DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Krowi_Bog w 2006 09 10, 14:05:04

Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2006 09 10, 14:05:04
Było coraz mniej wygodnie. Z miesiąca na miesiąc gniótł coraz bardziej w biodra i łopatki. Musiałam zacząć przewracać się z boku na bok, sen stawał się bardziej i bardziej płytszy. A mówili, że ten atłas będzie doskonały. Kłamcy. Paskudni kłamcy.
Dałoby się to znieść, oj dałoby, gdyby nie sny...

W śnie widziałam siebię siedzącą na drobnym taborecie, popijającą wino z inkrustowanego bursztynem srebrnego kielicha. Wokół one - Seleena, Aiko i Andrea. Jak zwykle jaskinię przepełniał gwar irracjonalnych, niezobowiązujących rozmów o ostatnim polowaniu, kolejnym paskudnym obrazie Aiko, o... Wtedy to wychyliwszy jeszcze jeden łyk wina spojrzałam na twarz matki - Seleeny.
Stała się... Nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego słowa. W myślach goniących przez mą czaszkę wiedziałam, iż coś jest nie tak, coś jest nie w porządku, że jest... Słowo, które przyszło mi do głowy było przerażające - ŚMIERTELNA.
Zakręciło mi się w głowie. Strop jaskini gwałtownie się obniżył, zaczął wgniatać mnie w podłoże, rozpaczliwie szukając ratunku spojrzałam na siostry. O Panie! One... One także!
Próbując nie stracić panowania nad sobą, starając zachować przytomność umysłu jeszcze raz skupiłam wzrok na twarzy matki.
Nie było siwych warkoczów.
Nie widziałam białej sukienki.
Spod fioletowego kaptura spojrzała na mnie twarz całkiem innej kobiety. Kobiety, o której Seleena mówiła, iż była tylko moim szaleńczym wyobrażeniem... Bezgłośnie otworzyła usta i wiedziałam...

Otworzyłam oczy. Bardzo spokojnie uchyliłam wieka i spojrzałam na otaczający mnie świat.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2006 09 10, 16:42:16
Eryanna. Ma niewyparzony język. Ile się nacieszyłam samotnością, no ile? Dwa tygodnie? Przez dwa tygodnie za jedynych towarzyszy miałam tylko czerwonookie szczury, stare księgi oraz smród fekaliów. Wystarczy chwila koncentracji by wyłączyć doznania z węchomózgowia i nawet to mnie opuszczało. Błogość.
Dwa tygodnie swobodnych rozmyślań.
Dwa tygodnie z książkami.
Dwa tygodnie spokoju.

Te lata temu, gdy ślepo zafascynowana wszystkim, co czynił Mistrz Luten i spędzałam z nim każdą możliwą chwilę wieczności było tak samo. Tylko księgi, szczury i fekalia. Goście? Goście zdarzali się raz na rok. Tylko raz na jeden rok, a teraz?

Minęły dwa tygodnie. Dwa perfekcyjne tygodnie i?
Najpierw ten mówiący, lecz więcej trzymający dla siebie starzec. On wiedział, iż wzmianka o Tibaneh sprawi, że nie zostawię tematu samemu sobie. Pytanie - skąd wiedział?
Potem śmiertelnik - przyznam - daleko zaszedł od tych kilku lat. Może będzie użyteczny... Tak czy siak zakłócił już i tak rozpadający się spokój chwili...
Następnie Eryanna i.. sama na pewno by nie przyszła... Ależ oczywiście musieliśmy rozpamiętywać to, czego nie chcę pamiętać. Wystarczy mi, że nadal trzymam te szkice, które rysował w Yew. Wojownicy Dies Irae, portret Gambii, dziecię Luny pośród drzew, moje własne oblicze... Nadal trzymam tą część przeszłości. Czy to znaczy, że mam ją pamiętać? Na szczęście i on i ja nie chcięliśmy rozmawiać o naszym... przyjacielu.
Ból i chęć niepamięci.

No i Eryanna. To wszystko jej sprawka. Zakładam, że i dziad od niej dowiedział się o moim przebudzeniu. Wyprze się, jak zwykle. Czy dobrze, że wtedy pozwoliłam by moja RZECZ otrzymała Dar? Nie wiem. Jest użyteczna i naiwna. Stara więź nie zanika. Nadal jest wierna.

Tylko dwa tygodnie...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: MaUa w 2006 09 11, 11:32:44
'Wredna Zołza" pomyślała spoglądając na Yaineil. Nie tak miało to wygladać. Była jej siostrą, ba! nadal jest, zachowuje się jednak jak kiedyś, w czasach gdy Eryanna do niej należała...
Cóz pozostało, tylko złośliwość. Niech przpomni sobie to, co z taką pieczołowitością skrywa w swym zimnym do cna sercu. I niech oni o tym usłyszą, przynajmniej tak może się zemścić.


Cudo.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Shad w 2006 09 11, 13:21:17
Bardzo ciekawy styl.. ;) Ale co do przeszlosci Yaineil to ja wolalem jakos ta bardziej odlegla, ze sie tak wyraze smiertelna ;)
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2006 09 13, 00:07:05
Świecące w ciemnościach czerwone ślepia szczura przyglądały się dwóm kobiecym postaciom, które co chwilę ciskały ze swych dłoni bądź to strumienie kwasu, bądź to rozjasniające na ułamek sekundy mrok kanałów błyskawice. Leżące na pękającej posadzce próbki przeróżnych rud z czasem ulegały mocom poszczególnych zaklęć. Mijały godziny, a na placu boju nie pozostała żadna z leżacych tam wcześniej licznych sztab metalu. Blada kobieta w różowej sukni wyjęła zza pazuchy woreczek i wręcz z namaszczeniem wysypała jego zawartość na posadzkę. Kilka różniących się od siebie wielkich nieoszlifowanych kamieni szlachetnych rozsypało się między stopionymi czy pokruszonymi metalami.
Łysa kobieta w ciemnej jak noc sukni spojrzała na swą pomocnicę szerokimi źrenicami, wypowiedziała kilka słów, po czym jej ciało powoli zaczęło zamieniać się w żywy ogień. Przypominający humanoida ogień zaczął ściskać kamień za kamieniem swymi gorącymi dłońmi. Młodsza kobieta widząc, iż rozpoczęła się dalsza część badań oblizała się po swych ostrych kłach i zaczęła ciskać w nieroztopione klejnoty strumieniami magicznej energii.
Minęły następne godziny.
Yaineil zaprzestała dyktować, Eryanna zamknęła księgę, odstawiając na bok pióro i inkaust. Nie ważne, iż nie miała początkowo racji. Istotne jest, iż gwiezdny szafir spełnia wszystkie kryteria.

Przyglądający się wszystkiemu szczur zostawił najwyraźniej czymś zadowolone kobiety, pociągnął nosem i ruszył za uchwyconym zapachem samicy.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: MaUa w 2006 09 13, 00:24:49
"No tak... ona zawsze musi mi dyktować co mam robić... Ale ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę..." pomyślała Eryanna ciskając, wywołaną przed chwilą, mocą magiczną w niewielką próbkę valorytu. Potem kolejne próby, kolejne próbki metali to rozpadały się, to znów topiły pod wpływem gorąca. "To niemożliwe!" pomyślała, gdy chlusnęła strumieniem kwasu w próbkę royalu. O dziwo, ten uważany za jakże mocny materiał począł topnieć jak śnieg na wiosnę. Nawet Yaineil wyglądała na zdziwioną. "Nie przyzna się, że tego nie podejrzewała, jestem pewna" pomyślała Eryanna prychnąwszy na głos.
-Ha! Wiedziałam, Eryanno, royal nie nadaje się do niczego. - Powiedziała Yaineil mlasnąwszy głośno.

Wszytkie metale uległy zniszczeniu... Cóż, można się było tego spodziewać, magia jest potężna. Eryanna starannie poczęła wyjmować z sakiewki kamienie szlachetne. Z namaszczeniem ułożyła je w pewnej odległości od siebie na kamiennej posadzce. Rozpoczęły sie kolejne próby.

"Mogłam się domyślić, że cytryn się od razu rozpadnie, nie było potrzeby marnować nań mocy" pomyślała Eryanna wyrzucając resztki kamienia. Kolejne próby, kolejne kamienie zniszczone, starte w pył. I oto zostaly dwa! Diament, tak mocny podobno, to jego faworyzowała Yaineil oraz gwiezdny szafir, najpiękniejszy ze wszystkich kamieni. Wiedziona walorami artystycznymi i poczuciem piękna, Eryanna pokładała swoje nadzieje w gwiezdnym szafirze. "On musi wytrzymać" myślała "jest piękny i skrywa w sobie moc, jest najlepszy". Nie podzieliła się jednak spostrzeżeniami z Yai... Niby po co, ona i tak nie słucha...

Rozległ się huk. Wyładowania elektryczne wzmocnione jej wampirzą mocą z wielką precyzją poczęły trafiać w diament.
- Niemożliwe! Rozpadł się! Yai! - krzyknęła zaskoczona Eryanna, podczas gdy Yaineil już recytowała inkantację starego zaklęcia. Przestraszona Eryan zaczęła uciekać.
- To nie moja wina, że się rozpadł, sama kazałaś skupić się na mocy zaklęcia! - poczęła wrzeszczeć Eryanna. To nieco uspokoiło Yaineil, w końcu został jeszcze jeden kamień, gwiezdny szafir... Eryanna zebrała energię i wysłała ją pod postacią potężnego pioruna w kierunku kamienia a ten począł wsysać tę moc jak pijawka łaknąca krwi ofiary.
- Udało się Yai! Szafir wytrzymał próby!
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: wowek w 2006 09 13, 15:51:22
git historyja ;]
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2006 09 15, 00:39:53
Odebrała szkatułkę od starca. On uśmiechnął się w ów swoisty sposób, który nie podoba się nigdy osobie patrzącej na taki uśmiech. Ściskając dłonie na worku pełnym złota rozpłynął się w gęstym powietrzu kanałów. Chwyciła szkatułę w dłonie pozwalając im nacieszyć się się jej kształtem, a głowie myślą o jej zawartości.
Kroki.
Vas Ylem Rel - opuszczona na posadzkę szkatuła zamieniła się w zdechłego szczura.

- Czy już czas? - spytała Eryanna wchodząc w zasięg jej wzroku.
- Tak, chodźmy. - rzuciwszy bezgłośnie zaklęcie stabilizujące iluzoryczne zwłoki chwyciła za laskę. Otworzyły swe runiczne księgi.

Dwie kobiety wraz z towarzyszącymi im dwoma potężnymi, kamiennymi humanoidami przekroczyły bramę cmentarza Vesper. Tam! Krzyknęła Yaineil, a potężne cielska ruszyły przed siebię by stanąć obok nagrobka.
"Othar Krzywy - Zmarł w wyniku zarazy" - spojrzała na wydrapany w kamieniu napis. - Kopcie - wydała rozkaz, a kamienne cielska zaczęły ryć swymi wielkimi dłońmi w ziemi.
- Wyjmijcie trumnę - nakazała. Stara butwiejąca trumna została rzucona na ziemię.
Następne rozkazy odbijały się echem od drzew otaczających cmentarz, gdy kolejne trumny i sarkofagi opuszczały swe schronienie pojawiając się na powierzchni. Rozkazująca Yaineil, jej służka wyjmująca nikomu już niepotrzebne zwłoki, ćwiartująca i chowająca je do worków, ich przyjaciel i martwe ciało rzezimieszka w jego pysku rzucone pod ich nogi.

- Im już nie będą potrzebne - rzekła Yaineil wrzucając wielkie, wypchane rozczłonkowanymi ciałami worki w brązowozielone wody kanałów. Pstryknięcie palcami - O tak... Teraz wytrzymają, mogą tu spokojnie czekać. - Siadła w swym fotelu, chwyciła za martwego szczura i otworzyła jego pysk. Nie widziała nigdy nic piękniejszego.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2006 09 23, 23:35:34
Już wcześniej wiedziała, iż jest w tym haczyk. Nie wierzyła Starcowi, zawsze zdaje sobie sprawę z prawd, które mogą kryć się za wypowiadanymi słowami.
Śmiertelnik, który niósł ze sobą zapach piachów Nujel'm i lekką woń Zaginionych Krain nie przybył do niej przypadkowo. Przysłał go on. Właśnie on. Śmiertelny mężczyzna nakłoniony wolą Starego (Kim on jest tak na prawdę?) przybył do jej samotni przywiedziony podarowanymi mu przez Kłamcę wskazówkami. Cóż. Jakże podatny miał umysł... Jak łatwo było odwieść go od kierującej nim myśli i zwieść ku innej drodze. Jakże łatwo...
Jeszcze raz przeczytała treść listu, który mężczyzna otrzymał od Człowieka w Czerni. Bez ogródek wyjaśniał mu, gdzie ma szukać. Pytanie brzmi - dlaczego...

Zamlaskała, spojrzała na prosto skreśloną literę "E" stanowiącą podpis listu i wyjęła zza pazuchy jeden z Nich. Piękny, o blasku dorównującym Słońcu, które pamiętała z lat swej śmiertelności. Objęła go palcami i pocałowała lekko. "Ziarno Piasku". Nie. Są jej i tylko jej. Nikt ich jej nie odbierze, a Starzec będzie cierpiał za swą zdradę.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2006 09 23, 23:58:49
Mae'tall otrzymał z jej rąk pergamin, o którym była mowa wiele tygodni wcześniej. Zastanawiała się, w którą stronę podąży zapisana przez nią przyszłość. Czy obróci się przeciwko niej? Szanse są znaczne. Wiele mogłaby użyć słów opisując swe myśli. Wśród niepewności i lęku znajdowała się także drobna nić prowadząca do pajęczyny zemsty.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Kas w 2006 09 24, 08:54:34
Wskazowki za 2 miliony... 2 miliony... skad wziac taka kwote w takim czasie? Shaft stwierdzil ze juz ma to zloto... ale Ona nie mogla tak poprostu wykorzystac ich pieniedzy. Upieral sie. Powiedzial ze tak bedzie lepiej... Tylko One sie liczyly...
Starzec nie wygladal zachecajaco. Wlasciwie to cos w nim odpychalo. Jak mowil do niej "moja droga" miala ochote go rozszarpac. Jednakze resztki silnej woli powstrzymaly ja. Dostala wskazowki. Za 2 miliony! Dlugo sie zastanawiala czy nie zmarnuje tych pieniedzy... ale Shaft nalegal...
Podazyli za trescia listu, odnalezli kanaly pod spladrawana stolica i.... byly puste! Nikogo nie bylo! Jednakze jedna czesc lochow wskazywala na czeste odwiedziny w tamtym miejscu. - -   -Przyjdziemy innym razem...
Alderon nakazal pozostac reszcie na gorze. On mial mowic z ta kobieta. Moze czegos sie dowie, a moze dostanie to, czego my tak dlugo juz szukamy? Chociaz Kasandra watpila czy takie skarby mozna oddac po dobroci...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: alderon w 2006 09 27, 11:51:12
Ciemnialo już na dworze kiedy stanęli przy baszcie. Tak jak ustalili ruszyl samotnie ku czarnemu otworowi wejścia do kanałów. Musiał udać się na spotkanie sam. Biorąc wszystkich był przekonany, że słowa i zwój zastąpi stal oraz mord a tego nie chciał. Skręcił kilkakrotnie w korytarzach, kierując się do miejsca gdzie powinien znaleźć tego kogo szukał. Jeszcze jeden zaułek i stanął oko w oko z Tą, do której go skierowano. Za kamiennym stołem siedziała niewiasta. Jej mlody na widok wiek kłócił się z szaro-bladą cerą ciała. Nieobecny i obojętny zwrok lustrował jego postać, zadając nieme pytanie.

- witaj nieznajoma niewiasto - gdy wdzrygnęła sie uprzedził szybko jej pytanie
- nie, nie mam złych zamiarów, przychodzę od tego który wskazując mi drogę do tego miejsca zapewnił, że otrzymam to po co przybyłem. Sądze że wiesz Pani o jaką rzecz chodzi ?. Na dowód prawdy moich słów mam przy sobie ów zwój ze wskazówkami, raczysz nań spojrzeć Pani ?

Pokłonił się podając zapisany pergamin.
Spojrzał na czytającą kobietę. Otaczająca ją aura jakby śmierci dziwnym mrowieniem pleców dawała znać o czymś co było nieomal namacalne. Nie była zdziwiona ani celem spotkania ani też osobą, która go tu przysłała. Zaczęła mówić o sprawach i postaciach o których nie miał w ogóle pojecia. Czy miały one jakikolwiek związek z jego zadaniem ?. Spoglądając na mówiącą był przekonany, że  wiedziała na długo przed nim o wszystkim.
*ktoś kłamał by ktoś nie poznał prawdy*

- Nie mam tego po co przybyłeś śmiertelniku, miałam szkatułe w ręku, przyznaję ale już jej nie mam.
Wzdrygnął się gdy słowa te dotarły do niego.
- zatem mówisz Pani, iż starzec kłamał ?

Wzrok jego jak i głos zdawał się zadawać to samo pytanie. Wizja przyciśniętego miecza do jej gardła nie pomogłaby w rozwiązaniu zadania a niewypowiedziane słowa ściętej głowy nie uchyliłyby rąbka tajemnicy.

- tego nie wiem, wiem jedno ze sam posiada 5 kryształow. Co do pozostałych nie mogę ci pomóc - odpowiedziała.
Nie miał tu już nic do szukania. Nie otrzyma tego po co tu przybył, przynajmniej w tej chwili.
- czy będzie mi znów dane ujrzeć Cię Pani ? - zadał jeszcze pytanie oddając pokłon pożegnania.
- kto wie ? ... być może ? - odparła zamyślona.

Wracał drogą, którą przybył z natłokiem myśli.
*jeśli miała kamienie to dlaczego nie oddała ?... nie zaproponowała też nic chociaż zapewne mogła ? *
* jeśli jedyną drogą zdobycia ich było jej morderstwo, dlaczego spokojny do tej pory zakon starzec chce pchnąć na droge krwi i mordu ?*
*suma za jaką uzyskali wskazówki była niebotyczna a jednak nic nie wspomniał o 5 posiadanych przez siebie kamieniach... przeoczenie czy też umyślne niedopowiedzenie ?

Tak wiele tajemnic i żadnej odpowiedzi.
Wychodząc z kanałów wiedział, że znów tu powróci. Pytanie tylko... z pokojem w sercu czy tez z chęcią mordu w dłoni ?
Na to jednak mógł odpowiedzieć tylko starzec, ktorego musieli jak najszybciej odszukać.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: alderon w 2006 10 04, 13:44:55
Już kilka dni przemierzał piaski pustyni w poszukiwaniu starca, lecz tego ani widu ani słychu.
- czyżby wyniósł się na dobre otrzymawszy zloto ?
Powrócił myślą do bladolicej niewiasty, której widok nie dawał mu spokoju. Jeszcze przed wyruszeniem do miasta prosił Dracusa by ten zajrzał do podziemi.
- a nóż spotka lub znajdzie coś co przeoczyli ?

Wycieczka maga zakonu nie przyniosła nic ciekawego, chociaż... ? Przemierzając odnogi kanałów głuche echo kroków odbijanych od ścian i lekka warstwa kurzu pokrywająca stół i krzesło mówiły wyraźnie, że nikt tu od dawna nie przebywał. Zajrzał do miejsc, które on sam niedawno odwiedził lecz i tam nie znalazl niczego godnego uwagi poza ...
Na dnie jednej ze skrzyń leżał kamień nie dający się żadnym sposobem podnieść.

Zdający mu relację Dracus wprawił go w zadumę.
- czyżby słowa niewiasty mówiły prawdę lecz... nie całą prawdę ?
- nie miała kamieni przy sobie, ale one tam były... to też prawda,
- gdyby wówczas nakazał jej otwarcie wieka, a Ta odmówiłaby czy dobyłby miecza ? Nie... to również było prawdą.
- starzec sprzedając im wiadomość za spory mieszek zlota także kierował sie prawdą,
- jeśli w tym świecie wszystko co go spotkało okazało się do tej pory prawdą, to jak znaleźć tą... jedyną prawdę ?

Cisnął ze złością trzymany w reku przedmiot na ziemię.
Obraz kobiety znów przsunąl się przed jego obliczem.
Niebo ciemniało już na zachodzie. Zaczął się zbierać.
Musiał wrócić do miejsca, gdzie postać żyjąca w świecie cienia pozwoli mu dobrnąc do kresu drogi szukanej tajemnicy.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2006 10 07, 00:54:35
Odstawiła na ławę bukłak ze świeżo utoczoną smoczą krwią i pozwoliła szczurowi wdrapać się na swoje kolana. Dotknęła kciukiem gryzonia w miejscu, gdzie znajduje się odstęp między oczyma. - Miałam gości, gdy mnie nie było. Tak? - Pozwoliła słudze zeskoczyć na posadzkę i rzuciła mu ochłap smoczego mięsa, który wyjęła ze szkatułki. Do szczura dołączyła gromada mu podobnych. Usiadła na twardym fotelu i otworzyła skrzyneczkę. Zmarszczyła brwi spoglądając na miejsce, w którym jeszcze niedawno leżała książka. Parsknęła i chwyciła za opieczętowany woskiem list. Przejrzała jego treść. - No tak... Tak jak myślałam... Starzec nie ujawnił się. Oni zapewne nie poprzestaną. Są takie piękne, lecz na świecie są też inne rzeczy warte spojrzeń. Tak. W takim wypadku mogłabym sobie pozwolić na tą jedną drobną wymianę. - Zamyśliła się.

Upłynęły dni...

Yaineil spojrzała na Eryannę i dała jej znać nieznacznym kiwnięciem głowy. Skoncentrowała się na osobie śmiertelnika i przy pomocy telepatii rozpoczęła z nim rozmowę. Głupiec... Myślał, iż była tuż obok. Zamlaskała i w mgnieniu oka zmaterializowała się w miejscu, w którym stał Alderon. Zapach ozonu w powietrzu i obok niej pojawiła się Eryanna. - Może coś z niej będzie - pomyślała. Rozmowa ze śmiertelnym była krótka. Muszą bardzo ich pożądać. Gdy usłyszał jej propozycję - propozycję wymiany jednego z nich, drgnął tylko nieznacznie. Czas pokaże... Czas pokaże...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: alderon w 2006 10 07, 10:14:28
Mrok nocy pokrył już całą kotlinę. Wrócił pamięcią do dnia minionego. Dracusa wciąż nie było.
Zawsze lojalny i oddany nigdy nie zawodził. Coś naprawdę ważnego musiało mu przeszkodzić, że nie zjawił sie do tej pory.
Zaczynał obawiać sie już o przyjaciela.
Naraz na horyzoncie nieba ukazało się stado kruków. Przyglądał się im przez chwilę.
Cokolwiek to było nie przybywało tu przypadkiem.

Pojawiły się nagle wśród trzepotu ptasich skrzydeł. Na widok kobiety z kanałów poczuł pewną radość.
Przyjęła przeprosiny za nie dotrzymanie słowa. Drugiej nie znał.
Młodsza, bardziej krucha i żwawa, mlaskając co chwilę językiem jakby miała chęć na posiłek mogła okazać się
równie niebezpieczna i nieobliczalna jak jej pani.

Wrócił wzrokiem do pierwszej.
- to co ujrzałeś śmiertelniku w skrzyni nie jest tym czego szukasz
Zastanawiając sie spojrzała na niego obojętnym wzrokiem
- jednak możesz otrzymać jeden z kamieni ale w zamian...
Jej głos zmalał prawie do szeptu.

To co usłyszał walnęło nim jak cios obuchem.
- to nie będzie łatwe Pani - odpowiedział cicho zaskoczony
- jednak postaram się dotrzymać słowa

- dotrzyma, dotrzyma, napewno dotrzyma !
Słowa młodszej z niewiast zaskoczyły go.
Nie spodziewał się pomocy z tej strony a jednak ...

Ta. której obiecał dotrzymanie słowa rzekła jeszcze
- i wiedz śmiertelniku, że chodź nieswiadomy bedziesz od tej pory obserwowany
Po czym obie naraz zniknęły.

Zamyślony spoglądał w miejsce, gdzie do niedawna jeszcze stały.
To czego się podjął było wielką niewiadomą. Jak i kiedy tego dokona jeszcze nie wiedział.
Czas był jego sprzymierzeńcem ale mógł okazać sie też wrogiem.
Skierował się ku świątyni
- czy to miasto warte jest tej ofiary ?  
zadał sobie nieme pytanie, które pozostało bez odpowiedzi
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: alderon w 2006 10 09, 11:51:17
Zadanie, które otrzymał od nieznajomej nie było łatwe. Sprawa mogła nabrać rozgłosu na całą Sosarię.
Osoba, która byłaby władna mu pomóc,  była nieosiągalna, zapewne spała snem kamiennym. Chociaż Dracus przemierzał wszystkie miasta, nie znalazł śladu obecności szukanej osoby. Byc może dziś... jutro .. ?

Siedział zadumany na zydlu opodal pieca.
Samo odnalezienie jej to jedno. Pytanie co dalej ?
Jak zareaguje ten ktoś na propozycje ?
Czy zgodzi się na to co będzie chciał otrzymac ?
A jeśli...  to za jaką poręką ?
Jakie plany ma nieznajoma względem tego co otrzyma... jeśli w ogóle mu sie uda ?

- Yainell...
To zwrot, którego użyła do nieznajomej ta druga.
- a więc tak brzmi jej imię.. !? - mruknął
Zarys postaci niewiasty znów przesunął sie przed oczyma.

- to zbyt często powraca - cichy szept uniósł slowa w mrok.
Wzdrygnął sie.
I znów popadł w zadumę. A było o czym myśleć...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: alderon w 2006 10 18, 18:58:32
Piasek zaskrzypiał pod nogami gdy opuszczał bramę gwiezdną.
Miasto spało jakby snem umarłych. Pustka i ta straszna cisza dookoła, ktora aż krzyczała w uszach.
Tu i ówdzie tylko nikły blask kaganków rzucał mizerne światło na bruk ulicy oraz liczne cienie,
które  niczym tańcząca horda umarłych migały na ścianach domów.
To co kiedyś lśniło w blasku zlota i chwały, dziś pokrywal mrok zapomnienia.
Twarz jeżdźca przybrała posępny wyraz.

- po co tu wrócił ?
nieme pytanie znów nie otrzymało odpowiedzi.
- miasto zapomniane przez Bogów i ludzi - szepnął cicho

Koń puszczony samopas doszedł aż do brzegu morza.
Ciepłe fale od niechcenia uderzały w końskie kopyta.
Wzrok nieznajomego pobiegl w dal, hen ku niewidocznemu horyzontowi.
Patrząc w odległe miejsce jakby oczekiwał czegoś co być może juz nie nadejdzie.
Gęsta noc mrugała do niego tysiącem gwiazd. Według podań gdzieś tam na firmamencie nieba była ponoć i jego.
Uśmiechnął sie na wspomnienie słów starej wiedzmy, które w młodości Ta do niego rzekła:
- wszystko co na tym świecie zapisano w gwiazdach... pamiętaj o tym.

Tak... zapamiętał to do dziś lecz gwieździste niebo tej nocy milczało.
Spojrzał w górę po czym wzrok pomknął ku miastu.
Zamyślony powrócił pamięcią do minionych wydarzeń.
- czy historia zapisana w gwiazdach pozwoli wrócić do tych zdarzeń ? być możę i to miasto otrzyma kiedyś to co straciło ?
- co zapisano w gwiazdach o kobiecie, która będąc widmem stała się bardziej realna niż głoszą wieści ?
To co było, być może bezpowrotnie minęło. Nowe, które może nadejdzie ziści się po jakimś czasie, czasie którego już nie miał.
Nikt i nic nie odpowie na nieme pytania tej nocy, na które już sam nie chciał znać odpowiedzi.
- nic tu po mnie - mruknął
Pchnięty łydkami wierzchowiec poniósł jeźdźca w strone portalu, którym tu przybył.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: MaUa w 2007 01 03, 21:50:22
"Znowu, znowu mnie do czegoś zmusza... Znowu ja mam załatwiać jej interesy" pomyślała Eryanna wypowiadając słowa mocy. Moonglow... jakże dawno tu nie była... tak dawno. Ale ona tam czekała, nie było czasu na przemyślenia. Gdy tylko otworzyła drzwi Ona ją zauważyła - Służko! oto nasz majster! - powiedziała. "Zołza... Wredna zołza... Znowu mnie upokarza" zdusiła w sobie zdanie i ukłoniła się przed swą Panią, a ta zniknęła pozostawiając ją sam na sam z krasnoludem.

"Przedwieczny broń... rozmawiać z gburem..." pomyślala, jednak przemogła się i poczęła opisywać swe zamówienie. Kula z obsydianu, zdawała sobie sprawę jakie to nietypowe, jednak ciągnęła dalej, jak ma wygladać, jak ma być duża. Krasnal jednak zażądał opisu na piśmie. "Nierozgarnięty... I jemu mam to zlecić... Przedwieczny broń! Prostych wytycznych zapamiętać nie potrafi!" pomyślała opisując swe zamówienie w niewielkim woluminie.

Powróciła tam... "Ach... Moonglow" poczula dziwny sentyment do miasta. Byl tam, czekał, podała mu notatki, "teraz musi to wykonać, ma wszystkie wytyczne". Była przygotowana na jego drobne rządanie... Diamenty i obsydian, to miały być wszak główne komponenty. Za trzy klepsydry - tak orzekł.  "Niedobrze... tuż przed świtem... " westchnęła, ale zgodziła się, zależało jej na kuli, a jeszcze bardziej zależało jej na aprobacie Yaineil.

Trzy klepsydry minęły, "Już czas, wiem to... Już ją skonstruował, wręcz czuję jej moc, będzie doskonała!" pomyślała i natychmiast wyruszyła w umówione miejsce.

Czekał tam na nią, stał sam... Jakże pazerny... jakże chciwy. "Ale czy bardziej chciwy niż Yai lub ja?". Podeszła doń zamyślona. Czekała na ofertę. orzekł trzy miliony. "To śmieszne! nawet gdybym taką sumę miała... Nie... to za dużo" pomyśłała Eryan i zaśmiala sie krasnalowi w twarz.

Spojrzała za okno w banku "Lux Alba... choroba... zabiorę go tam, przerazi się... może odda kulę" stwierdzila w duchu i przeniosła ich oboje w miejsce, które budzi grozę wśród śmiertelnych.

Wyjął ją! Była piękna... Wzywała wręcz Eryannę... "Tak, to będzie doskonały komponent" pomyślała targując się z krasnalem. Cóż, milion... Tyle zażądał - wciąż zbyt wiele. Spojrzala na kulę, uslyszała jej wołanie, tak... ona chciała być sercem, nie można było dopuścić, by została w jego pazernych łapskach.

Eryanna skupiła swe myśli na czarnym obiekcie, poczęła przezeń do niego mówić, kusić aby ją oddał... Krasnal był jednak uparty. "Kuszenie nic nie da..." pomyśłała "potrzeba mi czegoś silniejszego...". Spojrzała na krasnala poprzez kulę, wśliznęła się do jego jestsestwa stwarzając ból. "Taaak... zaczyna odchodzić od zmysłów, cudownie!". Wampirzyca wyciągneła dłoń.
- Oddaj mi ją, a ból minie. Czy na pewno jest tego warta? Warta szaleństwa, obłędu? Oddaj ją... uwolnię cię od tego. - Powiedziala cichym, ale dobitnym głosem.
Krasnal nie wytrzymawszy odłożył kulę, porzucił ot tak. "Doskonale moj brodaty przyjacielu, wyśmienita robota" pomyślala chwytając kule i przesuwając czule palcami po jej powierzchni.

- Bywaj! Krasnalu! - zaśmiała się upiornie i wypowiedziała słowa mocy.
"Teraz Yai będzie ze mnie zadowolona... mam ją a kosztowało mnie to jedynie garść kamieni i obsydianu" zaśmiala się w duchu, tuląc kulę do piersi...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2007 01 04, 00:53:56
Wciągnęła powietrze głęboko w nozdrza. Miliardy cząstek elementarnych połączyły się z receptorami jej komórek węchowych. Jej mózg - doskonały w wyniku otrzymania Daru w chwili przeanalizował dane. - Taaak. Ten zapach jest odpowiedni. Znam go. - Skupiła się na grupie cząstek o podobnej aurze i podążyła oczyma wyobraźni drogą, którą z powietrzem dotarły do jej nozdrzy. Minęła kilka budynków, uniosła się wzdłuż mostu nad rzeką, aby ostatecznie zajrzeć do kopalni, gdzie ujrzała mechanicznego golema, a przy nim człowieka uderzającego mozolnie kilofem w twardą skałę. - Aaron - pomyślała. - Jest odpowiedni. -

Idąc spokojnym krokiem w stronę kopalni starała się nie spoglądać na towarzyszącą jej Eryannę. - Bardzo dobrze spisała się z tym krasnoludem i baterią. Kula jest idealna. Nie mogę dać jej jednak do zrozumienia, jak bardzo jestem zadowolona. Niech niepotrzebne myśli nie pojawiają się w jej głowie.-

Aaron Suzumaru. Odkąd pamiętała zawsze mieszkał w Minoc. Widziała wiele przedmiotów wykonanych jego rękoma. Zawsze zadowalające, zawsze idealne, zawsze takie, jakimi powinny być. Była jeszcze jedna istotna rzecz. To pamiętała jak przez mgłę, gdyż zdarzyło się wtedy, gdy była tylko namiastką dzisiejszej siebie. - Nic mnie to nie będzie kosztowało - powiedziała do siebie w duchu - podchodząc do ku niemu ze swoją służką.

Czaszka przypominająca humanoidalną, większa jednakże od ludzkiej o połowę. Stworzona z wykonanych z gwiezdnego szafiru drobnych elementów, dokładnie do siebie dopasowanych. Zachowująca jedynie pozory anatomicznego odwzorowania. Wydrążona wewnątrz, o grubych ścianach. Wnętrze czaszki połączone drobnymi otworami  z oczodołami. Żuchwa nieruchoma.

Spodziewała się czegoś takiego. Jako zapłaty zażądał uśmiechu. Cóż to dla Eryanny, która pod swoją sukienką miała już niejednego mężczyznę i conajmniej jedną kobietę. Dla niej uśmiech jest niczym upuszczenie krwi śpiącemu dziecku. Wzdrygnęła się i skupiła. Zdobyła się na wielki wysiłek. Mięśnie mimiczne jej twarzy drgały z całą swoją mocą by w końcu kąciki ust uniosły się ku górze i bokom. Ile ją to kosztowało...

Jego pracownia. Różnorakie narzędzia, których używał, a których znaczenia nie pojmowała. Nie musiała. Nie musiała wiedzieć wszystkiego. Wystarczyła świadomość, iż czynności które wykonywał mistrz majstrzego fachu zbliżały ją ku ostatecznemu celowi.
Godziny za godzinami, podczas których nieruchomo wpatrywała się w to, co kształtowało się w dłoniach Suzumaru, by ostatecznie ukończone dzieło spoczęło w jej dłoniach.


- Jeeeeest! - Krzyknęła wybiegając z upragnionym przedmiotem z warsztatu. Pstryknęła palcami i rozpłynęła się w powietrzu, by następnie zmaterializować się w miejscu wypełnionym jedynie przez czerń i setki drobnych czerwonych punkcików. - Jeeeeest! - Krzyknęła ponownie. Ze wszystkich stron odpowiedziało  jej jedynie popiskiwanie drobnych szarych gryzoni.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: MaUa w 2007 01 04, 15:21:37
Znowu... Znowu kolejne zadanie. Tym razem uśmiercić jednego z nas, z rodu Vampirica. Przez długi czas Eryanna krążyła po Zamku obserwując mieszkające tam wampiry. Krótka rozmowa, rozeznanie. Wiedziała już kto będzie potencjalną ofiarą.

"Śmierć musi nadejść cicho, szybko." pomyślała Eryanna krocząc po alejach Minoc. "Srebro..." wiedziała, że ono przynosi śmierć, wystarczyło wyłozyć kilka monet by uzyskać przeklęty kawałek metalu.

Przyjrzała się swej przyszłej ofierze. Kobieta... "Jak mam to zrobić po cichu, skoro to kobieta?". Ale pamiętała, że istnieje zaklęcie, jednak wymagało ono nietypowych składników... Tylko jakich? I jakie były słowa inkantacji?

- Pani powinna wiedzieć, powinna pamiętać. - Mruknęła pod nosem wypowiedziawszy słowa mocy.

Była tam, w ich domu, siedziała jak zawsze na swoim miejscu, a wokół niej szare szczury o krwistoczerwonych oczach. Były chyba jej jedynymi przyjaciółmi, prócz Eryanny, z czego sobie sprawy nie zdawała.

Eryanna podeszła.
-Pani, byłam w Zamku, znalazłam ofiarę. Istnieje jednak jedna przeszkoda... To kobieta... -  powiedziala cicho. Yaineil spojrzała na nią, kiwnęła głową bez słowa i rzekła - Tak.. z pewnością nie jest jak Aiko. - Eryannę zalała fala złości. "Jak ona śmie mi o tym przypominać! Jak może! Wie przecież, że próbuję upchnąc to w najciemniejsze zakamarki umysłu."
- Pani, znam Twą mądrość - powstrzymała sie przed wybuchem - Wiem, ze istnieje pewna iluzja....
Eryan nie musiala mówić nic więcej... tak... Yaineil wiedziała, zawsze potrafiła czytać w jej myślach, zaklęcie przemiany, zamiana płci... Dość skomplikowane, ale w tym przypadku - niezbędne.

Eryanna położyła zwój pergaminu na stole. Ten kierowany siłą umysłu Yaineil rozwinął się powoli, poczęly się na nim pojawiac litery składające sie na magiczna inkantację. Yaineil wzięła kolejny pergamin, poczęła ze skupieniem spisywać wszystkie potrzebne składniki.

- Oto i magiczny zwój Eryanno, nie zgub go, strzeż go! - podała oba pergaminy i usiadła na swoim miejscu.

Zaciekawiona Eryanna poczęła przegladać spis składników. - Kropla męskiego nasienia - jęknęła cicho. Yaineil tylko zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głow i stwierdzila - Zdobędziesz...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2007 01 04, 18:35:43
Trochę się was boję, moje wampiry. O_o

Osoba siedząca na dużym kamiennym tronie, zawieszonym gdzieś w nie-świecie, przyglądała się uważnie przez zaklęte lustro. Choć dobrze wiedział jak to się skończy, oglądał wszystko udając chyba przed samym sobą, że dobrze się bawi.
- Interesujące. - dodał, a zabrzmiało to prawie jak szczerze.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: MaUa w 2007 01 06, 01:52:21
Szczur pisnął cicho przyglądając się kobiecie w czerwieni gdy ta niespiesznie poczęła wyjmować znoszone męskie ubranie ze skrzyni. Stanąl na tylnych łapkach, pomachał wąsikami i odwrócił się do niej ogonkiem. Podbiegł do reszty czerwonookich stworzeń, gdzieś wgłąb kanałów.

Znalazła odpowiednie miejsce, rozłozyła ingredienty tak, jak poinstruowała ją jej Pani. Trzy rubiny na wprost. Po prawej nieco pajęczej sieci, na lewo mandragora i krew, na sam koniec zaś, ten niekonwencjonalny składnik, nieco męskiego nasienia.

Eryanna wciągnęła głęboko powietrze, w jej nozdrza wdarł się nieprzyjemny odór ścieków. Uniosła ręce wysoko w górę i wynioslym głosem zaintonowała: Vas Ylem Leitha Vultus!

Przez chwilę nie otwierała oczu, przez chwilę myślała, ze nic się nie stało. Poczuła się dziwnie... jakby zawroty glowy, jakby to nie była już ona. Otworzyła szeroko oczy, spojrzala na swe dłonie. "Udało się! Udało!" rozradowała się w duchu widząc męską rękę. Delikatnie opuszkami palców dotknęła swej twarzy chcąc poczuć jej nowy kształt.

Zamek... Tutaj znajdowała sie ona... jej ofiara. Eryanna nieco nieprzyzwyczajona do męskiego ciala starała się kroczyć pewnie przez podwórze. Uniosła nieco głowę, spojrzała na wieżę i uśmiechnęła się do siebie w duchu.

Treserka jakby na nią czekała, uwijając się w swej pracy. Eryanna zmusila się do uśmeichu, nadała swemu nowemu głosowi miękki przyjemny ton, poczęła ją kusić. "Jakież to proste... banalne." pomyślała prowadząc treserkę w miejsce odosobnienia.

Eryanna wiedziała, że to miejsce ją zauroczy. Kałuża krwi, zapach śmierci wokół, upojona tym treserka uklękła i poczęła modlić sie do Ojca. "Wspaniale moja droga... jesteś prostym celem" stwierdzila Eryan ostrożnie wyjmując srebrny kryss. Blask świec migotał na przeklętym ostrzu, jakby chcial ostrzec biedną kobietę... Nie zdązył. Wiedzione pewną ręką ostrze szybko odnalazło gardło wampirzycy i upuściło zeń cała krew.

Eryanna uśmiechnęła się do siebie w duchu pakując zimne, białe zwłoki do worka. Skupiła swe myśli na lochu, wypowiedziała kilka słów.

Szczur własnie skonczyl pokrywać samicę. Wyniuchal tak dobrze sobie znany zapach i pobiegl w jego kierunku. Tupot jego malutkich łapek odbijal się cichym echem w korytarzach. Zobaczył ją. Wygladała inaczej, ale zapach pozostał ten sam. Ciagnęła za sobą worek... Cóż za zapach... świeże mięso. Pobiegł szybko za nią, chcąc pochwycić chociaż kawałek, tego co w worku. Ona jednak spokojnie schowała ciało do skrzyni, wypowiedziala niezrozumiałe dla niego slowa i odzyskała swą postać...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2007 01 09, 22:46:42
Alderon - tak się nazywał śmiertelny, który słowa przed czyny stawiał. Jeżeli nie on, to uczyni to ona ze swoją służką...

"... Trzysta sieci pajęczych, grzybów zapomnienia dwa tuziny, krwi fiolka, dwa otoczaki i trzy perły, także para powiek śmiertelnej istoty..."

Piękno jest czymś, czemu warto poświęcić czas na badania...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: MaUa w 2007 01 10, 18:47:06
Kolejny wyklad, po nim kolejne pytania... Zmęczona już Eryanna poczęła odpowiadać na pytania swej Pani i Mistrzyni już automatycznie, już wiedziała czego Yaineil oczekuje.

Usłyszała głośny pisk szczurów, coś się działo, coś innego. Rozejrzała się wokół, spojrzała na swoja Panią. Rogi! wielkie kościane twory poczęly wyrastać tuż nad jej czołem. Potem twarz, zaczęła się zmieniać, wydłużać, na kształt czaszki jakiegoś potwora. Jej ciało poczęło rosnąć w zastraszającym tempie. Przerażona Eryanna postąpiła krok w tył patrząc jak z czarnej sukni pozostają strzępy. I ten odgłos rozrywanej skóry gdy bialy jak śnieg kręgosłup przebił plecy.

Potwór! jej Pani zamieniła się w istotę tak okropną, tak obrzydliwą... Eryanna spogladała na nią starając się ukryć strach. Yaineil jednak wciąż zadawała swoje pytania, jakby to czym sie stała było czymś naturalnym.

Moc! Potęga! Tak stwierdziła Yaineil. Teraz była tego ucieleśnieniem, kwintesencją Mocy.

Yaineil wytężyła umysł, skupiła się i poczęła powracać do swej dawnej postaci.
- Czy zwątpiłaś we mnie Eryanno? - spytała.
- Nigdy, Pani... Wiem, że Twa moc jest nieogarnięta. - odpowiedziała i zabrały się do spisywania kolejnego zaklęcia, Zaklęcia Iluzji Głosu Imperatywnego...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2007 01 10, 22:21:09
Właściwą ścieżką prowadzę za sobą Eryannę. Przemiana sprzed kilku dni jest tego najwyraźniejszym znakiem. Cielesna forma, którą wybrała dla mnie tętniąca w moich żyłach moc wprawiła mnie w zadowolenie. Jeszcze większą satysfakcją napełnił mnie fakt, iż moment przemiany w żaden sposób nie wpłynął na mą świadomość. Mimo reorganizacji układu kostno-mięśniowego i struktury genetycznej konkretnych grup komórek nadal mogłam testować swą służkę i uczennicę. Z obojętnym zadowoleniem spoglądałam na wpatrującą się we mnie z lękiem Eryannę. Odczuwałam satysfakcję, gdy stanęły przy mnie zwłoki tych, którzy zmarli w moich kanałach. Zrozumienie, gdy przyrzekli mi służyć. Mi. Yaineil z Tibaneh. Yaineil Nieśmiertelnej...

   Te jakże trywialne myśli krążyły w umyśle Yaineil, gdy ta razem ze swą służką Eryanną stała w gęstym lesie nieopodal Skara Brae. Spojrzała swymi ciemnymi oczyma na uczennicę, która skrupulatnie układała elementy zaklęcia na leśnej ściółce. Na stercie znacznej ilości pajęczych sieci kładła po sobie grzyby, otoczaki, drobne czarne perły, by następnie polać wszystko odrobiną krwi. Ostatecznie Eryanna wyjęła zza pazuchy jedwabną husteczkę i wyjęła to, co w niej się znajdowało – dwie ludzkie górne powieki – jeszcze niedawno należące do czyściciela kanałów. Je także położyła wśród innych składników zaklęcia i skinęła głową. Yaineil wypowiedziała słowa banalnej inkantacji. Powietrze zawirowało i uformowało się na kształt humanoida zbudowanego wyłącznie z krążącego w wirującym powietrzu piachu i liści. – Już – wypowiedziała spokojnie obojętnym tonem.

- An Hur Ex Kaane Emine – wypowiedziały symultanicznie po dwakroć obydwie wampirzyce, a Eryanna cisnęła w leżący na ściółce stos ognistą kulę. Powietrze jakby zgęstniało. Z płonących składników zaczął ulatniać się szary dym. Bezwłosa wampirzyca pstryknęła palcami, a żywiołak powietrza wchłonął skondensowaną chmurę magicznego dymu. Yaineil tym samym obojętnym tempem wypowiedziała słowa następnej inkantacji. Nieopodal powietrze jakby pękło i pojawiła się w nim mieniąca się błękitem luka. – Idź – rzekła wampirzyca, a posłuszny przywołaniec wleciał w magiczną bramę. Odprowadziły żywiołaka wzrokiem, wypowiedziały słowa mocy i zmaterializowały się w zupełnie innym miejscu.

- Z tamtej strony. Szybko! – krzyknęła Yaineil do Eryanny. Obydwie kobiety pobiegły w dwie różne strony placu bankowego Vesper. Niczym był dla nich magiczny siwy dym rozpościerający się na obszarze całego placu. Zręcznie manewrując wokół śpiących na bruku strażników zaczęły wyjmować z ram płótna i zwijać je. Jedno za drugim. Szybko. Konsekwentnie. – Spiesz się! – krzyknęła nawet nie patrząc za Eryanną, chociaż wiedziała, iż uczennica robi to, co miało zostać zrobione. Nagle... Błyskawiczne ukłucie świadomości. – Pospiesz się! – zaklęcie przestaje działać.

- Straaaż! Do Broni! – zakrzyknął jeszcze zaspany gwardzista Vesper biegnąc ku dwóm kobietom osnutym przez mroki nocy oraz resztki magicznego dymu. Te dzierżąc w dłoniach ,,Erotyki na Dziesięć Płócien" właśnie się dematerializowały
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2007 02 24, 23:41:58
Z zadowoleniem szła ulicami miasta zmierzając ku starym kanałom. Świstek papieru przekazany w ręce tej pazernej śmiertelniczki nie znaczył nic. Cóż. Śmiertelna myślała zapewne co innego. Mogła za to ubrać się jak arystokratka, najeść jak kapłani, albo zfinansować przynajmniej połowę budowy własnego domu. Jeżeli jest panną, z takim posagiem z chęcią przygarnąłby ją każdy kawaler.  Zamlaskała schodząc na dół, szczury jak zwykle zapiszczały w radosnym geście powitania.
Wszystko jest takie doskonałe. Ten gest sprzed kilku chwil będzie pierwszym krokiem ku temu, by dowiedzieć się czy Kitab Azif rzeczywiście więziony był przez Glaaki. Krok ku temu by dowiedzieć się czy Glaaki jest rzeczywiste. Gdyby było to prawdą dałoby szansę nowym możliwościom, mocom, wiedzy. Tak, groziłoby też unicestwieniem. Zaśmiała się.
Pstryknęła palcami, drzwi ku jej domostwu otworzyły się. Była zadowolona. Angus spisał się doskonale. Badania przez niego przeprowadzone, uwieńczone dokładnymi wyliczeniami pozwoliły jej poszukiwać współwykonawców jej głównego planu. Z zadowoleniem przypomniała sobie noc, gdy weszła przez drzwi do sali wykładowej Akademi Nauk. Była wypełniona po brzegi chętnymi wiedzy i mocy śmiertelnymi. W mgnieniu oka przypomniała sobie rozmowę z Egrenderem, następnie z kapłanem Requanisa. Zamlaskała na wspomnienie obsydianowej kuli, którą wraz z badaniami Angusa oddała w jego ręce. Dzień największego natężenia światła słonecznego w roku został obliczony. Istnieje grupa śmiertelnych, która będzie w stanie napełnić baterię. Wszystko zmierza ku uwieńczeniu planu.
Usiadła i ponownie zamlaskała. Jeszcze tylko kilka drobiazgów. Eryanna zbyt wolno studiuje niezbędne umiejętności. Ostatnie nocne polowania zbyt ją rozkojarzają, chociaż - uśmiechnęła się - dają wiele zadowolenia. Ach... Zamyśliła się. I jeszcze Srebrnooki. Eryanna mówiła, iż zdobył niezbędne ciała, dlaczego jednak nie sprowadził ich jeszcze? Odkąd wszedł we władanie tego... Wciągnęła powietrze... Nic to. Trzeba poczekać.

Pstryknęła palcami, a w powietrzu przed nią zmaterializowała się niewielka księga. Kartki książki zaczęły się przewracać by zaprzestać mniejwięcej w jej połowie. Yaineil zastygła w bezruchu spoglądając na litery spisane jakże dobrze jej znanej ręką.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2007 03 02, 00:20:00
NOC

Niewiele by brakowało, a "Ptaszek" sprawiłby, iż wszystko zostałoby zaprzepaszczone. Gdy usłyszała echo kroków rozchodzące się po kanałach wiedziała, że Podkomorzy nie jest w najlepszym nastroju. Okute obcasy butów do jazdy konnej uderzały o starą posadzkę mocniej i szybciej niż zazwyczaj. Gdy stanął przed nią wybuchnął złością. Nie podobały jej się groźby. Żaden z nieśmiertelnych nie lubi, gdy mówi mu się, iż będzie płonął na stosie. Żaden. Wiedziała, iż w zaistniałej sytuacji to, co powie nie będzie miało znaczenia. Nie będzie go miało z dwóch powodów. Po pierwsze Ilidriash zbyt wielką miłością darzy swoją żonę, zbyt jest od niej zależny, po drugie - wyczuwała w powietrzu zapach tuzina koronnych gwardzistów. Zazwyczaj nie zapuszczają się bez powodu tak daleko. - Mnie nie wysłucha. Wysłucha Eryanny. - Dała jej delikatny znak ręką, ta niespiesznie ruszyła za Sibril'em. Nie minęło wiele czasu, gdy jej służka, uczennica czy jak ją ostatnio nazywała - córka wróciła. Zapach Ilidriasha i jego podwładnych ulotnił się. Wiedziała, że tym razem niebezpieczeństwo zostało zażegnane, wiedziała też, że naszyjnik i wszystko, co go dotyczy nie będzie już przedmiotem jej zainteresowania. Ma wieczność. Trzeba o nią dbać... "Ptaszek" zaś... Cóż. To zależeć będzie od Eryanny. To ona go wybrała.

TAKŻE NOC

Nie była pewna czy tam go będą przetrzymywać. Miała jednak rację. Czek przekazany obwoływaczce okazał się skuteczny. Rzekome mordy koło Trinsic, słowa podszepnięte we właściwe ucho i w królewskiej celi pojawiła się istota, której oczekiwała. Jedno spojrzenie na sługę Glaaki sprawiło, iż zwątpiła, że uda się przekonać demona do współpracy. Coś, co stworzyło coś tak chaotycznego i nie dającego się opisać nie może być spełna umysłu. Jednakże Sion widział w tym potencjał. Sion rzadko się mylił. Rozpoczęła rozmowę. Zdawała sobie sprawę, iż ta nędzna imitacja wampira, bardziej przypominająca ghula jest jedynie sondą i przekaźnikiem, wykorzystywaną przez Glaaki do kontaktu z otoczeniem. Rozmowa z czymś takim nie była łatwa. Kiedy rozmawiała z pustą skorupą, a kiedy z samym demonem? Czy Glaaki na prawdę nie dostrzegło w Niej potencjału? Czy było aż tak chaotyczne? Z każdą następną minutą była coraz bardziej przekonana, iż musi być to jeden z mniej logicznych tworów Daywadosa... Z niezadowoleniem wyszła z celi... Cóż Yaineil - tym razem się przeliczyłaś.

JESZCZE JEDNA NOC

Jest coraz bardziej doskonała w tym co robi - pomyślała mgła-która-była-Yaineil wsłuchując się w Eryannę mamiącą potencjalnego sługę, a na pewno śniadanie... Chwile, gdy śmiertelni wkraczają do jej domostwa są takie słodkie. Tak było i tym razem. Niczego nie spodziewająca się istota, prowadzona przez jej służkę i córkę, a także on - "Ptaszek". Najpierw nauczy go pokory, a potem? Odda do dyspozycji Eryannie. Ten jeden jedyny raz. Widok śmiertelnego nacinającego tętnice nadgarstka ofiary był przeżyciem jakże zabawnym w pełnej stagnacji egzystencji. O tak. Niech cierpi poprzez robienie tego, co jest tak nieludzkie. Niech się ukorzy przed nią. Gdyby nie jego nierozważne zachowanie przy żonie podkomorzego, domostwo nie znalazłoby się tamtej nocy w niebezpieczeństwie. Z rozkoszą przyglądała się, gdy śmiertelnik chwycił za krwawiącą dłoń Tego-Który-Został-Śniadaniem i spijał jego krew. Był moment, gdy sprzeciwił się. Wystarczyło zagrozić mu, iż jeszcze raz zamieni go w świnię. Tym razem na wieczność.

Krew Śniadania była znakomita, wiodącą nutą była człowiecza. Wyczuła także nutę wilczą i elfią. Jakże niespotykana kombinacja... Cieszyła się, iż Śniadanie się nie wyrywało. Jakże nie lubi smaku zakrzpłej krwi, ta powinna zawsze żywo wpływać do jej ust w rytmie bicia serca, gdy zaczyna stygnąć staje się mdła i nieprzyjemna. Nie daje wtedy radości. Zaspokaja jedynie głód... pragnienie...

Mówiła. Mówiła wiele. Czasami zdarzało się, iż Posiłek dostawał szansę. Wielu z niej korzystało - ci wkraczali na nową drogę swej śmiertelnej egzystencji. Drogę, którą owierało jej imię - Yaineil. Inni kończyli jako doskonale zakonserwowane członki, które miała nadzieję wykorzystać w coraz bliższej przyszłości lub też jako pokarm dla jej przyjaciół - szczurów. Byli też tacy, którzy odchodzili nienaznaczeni. Niewielu dotknęła takowym kaprysem.

Śniadanie wyszło razem z "Ptaszkiem". Miała nadzieję, iż uczynią to, co zostało im przykazane. A "Ptaszek"? Córka dała mu szansę. Zobaczymy, co tym razem z tego wyniknie...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Ilidrius w 2007 03 02, 10:18:17
Był zdenerwowany. Nie, był wściekły...

Oszukały go, nabiły w butelkę. Nie tym razem. Wreszcie zatrzymał się przed bramką, dał znać gwardzistom by zaczekali. Otworzył ją własnym kluczem, przeszedł przez krótki korytarzyk i stanął przed biurkiem... - Yaineil... -

Agresja, zdenerwowanie samo płyneło z jego ust, nie mógł przeciesz przepuscić tej starej, niedosyć, że nieumarłej to na dodatek bezczelnej wampirzycy, przekroczenia granicy jego rodziny! To on rozdawał karty tym razem. Wiedział, że teraz to on zadecyduje o przyszłości. Wyszedł każąc im się wynosić...

Jednak miękki głos służki odnalazł go w połowie drogi do wyjścia. Wysłuchał jej, wyraził raz jeszcze swoja frustrację lecz cały czas była jego przyjaciółką, bez względu na to, że jej matka to perfidna stara jędza. Pozwolił im zostać, pierwszy i ostatni raz, a sam bijąc się ze straconym zaufaniem i zdnerewowaniem, wraz ze swoimi żołnierzami, ruszył w kierunku wyjściowych drabin...
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2007 03 06, 22:14:48
Spojrzała w przypominające dwa księżyce oczy wilkołaka. Znała go od wielu lat. Pamiętała go jeszcze, gdy był tą bezbronną istotą, która w swej humanoidalnej postaci pisała dla niej wiersze. A teraz?
Oczy wilkołaka zaszły krwią.
Furia.
Jest tylko tym. Jest esensją agresji i pragnienia mordu.
Jego złość i nienawiść sprawiły, iż nie była pewna rezultatu ich spotkań. Dawno utraciła nad nim kontrolę. Z zadowoleniem przyjmowała fakt, iż ich spotkania kończyły się bez rozlewu krwi. Drogocennej krwi dwóch według niej doskonałych istot. Jej i Jego.

Popatrzył na nią pełnymi wzgardy ślepiami. Torsje wstrząsnęły jego ciałem. Pysk bestii rozwarł się w niewyobrażalny sposób. W następujących po sobie sekundach wilkołak zwymiotował ludzkie członki... Uśmiechnęła się nieznacznie. Od razu poczuła pulsującą od nich aurę. Eteryczna woń towarzysząca Trinsic i to coś, co przy zamkniętych oczach pozwalało jej widzieć samotną wieżę zamieszkaną przez dwóch bliźniaków, jak zawsze ich nazywała... Ciała paladyna i nekromanty. Koniec jest bliski...

Wilkołak uderzył łapą o bujną trawę polany. Naghhhhroooodaaaa... - Ni to zawył, ni zasyczał. - Przyyypomnnnnęęę cssssiii sssięęę -

Bez słowa udali się w dwóch innych kierunkach.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: MaUa w 2007 03 07, 10:14:35
Już dawno się tak nie nudziła. Nawet szczury to zauważyły czym prędzej znikając jej z oczu. Pustym wzrokiem poczęła wodzić po plugawych ścianach kanału.
- Idziemy do Nujel'm, Eryanno. - rozległ się beznamiętny, suchy głos Yaineil.

'Nujel'm. To okolice tego miasta zamieszkują. Tu gdzieś ukryta jest ich wiedza i sztuka.' Rozmyślała Eryanna krocząc zdewastowanymi uliczkami miasta. Wszędzie dookoła unosił się odór śmierci i trzy tak odmienne zapachy. Troje żywych, tak, czuła ich wyraźnie. Ich krew pulsowała tak słodko, z każdym uderzeniem ich śmiertelnych serc zdradzali się ze swoją obecnością.

Eryanna spojrzała na swą Matkę, uczyniła niewielki gest dłonią w kierunku jednego ze zdewastowanych budynków. Yaineil skinęła tylko głową. Tak, ona również czuła ich zapach.

Byli tam, kobieta i dwóch strażników. Wszyscy przerażeni, skrywali się przed niechybną śmiercią. Cała trójka spojrzała nerwowo na dwie istoty wkraczające w ich azyl. Pytające, przerazone spojrzenia, wyborny widok u kolacji, pomyślała Eryanna.

Podeszła kilka kroków ku przyszłym ofiarom. Jej wzrok przeciagnęła jednak suknia kobiety. Delikatna, zwiewna materia o doskonałej barwie nocy. Tkana przez wyjątkowe dłonie kobiet Tibaneh. Iskra chciwości zabłysła w oczach Eryanny. Zerknęła na Yaineil, ciekawa czy i ona zauwazyła wspaniały wyrób. Ta jednak zanadto skupiła się na przyszłej kolacji.

Krwistowłosa wampirzyca była nieco zawiedziona, tak niewiele wysiłku trzeba było wlożyć w zwodzenie tej trójki. Wystarczyła krótka obietnica pomocy, zaoferowanie bezpiecznego schronienia w Stolicy. Jacyż ci śmiertelni są podatni... Sprowadzeni do domostwa wampirzyc poczuli niepokój. Każdy go czuje, niektórzy chcą uciekać, niektórzy walczą desperacko, niektorych paraliżuje strach.

Obaj strażnicy, ku swej niechybnej zgubie, obnażyli miecze. W korytarzach
Kanałów rozległ się głośny śmiech Yaineil. Jeden krótki gest, jedno spojrzenie wystarczyło aby obaj wyzionęli ducha.
- Eryanno, zakonserwuj ciała - rozkazała Yaineil nie zwracając uwagi na trzecią śmiertelniczkę.

Eryanna siłą woli ułożyla zwłoki na dnie kanału. Kobiety jednak nie spuszczała z oczu. Podeszła do niej powolnym, statecznym krokiem i delikatnie ujęła śmiertelną pod ramię. Drżącą z przerażenia niespiesznie zaprowadziła do swej Matki, podając jej dłoń kobiety. Yaineil kiwnęła głową z zadowoleniem i przebiła kłami delikatną skórę nadgarstka. Kilka łyków, kilka kropel krwi. Tak, żywa krew smakuje wiecznością.

Eryanna złozyła dłonie na ramionach śmiertelnej. Delikatna struktura materiału jej sukni wrecz ją przyciagała, krew nie miała teraz znaczenia, znaczenie miał jedwab Tibaneh.

Delikatnie musnęła paznokciem szyję kobiety Przedsmak tego co sie stanie. Eryanna delektowała się skrajnym przerażeniem tej ciemnoskórej istoty. Szybki ruch ręką, paznokieć rozdzierający skórę. Z szyi niewiasty poczęła sączyć się dziwnie czarna krew wnikając w suknię.

Martwa kobieta osunęła się na ziemię. Eryanna ostroznie zdjęła z niej suknię przyciskajac ją do piersi. Do ciemnoskórego ciała wnet przybiegło stadko szczurów łapczywie obgryzając mięso od kości.

- Co trzymasz Eryanno? - spytała Yaineil świdrując swą córkę i służkę wzrokiem.
- To jest moje, Matko! Moje! - wykrzykneła Eryanna z wyrazem niepohamowanej chciwości w oczach. Yaineil jednak spokojnie do niej podeszła i wymierzyła córce policzek.
- Wspaniale córko. Egoizm. Egocentryzm. Jesteś na dobrej drodze ku wielkości.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Jasmine w 2007 03 16, 15:20:17
Kobieta weszła do kanałów, ruszyła znaną drogą, doszła do bramy, rozejrzała się, nikogo nie było. Po chwili oczekiwania usłyszała kroki, zza rogu wyłoniły się dwie postacie, Jasmine je znała, a przynajmniej uważała ze je zna. Kobiety weszły do większej sali. Zasiadły we trzy przy kamiennym stole. Yaineil spojrzała na Jasmine.
-Wiesz po co zostałaś wezwana?
Jasmine nie wiedziała, pokręciła głową
-Wezwałyśmy cię, gdyż będziemy tworzyć mózg.
Przez krótką chwilę milczały.
-Wiesz jakie składniki będą potrzebne?
Jasmine znowu pokręciła głową. Yaineil podała jej listę ze wszystkimi składnikami.
Jasmine przeczytała listę. Spojrzała na Yaineil.
-Mam je dla ciebie zdobyć?
Zadanie wydawało się banalne gdyż większość z nich posiadała.
-Nie.
Yaineil spojrzała na Jasmine. Eryanna podeszła do skrzyni stojącej nieopodal.
-Powiedz Eryannie co ma wziąć.
Jasmine zaczęła czytać.
-Dwoje oczu beholdera.
-Dziesięć fiolek wilczej krwi.
-Dziesięć kości.
-Dziesięć grudek żyznej gleby.
-Dziesięć kępek czarnego wrzosu.
-Po jednej sztuce podstawowych składników magicznych.
-Trzy fiolki smoczej krwi.
Eryanna wyciągała po kolei zioła po czym wkładała je do worka.
-Mięso w ilości połowy wagi humanoida.
Yaineil podeszła do zielonkawej wody znajdującej się w kanałach, uniosła ręce nad wodą, po czym wypowiedziała słowa w języku niezrozumiałym dla Jasmine. Z wody wyłoniło się ciało małej osoby, był to niziołek albo gnom, ciało było idealnie zachowane, nie było na nim żadnych oznak rozkładu. Yaineil rzuciła ciało na posadzkę. Po czym podeszła do regału i zdjęła z niego czaszkę wykonaną z gwiezdnych szafirów. Podeszła do Jasmine i wręczyła jej czaszkę, Eryanna z kolei podała jej worek zawierający ingrediencje.
Yaineil spojrzała na Jasmine.
-Umieść składniki w czaszce.
Jasmine zaczęła wkładać składniki do wnętrza czaszki. Gdy skończyła położyła czaszkę na posadzce i zebrały się wokół niej. Wampirzyce zaczęły skupiać się na czaszce, Jasmine postąpiła za ich przykładem. Eryanna wyrzuciła ręce do góry i wypowiedziała pierwszy raz zaklęcie. Pozostałe dwie kobiety postąpiły tak samo. ,,An'alna trath us fath bezath dohieldiem ve!" echo słów przez chwile brzmiało w kanałach. Kobiety wyciągnęły ręce przed siebie tym razem wykrzykując zaklęcie. Echo powtórzyło za nimi. Zaklęcie zostało wypowiedziane raz jeszcze, tym razem cicho, po czym wszystkie trzy opadły na posadzkę i położyły dłonie na czaszce. Ich dłonie zaczęły drgać, unosiła się wokół nich dziwna poświata. Magia intensywnie przepływała do czaszki. Po chwili było cicho, słychać było tylko piski szczurów walczących o resztki mięsa. Kobiety były wyczerpane, Yaineil podniosła się jako pierwsza, chwilkę po niej Eryanna. Ostatnia podniosła się Jasmine, wyglądała jak cień człowieka.
Krwistowłowa wampirzyca podniosła czaszkę w której był idealnie scalony ze składników mózg. Ta, którą Eryanna nazywała Matką siadła przy stole. Młodsza wampirzyca podała ramię śmiertelnej by wspomóc ją po tak wielkim wyczerpaniu. Wszystkie trzy usiadły, usatysfakcjonowane z efektu, wszystko poszło jak należy. Po chwili odpoczynku pożegnawszy się, wszystkie udały się w swoją stronę. Jasmine udała się do swojej wierzy, po czym opadła na łoże i zasnęła z wyczerpania.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2007 04 03, 22:42:38
Otworzyła mu drzwi. Pozwoliła magistrowi Akademi przyjrzeć się komponentom nieistotnych eksperymentów, które chaotycznie leżały na stole badawczym. Spojrzała na niego czarnymi jak smoła oczyma i wiedziała. On mówił, opowiadał... Opowiadał o tym, jak powolnym procesem było zrozumienie istoty rytuału napełnienia, opowiadał o nieudanych próbach, błędach w rozumowaniu i kolejnych krokach ku ukończeniu celu. Słowa słowa słowa....
Wychodzące z ust Redgarda dźwięki nie miały znaczenia. Istotne było to, że magowie Akademi Nauk naładowali baterię, która po roku wróciła do jej dłoni. Spojrzała na obsydianową kulę, wewnątrz której co raz migały drobne iskierki przypominające jej czas śmiertelności.

Świadomość własnej wielkości ku chwale własnego Daru zadowoliła ją.
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: SolTell w 2007 04 05, 20:42:52
Ujrzał promienie słońca i twarz... swojego przełożonego. Wiedział że wdepnął nieźle. Cóż dobrze wiedział co miało sie z nim stać. Egzekucja? Po cichu czy przy owacji publiki?.

Zeszli do Ich siedziby, znów ten smród i kropelki potu spływające po plecach. Czuł że jego krótki żywot kończy się.

Te słowa, ten jeden cichy jęk. Tak wygląda koniec żywota ?

Otworzył jednak oczy a przednim otwarta była dłoń, koścista dłoń tak kuszącą że nie mógł jej odmówić. Uścisnął ją.

"Powstań.. sługo"

Spojrzał tępo na siebie, już nie był młody ani piękny. Jego skóra stała sie pogniła a mózg nie myślał o niczym tylko o Niej, o Jego Pani. Od tego momentu.. począł sie rozkładać. To nim żywi sie robactwo.


Czyli jest nowy "ghul" :>
Tytuł: Uchyliwszy wieko...
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2007 04 09, 01:03:53
Powietrze zapachniało ozonem... Zakrzywiła się przestrzeń. W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się tylko żywo zielona łąka stały dwie jakże do siebie niepodobne wampirzyce. Zgarbiona Yaineil oparła się na lekko tlącej się lasce. Niedbale machnęła ręką pozwalając Eryannie czynić to, co do niej należało. Spojrzała w mrok wejścia do Khaldun. Czekają tam, gdzie ich o to poprosiła.

Eryanna zgniotła zgromadzone składniki w dłoni. Pasowały do siebie idealnie... Yaineil nie słyszała słów inkatacji wypowiadanej przez Eryannę. Nie widziała bladego światła, którym tliła się dłoń trzymająca składniki zaklęcia - Zaklęcia Iluzji Głosu Imperatywnego.
Otworzyła usta i wypowiedziała pierwsze słowa. Gdyby dźwięki posiadały zapach, ten pachniałby śmiercią absolutną. Niewielu jest w Sosarii, którzy usłyszęli głos Netherila i trwają w śmiertelności, a takim właśnie głosem zgarbiona wampirzyca poczęła wzywać Erenena ku lochom Khaldun. Krzycząc coraz mocniej w gęsty jak smoła mrok nocy powoli opadała z sił. Nie zdawała sobie sprawy jak wyczerpujące może to być zaklęcie. Zamilkła. Wypełniła ją świadomość faktu, iż gdzieś tam... w umyśle licza pojawiło się wezwanie, w które uwierzył - Imperatyw Netherila... Podpierana przez swą córkę weszła z trudem w głąb Khaldun. Nie miała siły. Nie miała siły unieść głowę by przyjrzeć się Yezdigardowi i wampirom, które sprowadził ze sobą tak jak o to prosiła. Opadła na posadzkę czekając z trzymanym w dłoni Codex Damnorum... Wypowiadała słowa, starała się przygotować Nieśmiertelnych do tego, co miało nastąpić. Co działo się wokół niej? Nie wiedziała. Wezwanie licza kosztowało ją zbyt wiele wysiłku.

Mgła przysłaniająca czarne jak węgle oczy i zamaskowana postać wjeżdzająca dumnie na widmowym rumaku ku zastawionej pułapce... - Naquatak Akk'ettebeh - wyszeptała wydzierając kilka stron ze starej księgi. Co działo się dalej? Nie była w stanie ogarnąć świadomością wydarzeń w Khaldun. Nie pamiętała momentu, gdy wręczono w jej dłonie pulsujące serce, które jeszcze niedawno należało do Erenena. Wyczerpana, doprowadzona przez córkę do swego domostwa zasnęła w katatonicznym bezruchu na swoim tronie. - Teraz pozostała już tylko powłoka - pomyślała zasypiając.