DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Fontein w 2006 08 06, 10:28:22

Tytuł: Kryształ Śmiertelnej Zieleni
Wiadomość wysłana przez: Fontein w 2006 08 06, 10:28:22
Stoję na wyspy tej brzegu
Morze wkoło gniewem wzburzone,
W mroku rzeczy różne, zmienione,
Straszne? Mroczne? Zniszczone...
To wszystko, co kiedyś życiem tętniło
Teraz pod mgłą wspomnień się skryło.
Zabrakło poświęcenia i oddania
Zrozumienia dla potęgi wieczności
Oddaliśmy Życie w otchłań śmiertelności.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Młode życie
Wiekową potęgą Drzewców naznaczone
Umiera śmiertelną zielenią nasączone
Przebudzone zbyt wcześnie
Na krawędzi świata
Walczy, by zniszczyć to, co go przytłacza.
Tytuł: Przebudzenie by nastać mogło odrodzenie
Wiadomość wysłana przez: Fontein w 2006 08 07, 19:40:05
Dni było kilka, chwil tak niewiele. W gaju zielenią trującą wypełnionym, gdzieś na świata krańcu, zebrali się starzy i nowi przyjaciele. Połączeni jednym celem, oddani sprawie wznosili modły, by wrócić życia skradzione tak niechlubnie. Ziemia odtruta, znów czysta, znów Święta, moc Drzewu Życia wróciła, lecz Młodego Drzewca wciąż trutka trawiła. Wkoło odrodził się świat cały, ptaków śpiew, szum wody, szelest liści na wietrze, wszystko to, co zagubione, w jednej chwili zostało przywrócone. Słowa Natury rozbrzmiały w koło: ,,By uratować Młode Życie w drogę wam ruszyć trzeba, Liść Życia celem waszej podróży będzie, a spoczywa on gdzieś na przepastnych grzęzawiskach. Potem do Sanktuarium się udać musicie, tam pokłon i część Matce swej oddajcie i o przyjście Żywca - Dawce Liści się starajcie. "Słowa te echem w głowach druhów rozbrzmiały, jeszcze chwila rozmowy i pośród myśli ich ciała pognały, na dalekie ziemie w Zaginionych Krainach, by swej obietnicy dotrzymać. Poszukiwania trwały i wtem na jedno nieproszone skinienie przed Elfem ukazały się cienie, rozbiegane niczym w tańcu, złączyły się po chwili tworząc obraz dla oczu nie miły. Wiedźma ta przeklęta, usilna pomocnica, przyszła odszukać cel swego Życia, Kryształ Śmiertelną Zielenią się skrzący, skradziony dawno temu przez młodą uczennice, wydobyty z Świętej ziemi przez mała kompanie, teraz spoczywał w sakwie bezkarnie. Obiekt godny pogard, unicestwienia mógł służyć wymianą za Liść zbawienia. Wiedźma w swym szalbierstwie, Liść Życia zdobyła, zacisnęła na nim palce i w połaciach czerni skryła. Rozmowa długa, rozlew krwi oddaliła, jednak rozwiązania przed nikim nie odkryła. Każdy w obawie swój podarek trzymał a w cenie, żywot istoty odnajdywał. W niepewności wielkiej, prawdy nie znając, Elfickie dłonie Kryształ podając, Liść Życia odebrały tuląc go skrycie. Jeszcze tylko podróż na Matki łono, tam złożenie podarku cennego przywoła na ziemie Żywca Wielkiego. Lecz wtem Wiedźma czar swój odprawiła, wieczności od Kryształu się domagała a śmierć w zamian otrzymała. Słowa skrzeczące, echem rozrzucone, przekleństwa ku Magowi w Czerni wymierzone. ,,Oszukana na wieki! Księgi on zmienił! A mnie zabił! Zniszczył! W popiół przemienił! " I jak rzekła tak się stało, tylko czarny pył ot, co z niej zostało. Chwila ta przedziwna, w niedowierzanie zebranych wprawiła, kilka zdań nieskładnych, oddechy przytłumiły i już przez nowe ziemie pędzili ku wyspie urodzaju, gdzieś w odległym gaju, czekał na nich ołtarz, na którym swe dary wkrótce Matce ofiarowali. W ciszy, ostrożnie poukładali: Liść Życia, Ziemię żyzną i Wodę przejrzystą. W rytm jeden, ku ziemi, swą pieśń nucili, aż Dawce Liści w swym wiecznym łożu przebudzili. Wszyscy stali podenerwowani, czując ważność chwili, cierpliwe czekali. I zjawił się z pod ziemi, a gdy nadchodził wszystko wkoło, co żyło słowa na część i chwałę Żywca wymówiło. Śpiew ptaków go witał, drzewa swe konary ku ziemi chyliły, z lasów na chwile tą zwierzęta przybyły. Majestatycznie kroczył Wieczny dostojnik, cieniem okrywając swych podopiecznych. Spojrzenia przyjaciół w górę powędrowały, gdzie fragmenty kory w oczy i usta się układały. Słowa płynęły, wymówione pospiesznie, rozmowa zaledwie chwile trwała, lecz do myśli Dawcy Liści smutek nagnała. Żywiec ku prośbie wybrańców się przychylił i na Wsypę Świętą kazał by przybyli, sam zaś do głębi ziemi przeniknął i już po chwili zniknął. Jak rzekł tak uczynili i niebawem już byli w gaju odrodzonym, gdzie Młody Drzewiec w otchłani trucizny był wciąż uwięziony. Spośród przybyłych Żywiec wybrał jednego, Druida jeszcze młodego, płaszcz utkany z Łez Matki oddał w jego dłonie, nakazał by użył go w Drzewca obronie. Młodzieniec ukląkł, otulił chorego zaś ten odnalazł ukojenie w głosie jego. Tak połączeni razem trwali, gdy Żywiec nad ich głowami, modły odprawił. Ziemia wodą z nieba nasączona, w Drzewcu truciznę zdołała pokonać. I radość wypełniła serca zebranych, na wieki Matce Naturze oddanych.
Tytuł: Kryształ Śmiertelnej Zieleni
Wiadomość wysłana przez: GowenC w 2006 08 07, 23:50:31
Potężne cięcie z nad głowy przepołowiło bestię ze skrzydłami. Gowen skrzywił się na widok tryskającej posoki. Pomyślał, tak wiem, że trudno wam w to uwierzyć, ale to właśnie zrobił: - Ostatnia być z poczwar tych. Jednak nie minęła nawet sekunda a z pobliskich krzewów wyskoczył czarny wilk. Jako że Gowen był doświadczonym wojownikiem szybko rozprawił się z przeciwnikiem. Jednak w miejsce pierwszego pojawiły się dwie bestyje, zaczęły się one mnożyć aż okrążyły Wojownika Wodnego Jelenia. Gowen uśmiechnął się do siebie, zmówił krótką modlitwę do Wodnego Jelenia, po czym przez jego ciało przebiegła seria gwałtownych drgań. Po tej krótkiej przerwie Gowen rzucił się w watahę wilków tnąc swoja kosą bojową. Za sobą usłyszał głośne stukanie. Obejrzał się za siebie i ujrzał Menagrę, młodą, urodziwą druidkę. Zszokował się jednak, gdy spostrzegł, iż podróżuje ona na opancerzonym smoku bagiennym, który źle mu się kojarzył przez pewien incydent, w którym raz niefortunnie jego głowa została oddzielona od szyi. Druidka wyszeptała słowa zaklęcia i piorun kulisty poleciał wprost w paszcze potwornego wilczyska. Gowen wykrzyknął: -Iść do drzewko, módz być w niebezpieczeństwo! Menagra skinęła głowa i pobiegła w stronę środka wyspy. Kilka ziaren piasku przesypało się w klepsydrze, co nie było równe minucie a cala wataha wilków leżała we własnej krwi. Wysłannik Jelenia pobiegł również do młodego drzewka, zastał tam druidkę jak również dziwną istotę, kobietę niezwykle piękną, jednak posiadającą demonie skrzydła. O dziwo rozmawiała z młoda strażniczką natury, jednak rozmowa szybko przerodziła się w walkę. Smok, na którym podróżowała Menagra rzucił się do gardła demonicy i wyszarpał jej kawał czarnego mięsa, niestety rana zagoiła się tak samo szybko, co się pojawiła. Gowen dzielnie walczył jednak, nie stanowił większej przeszkody dla okrutnej maszkary. Kiedy zbliżała się do niego, by zadać ostateczny cios z oddali oboje usłyszeli trzy słowa...
Kal Vas Flam
Wojownik Jelenia juz zaczął modły dziękczynne, dziękował on za dobre życie na ziemi. Jednak zdziwił się wielce, kiedy to słup ognia nie trafił go tylko demonetkę, która wiła się w męczarniach, skwiercząc i jęcząc z bólu. Po chwili jej zwłoki wyparowały. Gowen wstał z ziemi, otrzepał się z kurzu i przemówił: -Komu moja podziękować musieć? Jednak zamiast odpowiedzi usłyszał okrzyk Menagry: Cameron! Jak to dobrze, że jesteś! Elfka natomiast, ni z tond ni zowąd zaproponowała: Nie tramy czasu, musimy przeprowadzić rytuał oczyszczenia zanim nie będzie za późno...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Gowen rozejrzał się po lesie, nagle z ciemnego lasu wyłonił się zielony Żywiec, Żywiec Dawca Liści. Wypowiedział on dwa słowa, których to Wojownik Jelenia nie znał, były to: Barum Barum. Był on tak zaskoczony tymi obcymi słowami, że nie wiedzieć, czemu wybuchł spontanicznym, szczerym śmiechem...


PS
Dziękuję za tego questa, zabawa była przednia :smile:
Tytuł: Kryształ Śmiertelnej Zieleni
Wiadomość wysłana przez: sharnac w 2006 08 08, 14:34:13
Srebrzysty blask księżyca oblewał delikatną poświatą Święty Gaj. Prastare drzewa o ogromnych konarach stały uśpione, niczym żywe pomniki, świadcząc o potędze Matki Natury. Najlżejszy wiaterek nie poruszał ich liśćmi. Senną ciszę przerywały tylko ciche szepty druida stojącego przed kamiennym ołtarzem. Słowa modlitwy, które powtarzał od niezliczonych dni napawały jego serce spokojem i otucha w tych trudnych czasach. Wszelkie zmartwienia ulatniały się niczym poranna mgła, gdy padną na nią pierwsze promienie słońca. Nawet jednak w tych pełnych uniesienia chwilach nie zapominał o swym zadaniu. Słowa przysięgi wyryte głęboko w sercu domagały się działania. Wiedział, że czas pędzi nieubłaganie, ucieka niczym piach przesypujący się przez palce

  Kiedy gwiazdy poczęły blednąć, a na wschodzie pojawiła się poranna jutrzenka, złożył ostatni pokorny hołd przed Księgą Życia i ruszył w drogę. Znał tę ścieżkę doskonale, każde źdźbło trawy, każdy kamień był mu bliski. Jego własne stopy wydeptały tę ścieżkę. Szedł nieśpiesznie rozmawiając cicho ze swoim Leśnym Przyjacielem, wiele razem przeszli i choć ostard nie mógł mu odpowiedzieć żadnym ludzkim językiem, rozumieli się przecież doskonale.

  Cel wędrówki ukazał się wkrótce ich oczom. Nie przeczuwając tego co za chwile zobaczą, stanęli wśród prastarych symboli, a potężna magia porwała ich ciała niosąc ku miejscu przeznaczenia. Powitała ich złowroga cisza. Tam gdzie kiedyś wołały ich przyjazne okrzyki skrzydlatych wojowników, gdzie potężny głos Pana Lasu roznosił się echem wśród sklepień budowli, nie było słychać nic. Przytłaczające wrażenie pustki zmroziło strachem serce druida. Nie zważając na nic ruszył pędem ku Drzewu Życia, a najczarniejsze myśli kotłowały się w jego głowie. Ostard wiedziony nieomylnym instynktem pomknął za swym ludzkim towarzyszem. Już z oddali dostrzegli, że największe obawy stały się rzeczywistością. Zielone trujące opary kłębiły się wokół tłumiąc światło porannego słońca. Duszący zapach wdzierał się w nozdrza wywołując spazmy niekontrolowanego kaszlu. Leśne zwierze stanęło niezdecydowane, czując że każdy kolejny krok to czyste szaleństwo, druid jednak nie przystanął nawet na chwile. Biegł by poznać czy śmierć pochłonęła Nadzieję. Wśród  gęstych oparów dostrzegł Go wreszcie. Stał samotnie poskręcany spazmami niewyobrażalnego bólu. Trucizna krążyła w Jego bezbronnym ciele czyniąc straszliwe spustoszenie. Run Życia niegdyś błyszczący kojącym światłem był teraz ledwo widoczny na przesyconej zielonkawą substancją ziemi. Druid, choć rozpacz prawie go paraliżowała, rozpoczął cichą pieśń. Zdania błagalnej modlitwy łączyły się ze Słowami Mocy, które miały złamać potęgę nadchodzącej śmierci. Mimo wszystkich włożonych sił, całej swojej wiary i ufności, wszystkie zabiegi okazały się daremne. Trucizna krążyła już w jego żyłach. Ciężkie powieki opadły, ciało pozbawione sił osunęło się na ziemię. Przed oczami druida przemykały obrazy... twarze, wydarzenia, głosy. Ciemne i nieco rozmazane postacie Braci i Sióstr Druidów zdawały się mówić coś do niego. Po chwili widział już swoje pierwsze spotkanie z Nim, później Wiec Kręgu, później.. Obrazy zmieniały się coraz szybciej i szybciej, otępiały umysł popadał w apatię. Czy to już koniec? Tak ma się wszystko skończyć..?

  Krzyk! Szarpanie...wrażenie sunięcia po wilgotnej ziemi...pierwszy od tak dawna łyk świeżego powietrza...ciepło dotyku.. miękkość sierści.. potworny ból przeszywający całe ciało, ogniskujący się w głowie... Druid podniósł ciężkie powieki, a jego wzrok napotkał wielkie oczy swego Leśnego Przyjaciela. Ostard pochylony nad ciałem wiercił się niespokojnie. Człowiek podniósł się walcząc z każdym mięśniem, zataczając podszedł do grzbietu towarzysza i resztkami sił wspiął się na niego.
-W drogę druhu, nie mamy czasu do stracenia...
Tytuł: Kryształ Śmiertelnej Zieleni
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 08 10, 08:55:42
Wiedzma plonela nie tylko z Mocy Krysztalu, lecz czula ze ten Krysztal przekazuje ta moc... wreszcie odkrykla kto to... nim rzekla krysztal ja zniszczyl... jej niemy krzyk nawolywania o zemste jeszcze dlugo bedzie krazyl po bagnach