DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: UnknOwn w 2006 07 28, 15:10:34

Tytuł: Posłaniec i Orcza Zemsta
Wiadomość wysłana przez: UnknOwn w 2006 07 28, 15:10:34
Stary przygarbiony władca orczego plemienia spojrzał powoli po zgromadzonych.
-Tak zatem się stanie - przemówił, basowym budzącym respekt głosem - trudne czasy wymagają trudnych decyzji, wyślemy posła do siedziby ludzi.
Zgromadzeni popatrzyli po sobie, w ich oczach było widać zwątpienie i sprzeciw lecz żaden nie śmiał przemówić, przeciwstawić się władcy.

****

Posłaniec pod dotarł niespostrzeżony na rynek miasta Minoc. Stanął na placu i przemówił: - Jam jest Yrman, Posła.... - okrutny strzęk łamanych kości i plask tłamszonych wnętrzności przerwał przemowę. Wielki oburęczny młot wylądował na głowie posłańca wgniatając go wręcz w ziemie. Solamorg uśmiechnął się szeroko kręcąc jeszcze młotem w kałuży krwi i wnętrzności. Porozumienia nie będzie, zarówno ludzie jak i orki stawią czoła nadchodzącemu niebezpieczeństwu samotnie, dodatkowo osłabieni nadciągającym konfliktem.

****

W oczach władcy nie było zaskoczenia, wiedział iż tak posłaniec prawdopodobnie zostanie zabity, ale w ten sposób ? Podniósł wzrok na potężnego ciemnego orka stojącego dumnie wśród zgromadzonych.
-Vorgag, czas przywdziać Maskę Zemsty. – Wojownik skinął głowa porozumiewawczo i odpowiedział:
-Zapłacą za swą zuchwałość Panie! – Szybkim krokiem opuścił namiot, by na zewnątrz szaleńczym rykiem poderwać wojska do boju. Wściekła zgraja ruszyła w kierunku murów Minoc...
Tytuł: Posłaniec i Orcza Zemsta
Wiadomość wysłana przez: mae w 2006 07 28, 16:43:31
BITWA POD MINOC
                                ---------------------------

Jak zwykle rynek Minoc pelen byl przypadkowych ludzi. Rozmawiali oni ze soba, wymieniali towary. Wsrod nich ozywiona rozmowe prowadzil umagiczniacz Mae'tall z mlodym elfem Sul'larthem. Ale sama rozmowa nie byla jeszcze tak wazna, jak szczegol, jaki oni dostrzegli. Oto kolo pomnika pojawilo sie kilku orkow. W srodku miasta? Orki? Mae zignorowal ten szczegol wiedzac, ze po chwili orki beda juz tylko mokra plama i nieczystosciami. Mial racje. Jednak mlody elf zdawal sie nie kryc poruszenia.

                              ***

Po chwili Mae spotkal pod bramami miasta tego samego berserkera, ktorego widzial na miejskim rynku. Znajomego z reszta - Solamorga. Tym razem sytuacja zdawala sie byc powazna i trudno ja bylo zlekcewazyc. Oto troje orkow uroslo w liczna grupe przedzierajaca sie przez bramy miasta. "To tylko orki..." - znow lekcewazaco pomyslal Mae'tall. Mimo to scisnal mocniej laske z ostrzami i rzucil sie w bitewny taniec pelen ciec i magii przeciw niewielkiej grupce orczych wojownikow.  Szybko we trzech razem z wojownikiem Robinem zepchneli przeciwnikow poza bramy miasta. Co okazalo sie zlym wyborem...

Zza drzew wypadla liczna grupa orczych wodzow i magow. Grupujac sie w licznym szeregu przytloczyli na chwile liczba pierwszych obroncow miasta. Grozba "nie wrocicie do miasta!" wydawala sie dosc wiarygodna. Mimo to nawiazane zostalo starcie. Teraz to na orcza strone przechylala sie szala zwyciestwa. Liczne rany i wielokrotne grozby smierci zmusily maga bitewnego do oddalenia sie kierunku Vesper. Krotka wizyta w stajni i banku umozliwila mu powrot do bitwy i reprezentowanie poziomu walki, jakiego wymagal przeciwnik.

                                ***

Gnajac konia i regenerujac swoje sily miksturami, mag blyskawicznie wrocil na pole bitwy. Gimnastykujac sie, to odbiegajac, to leczac sie, to rozdzielajac szyki nieprzyjaciela na mniejsze grupki liczniejsza juz o kilka osob grupa obroncow spychala orki dalej od miasta.
W koncu orki zaczely wycofywac sie. Poniewaz zachodzilo to pomimo zwiekszajacej sie ich liczby, zdalo sie to dosc zagadkowe. Rozwiazanie tej zagadki przyszlo dosc szybko. W budynku uzdrowiciela miejskiego, Mae dostrzegl postac, ktora wczesniej gonil pod bramami miasta w zgielku bitwy. To z powodu gonitwy za nia, niemal wszystkie orki rzucily sie za magiem. Tak, to byl ich dowodca. To przy nim klebilo sie najwiecej orkow. To razem z nim przemieszczalo sie pole bitwy.
I tak kryl sie on po kilku kolejnych budynkach.Za kazdym razem Mae wbiegal na kolejne zgrupowania, rozdzielal je umozliwiajac eliminacje mniejszych grup. Kilka razy nawet wpadal on na samego wodza, lecz... kreatura ta posiadala zdumiewajaca wytrzymalosc na ciosy, a jego obroncy wyrastajacy nagle i z nikad uniemozliwiali dluzszy pojedynek.

                          ***

Walka trwala dlugo z niemal nieustajaca przewaga obroncow. Kiedy Mae powalajac kolejnych przeciwnikow dostrzegl mlodszych wojownikow zbierajacych lup z orczych cial, ktore ledwo co padly spod jego klingi, zrozumial, ze bitwa ma sie ku koncowi. Widzial on wczesniej mniej wprawnych wojakow na brzegach bitwy. Jednak padali oni jak muchy i szybko rezygnowali. Jesli ci zaszli tak daleko, znaczy, ze bitwa jest juz wygrana.
Tak tez sie stalo po chwili. Nie bylo juz co zabijac. Mag bitewny nie uswiadczyl zadnego finalu. Zadnych podziekowan dla obroncow od wladz miasta. Zadnej wielkiej walki z wodzem, ktorego tak uparcie scigal. Pozostawilo to lekki niedosyt. Mae zignorowal to uczucie. Miasto odparlo atak. Tylko to sie liczy.
Zadowolony z dobrej walki i mozliwosci pomocy miastu skierowal konia w kierunku domu.

                  ***

Dziekuje za dodatkowa okazje do wspolnego pvm i dobra zabawe. Troche szkoda, ze nie zalapalem sie na watek rpg ;)