DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Tinerot w 2006 08 16, 17:57:44

Tytuł: Posłaniec, Eksperyment, Draconid i Początek
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2006 08 16, 17:57:44
Bez jakiegokolwiek dźwięku, bez huku, wybuchu czy wizgu. Wyszedł ze ściany. Zdyszany, zmordowany i ledwo żywy po walce ze Strażnikiem Komnaty i łamaniu nałożonej na nią Pieczęci. Otulił się szczelniej całunem utkanym z cienia i zdjął kaptur, odsłaniając porytą bliznami, nigdy niezasklepionymi ranami oraz zmarszczkami twarz, która już dawno przestała przypominać ludzką. Ciemnozielone włosy zwisały z głowy niczym wężowe sploty. Dotknął dłonią, którą ząb czasu połowicznie rozłożył, oprawy księgi i starł z niej kurz...

----------------------

Wyprostował plecy, dotąd zgarbiony nad kawałkiem pergaminu. Podpisał się starannie, kaligraficznie wręcz, i zapieczętował, po czym wręczył ożywieńcowi list z jasnym poleceniem: Dostarczyć za wszelką cenę...

-----------------------

Dziękuję Willowi i Kamizowi za świetną zabawę, to się na pewno tak nie skończy. Sami zresztą wiecie - dopiero zaczynamy. ;)
Tytuł: Posłaniec, Eksperyment, Draconid i Początek
Wiadomość wysłana przez: Will w 2006 08 16, 18:47:06
Syf... Syf... Syf... Brudno tu jak w jakiejś psiarni... Jedni powiedzieliby zapewne, że słusznie. Może i tak, trochę w tym prawdy, lecz w moim mniemaniu wieża powinna mieć ten pewien specyficzny wygląd ogólnego nieporządku, chaosu, którego w tej chwili nie miała. Z resztą niedługo dane mi było porządkować, gdyż znowu jakiś zbłąkany kundel niszczył nam drzwi frontowe.
Wyjec uprzedził mnie do wrót. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Na zewnątrz stał młody wilk. Z racji naszej, że tak powiem "pozycji", nie był to widok rzadki. Okoliczne wilki często przybiegały gdy w okolicy działo się coś nietypowego. Wilk prędko poprowadził nas na polane, choć nie musial - z daleko czuć już było ten charakterystyczny smród rozkładającego się ciała i naftaliny. Ożywieniec szedł kulejąc. Najbliższy cmentarz dość daleko, umarlaki nie polują same z siebie więc co on tu robił? Wyszliśmy mu naprzeciw.
- Nienawidze tego smrodu. A ty? - rzekłem do Wyjca.
- Umarlaki...
Truposz patrzył na nas jak ogłupiały. Uśmiechnąłem się tylko szyderczo, gdy kuśtykając próbował uciekać.
Żałosne... Kilka ciosów i głowa potoczyła się po trawie... Nie robią tych umarlaków takich jak kiedyś.
Obadaliśmy zwłoki. Oprócz kilku zbędnych już płatów mięsa trup miał uwiązany do pasa mały zwój. Wyjec rozwinął rulonik i zaczął czytać na głos:
'"*Do oddziału w Cove... Bla bla bla... Potrzebujemy dwóch likantropów... bla bla... Do eksperymentu... Broń na dzieci nocy... Bla bla... Lochy za Grotą Królów.* Nie brzmi za wesoło"
- Nie, nie brzmi... - Szpon zamyślił się - Co to Grota Królów? Słyszałeś o tym?
- Niedokładnie, ale chyba wiem gdzie to jest. Idziemy?
Szpon roztarł ręce.
- Coż... Chcą likantropów to dostaną likantropy. Nie lubie rozczarowywać ludzi...
Obydwaj w mgnieniu oka przybraliśmy wilcze formy i zniknęliśmy w lesie...


Wrota Wrong stały dumnie na tle wielkich gór niczym karzeł z manią wielkości na scenie Wielkiego Teatru Brittanii. Komiczny musiał się wydawać widok dwóch wilków próbujących przepchnąc metalowe wrota, lecz w końcu ich wysiłek poskutkował i obaj weszli do ciemnego holu. W około stały groby dawnych władców, lordów i rycerzy pomarłych w zapewne nie zawsze miłych okolicznościach. W powietrzu unosił się zapach trupów i kurzu. Ostrzejsz fetor wydobywał się z otworu prowadzącego do niższych partii grobowca.
Wilki zeszły niżej. W półmroku czuć było czyjąś obecność. Wciąz jednak uczucie było słabe - cel znajdował się głębiej. Wilki przeszył dreszcz, dzień zakończył swój żywot i nastało panowanie Luny. Szpon i Wyjec w niecodziennym teatrze wrzasków, wycia i chaosu przeistoczyli się w swoje wilkołacze formy...
"Tak będzie na pewno łatwiej..." - myśli tłoczyły się w umyśle Szpona. Teraz zmysły były czulsze, cel i droga do niego wydawały się klarowniejsze. Likantropy ruszyły przez korytarze Wrong zmiatając wszelkie umarlaki na swojej drodze...


Dzięki Tinek za questa. Reszte pozostawie do opisania Kamizowi ;) ...
Tytuł: Posłaniec, Eksperyment, Draconid i Początek
Wiadomość wysłana przez: Ragnall w 2006 08 16, 20:42:59
To mnie Tinerot zmartwiłes ... oj bardzo ...... :(

*Czeka na dalsze odsłony*
Tytuł: Posłaniec, Eksperyment, Draconid i Początek
Wiadomość wysłana przez: Kam w 2006 08 16, 23:39:45
Wymierzyl lapa kolejne uderzenie, z koscianego rycerza zostalo juz tylko  kilka pororzucanych, polamanych kosci.Wokolo nastala cisza, ktora walczyla o miejsce z glosnym oddechem wilkolakow. Szpon zaczal weszyc i rozgladac sie szukajac na ziemi sladow czegos innego, niz szkielety i mumie. Wyjec wiedzial juz ze trzeba zejsc glebiej, machnal lapa w kierunku drugiego, po czym oba wilkolaki popedzily przez loch, taranujac resztki umarlakow. Po przekroczeniu magicznego przejscia ich oczom ukazaly sie tabuny kolejnych rozsypujacych sie cial. Obaj ryknely glosno, na tyle, by kilka mniejszych szkieletow rozsypalo sie, po czym rzucily sie w wir walki, po paru minutach, gdy ostatni kosciej upadl na kamienna posadzke, obaj rozejrzeli sie... Byli w ciemnej komnacie, w ktorej teraz panowala glucha cisza. Nic w okol sie nie ruszalo, nie liczac przedramienia szkieletu ktore jeszcze "zylo" i probowalo palcami dociagnac sie do wilkolakow, stapniecie jednego z nich zakonczylo jej, powiedzmy, zywot. Po chwili cos poruszylo sie w cieniu, "czyzby kolejny szkielet?" pomyslal Wyjec, jednak to co ujrzeli nie bylo byle szkieletem, a chwile pozniej okazalo sie z e w dodatku potrafi mowic!
-Ah, wiec przybyliscie - zamyslil sie przez chwile - bylo was dwoch, a stoi przedemna tylko jeden...
Wyjec rozejrzal sie, nigdzie nie mogl wylowic wzrokiem swego towarzysza...
- Tak, zaluje... naprawde zaluje, ze przybyliscie tak wczesnie... - jego puste oczodoly przeniosly sie z wilkolaka na cos w kacie, po chwili i boku Wyjca stal Szpon - ale coz, to bylo nieunikonione...
Obaj rzucili sie w kierunku istoty, jednak ich ciosy nie zrobily na niej wrazenia, nie zwracala na nie uwagi, szepczac cos pod nosem. Po chwili cos, jakas dziwna sila odrzucila wilkolaki, tak, ze uderzyly z imptem o sciane... Istota ledwo podtrzymywala zaklecie, przyciskajac ich do sciany...
- Nie czas na te walke, teraz poznacie kogos, kto przysiagl mi wieczna sluzbe... wieki temu...
Nieumarly zniknal, a magia przytrzymuajca wilkolaki prysla. Wyjec podniosl leb, rozgladajac sie uwaznie po komnacie, Szpon zaczal weszyc... Nic sie nie dzialo... przez chwile...  Z czarnej odchlani, ktorej przed sekunda jeszcze nie bylo, a ktora teraz w najlepsze tkwila sobie na srodku sali, pare milimetrow nad pentagramem wylonilo sie potezne, zgnilozielone cielsko smoka. Draconis ryknal przerazliwie, oba wilkolaki cofnely sie na bezpieczna odleglosc. Istota rozejrzala sie po sali. Male istoty, o futerkach w smiesznych kolorach zapewne zostaly przez niego rozpoznane jako smakowita przekaska, po chwili wiec stala tuz przy nich... Likantropy rzucily sie na bestie powarkujac, ich szybkosc nie pozwalala na kontratak. Tak jak lew proboje odgonic sie od much, tak smok probowal od wilkolakow, lecz kiedy muchy jedynie przeszkadzaja, to wilkolaki sa o wiele bardziej uciazliwe. Swymi pazurami rozcinaly twarda skore smoka, zas ich potezne szczeki wyrywaly kawaly miesa, z badziej odslonietych czesci ciala smoka. Po kilku chwilach cialo poteznego Draconisa osunelo sie na posadzke, zdyszane wilkolaki spojrzaly po sobie, myslaly ze to juz koniec gdy z cienia znow  wylonil sie potezny nieumarly. W furii rzucil sie na blizej stojacego. Wyjec osunal sie bezwladnie na ziemie. Szpon warknal wsciekle i rzucil sie na licha, walka byla dluga, zas wilkolak coraz bardziej opadal z sil, kiedy jego otumaniony towarzysz podniosl sie, szybko rzucil sie w kierunku licha, po dlugiej walce w koncu cialo opadlo na zieme. Oba wilkolaki zawyly triumfalnie, chociaz wiedzialy, ze to nie koniec, ze zniszczyly jedynie fizyczna forme poteznego nieumarlego, lecz dlon jego namietnie sciskala mala ksiazeczke, zawierajaca niezwykle wazna tresc...

Jeszcze tej nocy nawiedzila ich Pani, jej glos jak zwykle byl takie piekny... melodyjny... spokojny...