Elfka wlasnie konczyla polowanie. Starcie z Impem bylo trudne. Podjechalo dwoch jezdzcow ktorzy zabawnie komentujac starcie (wygrane dla niej na szczescie), rozpoczeli rozmowe o przysmakach. Szczegolnie jeden okuty od sop do glow w metal chcial zupy z Elfa!
Byla kompletnie zaskoczona... Ghule na koniach?!!! To nie byli ghule, byli czyms gorszym, jak rzekli sami i rozpoczeli walke... nie trwala ona dlugo... Kiedy Elfka upadla z wierzchowca na ziemie, jeden z napastnikow uronil lze... to nie On Ja zabil.
Niedlugo potem gdzies w ciemnej wierzycy w kociolku alchemika gotowal sie wywar z elfich uszu.
- - - - - - - - -
amen... mrocznie :twisted:
Kapoer, ktory jak zwykle, przygladal sie, jak zwykle, bez powodu, by, jak zwykle, wyciagnac, jak zwykle, zwykle wnioski, stwierdzil, iz ten napad mial tyle sensu co napad spadajacego jablka na ziemie, na ktora spada. Natura istoty, rzekomo, inteligentnej jest mordowanie sie nawzajem. Nasz, prawdopodobnie, pozytywny bohater postanowil nie ingerowac w prawa barbarzynskiego swiata istot, ktore uwazaja, ze sa inteligentne. Podniosl jablko, ktore napadlo na ziemie pod jablonia. Wyciagnal sztylecik, Zadlo Smierci, tylko po to by obrac jablko ze skorki. Odwrocil sie od poganskiego obrzadku, zapewne w imie jakiegos boga, i poszedl dalej zastanawiac sie nad sensem istoty skorki jablka.
Kap jak zwykle masz wyrafinowany styl. Nawet w tak nieco obrzydliwym temacie ;) To teraz pozostaje tylko czekac na wywar z brody krasnoluda :> hłe hłe
Wywar z brody... pomysle nad tym :twisted: