DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Ghg w 2006 08 27, 21:39:38

Tytuł: Naszyjnik boskiego krzyku.
Wiadomość wysłana przez: Ghg w 2006 08 27, 21:39:38
"Wlozyl leb do smietnika i jak zwykle rozrzucal resztki dookola. Byl tak glodny, ze nie mogl sie znow powstrzymac. Ze smietnika wydoabywala sie wspaniala won nadpsutego miesa i ghul ja czul bardzo wyraznie, na tyle wyraznie, by zapach zniewolil go do ostatecznosci. Mieszkancy Yew przyzwyczaili sie do tego wybryku natury, niektorzy traktowali go jak psa, niektorzy przez niego cierpieli z dala od oczu straznikow. A niektorzy szczerze nienawidzili i chcieli sie pozbyc jak najszybciej. Ghul wyciagnal kawal nadpsutego miesa i wlozyl sobie nieporadnie do pyska. Zul powoli, tak by smakowac kazdy jeden kes. Ktos sie zlitwoal i rzucil mu surowe zebra na ziemie, ktore podniosl szybko i kilkoma susami oddalil sie w swoje ulubione miejsce, ktorym byla gilotyna stojaca na glownym placu miasta."

Spojzal po innych, z ropiejacych cial wydobywal sie swoisty smrod. Powoli zblizali sie do karczmy, gdzie slodka krew jakiejs niewiasty paralizowala ich zmysly. Obok nich skradal sie polwilk, ktory nie raz juz pomagal ghulowi dopasc swej ofiary. Najmlodszy z ghuli wskoczyl przez okno, reszta wpadla zaraz za nim i spogladajac po sobie zblizali sie do niewiasty...

"Podkulony czekal, ukrywszy sie w cieniu, na jakis apetyczny kasek. Gilotyna pordzewiala od ciezkiej, kilkuletniej pracy teraz stala nieruchoma. Ghul wykrzywil sie w grymasie i sluchal, jak graja mu puste kiszki. Burczenie w brzuchu powoli spajalo sie z wewnetrznym krzykiem, ktory wyzwalal glod. Bezduszna istota cierpiala w ukryciu czekajac na to, by jakis rzezimieszek polozyl glowe na szafot."

Podniosl wisior w gore i obejzal dokladnie. Gdyby nie obietnica kobiety nigdy nie zostawilby jej przy zyciu. I ten jej zapach, ktory calkowicie obezwladnial nozdrza. Przypominal mu ukochana, ktorej nie widzial tak dawno, ktora moze nie zyla juz. Obietnica zwrocenia wisiora wydawala sie rowniez coraz bardziej odlegla. Wszak ghul chcial sie skontaktowac ze swym bostwem za wszelka cene. Odkad sarkofag demonologa zniknal ghul nie slyszal juz glosu Ylotha juz tak wyraznie. Zalozyl wisior, a w glowie zaczal budowac mu sie wlasny plan dzialania. Stalaktyty i stalagmity w jaskini poczely sie lamac, a calym Shame zatrzeslo okropnie. Krzyk nie do zniesienia przedarl sie przez caly swiat, a ghul zalowal ze jego ofiary nigdy tak glosno nie krzyczaly, gdy wykonywal rytualy na czesc swego obrzydliwego i demonicznego bostwa.

Gdy przechodzili przez plomienie ich skora i miesnie zaczely spajac sie w jedno. Smrod smazonego ciala byl nie do zniesienia. Polwilk odruchowo odwrocil glowe, nie chcial zaufac ghulowi. Nie chcial przejsc przez magiczne plomienie, ktore wirowaly swa magia w powietrzu. Glowy roznych postaci ukazywaly sie ghulom w plomieniach, a jedno z nich szukalo tam swej ukochanej - na prozno. Plat skory opadl na ziemie, a spalone miesnie skwierczaly nieludzko na kosciach ghula. Nigdy nie czul tak mocno swego ciala, wydawalo mu sie, ze na chwile zaczal oddychac. Jednak miesnie pulsowaly od cierpienia, jakie zadaly plomienie. Gdy ghule przeszly przez fale cierpienia, zmienily sie nie do poznania.

Nie pamietal zbyt wiele z tego, gdy powrocil do dziewki. Pamietal, ze rozszarpali po drodze jakiegos drwala, ktory zgubil droge do Yew. Pamietal, ze rozszarpali rowniez i dziewke. I wtedy wlasnie ghul sracil swiadomosc na chwile, by ocknac sie z ponurym faktem. Ghul stracil wisior, ktory teraz na szyi nosil inny ghul, z dawien dawna jego kuzyn. Cale jego martwe serce zawylo z bolu, a kazda czesc ghula kierowala sie do karku swego towarzysza. Wszystko rozplynelo sie momentalnie, caly plan rowniez zburzyl sie tak samo jak powstal. Mlodszy z ghuli zaczal prawic cos o cmentarzach, rytualach, wlasnych sposobnosciach wykorzystania wisiora, jednak on w dalszym ciagu odplywal, odplywal w dal ze swemi okropnymi myslami...

Podziekowac Aruvin.
Tytuł: Naszyjnik boskiego krzyku.
Wiadomość wysłana przez: Kruk w 2006 08 28, 02:46:51
Hmmm... trafiliło nam się z tym krzykiem ;) akurat gdy ogienek sięgał już Dziada Mroza... przez chwilę możnaby pomyśleć, że to Pani Zima już z tęsknoty zakrzyknęła albo jakie lody puściły 8)

Czekam na dalsze "głodne kawałki" ghuli ;)
Tytuł: Naszyjnik boskiego krzyku.
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2006 08 28, 11:08:13
Zadumana kobieta siedziała wciąż na drugim piętrze karczmy. Ah - pomyśłała - musi się im udać. Choć czy można ufać tak bezrozumnym stworzeniom...Niestety, los nie pozostawił mi wyboru...

***

Czekam na screeny bo sam nie miałem czasu robić. ;)
Dzięki za zabawę. 8)
Tytuł: Screeny.
Wiadomość wysłana przez: Ghg w 2006 08 28, 12:18:24
(http://www.republika.pl/ghouligh/czarno.jpg)
(http://www.republika.pl/ghouligh/nasz.jpg)
Tytuł: Naszyjnik boskiego krzyku.
Wiadomość wysłana przez: Malavonek w 2006 08 28, 12:56:01
W jaskini tlil sie smrod siersci i krwi. Cala, a w zasadzie nie do konca cala czworka jechala przed siebie w polmroku. Po chwili staneli i jeden krzyknal - Duze Szczury! Tniemy po lbach! Fajniej tryska! - na ten krzyk na czerwona brygade zrzucila sie masa szczuroludzi. Mierzyli po piec, szesc stop. Jedni machali mieczami drudzy pacali lapami. Po krotkiej chwili napadla cisza, ktora przerywal chichot niezbyt roztrzepanego ghula.
Gdy juz rozeznali sie w terenie postanowili odszukac przejscie na nizszy poziom lochu. Jechali jechali gdy tu nagle - Aauaeheeauaueeeeeeeaaaaaa!- rozleglo sie po jaskini. Wszyscy skupili wzrok na miejscu gdzie przed chwila jechal jeden z ghuli. -To tu.- odburknal inny i wszyscy powtorzyli wyczyn krzykliwego kompana. Rozgladali sie chwile, az w koncu ruszyli w strone kiwajacego sie niebezpiecznie mostku. Nagle z nikad ale pewnie skads wyskoczyl szczuroludz odziany w czarne tkaniny i zagrodzil im droge. - Po dwa tysziace od oszoby albo ni ma! - wycharczal w kierunku ghuli i polwilka. okolo 20 minut trwalo liczenie calego majatku ekipy. Wyszlo cale dwiescie trzydziesi cztery zlotych monet. - Szczurolak stanal pewniej usmiechajac sie szpetnie. - wtem jeden z ghuli, najbardziej rozgarniety rzekl. -Nie stac nas ale wiem, daj nam zagadke. Jak odpowiemy przepuscisz nas, jak nie to nie przepuscisz.-  Szczur po chwili zamyslan zgodzil sie mowiac. - Pomnieeeczczenie bezy sician! - Nagle zapadla nurtujaca cisza. Mozna by powiedziec, ze ghule klocily sie zawziecie lecz wciaz nic nie przerywalo ciszy. -Ha! nie wiecie! ahahah!- pewny swojego szczurolak nie przewidzial, ze moze pasc odpowiedz, gdy tu nagle -moje serce jest jak pokoj bez scian bo taka nosi w sobie pustke- wydarl sie ten sam czerwony pomiot, ktory proponowal zagadke. Szczurolak w pelnym zaklopotaniu warknal i rzucil sie na grupe odmiencow krzyczac - NA POHYBEL! - Szybko ripostujac padlo nieciekawe *ciach ciach* i glowa straznika mostu poleciala w kierunku przepasci. Cala czworka przejechala bezpiecznie most i skierowali sie w strone, od ktorej bilo bardzo niepokojace cieplo. I wtedy przed ich oczyma objawila sie wysoka na stop trzydziesci sciana ognia. Jak zapewniala dziewka w karczmie przejechac ja moga bezpiecznie tylko osobnicy o tak martwej naturze.. jak rezolutna zwala miesa pokryta cala co nowszaa odmiana grzyba. Gdy tylko ghule zblizyly sie do niej odniesli wrazenie, ze ich ciala przechylaja sie niebezpiecznie do tylu i po chwili leza na ziemi. Tak tez jednak bylo. Wierzchowce czujac doglebne emocje bijace od sciany ognia sploszone uciekly w glab jaskini. W tym samym miejscu gdzie ostatni raz bylo widac stworzenia do uszu wpadlo kilka nieprzyjemnych *mlask* *trzask* *chrup* i *ama ama ama*. Nie wzruszone zdarzeniem ghule nie narazajac zycia rzucily sie w ogien. Mozna by to bylo nazwac uwarunkowanym brakiem mozgu aczkolwiek u nich w tym wlasnie momencie postepowal czastkowy zanik tkanki mozgowej wiec nie ma sie co dziwic. Taktez od razu po skoku ich zbroje splynely po ich wspanialych wyglodzonych, a co wiecej przepalonych cialach rozlewajac sie po ziemi w jaskini. To samo takze stalo sie z ich skora. Flaki plywaly po ziemi jakby zaba atakowala stado mrowek w nadziei ze ktoras zlapie. Trojka ghuli zostawiajac swojego wilczego towarzysza w tyle wyszla w koncu z plomieni i zadziwieni z faktu jak wygladaja staneli w miejscu na minute. -ej Żarok czy tam miedzy zebrami to chleb? Zaczynam sie robic glodny a ludzi to tu nie ma.. - pytanie zostalo pozostawione bez odpowiedzi i ghule skierowaly sie w kierunku delikatnego krzykliwego zapachu w glebi jaskini. Zobaczyli podest.. a na nim jakis przedmiot. Lezal tak bezwladnie niczym zwloki w trumnie. Jeden z nich siegnal po niego podnoszac go i ogladajac, gdy tu nagle *tram tram tram* ziemia zastrzesla sie w posagach, ognie za ich plecami znikly, a sam podest rozsypal sie w pyl. Ghule nie wzruszone zdarzeniem wciaz wpatrywaly sie w wisior, az w koncu jeden odchrzaknal i wlozyl go na swoj kark. - Ten no.. IDZIEMY! nie tracic czasu. Skierowali sie spowrotem w strone portalu, dzieki ktoremu sie tu znalezli, a potem do wyjscia z jaskini...


Za bledy stylistyczne przepraszam :< ten pierwszy raz :d