6d371c8df3c9&=&format=webp&quality=lossless&width=724&height=719)
I tak, otoczony przez cienie i echem moich czynów, zdałem sobie sprawę, że moja podróż, która zaczęła się jako zwykła wyprawa na Hyloth, przekształciła się w niekończący się marsz przez mrok, na którym zostałem akolitą siły, którą ledwie mogłem pojąć, a jej prawdziwe imię pozostawało dla mnie tajemnicą, zamkniętą głęboko w otchłani, do której teraz należałem.
Moje istnienie, niegdyś spokojne i przewidywalne, zostało zamienione w nieskończoną podróż przez mroczne zakątki świata, której nie potrafiłem nawet sobie wyobrazić. Każdy dzień, spędzony u boku mojego nowego Pana, odkrywał przede mną kolejne warstwy otchłani, z której czerpał swoją moc. Jego nauki, choć przerażające, otwierały przed moimi oczami wizje innych światów, innych realności, gdzie zasady i prawa, którym kiedyś ufałem, nie miały żadnej mocy.
Z czasem, moja rola jako akolity przybierała na sile. Byłem nie tylko zbieraczem serc demonów, ale również strażnikiem sekretów, których głębia i mroczne piękno przekraczały ludzkie pojmowanie. Moje życie, wypełnione ciągłym poszukiwaniem i poświęceniem, stawało się echem tych, którzy przeszli tę drogę przede mną - bezimiennych służących mroku, którzy znaleźli w nim swój nowy dom.
W tej nieskończonej podróży przez cienie, moje serce stało się kamieniem. Ofiary, których dokonywałem, nie były już dla mnie niczym więcej niż krokami na ścieżce, którą musiałem przejść. Każda z nich, choć niewinna, stawała się częścią większego planu, planu, który mój Pan układał z niezrozumiałą precyzją i celowością. Z czasem, to, co kiedyś wydawało mi się przerażające i niemożliwe do zaakceptowania, stało się moją nową normalnością, moją codziennością.
(https://media.discordapp.net/attachments/1040699180479422465/1223626891123097600/image.png?ex=661a8a58&is=66081558&hm=21aa008bfb45fbef10a76adc617116195a4e519405f546f915bc5bab48ea3520&=&format=webp&quality=lossless)
Moje spotkanie z tą tajemniczą istotą, które początkowo wydawało się przypadkowe, teraz jawiło się jako nieuchronność. Czy to los, czy przeznaczenie, skierowało mnie na ścieżkę, która zabrała mnie daleko od wszystkiego, co znałem i rozumiałem? Czy moje życie było zawsze przeznaczone do wplecenia się w te mroczne wzory, które teraz tkwiły w jego sercu?
Odpowiedzi na te pytania pozostały dla mnie tak samo nieuchwytne jak imię mojego Pana. Moja tożsamość, raz jasno zdefiniowana przez moje czyny i przekonania, teraz rozmywała się w cieniach, stając się częścią czegoś znacznie większego i mroczniejszego. Stałem się cieniem, akolitą, który śledził swojego Pana przez mroczne meandry egzystencji, zawsze posłuszny, zawsze czekający na kolejne polecenie, kolejny krok na tej nieskończonej drodze do otchłani.