Starzec prowadził małe grono wampirów przez ciemne, duszne korytarze.
Wygłodniałe stado kroczyło za nim powoli, krok w krok... powoli... do celu...3 rosłych wampirów trzymało liny w dłoniach... ciągnęli błagające o pomoc bydło...
*Gdyby wampir był psem, już dawno korytarz którym kroczyli byłby zalany
rzeką z śliny chciwości.*
-pomyślał narrator-
Wreszcie dotarli, świątynią Yew zwykło się nazywać to krwawiące w permanentnej agonii pomieszczenie. Budowa jego conajmniej ciekawa, na
dole kałuża krwi, niczym para kochanków na łożu swej pierwszej miłości, oplatała czerwienią pościel kafelków.
Obok grobowiec - czyj? Jeśli chcesz czytelniku, zapytaj jegomościa zwanego strażnikiem świątyni Yew.
Jednak nie to istotą rzeczy było.
*nie opisuj bzdur tylko przejdź do konkretów narratorze!!!!*
-szyderczy głos zagrzmiał w umyśle piszącego posępnie-
Powolnym krokiem wampiry wstąpiły na piętro po schodach. Jednak co to?
Bydło nie turla się pod górkę? Jak śmie!
Zdenerwowany Molteron szarpnął liną, zasyczało, zaświszczało, aż w końcu krwią prysnęło. Głowę urwał rybakowi!
Rzucił się dziko na jego zwijające się niczym poparzona żmija sikające krwią ciało. Pił, zachłystnął się, ale to nic! Pił z dziką rozkoszą.
Valdigar chrząknął cicho.
Gdy ostatni wampir wszedł po schodach zapadła cisza.
Stali wokół stołu, otoczeni złowieszczym, milczącym mrrrokiem. Spoglądali na siebie,
co jakiś czas ktoś syknął, ktoś uśmiechnął się, a kto inny oblizał swe suche wargi.
Valdigar Cruach podniósł głos:
Saath Bracia! Od wieków nie zaznaliście rozkoszy ludzkich. Od wieków nie
zaznaliście ziemskiego szczęścia. Rada Wampirów zorganizowała festyn.
Tak więc....Krwawy festyn czas zacząć!!!
Stali minute wokół stołu, po czym Badalaman odpowiedział:
-Mhm
Stali jeszcze chwilę, rozejrzeli się po sobie. Niepewnie spojrzeli na
bydło i na stojące panie za stołem.
-impotencja nabyta-
*pomyślał narrator*
Impotencja nieżyciowa?
Orkiestra grać zaczęła, bard w strunę zaszarpał, inny gardło rozdarł.
Molteron, Rexxar, Yezdigard, Badalaman, Azura, Reynar - spojrzeli się na
siebie z niedowierzaniem. Valdigar stanął obok, wyciągnął smyczek i na
żyłach Lux Aeterne grać począł.
Po cichu, powoli, niczym strumyczek życie wypływało z świątyni.. ciche
jęki jeszcze zdawało się słyszeć, co jakiś czas rozkoszny okrzyk
przerywał melanchonijne pojękiwania.
Ssali całą noc i pół dnia. I skończyli - najedzeni, uśmiechnięci i
ociężali. Upodobnili się do swojego pożywienia - spasionego bydła,
któremu tylko plebejskie rozrywki w głowie...
Posłaniec Przedwiecznego podszedł do wampirów, oznajmił:
"czas na turniej bracia, kto walczyć zachce, niech wystąpi".
Dało się zauważyć poruszenie wśród wampirów, lecz ta historia nie temu
narratorowi pisana.
Od narratora:
Dziękuję Aruvinowi za ciekawego questa. Część akcji może rzucać negatywne światło na niektórych wampirów/wampirów w ogóle. Prosze pamiętać jednak, że wpływ na słowa narratora ma stan w jakim się znajduje oraz poziom lagów na synapsach.
Pierwszy Krwawy Festyn
...wypełniona wola Przedwiecznego została. Krwawy Festyn ku czci jego zoorganizowano, a tej nocy Wampiry upiły łyk z czary człowieczeństwa.