Nad Vesper wstawal wlasnie nowy, piekny dzien. Sloneczko swiecilo, ptaszki cwierkaly. Ogolnie sielanka. Nagle do zgromadzonych w banku ludzi zaczelo dobiegac ciche popiskiwanie - *Pii Pii Pii* - dzwiek narastal z kazda chwila. Pierwszy zareagowal bankier.
Znowu szczury, diabli by wzieli ta plage !!! - darl sie na caly bank.
Jego nastroj zaczal udzielac sie pozostalym, narastajac w miare pojawiania sie w banku coraz wiekszych ilosci malych gryzoni. Gdybym tego nie widzial, nie uwierzylbym jaki chaos potrafi wywolac kilka szczurow. Magowie przyzywali koty aby przegnac gryzonie. Wojownik w zbroi plytowej biegal z mlotem probujac pozabijac szczury, przy okazji wybijajac kazdym uderzeniem spora dziure w podlodze. Wojowniczka zawziecie rozdeptywala szczury, eksponujac przy kazdym uniesieniu nogi swe niezaprzeczalne walory, ktorych nie zdolala ukryc krotka spodniczka. Ktos nawet przyzwal wilka, ktory najpierw popatrzyl na ludzi jak na wariatow, a potem na rozkaz swej pani zaczal metodycznie rozrywac na strzepy gryzonie.
Te jednak niewiele sobie z tego wszystkiego robiac jakby nigdy nic zezarly czesc dywanu, pobiegaly po banku a po chwili zniknely w szparach miedzy scianami. Efektem potyczki okazalo sie kilka martwych szczurow, nieco porozbijana podloga, roztrzesiony bankier i ogolna debata co zrobic ze szczurami.
O ile chaos przy eksterminacji szczurow byl ukierunkowany na jakis konkretny cel, o tyle teraz rozproszyl sie calkowicie, stajac sie wrecz niemozliwy do ogarniecia. Ktos proponowal pozatykanie otworow w scianach, ktos inny porozlewanie trucizny. Z lewej dochodzily glosy o koniecznosci sprawdzenia kanalow miejskich a z prawej - o zgrozo - o spaleniu calego banku.
Rozwarzania skonczyly sie tak samo szybko jak sie zaczely. Do uszu zgromadzonych dobiegl krzyk, z wyraznym przeslaniem zawierajacym prosbe o pomoc. To od barda - rzucil ktos. Nie minelo kilka sekund, a juz smialkowie w gnali w kierunku tego budynku.
Otworzone kopniakiem drzwi z loskotem wpadly do srodka. Zaraz za nimi wpadl z nie mniejszym loskotem odziany w zbroje wojownik. Reszta bardziej przezorna dodawala mu otuchy - idz przodem, my bedziemy asekurowac drzwi - dalo sie slyszec okrzyki wsparcia. Zachecony wojak zrobil kilka krokow naprzod, rozgladajac sie po pomieszczeniu. Jego oczom ukazal sie siedzacy pod przeciwlegla sciana gryzon. Byl nieco wiekszy od innych, slepia mial dziwnie czerwone a futerko ciemniejsze od pozostalych. Kilka szczurow otaczalo go, niczym gwardia przyboczna.
Wojownik rozesmial sie - No prosze prosze, prawdziwy krol szczurow - zadrwil. Zaraz zakoncze twe panowanie - krzyknal ruszajac z uniesionym mlotem bojowym.
Nie minelo kilka sekund, rowniez z uniesionym mlotem bojowym gnal w kierunku wyjscia wrzeszczac do pozostalych - Zamknac drzwi!!! Zamknac drzwi !!! Spomiedzy laczen jego zbroi plytowej plynela krew, lewe ramie obwislo bezwladnie, a twarz wojownika wykrzywial grymas bolu. Gdy tylko wybiegl na zewnatrz stojacy przy je zatrzasneli. Jeden z nich spojrzal przez dziurke od klucza, na majego, zakrwawionego szczurka ktory spokojnym, pelnym triumfu krokiem wracal do swych podwladnych.
Demon nie szczur!!! - darl sie Murinus zdejmujac zbroje i owijajac glebokie ugryzienia bandazami - Ale prawie go dopadlem - dodal.
Prawie, robi wielka roznice - zauwazyl Torian - Zauwaz, ze trafiles we wszystko poza nim - dodal. Moze by i dorzucil cos jeszcze, ale napotkal wsciekly wzrok Musinusa.
Ja tam nie wracam - stwierdzil bandazujac rany wojownik. Ta bestia malo mnie nie zagryzla. Nawet nie wiem czy nie zarazil mnie jakas choroba. - dodal niepewnie.
Stojacy nieopodal mag ponownie podrzucil pomysl, ktory przewinal sie wczesniej w banku. - Spalmy ta bude razem z tym gryzoniem.
Jasne, spalmy bude - pomyslal Torian. - A kto bedzie ja potem odbudowywal. Juz mial wyrazic w dyplomatyczny sposob swa dezaprobate dla tego pomyslu, gdy nagle za jego plecami rozlegl sie damski glos. Wojowniczk ktora z taka zawzietoscia deptala gryzonie w banku, zaproponowala cos, co wydalo sie calej czworce niezlym pomyslem. - Podplynmy statkiem, naladujmy na niego jedzenia, zwabmy szczury na poklad, a potem puscimy calosc z dymem. - mniej wiecej tak przedstawial sie jej plan.
Jako, ze pomysl przypadl wszystkim do gustu, natychmiast przystapiono do jego realizacji. Statek przycumowano nieopodal budynku, ladownie wypelniono pachnacym serem a nastepnie zabrano sie za ukladanie przynety na drodze od budynku do statku.
Bierz czosnkowy - rzucil Torian wskazujac na chleb ktory ukladal mag. - Jak go zezre, to napewno nie wyweszy podstepu - rozesmial sie.
Po chwili wszystko bylo gotowe, mag zakleciem otworzyl drzwi, a ukryci za winklem pobliskiego budynku smialkowie obserwowali, jak krol szczurow palaszuje kolejne kawalki chleba, zblizajac sie do statku.
Teraz !!! - wrzasneli niemal jednoczesnie, gdy szczury znalazl sie na pokladzie. Natychmiast odcieli cumy i zaczeli rzucac wybuchowe mikstury na poklad statku. Mag wyczarowywal sciany ognia. Statek natychmiast stanal w plomieniach. Szczury ginely jeden po drugim. Gdy wydawalo sie, ze to juz koniec, "bestia w szczurzej skorze", jak okreslil ja wczesniej Murinus, nieprawdopodobnym skokiem zdolala wydostac sie z plonacej pulapki. Jego futro dymilo, a sam szczur poruszal sie po brzegu nieco zdezorientowany.
Teraz albo nigdy !!! - krzyknal Torian nacierajac na szczura z mlotem bojowym w dloni. Okazalo sie, ze jednak "teraz". Nie tak szybki juz zwierzak nie zdazyl uniknac ciosu i zostal wgnieciony w bruk. Mag stojacy nieopodal przywolal slup ognie i skierowal go na resztki gryzonia.
To tak dla pewnosci - powiedzial gdy ogien zmienial w popiol to, co zostalo ze zwierzaka.
I taki oto koniec mial krol szczurow. Zebrani jeszcze przez jakis czas debatowali, co zrobic aby calkowicie pozbyc sie plagi. Stanelo na tym, ze szczury zostana wytrute. Kazdy ze zgromadzonych mial jednak nadzieje nigdy wiecej nie stanac oko w oko z gryzoniem podobnym
do tego, ktorego udalo im sie ukatrupic tego dnia.
------------------------------------------------------------------
Dziekuje prowadzacemu za bardzo milgo questa, a osobom bioracym w nim udzial za swietne wczucie sie w sytuacje. Oby wiecej takich ludzi :D
A teraz specjalne podziekowania. chcialbym podziekowac 2 wilkolakom, na ktore natknalem sie chwile wczesniej pod vesper. Dziekuje za wyleczenie mnie z glupich pomyslow takich jak nieuciekanie pod BMa, niewolanie strazy czy tez z przekonania, ze moze jednak uda sie odegrac jakakolwiek scenke zanim zobaczy sie napis *wilkolak is attacking you*. Dziekuje bardzo za to, ze po 2 latach gry na mojej klawiaturze zagoscil wreszcie bind STRAZ!!!. Gratuluje takze wspanialego odgrywania mrocznych bestii nocy, gotowych aby ubic i zlootowac napotkanego wedrowca, w miedzyczasie klimatycznie *warczac*. Oby tak dalej, a moze zostaniecie zauwazeni i odpowiednio docenieni. Czego wam i sobie z calego serca zycze.
Ciche gniewne popiskiwanie szczurow roznioslo sie po calym kontynecie... zabito drugiego z czworga braci... zaraza jednak pozostala
dziekuje za inicjatywe graczy