Blacha nagrzana była do nieznośnej temperatury. Mortim spiął ostrogami konia
i odgalopował od potwora. Prastary beholder spoglądał swym żądnym krwi (a
może po prostu spokoju) okiem... magiczna energia uderzając w rycerza zrzuciła
go z siodła i zdarła hełm. Ten zdezorientowany nabrał głęboko powietrza i z trudem
podźwignął się na nogi. Z uniesioną tarczą zaczął zbliżać się do monstrum. To
obserwowało go. Każda macka zakończona okiem śledziła każdy jego ruch, a
umysł zaczął zamieniać otaczający wojownika piasek w szkło. Wojownik zaczął
zapadać się i grzęznąć w nowopowstałym zagrożeniu... nie miał szans.
Pozostawała już tylko śmierć... hmm... a może jednak nie, po kolei zrzucał ciężką
metalową zbroje, rękawice, karczek, odwiązał szybko napierśnik wyrzucając go
przed siebie. Beholder trzymał się w bezpiecznej odległości ciągle
powiększając płynną kałuże szkła. Temperatura niemiłosiernie paliła.
Myślał tylko o tym jak zakończyć tą męczarnie, wyjścia były dwa. Poddać się,
albo walczyć. Poluzował nogawice. W samej bieliźnie i z młotem w ręku
zaryzykował skok. W mgnieniu oka zamienił porażkę w zwycięstwo
uderzając w jakiś czuły punkt stwora, ten zwalił się z odgłosem świeżo
wyrobionego ciasta uderzającego o podłogę. Zanim szkło zastygło
wyciągnął zbroje, ścierwo stwora zostawił na pastwę nieubłaganych promieni
słonecznych. Zaciągnął konika za lejce w kierunku oazy. W cieniu kilku drzew
chciał odpocząć po ciężkim pojedynku. Wierzchowiec wierzgał zdenerwowany, coś
było ciągle nie tak. Wstał uspokoić konia. Położył mu dłoń na chrapach i
zaczął mu cicho śpiewać. Zwierzę uspokoiło się. Zniwelowałem skutki, pomyślał , ale
co mogło być przyczyną jego zdenerwowania? Zajrzał do pękatych
juków przytroczonych do wierzchowca. Tak to był problem, wypełnione były
złotem, klejnotami i składnikami magicznymi.
- No cóż, nie dziwię się, że jesteś taki podenerwowany, gdybym ja miał to
nosić to już dawno bym uciekł i zrzucił te ciężary. Masz racje udamy się do
miasta, a przy okazji kupię sobie łódź, zatem nadłożymy trochę drogi i
pójdziemy do Vesper... znasz drogę koniku.
Po kilkunastu minutach kłusu rycerz minął górę Coventous i udał się dalej na
wschód. Słońce zaczynało powoli chylić się ku zachodowi kładąc długie cienie
na nielicznych polankach.
Mortim wzdrygnął się. Czuł bliską śmierć, albo coś co istnieje poza nią.
Dlaczego umarli budzili się? Po co? Dlaczego? Czemu zawsze bezmyślnie atakują
wszystko co żyje? Te i wiele innych pytań nachodziło go, gdy przejeżdżał koło
cmentarza.
W dali usłyszał dźwięk metalu uderzającego o drzewiec, zdyszane konie... to co
wyczuł jednak zwiastowało czyjąś śmierć. Spiął wierzchowca i ruszył w tamtym
kierunku, między drzewami zobaczył ciało zabitego człowieka, biedny
wierzchowiec pokonanego dogorywał obok na ziemi machając kopytem w
przedśmiertnych drgawkach. Gdy oprawcy zauważyli, że są obserwowani ruszyli
do przodu atakując. Wojownik po wyczerpującym dniu miał mało sił, na szczęście
wierzchowiec bardziej martwił się o swoje życie, gdyż wyrwał galopem w
kierunku miasta. Minął strażników i wpadl do banku, w środku zobaczył
dwóch starych przyjaciół, byli to Jablo i Keldriss, sapiąc ciężko starał się
powiedzieć, że właśnie widział jakichś morderców niedaleko miasta, że ktoś
zginął. Jablo niewiele myśląc złapał za broń i na piechotę wybiegł z banku.
Nasz bohater podążył za nim by pokazać mu, w którym miejscu widział rabusiów.
Kawałek za mostem z ukrycia wyskoczyli mordercy i pognali za Mortimem w
kierunku banku, bezwładne ciało uderzyło głucho o ziemię, tak oto pogromca beholdera
zakończył swój żywot. Jednak jego duch pozostał, mordercy zgrabili co cenne,
resztę niszcząc. Błąkająca się dusza trafiła na uzdrowiciela, który
zmaterializował ciało, w które ta eteryczna postać się przyodziała.
Rycerz wpadł do banku zwymyślał strażników i zakończył swój dzień w
więzieniu.
Ladnie opisany zal...
Ten rycerz to jakis taki malo rycerski, ani on bojowy, ani honorowy. W sumie slusznie poszedl do paki. ;) Jaki rycerz taka nagroda. ;)
Nie wydaje mi sie ze rycerz musi byc "bojowy", czyli zawsze chciec kogos zabic, a co do honoru to nie rozumiem... uprzejmie prosze o wyjasnienie na priv. A do wiezienia Mortim poszedl za "walki pod straza, notoryczne ucieczki do miasta". Gdyby poszedl do wiezienia za obrazenie autorytetu wladzy, czy cos w tym rodzaju to chyle czola :)
Tym samym przyznales sie, ze obrazales wladze i wpadles w siec naszej prowokacji ;)
Temat do zamkniecia.
Xynd tylko wytlumacz mi.. co ma obraza wladz do powodu banicji?bo kurde topic mial 3 strony i dalej nie wiem.. O_o
To kwestia subiektywna. Ja impertynencje puszczam kolo uszu nic sobie z nich nie robiac, bo nie warto przejmowac sie tym, ze ktos tam sobie ujada. Kto inny natomiast uznal to za obraze majestatu wladzy, a tym samym jego samego i nie zyczy sobie, aby takie osobniki korzystaly z dobrodziejstw miasta, ktorego strzeze.