DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Xynd w 2005 10 02, 22:19:02

Tytuł: Zdziwacznialy Dzin
Wiadomość wysłana przez: Xynd w 2005 10 02, 22:19:02
Kowal podjechal pod kapliczke, ktora wzniosl wiele lat temu. Wczesniej sluzyla tylko do manifestacji jego wiary, a teraz takze tymczasowo jako miejsce, w ktorym stal kamien gildii. Zsiadl z konia i wszedl do srodka ciezkim krokiem. Ostatnimi dniami nie mial chwili wytchnienia gdyz zasypywany byl przeroznymi zleceniami. Westchnal ciezko cieszac sie, ze w tym miejscu odnajdzie chwile spokoju. Nie minelo pare minut gdy uslyszal, ze wiatr na zewnatrz zawial mocniej, a swiatlo przygaslo lekko. Nieporuszony tym zjawiskiem wrocil do zajec zwiazanych z kamieniem gdy po chwili pojawila sie przed nim mglista postac.

- Kim jestesmy? - zapytala.
- No wlasnie, kim? -zawtorowala sama sobie.

Kowal zaskoczony tym niecodziennym spotkaniem odpowiedzial, ze nie wie z czym ma do czynienia gdyz nigdy wczesniej nie widzial takiej istoty. Podobna byla do dzina, ktore zwykl juz widywac jednak roznila sie nieznacznie zarowno wygladem jak i zachowaniem. Przywykl do tego, ze dzinow nie interesuje rozmowa lecz szybkie pozbawienie zycia kazdego kto znajdzie sie w zasiegu ich wzroku. Ten byl inny, zaciekawiony osoba kowala. Chwile zajelo mu ustalenie, ze ma do czynienia z czlowiekiem, smiertelnikiem, po czym zaczal pytac o buteleczke, ktorej koloru sam nie potrafil okreslic:

- Byla zielona.
- Nie, niebieska.
- A moze rozowa? - prowadzil dialog sam ze soba, jakby w jednej istocie mieszkalo wiele swiadomosci.

Po chwili zauwazyl, ze kowal wciaz przed nim stoi, zdziwiony nie mniej niz na poczatku spotkania.

- Spelnie twoje zyczenie. - oznajmil przyjaznym tonem.
- Nie, ja spelnie - zawtorowal sobie.
- Ja, ja! - skonczyl wreszczie.

Zaskoczony kowal nie wiedzial co odpowiedziec, poczal wiec wymieniac bez entuzjazmu, gdyz nie wiedzial czego moze oczekiwac od dzina, najbardziej popularne z zyczen:

- Moglbym sobie zyczyc bogactwa, slawy... lub abys powalil na ziemie tych, ktorzy nam wlasnie przeszkodzili - wycedzil przez zeby do wchodzacych przez drzwi wojownikow. Bylo ich dwoch, mordercy. Kowal mial do takich intuicje, zawsze wyczuwal krew niewinnych i zauwazal szalenstwo w oczach. Dzin jakby nie zauwazyl ich obecnosci jednak oni ochoczo zaczeli badac co  wydarzylo sie w malej kapliczce. Stali przez jakis czas w milczeniu rzucajac ukradkowe spojrzenia i komentarze, ktorych kowal nie sluchal, po czym znikneli tak szybko jak sie pojawili. Dzin zaciekawiony powedrowal za nimi, a kowal zostal sam.
Jednak nie trwalo to dlugo. Dzin pojawil sie w tym samym miejscu, a za nim przywedrowali mordercy, ktorzy juz wczesniej rozgoscili sie w kapliczce jakby byla ich domem. Tym razem mieli ze soba towarzyszke.

- Hej, jestes dzinem prawda? A dziny spelniaja zyczenia! - zagadnal jeden z nich.
- Spelnij nasze bo twoj sluga zginie! - zawtorowal mu drugi i wyciagnal miecz stajac przed kowalem, ktoremu zrobilo sie zal obu wojownikow. Zadza zyskow, czy to materialnych czy jakichkolwiek innych, uczynila ich swoimi niewolnikami.

- Jestes silny lecz najwyrazniej malo roztropny. - wycedzil kowal.
- Nie grozcie nam - odezwal sie takze dzin i po chwili za sprawa magii łasy na zyczenie wojownik znalazl sie poza kapliczka.

Jeden z mordercow zaproponowal aby dzin udal sie z nimi do kamienia mocy znajdujacego sie w okolicy. Tamten zgodzil sie i gdy skonczyl przegladac ksiege znajdujaca sie w kapliczce, wojownicy i ich towarzyszka pognali - jak sie domyslal kowal - w strone kamienia. Chwile pozniej dzin pozegnal sie i zniknal, a kowal znow zostal sam teraz juz wiedzac, o co mogl poprosic...
Tytuł: Zdziwacznialy Dzin
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2005 10 02, 22:32:42
Nas jest legion.... nas jest wiele... co latwo otrzymasz latwo stracisz... glosow mrowie wtoruje wszem... splenic zyczenia, wiel zyczen... czesc beda mrugnieciem powieki, czesc skala na lata... jakie zycie, taka zaplata
Tytuł: Zdziwacznialy Dzin
Wiadomość wysłana przez: witchdoctor w 2005 10 14, 01:17:50
Yew gościło już w obrębie swej palisady wiele niesamowitych stworów. Były to zwykle bestie żądne ludzkiego mięsa i krwi, a stwór, o którym wspomnę, przyszedł tam w całkiem innym celu.


- Patrzcie.
- Miasto.
- Tak,widzę.
- Ja też.


Kilka podobnie brzmiących głosów dobiegało ze strony drzwi wejściowych do banku w Yew.

- Nie pamiętam go.
- Ja też.
- Kiedyś wioska tu była.


Przysłuchujący się temu stary strażnik podszedł po chwili do dziwnego stworzenia i począł mówić coś o zakazie wstępu na teren osady dla podejrzanie wyglądających nieludzi (no, przynajmniej większości) i przywołańców. Niezrażonemu, jak się wkrótce okazało, dżinowi nie przeszkadzalo to w kłótni ze samym sobą. Obwiniał się o zgubienie jakiejś butelki, a jednocześnie próbował się bronić obarczając tym... samego siebie. Mało tego: inna jego część próbowała sobie przypomnieć kolor tej butelki, a kolejna pytała pozostałych, czy spełnią komuś życzenie. Po krótkiej chwili doszły do porozumienia przynajmniej w tej ostatniej kwestii i chórem zwróciły się do strażnika:

- Jakie masz życzenie?

Zbity z tropu czarownik podrapał się po niedźwiedziej czapie, zawarczał cicho (jakby to miało mu pomóc w zebraniu myśli) i po chwili zastanowienia opowiedział historię o pewnym pogańskim bożku, którego uważał za Stwórcę i z wielką czcią wypowiadając jego imię. Na koniec stwierdził, że jedynie chce dożyć dnia, w którym wspomniany bóg powróci do tego świata.

- O ile sam nie popadniesz w zwątpienie, dotrwasz tych dni - odparł jeden z głosów, a po chwili dodał: - Tako rzecze Ci Legion mych Braci, co jest ze mna. Ponadto nie umrzesz, mimo iż śmierć będzie kroczyć z Tobą...

Zaraz po tych słowach dżiny niespodziewanie wróciły do zażartej kłótni o kolor butelki. Zdezorientowany dzikus przyglądał się przez chwilę temu niecodziennemu widokowi i jeszcze raz podjął rozmowę:

- Słyszał żem o stworach zamieszkałych w butelkach, ale to przecież bajdy starych ludzi...
- Za kilka dziesięcioleci sam będziesz stary. -
przerwały stwory - Zawsze gdzieś leży ziarno prawdy... Nic to, będę dalej szukać domu.

Czarownik podrapał się po swoim poszarpanym, choć krótkim zaroście zastanawiając się nad tymi słowami.

- Skoroś faktycznie spełnił moje życzenie, pomogę Ci. Butelka po winie się nada?

Stwór zbliżył się i przyjrzał naczyniu, a wszystkie części jego jaźni jednogłośnie uznały, że jest dobre. Zaraz potem z głośnym sykiem wskoczył do niego nie zostawiając po sobie żadnego śladu, prócz złocistego dymu leniwie krążącego po dnie flaszki. Czarownik podniósł ją, potrząsnął kilka razy tępo wpatrując się w zawartość, a następnie ukrył w połach płaszcza. Jeszcze tego samego dnia zaniósł ją do swej zruinowanej wieży i niedbale cisnął w stos innych, zwyczajnych butelek.

Ciąg dalszy nastąpi.