*nieopodal slychać przelewajace sie wino*
Pamiętam to jak przez mgłę, nie potrafiłem sie jeszcze dobrze utrzymać na nogach, ale jakaś siła kazała mi sie podnieść i iść przed siebię. Była noc i nikt nie był w stanie mnie zatrzymać - wystarczyło rozsunąc wejście od namiotu i cały świat stał przede mną otworem. Nie wahałem się, nie byłem jeszcze świadomy do końca swojej egzystencji, a na pewno nie na tyle, aby przeciwstawić się zjawisku, którego nawet teraz do końca nie rozumiem. Chwiejąc się na nogach sam pośród namiotów ruszyłem w kierunku lasu....
-Dolać ci ? Nie chcę zanudzać cię moją opowieścią, ale skoro sam pytałeś...
-Pamiętam też, jak otworzyłem oczy - sam pośród drzew, rzeczywistość z jednej strony wydawała mi się obca, a z drugiej czułem, jakbym ogarniał cały las jednym spojrzeniem. Smugi światła przeszywały gałęzie drzew, kilka razy też minęły mnie jakies zwierzęta ignorując mnie jednak zupełnie.. chciałbym opowiedzieć co dokładnie sie wtedy działo, ale nie pamiętam... lepiej będzie, jeśli nie będę pamiętał. Potem znów trafiłem do rodziny, prędzej, czy później odnaleźli mnie - nigdy nie zdradzili mi, jak długo nie było mnie z nimi. Od czasu, gdy mnie znaleziono nie odezwałem sie do nikogo słowem. Wspólnie przemierzaliy obszary dalekie od rodzimej Agessy marząc o lepszym jutrze, a ja wraz z nimi. Nie rozumiałem ich... ludzi. Musiałem ścierpieć ich obecność, ale jak Bogowie chcieli - niedługo(...).
-Siadaj Nefer, też posluchasz!
Jechaliśmy jak codzień. Pogoda jednak nie sprzyjała tego dnia podróżom, rano ledwo padało, ale im bliżej zmierzchu, tym opady stawały się silniejsze. Jeszcze nie powinno się nawet ściemniać, lecz ledwo widziałem wyciągniętą rękę. Karawana ugrzęzła w jakimś dole, ludzie krzyczeli do siebie, a niebo błyskało, jakby reagując na ich gniew. Ktoś się zgubił, druga osoba z lampą poszła go szukać, część pchała wóz, a inni trzymali konie, jeszcze inni krzyczeli, choc rżenie koni i grzmoty zagłuszały ich zupełnie - totalny chaos. Wtem krew bryznęła mi na policzek, nie odwróciłem się, żeby sprawdzić skąd. Biegłem przed siebie ignorując zupełnie krzyki niejednokrotnie przechodzące w dzikie wycie. Strugi deszczu uderzały mi w twarz. Przez krzyki ludzi przedzierały sie głuche odgłosy piorunów. Biegłem na oślep w zupełnym szoku, aż nie upadłem z wyczerpania(...).
(...)Obudził mnie świt na środku polany. Błyskawicznie stanąłem - ja - ledwo kilkunastoletni chłopak z nożem w ręku wciąż przerażony. Zdałem sobie nagle sprawę, że nie pamiętam swojego imienia, jednak nie myślałem nad tym długo, niedlugo potem zresztą nadałem sobie nowe - Araok. Wypuściłem nóż z reki i chwyciłem jakiś kijek. Spłonął w moich rękach. Nie byłem już wystraszony, ledwo w ogóle zdziwiony. Przez chwilę bawiłem się nową umiejętnością, aby szybko odkryć nowe. Później zauważyłem, że zwierzęta nie traktowały mnie jak potencjalnego wroga. Wiedziałem, że to nie jest przypadek. Ruszyłem w drogę, by odnaleźć swoje przeznaczenie. Wciąż jednak stroniłem od ludzi. Robiłem potworne rzeczy, by przeżyć i z perspektywy czasu wiem, że była to dobra lekcja życia. W końcu jednak głód i brak sensu w życiu zmusił mnie do podjęcia decyzji i wstąpieniu do Legionu(...)
CDN.
Pozdrawiam Rafal
Dwa słowa: pisz więcej!
Zgadzam sie z przedmowca....milo sie czyta.
Naprawde fajne :)
to kiedy ciag dalszy?
Juz "prawie" napisana cz2. beda jeszcze dwie jak mi czasu i pamieci starczy.
Kazda czesc to jakis przedzial w moim zyciu na DM mam nadzieje ze sie spodoba.
Pozdrawiam
Rowniez czekam na cd. :wink: