Dawno sie nie udzielalem tutaj;] A chce uslyszec opinie...
Projekt literacki mnie i mojego fantastycznego kolegi. Czujemy sie rockersami i chcemy to opisac. Zgodnie z maxyma "Kazdy gra swoj wlasnym hewi-metal" powstaje ksiazka. powolnymi krokami, ale idzie. Na wpol bardziej autobiograficzna. Taka literatura po tyfusie... zapraszam.
gdy bog tworzyl swiat w 666 dni, swiat juz istnial...nieopodal, lecz jako, iz byl to pierwszy zaistnialy swiat,a bog starotestamentowy, zapewne z zimnym wyrachowaniem uznal swoj swiat jako ten pierwszy, ktory rozerwie blone dziewicza w swiatowaniu, aczkolwiek bylo zupelnie inaczej. swiat ewolucji, istniejacy nieopodal swiata boskiego, choc moze odpowiedniejsza nazwa bylaby swiat ponadludzki. na swiecie tym nie bylo pierwszych ludzi, byli tam ludzie ostateczni, doskonali, jednostki...absolutne...tak jest...absolutne. zyjace dla absolutnej, metafizycznej, mistycznej wrecz wartosci- hewi metalu. wartosc ta...absolutnie doskonala i taka....bardzo bardzo zobowiazujaca wszystkich jej wyznawcow, do zycia wedle jej zasad...najczystszych, najszlachetniejszych i tak wciaz zywych, choc nie dzialajacych wstecz, lecz jedynie wspak. to byl ich bog, choc tak na dobra sprawe nigdy go nie bylo. hewi metal byl od zawsze obecny w ich zyciu, to byla wartosc, z ktorej powstali, i z ktora umrzec przyjdzie im tez. tak na dobra sprawe to po wymieszaniu sie istot z tych dwoch planet zapewne niejeden z was drodzy czytelnicy powstal z hewi metalu(moze nie bezposrednio, ale jednak<wesoly>). boga nazywano wowczas 'ten, ktory 6 dnia odpoczywal, albowiem tak mowi pismo swiete'.
Na poczatku byla cisza. Moze niezupelnie, bo Los chrapal. Nerwowo wyciagniete, nierowne wasiki sterczaly w gore, tnac ostro powietrze. Wilgotny, drobny nosek wiercil sie i weszyl przez sen, jakby byl niepodlegla forma bytu, przyklejona do grubego, czarnego cielska kota. Grupa niezdarnych lisci uderzyla o niego, nakrywajac swoista koldra matki natury, ktora wedrujac wsrod wiatru, jak szalona swoimi ksztaltnymi piersiami uderzala o korony drzew.
Bloniste skrzydla opatulily niebosklon, palacy oczojebnym blekitem. Dluga szyja, najezona roznobarwnymi, wesolymi pletwami, wedrowala dookola otwierajac wielka paszcze, wypelniona szklistymi zebami, podobnymi do malutkich puzzli, przy zgryzie wypelniajacych siebie nawzajem. Workowaty brzuch z wydetym na zewnatrz pepkiem, ktory symbolizowal paradoksalna zagadke pol-boskiej omnipotencji Decybela. Wezowym ogonem owijal horyzont.
Zapalil papierosa i usiadl przy lizacym swojego siusiaka Losie.
-Podobno gora ma kogos przyslac. - slowa zmieszaly sie z wypuszczanym dymem. Los przestal lizac swoje podbrzusze. - ma zrobic porzadek z tym burdelem. Kolejny mechaniczny wdech i wydech.
-Myslisz, ze zniszczy wszystko, co bylo? - spytal Los, glosem glebokim i pelnym.
-Mysle, ze zacznie od chaosu.
Los zaniemowil. Popatrzyl swoim dysfunkcyjnym wzrokiem (strit) i stwierdzil, ze musi sie dzis znarkotyzowac. Moga nie miec duzo czasu.
-Bedzie... porzadek?
-Jako taki. Ale nie bedzie hewi metalu. ma nie byc, znaczy sie. Chyba, ze go sami odkryja.
-Ale kto?
-Wierzysz w bajki o predestynacji?
-Nie wypada Bogu wierzyc w innych... - Los prychnla w granicy mozliwosci i poznawalnosci kociego prychniecia.
-Zacznij. Czasem sie przydaje. No nic... ja ide sie dzis zwazyc. Fatalizm i Katastrofizm tluka mi sie do drzwi i nie mam zamiaru ich wpuszczac.
Cisza byla cichutkim brzeczeniem. Potem Bog, jak kazal sie nazywac, zamienil Decybela w cisze, ktory stal sie cichutkim brzeczeniem, uosobieniem hewi metalu, symbolem. Stworzyl angelologie, ktora panujac nad niebosklonem, zdarla nieczytelnie jasna barwe nieba, zamieniajac w prostacki realizm. Matka natura stala sie tylko wiatrem i nigdy wiecej kontrowersyjnie nie muskala swoimi pieknymi piersiami po drzewach.
I los usiadl przed Panem. Wylizal do czysta kazda czesc swojego ciala. Byl i mial Byc.
To taki poczatek, geneza i tlo dla calej akcji. Ogolnie to jest o hewi metalowych superbohaterach...
Kopiowanie zabronione, bez zgodny autora :D
I za to cie kocham ;). Genialno genialne + nowatorskie + wow :D.
Cytat: "Alkus"
gdy bog tworzyl swiat w 666 dni, swiat juz istnial...
faktycznie dobre, czekamy na więcej ;)
Omg. ;) Czasem mnie zadziwiasz mimo, że jestem przygotowany na "Alkusowe jazdy". Teraz mnie powaliłeś. :D
Czekam na więcej.
slicznie wykreslone. momentami zalatuje katem. ;]
fallusowe zwyciestwo :)
j\Ja LOth i reszta gromadki czekamy na czesc dalsza :)