To był kolejny długi dzień walk z stworami. Iwo wracał z kolejnej udanej wyprawy do Minoc pogwizdując wesoło. Zajechał pod bank i zsiadając z konia wzbił tumany kurzu. Kasłając od pyłu odprowadził wierzchowca do bankowej stajni. Pogłaskał konia, dał mu siana i szepnął na uszko:
-Dobrze się sprawiłeś, daliśmy rade biegać ze śnieżnym smokiem z takim obciążeniem i ani razu nie zwolniłeś, oby tak dalej to sprawie ci klacz do towarzystwa.-
Koń na słowo klacz parsknął wesoło. Iwo odszedł od stajni i skierował swoje kroki do banku. Wchodząc przywitał się z wszystkimi i podszedł do bankiera i spytał:
-Witaj Bankierze jak tam zdrowie?-
Bankier z lekkim uśmiechem odpowiedział:
-A wszystko dobrze. To, co zwykle Panie Iwo?-
-Tak. Musze znów górę złota schować do skrzyni, ino dziś smok padł i lodowy demon, a one na ogół sporo bogactw mają.-
Bankier otworzył skrzynkę. Mężczyzna zdjął plecak i wsypał znaleziska do skrzyni. Opróżniając torbę do Iwa podeszła kobieta i wręczyła mu śnieżnobiały list z pieczęcią Mistrza Zakonu Błękitnej Róży Arkusa. Wojownik podziękował i dał złoto kobiecie za dostarczenie listu. Długo nie czekając otworzył list i zaczął czytać. Mistrz Arkus napisał:
-Iwo staw się jutro koło południa pomiędzy świątynią Araknasela w Minoc, a eksperymentatorium. Czeka Cię zadanie. Z tego, co wiem mają być jeszcze Korgan, Thorus i Kysso. A i weź dwa juczne będą niezbędne.-
Mężczyzna zamknął list i wrzucił go do skrzynki. Podziękował bankierowi i wyszedł z banku. Wsiadając na konia skojarzył, jakie zadanie go czeka i ruszył do portu. W porcie czekał statek wojownika. Iwo podjechał do sternika i powiedział:
-Czołem sterniku. Dziś jeno płyniemy z wierzchem dla odpoczynku od miasta.-
Sternik skinął głową i odpowiedział:
-Aye Kapitanie jak sobie życzysz.-
Mężczyzna wskoczył na łódź na koniu, powodując lekkie przechylenie statku. I wskazał dłonią północny zachód.
-Sterniku płyń gdziekolwiek byle żeby nie było żadnych niespodzianek. Chce się przespać. A i jutro rano mamy być w Minoc.-
-Aye Aye Kapitanie.-
Iwo zszedł z wierzchowca i przywiązał go do masztu. Sternik skierował się ku morzu. Mężczyzna zaś oparł się o burtę i zasnął. Następnego ranka wojownik obudził się, gdy dopływali do miasta. Wstał i obmył twarz chłodną morską słoną wodą i rzekł:
-Dobra robota sterniku wyspałem się jak nigdy.-
Sternik odparł:
-Cieszę się Kapitanie, że dobrze Ci się spało jesteśmy w Minoc jak kazałeś.-
Iwo odwiązał konia i wskoczył na niego. Ruszył ku stajennemu koło banku północnego w mieście kowali i górników. Dojechał do stajennego i powiedział:
-Dzień dobry. Przyprowadź moje dwa juczne, które zostawiłem ostatnio u Ciebie.-
Stajenny odrzekł:
-A witam Panie Iwo już idę po juczne.-
Za chwilkę mężczyzna przyszedł z dwoma jucznymi.
-Proszę o to one. Zadbane i nakarmione jak zwykle.-
Iwo podziękował, dał złoto za przechowanie i ruszył ku miejscu spotkania, gdy dotarł na miejscu już byli wszyscy.
-Czołem przyjaciele. Widzę, że wszyscy zebrani.-
Korgan, Kysso, Thorus przywitali się z Iwem i Korgan opowiedział, co ich prawdopodobnie będzie czekać. Zadanie wywołało u drużyny mieszane uczucia, lecz nie okazywali tego. Pomodlili się wszyscy do Methestela i Croma o opiekę podczas podróży. Podczas modlitw ziemia zaczęła wokoło nich się trząść. W powietrze wzbijały się tumany kurzu. Za chwile usłyszeli od strony świątyni metaliczny głos, a przed nimi pojawił się ogromny, wysoki na dwa piętra opancerzony golem. Wszyscy spojrzeli na golema, ten przemówił lekko piskliwym metalicznym głosem, który dość kaleczył uszy, ale dało się go znieść.
-Moja witać was zakonników.-
Zakonnicy odpowiedzieli:
-Witamy Cię golemie.-
Golem wypuścił trochę pary z ust.
-Moja przybywać z Zamku Lorda Britisha na rozkaz Mistrza Arkusa. Moja was zaprowadzić do skarbca w zamku. Wy podążać za mną.-
Golem odwrócił się i wszedł do świątyni. Za nim podążyła drużyna trzech wojowników i łucznika z sześcioma jucznymi. Iwo wjeżdżając na koniu po schodach od strony eksperymentatorium, szepnął na uszko Korganowi:
-Hm, mogę się założyć, że ten golem ma więcej mózgu niż Yorghal i jego brat.-
Iwo się szyderczo uśmiechnął i obaj zakonnicy zachichotali. Golem przystanął w świątyni. Nacisnął na sobie przycisk. I przed ludźmi w portalu od strony Zamku w Stolicy otworzyło się przejście. Pierwszy przeszedł golem za nim zaraz Iwo, Thorus, Kysso i Korgan. Ułamek sekundy za Korganem pojawił się, nieproszony, lecz zaraz wrócił portalem Koress. Korgan krzyknął:
-Chrońcie karawanę!-
Zakonnicy od razu chwycili broń w dłoń.
-Kysso bolę szykuj. Jak wpadnie zrzucaj to go dorwiemy.-
Lecz Koress się drugi raz nie pojawił. Golem syknął i powiedział swoim jakby wybijanym na żelazie głosem:
-Ludzie z jucznymi podążać za mną. Moja was zaprowadzić do skarbca, chroniący niech zostaną i pilnują ze strażą zamku przejścia.-
Iwo i Thorus ruszyli za golemem. Gromada koni i lam podążała za nimi, jakby nie zdając sobie sprawy z tego, że grozi im śmierć. Olbrzymi opancerzony golem otworzył wielkie metalowe drzwi jak dziecko zrywałoby kwiatka od Zamku Lorda Britisha. Dwaj zakonnicy podążali za syczącym i zwalistym golemem, za nimi juczne. Golem wszedł na górę po kamiennych schodach.
-Ludzie podążać za mną.-
Tak też wojownicy uczynili. Na pierwszym piętrze golem przystanął i syknął wypuszczając parę.
-Moja się pomylić. Skarbiec być na dole.-
Iwo podrapał się po głowie i rzekł:
-Mam nadzieję golemie, bo my z Thorusem nie mięliśmy okazji być w tym Zamku. A jest on ogromny nie mamy całego dnia szukać skarbca. Poza tym chaośnicy pewnie już się zbierają żeby dostać się przez otwarty portal. –
Golem zszedł na parter. Zakonnicy podążali za nim. Po chwili dotarli do wejścia do skarbca zamkniętego ogromnymi metalowymi drzwiami. Golem rzekł:
-Moja przynieść skrzynie złota. Wy poczekać przed wejściem.-
Dwóch mężczyzn w czasie pobytu opancerzonej machiny w skarbcu nakarmiło swoje juczne i przygotowało do załadunku. Podczas przygotowań usłyszeli donośny krzyk jednego z dwóch pozostałych obrońców przebywających pod portalem.
-Atakują!-
Thorus na ten wrzask rzekł:
-Masz Iwo zwierzęta ja jadę im pomóc.-
-Ech, no dobra zajmę się nimi wszystkimi, ale łatwe to nie będzie.-
Thorus pojechał do obrońców. Po chwili do zakonnika wyszedł golem. Wyłożył skrzynki ze złotem na ziemię. Iwo zsiadł z wierzchowca i spróbował podnieść jedną. Dźwignął, lecz nie na długo.
-O, rzesz! Ale to ciężkie. Ile to waży? Ze dwa tysiące kamieni?!?-
Golem odparł metalicznym głosem.
-Tak zakonniku.-
Mężczyzna zaczerwieniał z wysiłku, skrzywił się i wrzucił skrzynkę do jucznego. Wojownik powiedział sam do siebie.
-Uch.... Wiedziałem, że na mnie spadnie transport.-
Wrzucił pozostałe skrzynie, lecz było zbyt dużo o dwie. Zakonnik podrapał się po brodzie.
-Hm.... Golemie mamy za dużo skrzynek. I zastanawiam się czy nie wziąłbyś tych dwóch. Bo raczej ja takich nie dźwignę.-
Golemowi zakręciły się trybiki od dwóch kończyn jakby rąk i podniósł dwie ciężkie skrzynie jak dwa ziarna piasku. Iwo trochę wytrzeszczył oczy. Ale musiał się spieszyć. Golem machnięciem lewej tak jakby ręki zamknął drzwi od skarbca. I ruszył z opiekunem jucznych do wyjścia. Gdy opuścili zamek na zewnątrz od strony portalu słychać było odgłosy walki. Iwo przystanął zerknął na golema.
-Przydałoby się jakieś sekretne przejście.-
Opancerzona podobna do człowieka maszyna wypuściła parę z ust. I ruszyła w przeciwną stronę niż portal. Wojownik podążył za nią. Zostawiając za sobą przyjaciół. Chciał im pomóc, lecz musiał zająć się transportem. Dotarł za golemem do przejścia. Golem przystanął i syknął. Otworzył przejście i powiedział:
-Idź zakonniku przodem, zaraz moja sprowadzić reszta. Ty poczekać za przejściem.-
Iwo przeszedł przez przejście przeprowadzając pojedynczo juczne za sobą. Przejście prowadziło do zaułka w Stolicy. Iwo ustawiał juczne za skrzyniami i beczkami, aby patrol straży go nie zauważył. Gdy przeprowadził zwierzęta sam ustawił się za nimi, aby go też nie było widać i czekał. Wieczór był, akurat słońce zachodziło, wojownik zastanawiał się czy czekanie ma sens, lecz czekał dalej. Po godzinie przez przejście przeszła reszta drużyny razem z opancerzoną machiną, która przedostała się nad murem zamku i fosą. Zakonnik był rad widoku swoich przyjaciół i rzekł cicho:
-Dobrze, że jesteście można powiedzieć, że nareszcie. Jak was nie było zdążyłem wyczuć moment w którym można opuścić miasto nawet z dziesięcioma smokami. Ruszymy, kiedy dam znak ino mimo wszystko po cichu.-
Reszta wojowników się zgodziła i po chwili Iwo dał znak. Ruszyli przeszli niezauważeni. Wyszli na północ od miasta. Za nimi podążał golem, który podczas przechodzenia przez miasto zachowywał się nader cicho. Weszli w las pomiędzy cmentarzem, a jeziorkiem. Zagłębili się bardziej w lesie i przystanęli na chwilkę. Korgan rzekł:
-Dobra ja, Kysso, Thorus ochraniamy karawanę przed ewentualnymi najeźdźcami. Iwo idziesz za nami razem z opancerzonym golemem, poradziłeś sobie z jukami w mieście to w lesie raczej nie będziesz miał problemu.-
Ruszyli na północ od Brit skręcili na wchód za jeziorkiem koło miasta. Brnęli przez las Kysso strzelał celnie z kuszy zabijając bądź odganiając stworzenia czające się na drzewach, Korgan i Thorus wybijali wszystkie stwory, które miały odwagę rzucić się na drużynę. Za nimi podążał Iwo z jucznymi i opancerzony golem. Szli pod osłoną nocy uważając, aby nie wpaść na bandę morderców. Przebili się z lasu aż do bagien. Na północny wschód od stolicy nie napotykając większych problemów. Przez bagna przejechali równie łatwo, lecz juczne przechodząc przez grząską ziemię i błoto na bagnach zmęczyły się bardziej niż po zwykłej łące. Iwa coraz bardziej nawiedzała myśl, że juczne mogą nie wytrzymać. Idąc na wchód od strażnicy bagien i pustyni zakonnik opiekujący się zwierzętami zatrzymał się i rzekł:
-Dobra panowie juczne pod wpływem ciężaru nie wytrzymają nam do Minoc. Musimy dać im odpocząć. Ale mam pomysł niedaleko stąd ma dom Thorus możemy tam się zatrzymać.-
Thorus z lekkim skrzywieniem odpowiedział:
-Ech... znów będę musiał w domu sprzątać. No, ale trudno niech i tak będzie.-
Drużyna ruszyła do domu jednego z przyjaciół. Dotarli do miejsca zamieszkania razem z zwierzętami i golemem. Thorus podjechał do drzwi i je otworzył wpuścił do środka Iwa z karawaną. Kysso wszedł na mur i rozglądał się czy nie nadciągają mordercy. Golem jak przystanął przy murze był od niego dwa razy większy po chwili wdrapał się na mur i też pilnował czy nic nie nadciąga. Korgan powiedział:
-Dobra ja pójdę zobaczyć czy nikogo pod miastem nie ma, a wy uważajcie na transport.-
Korgan ruszył w stronę Minoc. Kysso rozglądał się bacznie z golemem czy nic złego nie nadciąga. A Iwo zdjął obciążenie z juków i nakarmił je, oraz napoił. Wszyscy czekali na Korgana. Kysso rzekł:
-Coś długo go nie ma. Mam nadzieję, że nic mu się nie dzieje bądź stało.-
Zakonnicy nie byli zadowoleni i martwili się o czwartego członka drużyny. Lecz nie potrzebnie po kilku chwilach Korgan wrócił z dobrą wiadomością.
-Miasto nie jest oblegane przed murami spokój, ale i tak musimy uważać, bo mordercy i banici mogą się bardzo szybko pojawić.-
Iwo ponownie wrzucił ciężki ładunek do juk zwierząt. Pogłaskał je i powiedział:
-No moje drogie jeszcze mały kawałek przez las i będziecie miały spokój.-
Drużyna ruszyła z miejsca odpoczynku. Przeszli przez las bez większych problemów nie napotykając złoczyńców. I dotarli do Minoc. Przed bramą zachowali szczególną czujność, ale nikogo nie było. Przejechali przez miasto do ambasady Zakonu Błękitnej Róży. Gdy dotarli na miejsce to wszyscy odetchnęli z ulgą. Zakonnicy weszli do ambasady za nimi wielki golem, który z małymi problemami przeszedł przez przejście. Zostawili złoto w bezpiecznych skrzyniach Mistrza Arkusa. Korgan, Kysso, Thorus i Iwo podziękowali opancerzonemu golemowi. Ten zaś powiedział, że mimo wszystko zostanie na straży złota. Wszyscy razem podziękowali Bogom za opiekę podczas podróży i że odbyła się ona bez większych problemów. I wszyscy skierowali swe kroki do swych domów żegnając się...
=======================================
'Troche' spóźniony wpis do działu sorki ;) no i moze nie arcydzielo, ale nie jest zle ;)
Dziekuje Wrowi za patronat i reszcie za udaną zabawę ;)