DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Gofer w 2005 10 06, 02:47:53

Tytuł: Zlamana Pieczec Ksiegi Czterech i Uwolnienie Zlotego Giermka
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2005 10 06, 02:47:53
Szept - bez ciala - sam umysl... wkradl sie miedzy ludzi i odnalazl tych, co mogli mu pomoc... podjeli wyzwania i otrzymali nagrode... jako pierwsi ujrzeli tego, ktorego chcial, aby uwolnili.
Tytuł: Zlamana Pieczec Ksiegi Czterech i Uwolnienie Zlotego Giermka
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2005 10 10, 00:06:19
dostalem na e-mail... ale jest dobre...

Stała na skraju wyspy pod Latarnią Morską, podziwiając pieszczące brzeg morze i wsłuchując się w łagodny szum. Poprawiła sukienke... Prosił żeby przyszła do Tol... musiał coś zrobić. I choc nie wiedziała co takiego, miala przeczucie, ze cos waznego.
- Mel... – usłyszała znajomy elfi głos za sobą. Odwróciła się. – Nie poznałem cie...Wejdź do środka, robi się tu niebezpiecznie – podązyła za nim. Zatrzymał się przy niewielkim stoliku z przepiękną księgą na blacie. Spojrzała na wzburzoną elfią twarz, przykrytą maską.
- Na ludzkich bogów... złamano pieczęć... - starał się uspokoic oddech. Przygladała się mu, jakby czekając na jakieś wyjaśnienia. – To nie rokuje nic dobrego... - usłyszała tylko, gdy do komnaty wpadł kolejny elf. Przedstawił go krótko kobiecie, nie wdając się w uprzejmości i szczególy:
- Poznaj Avenavo – po czym zwrocil się do przybysza – Spójrz na księge... - wymienili kilka słów, znaczące spojrzenia. Widziała wyraz stanowczości. Po chwili jeden z nich wyszedł, Avenavo został w środku. Usiadł, opierając się o ścianę i przymknął oczy. Czuła się zagubiona. Nie rozumiała, co chcą robić elfy i przede wszystkim, co ona sama tutaj robi...
- Panie? – szepnęła w ciszy. Brak odpowiedzi.
- Psia krew... - zaklął nagle. Na jego czoło wystąpił pot. – Cos w tym jest... spiskiem można by to uznac... - nie nadążała za jego tokiem myślenia. Mowił do siebie ciągle, chodząc w kółko. – Trzeba oczyścić ziemie... złą energię ma dusza wyczuwa. Trzeba czekac na Mistrza mego... - wyglądał na zmęczonego. Znów oparł się o ścianę. Siedzieli chwile, cicho rozmawiając. Czekali...

Wszedł bezdźwięcznie do pomieszczenia.
- Odpocząłeś? Musisz zachować pełnie świadomości przez cały czas. Jeśli któryś z nas się pomyli...
- Wiem – odparł Avenavo krótko. Jego zdenerwowanie było widoczne.
Drugi rozejrzał się tylko, po czym wyciągnął czerwony kamień z torby. – Nakreślimy linię, łatwiej będzie skupic energię... - pochylił się i zaczął rysować.
- Zaczyna się początek końca – szepnął Avenavo, po czym zaczął z drugiej strony.
- Zamkniecie początku... na trzy...gotów?
- Tak
- Jeden... dwa... trzy! – zamknęli.... Bezbłędnie. Skuliła się pod ścianą.
,,Zastanawialiście się kiedys ile myśli może przebłysnąć przez głowę w ciągu tak krótkiego ,,Jeden, dwa, trzy!"? Ile obrazów widzi w ciągu tej krótkiej chwili... Może więcej niż przez całe życie. Gdybyśmy cały czas myśleli tak doskonale i błyskawicznie jak w ciagu ,,Jeden, dwa, trzy...". Gdybyśmy widzieli tyle obrazów... Zwykle mamy jedno ,,Jeden, dwa, trzy".. przed śmiercią. Ile razy pragnie się wtedy cofnąć czas? Wtedy jest już za późno. Bo życie zwykle jest smutne. A zaraz potem się umiera"
Widziała.
Widziała karczmę w Brytanii. Widziała kobiete grożącą niezwyklej istocie widłami. Kpili z siebie nawzajem. ,,Nie boisz się pani, ze okaze się piratem i porwę twą łódź?" – słowa szumały w głowie – ,,żeby czułością się odkupic...."... ,,Złota rybka! Będzie mi przypominać..." ,,Kogo? Pijaczynke?" i ten śmiech...niezwykła twarz o niezwykłym uśmiechu. Wszystko niezwykłe. Wspomnienie czegoś tak dalece beztroskiego w porównaniu do Dzisiaj. Jak bardzo chciała siedzieć w tej karczmie... jak bardzo chciala znów ujrzec tańczące motyle utkane z morskiej wody.
Czuła.
Strach. Przed tym, co mialo się wydarzyć.. z obawy, ze straci cos niezwykle cennego. Tęsknotę. Za tym co było. Za niewiedzą. Smutek. Po utraconych złudzeniach.
Czuła się jak pyłek. Zamknięta w swoim małym świecie, gdy wokół dzieją się wielkie rzeczy. Wierząc, ze jest jeszcze czas by spełnić marzenia, że nie potrzeba wielkich spraw, wielkiej slawy i wielkich czynow, by być szczesliwym.
Myślała.
,,Wszystkie rzeki płyną do morza, a morze wcale nie wzbiera;
do miejsca, do którego rzeki płyną,
zdąrzają one bezustannie.
Nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami.
Nie nasyci się oko patrzeniem.
To co było, jest tym co będzie,
A to, co się stało, jest tym co znowu się stanie."

Myślała, że są tylko marionetkami w rekach bogow. Nie będzie pamieci o nich, o ich czynach. Po co to robia? Pionki. Czy to sprawia ze czuja się szczesliwi? Przeciez wcale nie jest szczesliwy. Odpowiedzialność... Brak zrozumienia... Stworzony, by być Kims. A ona?
Nikim.
- Spiesz się! – krzyk Avenavo.
Nikim...
Gorąco...Ogień. Falujące płomienie.. Wir nad księgą.. Zywy Ogień.
- Irugora an nel'bra – szept elfa.
Coś się stało. Księga jakby wchłonęła moc.
- Jeszcze tylko trzy...
- Spróbuje – glos Avenavo. – Niechaj zimne powietrze ogarnie te pomieszczenie!
,,Byłem wiatrem, zabłąkanym jego podmuchem."
- Wzywam Cie, silo wiatrow! Wejdz tu i przekaz swą energie! – krzyk pełen mocy, choć ciało słabnie. Po komnacie rozeszlo się kilka błyskawic. Szum zmaterializował się w wir nad księgą. Po chwili został wchłonięty, jak poprzednik.
Czuć było w komnacie zapach siarki.
Wspomnienie...
- Niechaj wilgoć lasów, jak i mórz przybedzie w owo miejsce! Przybądź tu wodo z mórz! – zawołał Avenavo. Po chwili dał się usłyszeć chlupot wody.
- Przybywam na elfie wezwanie! – zawołał zawezwany.
- Podejdź do księgi i oddaj swa energie! – rozkazał Avenavo. Żywioł nie chciał usłuchać. Zaczal wirowac. Poczula na ciele kropelki wody.
- Uspokoj się, duszo morz! – głos grzmiał. - Twa moc ma byc na me wezwanie! – żywioł jakby skurczył się w swojej postaci, zawodząc cicho. Ostatnie krople opadły na piekną księgę.
- Niechaj teraz sila ziemi tych krain przybedzie na me wezwanie! – Avenavo wzywal ostatniego z zawezwancow. Po chwili dało się słyszeć miarowe łupanie. – Przekaz swą moc! – rozkazywał wzywający. – Vas morgan hel! – inkantował zaklęcie. Lapy stworzenia nieubłaganie zblizały się do księgi. – Twa wola niechaj będzie moją wolą! Poznaj siłę i okaż skruchę! – z gniewem ostrzegł istotę czarem. – Padnij na kolana! – ton nie znoszący sprzeciwu. Niesamowicie silna wola w na pozor eterycznym i delikatnym elfie.
- Wasza wola moja wola... - po pomieszczeniu rozeszło się dudnienie. Żywioł usłuchał.

- Teraz siło czterech żywiołów! Życia i Nadziei! Wody, Ognia, Powietrza i Ziemi! Zlącz się! Uratuj elfich potomków! – księga lekko uniosła się w powietrze. Przestała lewitować, gdy elf opadł z sił. Osunął się na podłoge, cały zlany potem.
- Dobrze się spisałeś przyjacielu.
- Dziekuje... - głos Avenavo jakby się załamał. Obaj usiedli na podłodze i oparli się o sciane, wyczerpani.
(...)
Później zadawała pytania. Odpowiadał swoim magicznym:
- Czas pokaze...
Wytarła nerwowo dłonią usta. Pragnienie wracało...jak zawsze w takich chwilach.
- Kim ty jestes, draniu?
- Draniem, jak słusznie zauważyłaś... albo po prostu Przewodnikiem – zaśmiał się niewesoło.
- Gdzie schowałeś prawdziwego elfika? – spytała cicho.
Edain maja krotką pamieć...
- Bo on nie umarł, prawda?
- Nie ma tu dla niego miejsca.
- Ale on nie umarl, prawda?...
Magiczne słowa.
- Otworzyć Ci przesmyk do domu? – rozejrzał się uważnie. Utworzył przed nią magiczny portal. – Uwazaj na siebie. Namaarie – rozmył się przed jej oczyma. Przeszła z opuszczoną głową. Stanęła przed domem i skwapliwie podeszla do skrzyni. Przegrzebywala ja w poszukiwaniu kilku zwojow papieru. Drżącymi rekami rozwijala po kolei. Opuściła głowe i podparła dłonią czoło.
,,Ale on nie umarl, prawda?..."
Poczuła wzbierający w piersiach szloch.

,,(...) bo w wielkiej mądrości – wiele utrapienia,
a kto przysparza wiedzy – przysparza i cierpień."


PS. Z tym wydarzeniem kojarzył mi się utwór Queen – Show must go on
Gratuluje ,,Elfikom" wyobrazni :)

ps. post achronologiczny
Tytuł: Zlamana Pieczec Ksiegi Czterech i Uwolnienie Zlotego Giermka
Wiadomość wysłana przez: Gaheris^ w 2005 10 11, 20:35:52
Ściemniało się już. Staliśmy we dwóch przed bankiem Yew bez szczególnego zajęcia. Gdy nie było już widać słońca na horyzoncie usłyszeliśmy jakiś głos. Nikogo oprócz nas nie było. Zorientowałem się ze to ,,coś" przemawia przez nasze umysły. Mieliśmy się udać do miasta elfów i odnaleźć księgę. Nikt nie wiedział, co owa księga zawiera. Była zapieczętowana. Została napisana przez jednego z czterech, którzy wygnali Pana smoków. Łamiąc pieczęć na księdze przywołaliśmy demona, który odczytał księgę. Wysłuchaliśmy z uwagą słów a następnie udaliśmy się w pośpiechu szukać klucza, który znajdował się w miejscu spoczynku Giermka. Nie wiedzieliśmy jak wygląda, wiedzieliśmy tylko ze znajdziemy go w stoicy ludzi prawych. Pół nocy z uwagą i największym skupieniem szukaliśmy tajemniczego klucza. Nie znaleźliśmy go. Zrezygnowani widząc wschodzące słońce na horyzoncie skierowaliśmy krok ku wyjściu z niezbyt przyjaznego dla nas miejsca. Byłem mocno zniesmaczony tym, że nie udało się nam odnaleźć tajemniczego klucza. Ze spuszczoną przemierzałem aleje stolicy dobra. Pomyślałem ,,Przeszukaliśmy wszystkie ogrody Królewskie i nic nie znaleźliśmy". Widziałem już wyjście z miasta, gdy upadł mi w krzaki worek ze składnikami magicznymi. Schyliłem się po niego i ujrzałem kwiat koloru złotego. Wziąłem go do ręki i zorientowałem się, że to właśnie ten kwiat jest tajemniczym kluczem, którego szukamy i krzyknąłem z całych sił ,,MAM!! TO JEST KLUCZ!! UDAŁO NAM SIĘ GO ZNALEŚC!!". Mój głośny krzyk usłyszała straż królewska, jednak nie udało im się nas schwytać. Byłem jednak bardzo zmęczony i udałem się na spoczynek.
Tytuł: Zlamana Pieczec Ksiegi Czterech i Uwolnienie Zlotego Giermka
Wiadomość wysłana przez: Gaheris^ w 2005 10 12, 02:57:33
Poproszono mnie o wklejenie

Tak więc nazajutrz spotkaliśmy się tak jak nasz demon kazał, pod północną bramą naszego miasta Yew. Nie wiedzieliśmy czego mamy się spodziewać ale udaliśmy się w owe miejsce. Czekaliśmy na tą osobę z niecierpliwością. Powoli pogoda zaczęła się zmieniać, wiatr zaczął silnie wiać,  z nieba spadały zimne kropelki deszczu, niebo się zachmurzyło. Nagle huknęło, piorun walnął w pobliskie drzewo stojące obok nas. Z ów drzewa wyłoniła się postać eteryczna. Nie było jej widać może z tego powodu, że nie dane było jej zejść jeszcze na ten świat.
Od razu przeszedł do konkretu, a mianowicie skierował nas na wyspę pod Brytanią , gdzie miała się znajdować skrzynia z demonem. Dał nam parę wskazówek po czym jego postać się rozmywała, a my  ruszyliśmy w dalszą podróż.
(...) Zacumowaliśmy statki i wysiedliśmy na ląd. Nie zostaliśmy mile powitani, smoki od razu zaatakowały, a my nieprzygotowani do boju stawiliśmy im czoła. Mieliśmy szczęście że były to dzieci Wielkiego Smoka, więc rozprawiliśmy się z nimi dość szybko.
Po długiej ekscytującej i pełnej wrażeń walce w końcu nadeszła ta godzina na którą wszyscy czekaliśmy.
I tak przyszło nam stanąć czoło w czoło z Wielkim Złotym Smokiem, który więził Sługę Pana naszego. Bez omawiania niczego, zaatakował nas. Nie powiem że była to łatwa walka, wielu naszych braci poległo, a Smok z minuty na minutę jakby nie tracił mocy, lecz ją zyskiwał. Oprócz tego jego pancerz był do nie przebicia. Walczyliśmy, walczyliśmy aż trafiliśmy na jego słaby punkt. Otóż pod pachami jego skóra nie była pokryta łuskami tak więc to była tylko jedna nasza droga zwycięstwa. Tak się stało że dzielny wojownik z naszej kompanii zaryzykował swym życie, podbiegł do Smoka, obskoczył go i wbił ostrze wprost z pachę Smoka. Smok padł. A nasze zadanie się skończyło ...
   Uratowaliśmy Demona, on nas zabrał do sal Wielkiego Pana Lasu. Dostaliśmy obietnicę że nasze czyny będą nagrodzone,
a Demon skierował nas do Yew, gdzie znowu mieliśmy czekać na dalsze rozkazy ...